piątek, 14 września 2018

Nie mówmy, że nie zostaliśmy uprzedzeni!

Trafiłam przypadkiem na prezentację książki Goodbye good men (o której wspominam w poprzednim wpisie), Michaela Rose'a, z 2002 roku. Jeżeli katolicka opinia publiczna w USA co najmniej od 16 lat wie jak wygląda sytuacja w seminariach duchownych, a mimo to jest zaszokowana kolejnymi skandalami z klerem w roli głównej, to ja się dziwię. Szokujące jest raczej, że ostali się tam jeszcze jacyś wierzący, wierni nauczaniu Kościoła księża, kontrolujący swoje popędy.

Jeżeli seminaria preferują odrzucających naukę Kościoła, politycznie poprawnych homoseksualistów  to o czym my mówimy!!! Jeżeli każdy normalny, nie daj Boże wierzący i pobożny, młody mężczyzna kierowany jest na przymusową reedukację czyli tzw psychoterapię to czego możemy się spodziewać. Skąd wzięła się w tych seminariach taka kadra, kto o tym decydował? Czy nie można ich wszystkich  zweryfikować negatywnie? Czy to biskupi ich chronią?

E.Michael Jones ma rację, Kościół amerykański stał się celem ataku sił zagrożonych jego pozycją i autorytetem: elity WASP i lobby żydowskiego. Wszystko na to wskazuje, że operacja zniszczenia go od środka powiodła się co najmniej w 90%. Kolejne wzmożenia pt nadużycia seksualne kleru uciszą ewentualne protesty Kościoła w ważkich kwestiach jak np kolejna wojna prowadzona w interesie Izraela.

I pomyśleć, że wszystko to było od dawna przepowiedziane - objawienia z Quito w Ekwadorze z początku XVII wieku, Fatima w 1917 i Akita w 1973. Kardynał przeciw kardynałowi, biskup przeciw biskupowi, zwolennicy kompromisu ze złem u steru, wzmożony atak na rodzinę itp skąd my to znamy?!! Widziałam wczoraj na YouTube wywiad z siostrą Agnes Sasagawa, której objawiła się Matka Boska w Akita. Jak odświeżająco czysta, skromna i żyjąca wiarą kobieta! Równie pozytywne wrażenie zrobiła na mnie jej siostra przełożona, ksiądz kapelan, a nawet lokalny biskup, który uznał oficjalnie objawienia. Być może to kwestia starej kultury, może Japończycy są po prostu są dużo lepiej wychowani od nas.

Potem z pewną satysfakcją zauważyłam, że tradycjonaliści, którzy z wyższością nazywają nas "neokatolikami" zestawiają Fatimę z Akitą. Nawet nie przeszkadza im, że habit siostry Agnes jest typowo posoborowy, podobnie jak architektura kaplicy czy styl rzeźby. Msze też raczej odprawiane są po japońsku niż łacinie, a szaty liturgiczne są takie jakich można w danych okolicznościach oczekiwać. Swoją drogą język japoński w ustach tej niesamowitej osoby brzmiał jakby był zaprojektowany do modlitwy i głoszenia ewangelii .

Wniosek z tego jest jeden: cokolwiek robią książęta Kościoła w swoich okazałych siedzibach, jakkolwiek umizgają się do możnych tego świata i na jakie podejrzane kompromisy chodzą, Kościół istnieje dzięki tym pięknym, pokornym i wiernym duszom żyjącym gdzieś na peryferiach. Używanie łaciny w liturgii ma swoje dobre strony, ale nikt mnie nie przekona że msza po japońsku w klasztorze w Akita nie podoba się Bogu, albo, że krzywo patrzy na posoborowe habity tych pobożnych, skromnych kobiet.




czwartek, 13 września 2018

Klerykalizm czy rewolucja seksualna i obyczajowa?

Najpierw trochę danych z raportu na temat nadużyć seksualnych kleru w Pensylwanii  ze strony Lifesitenews:

Summary of Pennsylvania Predator Priest Activity
Heterosexual Predation – 23%
  • child - 6%
  • female teenage victims- 16%
  • female adult victims -1 %
Homosexual Predation – 73%
  • child victims 11%
  • male teenage victims – 60%
  • male adult victims -2%
Child Porn 
  • Gender Non-Specific - 4%
Table 1 Alleged victims of sexual abuse incidents, grouped by gender and age 
Age in years      1–7                 8–10                   11–14                    15–17
Male 
Number             203                   992                    4,282                      2,892
Female
Number             284                   398                     734                        502
(Source: John Jay College, The Nature and Scope of Sexual Abuse of Minors, 53, table 3.54.)

81%  ofiar molestowania było płci męskiej. Ciekawe jest też rozłożenie w czasie w latach 50-tych i na początku 60 - tych takich przypadków prawie nie ma, potem nagle pojawiają się lawinowo.  To okres posoborowego zamieszania i totalnego chaosu w Kościele. Od początku lat osiemdziesiątych ich liczba się znacząco zmniejsza (potem praktycznie wraca do tej sprzed soboru). To początek pontyfikatu Jana Pawła II i podjęj przez niego próby przywrócenia ładu organizacyjnego i doktrynalnego.

O tym jak wyglądały po soborze seminaria pisze Michael Rose w książce Goodbye, Good Men: How Liberals Brought Corruption into the Catholic Church. Świadectwo anonimowego księdza z Niemiec na Lifesitenews (https://www.lifesitenews.com/blogs/priest-describes-cesspool-of-homosexual-immorality-in-german-dioceses) dokładnie ten obraz potwierdza - normalny chłopak, przejęty nauką Kościoła i pobożny nie miał szans na przyjęcie do seminarium, nie wspominając o wyświęceniu. Nic więc dziwnego, że i w Kościele niemieckim liczba ofiar molestowania wynosi 3677 w większości nastoletnich chłopców, a oskarżonych o molestowanie jest 1670 duchownych (według raportu zamówionego prze episkopat).

No cóż owo sławne aggiornamento ewidentnie nie było najlepszym pomysłem. Przez otwarte szeroko okna i drzwi naszło do Kościoła to samo g...., które od rewolucji seksualnej lat sześćdziesiątych zalewa świat. Fałszywa wizja człowieka (z natury dobry), wychowania (bezstresowe) i seksualności (wiele równorzędnych "orientacji") sprawiła, że praca w normalnej świeckiej szkole jest sportem ekstremalnym, pop kultura jest skrajnie toksyczna, prawo jest gorzką drwiną ze sprawiedliwości i nawet chodząc po mieście można zostać zabitym przez rozpędzonego rowerzystę lub stratowanym przez stado młodzieży szkolnej na oczach ich bezradnego nauczyciela.

W przeciwieństwie do tzw tradycyjnych katolików czy innych sedewakantystów nie wierzę, że Jan Paweł II i Benedykt XVI byli nieważnie wybranymi antypapieżami. Podejrzewam, że byli o wiele lepszymi ludźmi i nauczycielami niż większość papieży przed Soborem Watykańskim II. Nawet Paweł VI, o którym różne informacje krążą po internecie, ogłosił Humanae Vitae, co w określonych okolicznościach nie było pójściem na łatwiznę. Jednak bycie świetnym nauczycielem nie koniecznie idzie w parze z talentem administracyjnym, a dusze dobre i czyste często nawet nie potrafią sobie wyobrazić otchłani zła, w której pogrążeni są ich upadli bracia ani ocenić ich perfidii. Benedykt skonfrontowany z tą wiedzą ustąpił. Szkoda.

Franciszek ma dług wdzięczności wobec "klubu Sankt Gallen", któremu zawdzięcza swój wybór i go spłaca. Spiritus movens tej grupy liberałów był kardynał Martini, były jezuita, arcybiskup Mediolanu, który od czasu Humanae Vitae jawnie i intensywnie kontestował oficjalne nauczanie Kościoła. Marzył mu się "młody Kościół" i zakładał, że wymaganie czystości czy dyscypliny moralnej stoi z tą wizją w jaskrawej sprzeczności. Był mentorem kardynała Bergoglio, umarł na rok przed jego wyborem.




środa, 12 września 2018

Klerykalizm?

Ciekawy dalszy rozwój sytuacji. Papież Franciszek zapewniony o lojalności i wsparciu przez swoją przyboczną radę dziewięciu kardynałów ogłosił, że to szatan odkrywa grzechy biskupów, żeby zgorszyć wiernych. Ciekawa jestem jak skomentuje to o. Dostatni, czy tez cytowany przez niego jezuita, który tak przekonywająco tłumaczył nam czym jest klerykalizm. O ile dobrze pamiętam polega on na tym, że istnieje grupa ludzi wyjęta spod wymagań obowiązujących wszystkich innych w Kościele...

Ks. Izakowicz-Zalewski twierdzi, że naszego biskupa Paetza krył nuncjusz papieski Kowalczyk, jego bliski przyjaciel.  Dopiero Wanda Półtawska niczym druga św. Katarzyna ze Sieny doręczyła list papieżowi. Sprawa nie została nigdy wyjaśniona i nie wiadomo czy poznański arcybiskup był winny zarzucanych mu czynów czy nie.

Kardynał Wuerl, który z uporem i wbrew faktom twierdził, że nic nie wiedział o gorszących czynach swego poprzednika kardynała McCarricka, pod naporem opinii publicznej zrezygnował ze swojego stanowiska.

Onegdaj przeor dominikanów we Wrocławiu łajał wiernych za ich straszliwy polski klerykalizm winny wszelkiego zła w Kościele, a wychodzi na to, że przekonanie o wyjątkowości i nie podleganiu wymaganiom moralnym obowiązującym prostaczków jest charakterystyczne raczej dla duchowieństwa, a szczególnie wyższego.

Św Piotr Damiani w Księdze Gomory z 1049r. dowodzi z zapałem, że mężczyźni winni grzechów sodomskich, w tym masturbacji (indywidualnej i w parach), nawet po ich odpokutowaniu nie mogą być dopuszczeni do żadnych godności kościelnych. Bardzo przenikliwie opisał niebezpieczeństwo sytuacji kiedy jeden sodomita spowiada drugiego, z którym współżył.  Oczywiste jest w takim przypadku relatywizowanie grzechu, praktyczna jego akceptacja i brak skruchy.

W starym Tygodniku Powszechnym o. Prusak SJ stwierdza, że w polskim kościele jest od 25 do 40% homoseksualistów. Ich problem według jezuity nie polega na nieszczęsnej skłonności tylko na trudności w zachowaniu celibatu. Czy te  rzeczy się ze sobą nie wiążą? Czy homoseksualizm nie jest związany z zachowaniami kompulsywnymi? A co to oznacza w praktyce? Jak ta trudność w zachowaniu celibatu wygląda w życiu parafii czy zakonu? Zdaniem o. Prusaka homoseksualiści są często znanymi duszpasterzami o większej wrażliwości i zdolności wysławiania się. Rozumiem, że to równoważy homoseksualny seks z dostępnymi w parafii lub zakonie (młodymi) mężczyznami ?

Delikatnie polemizuje z nim Roman Graczyk na wpolityce.pl  Stwierdza, że 40 % homoseksualistów to jednak znaczna nadreprezentacja i byłaby niepokojąca nawet gdyby chodziło o otyłych, a przecież nadwaga nie wiąże się z tak drastycznym zaprzeczaniem nauce kościoła jak sodomia. Autor jest nieco zaskoczony spokojem z jakim O. Prusak podaje te szokujące dane.

E.Michael Jones twierdzi konsekwentnie, że zakon jezuitów jest piątą kolumną w Kościele, a jego zadaniem jest wywrócenie całej katolickiej nauki moralnej. O. James Martin SJ były papieski doradca jest twarzą kampanii progejowskiej. Według Jonesa zakon należy jak najszybciej rozwiązać.

Obawiam się, że papież Franciszek i jego otoczenie mają dla nas następującą ofertę: grzeszcie śmiało (cytując Lutra), żyjcie sobie w wolnych związkach w dowolnych konfiguracjach, stosujcie antykoncepcję, a w uzasadnionych wypadkach nawet aborcję, nie interesuje nas w co wierzycie, ale nie interesujcie się nami - ani naszym życiem seksualnym, ani finansami, ani naszą wiarą lub jej brakiem. Nie mówmy o wstydliwych tematach jak podziemny Kościół w Chinach, który właśnie zdradziliśmy. Mówmy o globalnym ociepleniu. Napiętnujmy tych, którzy nie sortują śmieci, a neopelagiańskich rygorystów i faryzejskich konserwatystów po prostu ignorujmy, niech się udławią własną żółcią.

wtorek, 11 września 2018

Jeszcze o homoseksualizmie w Kościele

Oglądałam wczoraj program telewizji EWTN, World Over, w którym Raymond Arroyo rozmawiał z Robertem Bennetem, dawnym prokuratorom federalnym przewodniczącym (?) komisji  świeckich badającej nadużycia seksualne duchownych na początku wieku. Opowiadał między innymi o swojej wizycie w Rzymie, u kardynała Ratzingera, który rok później został papieżem. Ratzinger ewidentnie był zainteresowany i, mimo pewnych kłopotów z angielskim, zanotował sobie wszystko. Wszyscy członkowie komisji mieli wrażenie, że kardynał słyszy o tych rzeczach po raz pierwszy i chce dowiedzieć się prawdy od świeckich, bo nie może od swoich biskupów. List arcybiskupa Vigano również wskazuje, że informacje wysyłane z nuncjatur do Rzymu dziwnym trafem utykały w sekretariacie stanu i nie dochodziły wyżej.

Wszyscy pamiętamy o próbie śledztwa w kurii rzymskiej badającego zasięg homolobby, podjętej przez Benedykta XVI. Miało powstać grube dossier na ten temat. Rok później Benedykt nie był już papieżem, a sławne dossier zniknęło w tajemniczy sposób. Grupa Sankt Gallen z kardynałem McCarrickiem doprowadziła do wyboru kardynała Bergoglio, który odwdzięczył się zdejmując z niego sankcje i wysyłając na misje dyplomatyczną do Chin. Od czasu wyboru Franciszka słyszymy dziwne informacje o zmianie paradygmatu w nauce Kościoła i widzimy przymiarki do przyjęcia dyktatu tego świata. Człowiek prostoduszny - jak pisząca te słowa - może dojść do jednego wniosku: homolobby zwyciężyło, uniemożliwiło śledztwo w drodze zamachu stanu i pragnie teraz oficjalnie uznać swoją dewiację za normę, także w nauce Kościoła. Homoseksualni hierarchowie chcą oficjalnego uznania swojego prawa do organizowania haremów w seminariach, homoseksualni księża i zakonnicy chcą uznania swojego prawa do życia w homozwiązkach z współbraćmi, młodzieńcami z duszpasterstw akademickich czy ministrantami.

Kościół Katolicki, który chciał się ustrzec rozpusty wśród kleru wprowadzając celibat, skończył jako homoseksualne łowisko dla zdeprawowanych hierarchów. Kluczowe jest pytanie o skalę zjawiska.
Slyszałam o 30, 40 a nawet 50 % homoseksualistów wśród księży i od 50 do 70% wśród biskupów, przy 1 do 2% homoseksualistów w społeczeństwie.  Dane dotyczyły Stanów Zjednoczonych, a reszta świata? A jak jest w Polsce? Czy co drugi ,względnie co trzeci ksiądz jest homoseksualistą i to czynnym?

Jako młoda osoba zmagającą się ze swoją nie wybraną samotnością byłam szczerze zdziwiona zupełnym brakiem tematu w nauczaniu Kościoła. Problem dotyczy przecież sporej i ciągle rosnącej liczby osób. Księża tak pełni życzliwości dla rodzin, dla osób samotnych mieli wyłącznie połajanki, że egoiści, hedoniści itp i idiotyczne porady, które miłosiernie pominę milczeniem. W świetle powyższych danych rzecz staje się zrozumiała. Jak ksiądz homoseksualista może patrzeć na normalną osobę świecką żyjącą w czystości, gdyż nie może znaleźć odpowiedniego współmalżonka ?Wyłacznie z irytacją i politowaniem - a to jeleń!

Osób samotnych jest na pewno znacznie więcej niż homoseksualistów, a temat się nigdy nie przebił. Co innego rozwodnicy, konkubenci i geje - od nich, jak się dowiadujemy, Kościół się może wiele nauczyć, gdyż żyją w rodzinach, choć nieco odbiegających od katolickiego ideału ergo bezżenny/niezamężny  jeleniu i ty czyń podobnie! Przecież tylko miłość się liczy, no nie?

Jak zupełnie inaczej brzmią teraz utyskiwania pewnych duszpasterzy akademickich, że nie mogą przyciągnąć chłopaków, a tylko te dziewczyny i dziewczyny. Pewien dominikanin na łamach wdrodze stwierdził wręcz, że duszpasterstwo nie jest miejscem dla "pokręconych nastolatek". Rozumiem, że zdeprawowani nastolatkowie o jędrnych pośladkach to zupełnie inna sprawa...

Moje doświadczenie pracy w seminarium staje się zdecydowanie bardziej zrozumiałe w tym świetle. Ewidentną wrogość i lekceważenie, których wtedy doświadczyłam można bez trudu wyjaśnić mizoginią homoseksualnych mężczyzn wietrzących potencjalną konkurencję na swoich łowiskach (byłam względnie młoda i ładna).

Zrozumiałe staje się owo płomienne zaangażowanie wielu duchownych w uznanie homoseksualizmu za normę, choć problem jest zupełnie marginalny w społeczeństwie  w porównaniu np. z epidemią tzw singli, która jakoś nie jest tak wdzięcznym tematem. Pasterze pasący samych siebie. Miłość, miłość, miłość dla wszystkich z wyjątkiem neopelagiańskich rygorystów i konserwatywnych faryzeuszy.

"In the lovely land of loving it is lovely to be loved" jak śpiewa Frank the hippie w luterańskiej satyrze na YouTube. Ty, samotny jeleniu, zaadoptuj przygarść niepełnosprawnych dzieci, a ja będę chędożyć nowicjuszy - jedno i drugie jest wyrazem tej samej miłości, czyż nie?






poniedziałek, 10 września 2018

Jeszcze o kryzysie w Kościele i liście arcybiskupa Vigano

List arcybiskupa Vigano, byłego nuncjusza w USA. wzywa do ustąpienia wszystkich, którzy kryli McCarricka z papieżem Franciszkiem włącznie. Padają nazwiska kardynałów Bertone, Sodano i Parolina. Naoglądałam się ostatnio stron katolickich i filmów na YouTube, próbując wyrobić sobie zdanie o sytuacji.

Na stronie dominikańskiej o. Dostatni cytuje jezuitę, który oskarża arcybiskupa Vigano o klerykalną intrygę mającą uderzyć w papieża Franciszka, bardzo szkodliwą dla wiarygodności Kościoła i rzucającą cień na poprzednich papieży tzn Benedykta i JP II

Większość konserwatywnych stron katolickich jak np Lifesitenews poważnie traktuje list byłego nuncjusza i wierzy w jego wiarygodność jako człowieka. Wierni świeccy i duchowni ślą do papieża list za listem z prośbą o zbadanie tej sprawy przez komisję złożoną ze świeckich katolików.

Church militant nawołuje do buntu wiernych przeciw swoim biskupom (w większości homoseksualnym w ocenie Michaela Vorisa).

Katolicy tradycyjni twierdzą, że problem homoseksualnego kleru i molestowania chłopców, także nieletnich, zaczął się od soboru Watykańskiego II, kiedy Kościół został zinfiltrowany przez komunistów, modernistów, homoseksualistów i masonów. Patrzą więc z pewną satysfakcją na kryzys w tym co nazywają protestancką sektą Novus Ordo.

E.Michael Jones twierdzi, że ataki moralnej paniki, której przejawem są komisje badające nadużycia seksualne kleru w kolejnych stanach są elementem wojny przeciw Kościołowi Katolickiemu prowadzonej przez jego wrogów. Aktualne wzmożenie ma uciszyć jakikolwiek sprzeciw Kościoła na wypadek np wojny z Iranem (w interesie Izraela).

Nie mam możliwości tego wszystkiego sprawdzić, ale pewna znajomość historii i ludzkiej natury pozwala domniemywać że w Kościele istnieje korupcja sięgająca najwyższych szczebli hierarchii (zawsze tak było). Współcześni papieże pod okiem wścibskich i nieprzychylnych mediów nie mogą jednak oddawać się takim ekscesom jak niektórzy ich niesławni poprzednicy. Mogę sobie wyobrazić, że nawet najszlachetniejszy człowiek nie jest w stanie wygrać z  wszechpotężną mafią. Podejrzewam, że to było powodem rezygnacji Benedykta XVI. Bardzo możliwe, że Benedykt i Jan Pawel II wiedzieli np o sprawie McCarricka i wielu innych, ale praktycznie nie mogli ich ruszyć ze względu na skalę zjawiska. Jeśli, jak chcą niektórzy, większość biskupów w USA jest homoseksualistami (czynnymi?) to w jaki sposób ich odwołać nie dezorganizując Kościoła amerykańskiego? Kim ich zastąpić jeżeli seminaria wypuszczają wyłącznie homoseksualistów, których poglądy nie maja nic wspólnego z katolicką ortodoksją, albo oportunistów przymykających oczy na otaczające ich zło? Homolobby jest bardzo wpływowe i popierane z zewnątrz przez odwiecznych wrogów Kościoła i możnych tego świata. Czy papież ma jakąkolwiek realną władzę czy jest wyłącznie marionetką, zakładnikiem w rękach jakiejś grupy (obecnie mafii Sankt Gallen knującej intensywnie od śmierci JP II)? Jeśli tak jest, to rezygnacja kolejnego papieża nic nie zmieni. Dalej będą rządzić ci , co w cieniu, których nazwisk nie znamy, watykańskie "deep state".

Mam poczucie, że jedynie Pan Bóg może oczyścić swój Kościół z sodomitów zajmujących się głównie swoimi k.....sami, a nie powierzonym sobie zadaniem.  Być może jakimś rozwiązaniem na przyszłość byłoby dopuszczanie do kapłaństwa (i biskupstwa) wyłącznie dojrzałych mężczyzn, najlepiej wdowców po 50-ce mających dorosłe dzieci i wnuki.

Michael Voris (sam nawrócony homoseksualista) zauważył przytomnie, że ludzie z jakąś poważną raną nie nadają się do stanu kapłańskiego ponieważ zajmują się wyłącznie swoim problemem - są pasterzami pasącymi samych siebie. To dokładnie moje wrażenie z kontaktu z księżmi w seminarium, w którym kiedyś pracowałam.












niedziela, 26 sierpnia 2018

O "kryzysie pedofilskim" Kościoła w Pensylwanii

Dziś przy okazji święta Matki Boskiej Częstochowskiej przeor dominikanów we Wrocławiu uraczył nas kazaniem o tzw kryzysie pedofilskim Kościoła w Pensylwanii, liście interwencyjnym papieża Franciszka do wiernych i klerykalizmie, a zakończył zapewnieniem, że w Polsce jest gorzej pod tym względem niż gdziekolwiek na świecie.

Nie zamierzam umniejszać winy pedofilów, ani cierpienia ich ofiar, ale wydaje mi się że należało jednak uszanować dzisiejszą uroczystość i powstrzymać się od komentowania nie potwierdzonych doniesień medialnych.

Tak się składa, że tuż przed mszą oglądałam na youtube program Petera Hellanda z udziałem E.Michaela Jonesa pt The Pennsylvania Priest Scandal and Iran? (https://youtu.be/8XZ_SQMLjTU), w którym dokładnie ten temat był omawiany. Dowiedziałam się, że z 300 oskarżonych o pedofilię księży tylko przeciwko dwóm zebrano dowody umożliwiające wszczęcie postępowania sądowego, na razie nikomu niczego nie udowodniono. W naszym systemie prawnym człowiek jest niewinny, dopóki nie dowiedzie się jego winy, czyż nie?

Podobne polowanie na czarownice miało miejsce w Filadelfii i wtedy nie zdołano postawić ani jednego księdza przed sądem z braku dowodów. Po zmianie prokuratora pewien więzień narkoman nagle przypomniał sobie , ze jest ofiarą księdza pedofila i tylko na podstawie jego zeznań wsadzono do więzienia 60-letniego salezjanina. Na skutek braku dostępu do leków człowiek zmarł. Potem wyszło na jaw, że zeznania więźnia narkomana były wyssane z palca, a nowy prokurator okazał się człowiekiem głęboko skorumpowanym i sam skończył w pierdlu. 

E.Michael Jones - podobnie jak nasz ks Oko - stawia tezę, że problemem Kościoła nie jest pedofilia tylko homoseksualizm. Dobrze widoczne jest to na przykładzie kardynała McCarricka, który -podobnie jak nasz arcybiskup Paetz - sypiał z klerykami. Wszyscy o tym wiedzieli od lat i nikt nie reagował, konserwatyści nie chcieli niszczyć dobrego imienia Kościoła, liberałowie nie byli zainteresowani przypadkiem nie pasującym do stworzonego przez siebie stereotypu księdza-pedofila. Poza tym homoseksualistów - świętych krów naszych czasów - nie wolno krytykować, czyż nie? Skandal wybuchł, kiedy ktoś nagle przypomniał sobie, że i on był molestowany przez kardynała jako 15-latek. Jest nieletni, sprawę można sprzedać jako pedofilię, która w świetle prawa jest przestępstwem, a za tym idą roszczenia finansowe itp.

Każdy, kto interesował się kiedykolwiek kulturą antyczną, ma pewne pojęcie jak wyglądały typowe związki homoseksualne w starożytnej Grecji. Były to relacje dojrzałych mężczyzn z młodymi chłopcami - efebami. Pierwsi pełnili rolę czynną (miłośnicy), drudzy bierną (oblubieńcy). (Dorosły mężczyzna za bierne oddawanie w akcie homoseksualnym tracił szlachectwo). Oprócz różnicy wieku i pozycji społecznej, miłośnik i oblubieniec pozostawali często w relacji zależności uczeń - mistrz, ewentualnie  przełożony - podwładny. Starszy mężczyzna był zainteresowany pięknem młodego ciała, młodszy wyższością intelektualną, sławą, pozycją społeczną lub bogactwem swego kochanka (lub znosił jego umizgi dla kariery).

Analogia z nadużyciami seksualnymi  w Kościele jest rzucająca się w oczy. Ofiarami tzw pedofilii  są prawie zawsze chłopcy lub młodzi mężczyźni, ministranci, klerycy, nowicjusze w zakonach lub młodzi księża. Są molestowani lub uwodzeni przez starszych od siebie mężczyzn, którym w jakimś stopniu ufają jak uczeń mistrzowi, Zgadzają się się na ich umizgi z zaskoczenia lub dla kariery (ewentualnie biorą je za miłość, której desperacko pragną). 

Dla innych homoseksualizm jest erzatzem niedostępnego związku z kobietą (jak nie  przymierzając w Legionie Tebańskim), pozbawionym ryzyka powołania do życia nowej, kłopotliwej istoty ludzkiej. Także mizoginię typową dla homoseksualnych mężczyzn, dla których kobiety są konkurencją, można często spotkać wśród ludzi Kościoła. Homoseksualni guru zniechęcają swoich młodych adeptów do kobiet jako istot niższych, godnych pogardy. Zbyt często stykałam się z takim stosunkiem pracując w seminarium, by uznać go za wyniesiony ze specyficznych środowisk rodzinnych. Wydawał się raczej produktem tzw formacji kleryków.

Podtrzymywanie histerii pt pedofilia w Kościele jest na rękę dwóm środowiskom - zewnętrznym odwiecznym wrogom, którzy widzą w niej narzędzie do zniszczenia jego wpływu i wykończenia finansowo- oraz wewnętrznego homolobby, które pragnie odwrócenia uwagi od swojej aktywności i coraz większych wpływów.





środa, 18 lipca 2018

Jeszcze o dominikanach przy okazji wymuszonej bezsenności

Godzina 3.40 w nocy. Nie śpię, bo wzywałam policję do imprezy w "mieszkaniu studenckim". Zanim przyjechali impreza się uspokoiła - typowe. Druga noc do tyłu, bo poprzedniej nie spałam z nerwów przed "rozmową rekrutacyjną" (biorę udział w konkursie na stanowisko w pewnej instytucji kultury). Nie wypadłam dzisiaj zbyt dobrze, a kandydatów jak psów.

Międzyczasie tzn w ostatnią niedzielę nowa porcja herezji u dominikanów by o. Kuśmierski, który odprawiał mszę o 12. Ten człowiek nie może się powstrzymać od manifestowania swoich sympatii politycznych w czasie eucharystii. 3 maja nawoływał wiernych do przestrzegania konstytucji, która jest "aktem założycielskim" naszego narodu, o ile dobrze pamiętam użyte sformułowanie. Trudno powiedzieć co przez to rozumiał - czy to, że przed konstytucją Kwaśniewskiego nasz naród nie istniał? A może - podobnie jak Petru (kto go jeszcze pamięta!) - myślał, że konstytucja 3 maja ciągle obowiązuje? Pominę ten wątek miłosiernym milczeniem. Zakonnikowi (nawet dominikańskiemu) można wybaczyć nieznajomość historii, ale on sam nie powinien się popisywać podczas eucharystii brakami w wykształceniu ogólnym.

Ostatnio - komentując ewangelię o posłaniu uczniów dwójkami i ich zadziwieniu cudami, które Bóg przez nich zdziałał - pozwolił sobie na śmiałą interpretację "egzorcyzmów" opisanych na kartach Pisma Świętego . Otóż dowiadujemy się, że Jezus i jego uczniowie nie koniecznie wypędzali "tego z rogami" ( tzn inteligentne byty duchowe wrogie człowiekowi), lecz zatwardziałość serca, która nie pozwala nam przyjąć uchodźców. Owa niechęć  - jak rozumiem - czasem była tak potężna, że wcielała się w stado świń i rzucała do morza.

Zawsze czuję się dziwnie słysząc duchownego, który wstydzi się nauki, którą powinien głosić, więc zamiast tego mizdrzy się do swego targetu dając do zrozumienia, że mimo habitu jest cool guy. Nie wiem jaką grupę docelową o.Kuśmierski ma przed oczami duszy wypowiadając podobne kawałki, ale raczej słabo obecną w Kościele. Rozumiem, że teraz taki "trynd" -  ignorować obecnych, ewentualnie ich strofować, a kokietować tych, których nie ma. Ta strategia nie wydaje mi prowadzić do skutecznej ewangelizacji, raczej do zniechęcenia wiernych i utraty autorytetu duchownych, którzy w swej gorliwości w schlebianiu wszelkim nieuporządkowanym postawom wyglądają śmiesznie i żałośnie.

Przeciętny wierny nie musiał osobiście zetknąć się z opętaniem, ale zwykle ma doświadczenie destruktywnych myśli, które bierze za swoje własne. Świadomość, że mogą być suflowane przez "tego z rogami" z czystej nienawiści, bardzo pomogłaby niejednemu pogrążonemu w depresji i myślach samobójczych. Wyzwoliłaby zdrowy odruch oporu przeciw oczywistemu wrogowi i nie pozwoliłaby na uwewnętrznianie sugestii i oskarżeń agresora. Duchowni protekcjonalnie wyrażający się o wierze w "tego z rogami" wyświadczają takim wiernym niedźwiedzią przysługę. Świadomość realności walki duchowej bardzo by nam wszystkim pomogła. Umielibyśmy rozpoznać atak wiadomej centrali i ćwiczylibyśmy się w obronie. Każdy przeżyty dzień uszczęśliwiałby nas - wszak na wojnie to nie jest rzecz oczywista. Nie przywiązywalibyśmy wagi do upokorzeń, sińców i zadrapań jakie serwuje nam życie - napełniałaby nas wdzięczność, że uszliśmy z życiem z kolejnej zasadzki.

A propos "uchodźców" Jezus bardzo brutalnie wypowiedział się w kwestii ordo caritatis - "niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i dać go psom". Mówił to do kobiety obcego plemienia, która prosiła o uwolnienie córki od złego ducha. Nie wybierała się do Izraela po socjal, nie zamierzała nikogo zgwałcić, ani wysadzić w powietrze.