![]() |
"Babcia Kasia" dokazuje |
![]() |
Nick Sandman uczeń Covington Catholic School w Kentucky - ofiara linczu medialnego |
![]() |
"Babcia Kasia" atakuje |
Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
![]() |
"Babcia Kasia" dokazuje |
![]() |
Nick Sandman uczeń Covington Catholic School w Kentucky - ofiara linczu medialnego |
![]() |
"Babcia Kasia" atakuje |
Miałam pisać o czym innym, ale podczas przeglądania zasobów internetu (w związku ze sprawą aresztowania Ziemkiewicza za "nieodpowiednie poglądy polityczne" na lotnisku Heathrow) zdałam sobie sprawę z intensywności kampanii defamacyjnej prowadzonej przeciw Polsce, zgodnie przez wrogów ze wschodu i zachodu.
Co prawda określenie "wojna hybrydowa" pojawia się w związku z działalnością Łukaszenki i nawet tu i ówdzie można przeczytać o potrzebie uszczelnienia wschodniej granicy Unii Europejskiej, to jednocześnie najcięższe działa wytoczone są przeciw Polsce, która jej broni. Zupełnie inny jest ton materiałów poświęconych podrzucaniem migrantów na Litwę i Łotwę. Nawet protesty lokalsów przeciw ośrodkom dla emigrantów w ich niewielkich wioseczkach nie są szczególnie obrzydliwie skomentowane.
Nie miałam nerwów, żeby obejrzeć "reportaż" BBC do końca, ale widziałam wystarczająco dużo, również materiały dostarczone przez Deutsche Welle po prostu zaszokowały mnie swoją bezwstydną propagandą. Niemcy półgębkiem przyznają, ze Łukaszenka sprowadza tych ludzi z Iraku z intencją zalania nimi UE w odwecie za sankcje, ale to nie on jest czarnym charakterem tej opowieści, są nim Polacy. Dlaczego Litwini i Łotysze broniący swych granic są OK, a Polacy już nie, widz się nie dowie.
Polacy są po prostu nieestetyczni kiedy tak stoją wzdłuż granicy swojego kraju uzbrojeni po zęby i żaden nie chce rozmawiać z aroganckim reporterem podtykającym mu mikrofon pod nos i zadającym pytania w obcym języku. Co innego leżący w rowie "uchodźcy" z Nigerii! Ci mimo skrajnego i bardzo malowniczego wyziębienia są bardzo wymowni w swej agonii (są bowiem w trakcie umierania z zimna w sierpniu). Niestety BBC nie udało się upolować żadnego dzieciątka, ani płaczącego, ani z misiem, ani z kotkiem, ani apatycznego... Gazecie Wyborczej natomiast udało się przywabić je słodyczami rzucanymi przez ogrodzenie ośrodka dla imigrantów (jak nie przymierzając zwierzątkom w ZOO). Nie było co prawda widać śladów po torturach jakie zadała im straż graniczna, a rodzice nie złożyli wniosku o azyl (gdyż chcą do Niemiec), ale samo wytropienie dzieciątek bliskowschodnich wprawiło pewnych ludzi w orgazm.
Niemiecki materiał był jeszcze bardziej ohydny gdyż kontrastował przykładny ośrodek dla imigrantów przy granicy z Polską (i starszą Niemkę ochotniczkę uczącą ich języka) ze straszliwą polską strażą graniczną, która stoi i zabrania wstępu tym miłym ludziom, żeby mogli się w owym przykładnym ośrodku znaleźć. Tzw. "rodzime kanalie" wygłaszały tu i ówdzie jakiś komentarz, ale nie za długi bo to tylko volksdeutche. Długą wypowiedź miała pani przewodnicząca Amnesty International. Ta miała dowody zebrane przez drony, ze Polacy są bardzo źli, a ich rząd bardzo kłamie (też jest bardzo zły)
Generał Skrzypczak w wywiadzie dla nie pamiętam jakiego radia powiedział, że przegrywamy wojnę wizerunkową, bo Zachód kupił narrację Putina i Łukaszenki. To niestety najprawdziwsza prawda w świetle tego, co widziałam.
Jacek Bartosiak ciągle mówi o konieczności stworzenia armii nowego wzoru i zapewne ma racje, ale wojna nowego typu rozgrywa się, a w każdym razie zaczyna, w mediach. Jest to wojna na obrazki opatrzone prostym i oczekiwanym przez odbiorcę komentarzem - np. dziewczynka z misiem w lesie znaczy źli ludzie jej nie przepuścili do Niemiec (choć rodzina wykosztowała się na wycieczkę turystyczną do Mińska).
Może więc zacznijmy od zestawiania duszaszczypatielnych obrazków z kretyńskim komentarzem i puszczania ich w świat. Np. chłopiec w jarmułce pobrudzony czerwoną farbą i komentarz - Icek przeżył holokaust, ale pobili go islamscy terroryści (podający się za afgańskich uchodźców) w drodze do Niemiec. (Strach pomyśleć ilu Icków tam poturbują!!!) Albo chudy szczeniaczek ze spuszczoną główką do tego komentarz: mały Azorek chciał powitać uchodźców radosnym merdaniem ogonkiem, ale usłyszał "spi.......j ty psie" i musiał uciekać przed próbą skopania go. Następnie zbliżenie - widać jak nieszczęsne zwierzątko drży - i komentarz: Azorek jest w szoku po tym traumatycznym doświadczeniu i nie może rozmawiać... Albo młody gej albo lepiej trans z rozmazanym od łez makijażem, w tle karetka i profesjonalnie wyglądający ludzie w białych fartuchach. Komentarz: Ulrike, osoba transpłciowa/niebinarna z Niemiec chciała włączyć się w pomoc "uchodźcom z Afganistanu", ale oni nie wzięli od niej kanapek (pod pretekstem, że "not halal"), a jeden dyskretnie splunął na jej widok. Pomoc psychologiczna już przyjechała, żeby udzielić niezbędnej pomocy, sprawcy ujęci, wkrótce usłyszą zarzuty. Następnie zbliżenie: Ulrike szlocha brudząc makijażem kolejne chusteczki podtykane jej przez osoby w białych fartuchach. Podnosi zapłakaną twarz i mówi prosto do kamery "coś podobnego nigdy nie zdarzyło mi się w życiu!" spuszcza głowę i dodaje ciszej "nigdy", po czym znowu wybucha płaczem.
Nie wiem co zrobił biskup Ryś na "Arenie Młodych", słyszałam, że nie dochował przepisów liturgicznych. Chyba pominął liturgię słowa, zmienił słowa konsekracji zastępując bardziej przystępnymi dla młodzieży i użył innego chleba niż przewidziany. Powiem szczerze, że nie chcę nawet tego szukać i oglądać, gdyż nie mam ochoty się wpieprzyć albo zdegustować.
Trafiłam jednak przypadkiem na video o. Remigiusza Recława SJ broniącego arcybiskupa i samego wydarzenia. Nie miałam cierpliwości wysłuchać jezuity do końca, ale linia obrony była mniej więcej taka:
A więc drogi czytelniku jeśli masz zastrzeżenia do własnego środowiska rodzinnego i szukasz kogoś mądrego, kto wie lepiej, to zachowaj daleko posuniętą ostrożność, bo możesz trafić z deszczu pod rynnę.
- nie idą z duchem czasu (identyfikowanym przez o. Szustaka z Duchem Św., moim zdaniem bezpodstawnie)
- są "uczonymi w prawie" na podobieństwo faryzeuszy, legalistami, którzy przywiązują nadmierną wagę do nieistotnych szczegółów (o. Recław)
- "wiedzą lepiej" i "tylko oni mają rację" stad ich niechęć do ekumenizmu (o. Recław)
- na skutek nadmiernej koncentracji na prawie nie są w stanie pojąć Boga, który jest miłością (o. Recław)
Tym ogólnikom towarzyszyło przewracanie oczami i uciekanie wzrokiem (o. Szustak) oraz wymachiwanie rękami i prezentowanie inernetowych stron tradycjonalistów podszywających się pod katolików jak np. P. Ch. 24 (o. Recław) .
Kiedy porównamy ten rodzaj podejścia do tematu, z argumentami (za mszą trydencką, przeciw decyzjom soboru) prezentowanymi np. przez Pawła Lisickiego czy prof. Jacka Bartyzela, mamy intelektualną przepaść. Przede wszystkim możemy się dowiedzieć o faktach tzn.:
Zupełnie niepotrzebnie wysłuchałam wczoraj komentarza o. Szustaka OP na temat ograniczenia mszy trydenckiej wprowadzonego przez papieża Franciszka. Nie moja bajka, ale argumentacja zastanawiająca. Zdaniem dominikanina wierni, którzy chodzą na mszę trydencką, krytykują Sobór Watykański II oraz pontyfikat papieża Franciszka i jego decyzje, od dawna byli już poza Kościołem, więc ich nie szkoda. Opierali się Duchowi Św. działającemu w Kościele, który go stale przemienia i dalej w tym tonie, plus dużo przewracania oczami i uciekania wzrokiem.
Wszystko to bardzo pięknie, ale o ile mi wiadomo Duch Św., nie może nakłaniać kogokolwiek do działań jawnie sprzecznych z Dekalogiem na przykład.
Inna dominikańska gwiazda znana obecnie jako Paweł M. też była pełna natchnień Ducha Św., jak sama uważała. Zmuszała np. dziewczynę ze swojej Wspólnoty św. Dominika do seksu przed mszą o uzdrowienie, w zakrystii, w kancelarii, a nawet w kaplicy św. Józefa na ołtarzu (aby było więcej uzdrowień). Nie chce mi się nawet pisać o szczegółach działalności tego nieszczęśnika, można się z nimi zapoznać w raporcie komisji Terlikowskiego (opublikowanym m.in. na stronie portalu Deon).
Przy całej różnicy postury obu primadonn kaznodziejstwa istnieje pewne podobieństwo w postawie - duży dystans do Kościoła i jego nauki skontrastowany z wiarą w swoje lepsze poznanie intencji Ducha Św. + kierowanie się do odbiorców, którzy przyjmują to bezkrytycznie. Zdolność do przyciągania tłumów zamykała ( i nadal zamyka) usta wszystkim potencjalnym krytykom oraz redukuje gotowość przełożonych na przyjęcie do wiadomości, że ta nadzwyczajna popularność niekoniecznie świadczy o świętości. O. Maciej Zięba miał zgasić próby zwrócenia jego uwagi na dziwne praktyki o. Pawła M. zdaniem wypowiedzianym do mniej charyzmatycznego współbrata: "jak będziesz miał 3 tysiące na mszy o uzdrowienie, to pogadamy".
Pewien salwatorianin usłyszał od uczestnika rekolekcji, że najbardziej (w przerabianym tekście z Ewangelii św. Łukasza) niepokoi go fakt przebywania Jezusa w łodzi, podczas gdy tłumy pozostają na brzegu. Chodził z tym i chodził, dlaczego Jezus na jeziorze, a ludzie na brzegu.... Aż wreszcie uświadomił sobie, że jezioro ma także drugi brzeg i tylko Jezus może tych ludzi tam przewieść (jak nie przymierzając Charon przez Styks).
Salwatorianin powiódł wzrokiem po wiernych zgromadzonych w kaplicy domu rekolekcyjnego w Międzywodziu, upewniając się czy historia zrobiła na nich odpowiednie wrażenie. Najwyraźniej usatysfakcjonowany, coraz bardziej się rozkręcał. Popatrzmy na niektóre kartki wielkanocne z przedstawieniem Zmartwychwstania, jakże są naiwne. Zmartwychwstania przecież nikt nie widział. Zdjęta trwogą straż upada z powodu... trzęsienia ziemi, skutkiem czego kamień się przesunął, ale Jezus nie wyszedł z grobu, który jest po naszej stronie rzeczywistości, gdyż PRZESZEDŁ NA DRUGI BRZEG.
Czujecie temat? Zmartwychwstanie polegało na tym, ze Jezus przeszedł na drugi brzeg! Żołnierze rzymscy byli świadkami trzęsienia ziemi ( nie pierwszego w swoim życiu) i opowiadanie, że uczniowie wykradli ciało zapewne nie obciążało zbytnio ich sumień. Przecież mogli to zrobić korzystając z odsuniętego kamienia, kiedy to strażnicy z obawy o swoje życie nie mieli głowy do pilnowania zwłok skazańca.
Kogo więc widziała Maria Magdalena, uczniowie w drodze do Emaus i apostołowie w wieczerniku i na brzegu jeziora (znowu ten brzeg!). Kim był tajemniczy nieznajomy, dla którego Piotr pospiesznie się ubrał i skoczył z łodzi do wody, bo nie chciał stanąć przed nim prawie nagi (z szacunku).
Pewien Paulin wyraził się, że Jezus "wyświetlił" się płaczącej Marii Magdalenie! A więc coś w rodzaju halogramu! Bardzo pięknie, ale w takim razie w co niewierny Tomasz wkładał palce? W pokaz multimedialny? Ach wiem tekst ewangelii musi być zanieczyszczony! Odczuwanie głodu? Jedzenie ryby? Nie bądźmy dziećmi. Jakie są dowody na zanieczyszczenie tekstu? Ano takie, że przecież nikt zabity na śmierć nie mógł zmartwychwstać! Niewierzący bibliści nigdy nie spotkali się z takim zjawiskiem w całym swoim życiu i nikt z ich znajomych i krewnych też nie!!! (Z tego samego powodu całun turyński MUSI być obiektem wytworzonym w XIV wieku przez kosmitów, posługujących się potężniejszymi laserami niż jakiekolwiek współczesne laboratoria!)
Salwatorianin znowu rozgląda się po ludziach zgromadzonych w kaplicy. Coś go jednak zaniepokoiło w wyrazie twarzy kilku osób, bo pośpiesznie dodaje, że jego intencją nie było wyśmiewanie owych idiotycznych wielkanocnych kartek, jeśli jacyś naiwni chrześcijanie wciąż jeszcze w nich gustują. Czuje, że ręka mnie świerzbi, choć wszelkie ślady po egzemie zbladły na skutek kąpieli morskich w chłodnych wodach Bałtyku.
Cóż ojcze (nomen omen) Szyrszeniu, pięknie śpiewasz, czujesz liturgię i dobrze przygotowałeś się do swoich konferencji. Nie przyjdę jednak więcej cię słuchać, choć temat bardzo mnie interesuje, bo nie zniosę, żeby ktokolwiek podważał moją wiarę w Zmartwychwstanie Jezusa. "Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, próżna jest nasza wiara", czyż nie?
Co mnie obchodziłby jakiś żydowski mesjasz, który Syrofenicjankę, kobietę spoza swego narodu bez mrugnięcia powieką porównuje do psa, a do setnika rzymskiego z Kafarnaum udaje się tylko dlatego, że ten wybudował synagogę i cieszy się względami miejscowej starszyzny? Dla kogoś takiego wszyscy (z wyjątkiem współplemieńców) bylibyśmy po prostu Goyim, bydlętami o ludzkich twarzach, których życia nawet nie ratuje się w szabat. Gdyby nie był tym, kim twierdzi, że jest (a fakt Zmartwychwstania to potwierdza) pozostałby w moich oczach jedną z postaci historii kultury.
Wcielenie Boga jest karkołomną koncepcją dla ludzkiego umysłu. Niektórzy kaznodzieje lubują się w eksponowaniu ludzkiej strony relacji z nim, opowiadają o przytulaniu, zakochiwaniu się, a nawet pocałunkach. Szczerze mnie to mierzi, gdyż jestem boleśnie świadoma niedoskonałości ludzkiej natury i relacji do jakich jest zdolna przy takich ograniczeniach. Dlaczego nie pozwolić Bogu być Bogiem?
Złodziej, który mnie onegdaj okradł na kąpielisku wyrzucił mój zamszowy plecak z ubraniem, bielizną, butami. zegarkiem, komórką, dokumentami i kluczami. Jedynie aparat fotograficzny i mały różaniec ze szklanych paciorków (pamiątka z rekolekcji w Częstochowie) wydały mu się godne zachowania i tylko te przedmioty policja odzyskała. Na różańcu można odmawiać tylko jedną dziesiątkę. Jeśli mam wybrać tą najważniejszą to jest to Zmartwychwstanie i tego się będę trzymać.