piątek, 28 grudnia 2018

O nadmiarze "miłości" i deficycie prawdy

O. przeor we wrocławskim klasztorze dominikanów - sławny ze swojej miłości dla tych, co poza Kościołem i niechęci do wiernych - oznajmił na kazaniu w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, że jesteśmy chrześcijanami dla innych, dla świata. Zważywszy, że jego współbrat o. Marcin Mogielski z tego samego klasztoru twierdzi, że wszyscy ludzie będą zbawieni i to jest ta dobra nowina, którą należy głosić, powstaje dysonans poznawczy. Po co świat ma przez nas poznawać Chrystusa, skoro to w żaden sposób nie zmienia jego szansy na zbawienie (czy raczej pewności zbawienia)?

Weźmy na przykład makabryczną zbrodnię popełnioną w Maroku przed świętami. Oto dwie młode kobiety 24-letnia Dunka i 28-letnia Norweżka wybrały się w "przerwie świątecznej" na górską wędrówkę po jednym z łańcuchów górskich tego kraju (podobno bezpiecznego dla turystów). Na noc rozbijały namiot, cały ekwipunek niosły na plecach. Na zdjęciach widać ładne, roześmiane blondynki w sportowych strojach - młodość, radość życia i ciekawość świata, która je zgubiła. Zostały wielokrotnie zgwałcone, poranione nożem po czym obcięto im - jeszcze żywym - głowy. "Egzekucję" wykonano za pomocą piłowania szyi żywej, wyjącej z bólu, ofiary nożem - mniej więcej tak jak się kroi karkówkę na kotlety. Rzecz została nagrana, a film i zdjęcia, wysłane na konta społecznościowe rodziców, krążyły po internecie.

 24-letnia Dunka Louisa Vesterager Jespersen i 28-letnia Norweżka Maren Ueland; R.I.P. 

Rozumiem, że według o. Mogielskiego sprawcy tego czynu mają zbawienie jak w banku, nawet żal za grzechy nie jest potrzebny (i dobrze, bo szansa znikoma). Natomiast według papieża Franciszka wyrok śmierci na nich  jest niedopuszczalny, bo pozbawiłby ich ludzkiej godności. Ludzka godność ofiar i jej niewiarygodnie bestialskie podeptanie wydaje się mniej ważna.

Jakoś tak jest, że nam ograniczonym ludzkim istotom może nie starczyć miłości dla wszystkich, kiedy mamy ambicje startować w zawodach o puchar miłosierdzia roku albo stulecia. "Miłość" do zwyrodniałych przestępców praktycznie wyklucza troskę o los ich ofiar. "Milość" do muzulmańskich migrantów Sorosa skazuje europejskie kobiety i dzieci na los gorszy od śmierci. Nadzwyczajna sympatia dla komunistów chińskich i wchodzenie z nimi w układy jest podpisaniem wyroku na podziemny Kościół. Całowanie stóp muzułmańskiej więźniarki wyczerpuje tak dalece zasób miłosierdzia medialnego, że nie starcza go na udzielenie azylu Asi Bibi (przecież to wewnętrzna sprawa Pakistanu!).Miłosierdzie dla pederastów wśród kleru wyklucza troskę o ich ofiary itp.

Kardynał Cupich - postępowy protegowany McCarricka - stwierdził (a propos Amoris Laetitia), że sumienie jest głosem Boga. Jeśli tak, to "głos Boga" we mnie mówi, że dla morderców z Maroka nie ma adekwatnej kary na tym świecie. Publiczna egzekucja poprzedzona najokrutniejszymi torturami, jakie można sobie wyobrazić byłaby okazaniem miłosierdzia, bo choć w części mogliby odpokutować za swoje czyny i miałaby efekt odstraszający dla podobnych im monstrów.

"Głos Boga" we mnie domaga się bardzo surowych kar, dla tych wszystkich, którzy nasrali w głowy młodym naiwnym istotom. Jedna z nich na krótko przed  śmiercią zamieściła na facebooku film o szkodliwości stereotypów. Oto biała kobieta patrzy podejrzliwie na brodatego, śniadego muzułmanina, ale widzi ze zdumieniem, że policjanci gonią i łapią białego. I słusznie, bo teczka jego pełna narkotyków, a muślimin wita się z dziateczkami wybiegającymi ze szkoły. Biała kobieta odchodzi zawstydzona swoimi niesprawiedliwymi uprzedzeniami...

Ktokolwiek bierze udział w tego rodzaju propagandzie - globaliści, mainstreamowe media czy Kościół Katolicki wypierający się swej nauki o istnieniu zła - jest współwinny wszystkim nieszczęściom, które spotykają nieszczęsnych pięknoduchów w realnym świecie, dramatycznie odmiennym od lewackiej (lub katolewackiej) utopii.

Prawda jest tym, co nas wyzwala, nawet bardzo nieprzyjemna prawda, że zło istnieje i toczy nieustanną wojnę duchową z dobrem. "Veritas" jest też hasłem zakonu kaznodziejskiego o ile dobrze pamiętam. W związku z tym mam prośbę do wszystkich synów św. Dominika. Ustalcie drodzy ojcowie, co KK uważa za prawdę i tego się trzymajcie w publicznych wystąpieniach. Własne poglądy, sprzeczne z nauczaniem Kościoła, zachowajcie dla siebie i ewentualnie współbraci, jeśli są zainteresowani.

Z poważaniem
Wilhelmina



czwartek, 27 grudnia 2018

O świątecznych kazaniach u wrocławskich dominikanów

Powstrzymywałam się ostatnio od recenzowania wrocławskich dominikanów w ramach ascezy adwentowej, ale kazanie o. przeora w drugi dzień świąt przelało kielich goryczy.

Było ono zasadniczo oparte na zaleceniu pewnego prowincjała (o.przeor nie pamiętał jego imienia) do współbraci : "jeżeli nie kochacie świata, to nie nauczajcie go, lepiej głoście kazania do siebie nawzajem" czy jakoś tak. Ojciec przeor zaprezentował siebie jako tego, kto słucha argumentów strony przeciwnej życzliwie, jako przykład podał swoją posługę w Petersburgu, gdzie przychodziło do klasztoru mnóstwo ludzi dalekich od Kościoła i jego zadaniem była rozmowa z nimi. Potem zaś był w innym klasztorze, gdzie bracia pochodzili z wielu kontynentów i mieli różne poglądy - także teologiczne - i też należało się życzliwie wsłuchiwać w ich argumenty. (Czy nauka Kościoła Katolickiego nie obowiązuje na wszystkich kontynentach tak samo?)

Wszystko to bardzo pięknie, ale skąd w tak cierpliwym i pełnym miłości zakonniku tyle upierdliwości i poczucia wyższości, kiedy zwraca się do wiernych obecnych na mszy? Wtedy ta  słynna "miłość", o której tyle słyszymy, w tajemniczy sposób wyparowuje (a może jej nie starcza?).

Na pasterce usłyszeliśmy, że świat nie wydaje się zbawiony, bo źli ludzie chcą stawiać mury na granicach i szukają wszędzie wrogów (w przeszłości szukali przyjaciół, a teraz moda się zmieniła).

Drogi Ojcze-Przeorze-Pełny-Miłości-do-Świata-z-Wyjątkiem-Wiernych-w-Kościele jest gorzej! Jakiś zły człowiek zamyka drzwi kościoła dominikanów we Wrocławiu na noc i co gorsza zamontował alarm we wnętrzu. Nie można podejść do ołtarza w kaplicy bł. Czesława i pogłaskać rzeźbionych zwierzątek! Skąd to ciągłe szukanie wrogów, dopatrywanie się złych intencji? Po co te zamki, alarmy i klucze? Czemu ten zły człowiek, pełen niegodziwej podejrzliwości uniemożliwia korzystanie z kościoła wszystkim, o każdej porze i w każdy możliwy sposób?

Może ma swoje racje w które należy się z cierpliwością wsłuchiwać i potem z nimi chodzić?

Może przeciwnicy nieograniczonej emigracji z krajów muzułmańskich do Europy też mają swoje racje? Może mają sensowne argumenty, których należałoby bez uprzedzeń wysłuchać? Może powodowani są rzadką i piękną cnotą roztropności albo miłością do swoich najbliższych lub też odpowiedzialnością za współobywateli (ze szczególnym uwzględnieniem tych najsłabszych)?

Nigdy nie słyszałam, żeby obrona granic była czynem "nieuporządkowanym moralnie", w katechizmie Kościoła Katolickiego nie ma o tym wzmianki, w przeciwieństwie np do aktów homoseksualnych, które - jak się dowiadujemy - nie są szczególnie rzadkie, ani szczególnie potępiane czy zwalczane wśród kleru. Ojciec James Martin SJ - oficjalny homolobbysta - promowany niczym primadonna przyjmowany jest w wielu diecezjach, a kardynał Blaise Cupich - protegowany McCarricka - został organizatorem szczytu na temat nadużyć seksualnych kleru.

W takiej sytuacji upierdliwość wobec wiernych wydaje mi się nie na miejscu, prezentowanie poglądów politycznych na pasterce jeszcze bardziej. Mam wrażenie, że zalecenie, żeby nie mówić do tych których się nie kocha O. Przeor powinien wziąć przede wszystkim do siebie.



wtorek, 6 listopada 2018

Czy kogoś jeszcze obchodzi sztuka (wysoka)?

Myślę z wielką zazdrością o mistrzach cechowych, którzy traktowali swoją działalność jako rzemiosło. Sztuka, która nie byłaby użytkowa w tych czasach nie istniała. Zawsze powstawała na zamówienie i służyła do określonych celów jak kult, propaganda władzy, upamiętnienie, dekoracja czy symbol statusu. Oderwanie sztuki od związku z życiem podcięło jej korzenie, zapoczątkowało proces degeneracji i uwiądu, co nie znaczy, że nie ma już zdolnych artystów.

Wiosną tego roku wchodzę do Biblioteki Wojewódzkiej a tam w holu wystawa prac Bastiena Ducortioux francuskiego portrecisty. Patrząc na jego sprawność warsztatową, brawurę w posługiwaniu się kolorem i sugestywny wgląd w psychikę modela poczułam mrowienie, jak w zdrętwiałej kończynie pod wpływem poruszania palcami. Ktoś jeszcze maluje prawdziwe obrazy !!!




Latem (cały lipiec i sierpień) w tym samym miejscu tkanina artystyczna Ewy Poradowskiej-Werszler. Tytuł wystawy - Struktury i powidoki - nie ujawnia tematyki sporej części prac, które powstały z inspiracji religijnej.


Posłaniec miłości
Miejsce spotkania z przedwiecznym słowem
Zdrój łaski
Obiekt świetlny

Na 2 piętrze w korytarzu pastele Vladimira Resetova artysty, producenta, dziennikarza i wydawcy z Łotwy. Niestety eksponowane za szkłem, więc nie dało się zrobić zdjęć bez własnego odbicia. Wszystkie prace inspirowane chrześcijańską ikonografią są wyrazem duchowości artysty. (Duchowości w sensie jak najbardziej dosłownym - vide przezroczystość postaci).




A to moje własne prace w holu tej samej biblioteki robione techniką collage (z kawałków tkanin). Zamęczam widza ogromnymi obrazami wymagającymi co najmniej 10 m odległości, żeby zlać się w jego oku w coś sensownego, tylko dlatego, że nie mogę robić wielkoformatowych mozaik w absydach kościołów, do czego predysponuje mnie wada wzroku (znaczna nadwzroczność + astygmatyzm) i upodobanie do malarstwa monumentalnego. Potem zawalają mi pokój i nie wiadomo co z nimi zrobić, bo nie nadają się do mikroskopijnych wnętrz, w których mieszkamy.

Od lewj: Córka Jaira, Kobieta w kościele (autoportret), Krzyżowiec z Siódmej Pieczęci Bergmana
Ikona (Chrystus Pantokrator)

Od prawej: Kobieta z palmą (autoportret)
Chrześcijaństwo ciągle jest - jak widać - inspiracja twórczości wielu artystów. Można by więc uczynić sztukę sakralną great again. Czasem lubię pomarzyć! Teoretycznie jest to możliwe, ale zważywszy, że Kościół zwija się do katakumb, raczej nie można liczyć na jego mecenat.

A na koniec dwie realizacje tego samego tematu  - "Duch tchnie, kędy chce" tkanina unikatowa Ewy Poradowskiej-Werszler i mój skromny fotomontaż dedykowany byłemu spowiednikowi wyjeżdżającemu na misje.




niedziela, 28 października 2018

A jednak rewolucja w Kościele!

Dziś na LifeSiteNews fragmenty końcowego dokumentu Synodu młodych zaakceptowanego przez 2/3 celowo w tym celu wybranych biskupów (Vatican Youth Synod final doc approved. Read the most controversial passages autorstwa Diane Montagna). Niemcy przepchnęli wszystko o co im chodziło:

Po pierwsze artykuł 150, przeciwko któremu głosowało 65 z 248 biskupów:
150. There are questions concerning the body, affectivity and sexuality which require a deepened anthropological, theological and pastoral elaboration, to be carried out in the most appropriate ways and at the most appropriate levels, from the local to the universal. Among these, those relating in particular to the difference and harmony between male and female identity and to sexual inclinations emerge. In this regard the Synod reaffirms that God loves every person and so does the Church, renewing its commitment against all discrimination and violence on a sexual basis. It also reaffirms the decisive anthropological relevance of the difference and reciprocity between man and woman and considers it reductive to define the identity of persons solely on the basis of their “sexual orientation”
Nie chce mi się nawet tego bełkotu tłumaczyć, ale jest to otwarcie pola dla "pogłębionej antropologicznej, teologicznej i pastoralnej refleksji nad kwestią ciała, uczuciowości i seksualności" innymi słowy "kobietą i mężczyzną ich stworzył (na swój obraz)" nie jest już takie oczywiste, można to poddawać obróbce do uzyskania dowolnego zamierzonego efektu.

Po drugie:
In many Christian communities there are already paths of accompaniment in the faith of homosexual persons: the Synod recommends that these paths be encouraged. In these paths people are helped to understand their own [personal] history; to adhere freely and responsibly to their own baptismal call; to recognize the desire to belong to and contribute to the life of the community; and to discern the best ways of achieving it. In this way we help every young person, no one excluded, to integrate the sexual dimension more and more into their personality, growing in the quality of relationships and walking towards the gift of self.
Istniejące ścieżki towarzyszenia  osobom homoseksualnym są dwojakiego rodzaju: grupy typu Odwaga (Courage), które pomagają osobom o takich skłonnościach żyć w czystości i takie które domagają się zaakceptowania aktów homoseksualnych i tzw gejowskich małżeństw oraz komunii św. i oficjalnego błogosławieństwa dla żyjących w takich związkach. Dokument wydaje się nie zauważać różnicy między nimi.

Po trzecie artykuł 121 przeciwko któremu glosowało 51 ojców o "synodalności" Kościoła:

121. The experience of the Synod made the participants aware of the importance of a synodal form of the Church for the proclamation and transmission of the faith. The participation of young people has contributed to “awakening” synodality, which is a “constitutive dimension of the Church. [...] As Saint John Chrysostom says, ‘Church and Synod are synonyms’ - because the Church is none other than the ‘walking together’ of God’s flock on the paths of history meeting Christ the Lord” (FRANCESCO, Address for the Commemoration of the 50th Anniversary of the Establishment of the Synod of Bishops, 17 October 2015). Synodality characterizes both the life and mission of the Church, which is the People of God formed by young and old, men and women of every culture and horizon, and the Body of Christ, in which we are members of one another, starting with those who are marginalized and trampled underfoot. In the course of the exchanges and through the testimonies, the Synod has brought out some fundamental traits of a synodal style, towards which we are called to convert
Te słowa są zwykle rozumiane jako postulat  demokratyzacji i decentralizacji Kościoła i przesunięcia magisterium od papieża w stronę kościołów lokalnych. Wśród pionierów idei Kościoła Synodalnego był kardynał Martini znany z otwartego odrzucenia Humanae Vitae, jawny przeciwnik nauczania Jana Pawła II.

Kwestia synodalności Kościoła nie była poruszana podczas dyskusji, ani nie została umieszczona w dokumencie końcowym przez komitet redakcyjny, tylko przemycona przez ludzi Franciszka za jego wiedza i zgodą.

Ojcowie synodu mieli głosować część pierwszą i druga dokumentu po południu, po uprzednim zapoznaniu się z nimi rano. Po głosowaniu nad częścią 1 i 2 nieoczekiwanie odczytano im po raz pierwszy część 3 (o synodalności) w tłumaczeniu symultanicznym i zarządzono natychmiastowe glosowanie także nad nią. Ojcowie, nie bardzo biegli we włoskim nie mieli możliwości zapoznać się z jej tekstem wcześniej, co zdaje się było celem tego wybiegu. Duchowi Świętemu należało nieco pomóc, skoro papież Franciszek uważa, "że droga synodalności, jest drogą, której Bóg pragnie dla Kościoła w trzecim tysiącleciu".

Kardynał Vincent Nichols z Westminster przeciwstawił się pomysłowi otwarcie mówiąc, że inne wspólnoty jak np Kościół Anglikański wcześniej taką drogę wybrały z opłakanym skutkiem.

Obawiam się, że znaleźliśmy się w sytuacji norweskich wieśniaków czasów reformacji, którzy byli święcie przekonani, że nadal są równie dobrymi katolikami jak ich przodkowie, podczas gdy odgórnie, bez ich wiedzy i zgody zmieniono im Kościół na luterański.

P.S.
Strzelanina w synagodze w Pittsburghu. 11 zabitych i kilkoro rannych w tym napastnik. Bardzo bym chciała widzieć taki klangor w mediach i takie reakcje najpotężniejszych polityków na świecie, kiedy giną Chrześcijanie prześladowani za wiarę. No cóż my Polacy wiemy już - dzięki nieocenionej prof. Barbarze Engelking - że śmierć Żyda ma wymiar metafizyczny, a Goj  umiera (zdycha?) jak zwierzę.

sobota, 27 października 2018

Wieści różnej treści z Watykanu i okolic

W ostatnim, wczorajszym odcinku swojego programu nadawanego z Rzymu (The Vortex. A‘Bridge’ Too Far) Michael Voris zapowiedział, że skrót LGBT nie pojawi się jednak w końcowym dokumencie Synodu Młodych, prawdopodobnie napisanym na długo przed jego rozpoczęciem. Sprawa McCarricka jednak i następujące po niej wydarzenia, w tym 3 listy arcybiskupa Vigano sprawiły, że klimat wokół akceptacji homoseksualizmu nieco się zmienił. Podobno sam papież interweniował i zatrzymał w ostatnim momencie opublikowanie czegoś jawnie sprzecznego z nauką Kościoła. Jego bliscy kardynałowie Tagle i Marx, także wypowiadają się ostatnio w zadziwiająco ortodoksyjnym duchu. Pożyjemy zobaczymy czy Voris ma rację!!!

W poprzednim odcinku (Satan at the Vatican) jest natomiast mowa o 6-letnim, nieco już zapomnianym dossier, przygotowanym przez 3 kardynałów na zlecenie Benedykta XVI - podobno właśnie krąży po mieście i pewne osoby widziały cały oryginał, a inne jego fragmenty.

Impulsem do rozpoczęcia dochodzenia były tzw Vatileaks - czyli przecieki prywatnych dokumentów Benedykta XVI do włoskiej prasy w ostatnim roku jego pontyfikatu. Śledztwo zaczęło się od kradzieży dokumentów, ale nieoczekiwanie poszerzyło o nowe wątki, jak sodomia wśród watykańskich hierarchów.

Po rezygnacji Benedykta i przekazaniu dossier Franciszkowi, słuch o nim zaginął. Nieoczekiwanie wypłynęło na światło dzienne zeszłego roku w marcu, kiedy to policja watykańska wkroczyła na sławne homoseksualne przyjęcie w mieszkaniu monsignora Capozzi  na ostatnim piętrze budynku Kongregacji Nauki Wiary. Był na nim obecny kardynał Coccopalmerio, któremu pozwolono opuścić lokal przed dokonaniem aresztowań. Przy tej okazji policja skonfiskowała rzeczony dokument i od tego czasu świadomość jego istnienia i zawartości zaczęła się poszerzać wśród zainteresowanych.

Osoby, które miały wgląd twierdzą, że kompromitujące informacje nie ograniczają się tylko do sodomii wśród hierarchów. W dokumencie wspomniane są także satanistyczne rytuały odprawiane w Stolicy Apostolskiej.Mówił o tym wiele lat wcześniej Malachi Martin, a główny egzorcysta ks. Gabriele Amorth zauważał bardzo realną demoniczną obecność w Rzymie i Watykanie.

Wiedza o przynależności pewnych hierarchów do masonerii też jest znana, więc związek między nią, a homoseksualnymi praktykami i rytuałami satanistycznymi nie powinien nikogo dziwić.

Papież Franciszek chwalony przy różnych okazjach przez 60 lóż masońskich na całym świecie, promował osoby wspomniane w sławnym dossier, mimo swojej wiedzy o ich powiązaniach i "dokonaniach" na niwie obyczajowej, finansowej i każdej innej.

Michael Voris twierdzi, że informacje przekazywane przez jego watykańskie źródło dotąd się zawsze potwierdzały. Pożyjemy, zobaczymy!




czwartek, 25 października 2018

O karze śmierci i "obrońcach" zwierząt

W kwestii kary śmierci zgadzam się raczej z ponad 2000-letnim nauczaniem Kościoła niż zdaniem papieża Franciszka niedawno objawionym w jakimś dokumencie.

E. Michael Jones w znakomitym wywiadzie (E. Michael Jones on Cardinal McCarrick and the H0m0Lobby) dostępnym na YouTube stwierdził, że ludzi typu McCarrick spaliłby na stosie, po namyśle dopuścił - z przyczyn humanitarnych - pluton egzekucyjny, a nawet zawiązanie oczu przed egzekucją. Słuchając tego uświadomiłam sobie, że zgadzam się z nim w 100%. Co można zrobić z kimś, kto nie widzi nic złego w deprawowaniu młodych ludzi, którzy pragnęli poświęcić swoje życie Bogu rezygnując z miłości kobiety, założenia rodziny i posiadania dzieci. Zamiast tych dobrych i pięknych rzeczy, zostali pohańbieni, złamani moralnie przez starego, perwersyjnego dziada, który nie ma z tego powodu sobie nic do zarzucenia. Jakie są szanse nawrócenia kogoś takiego? Ekskomunikowany, wyrzucony ze stanu duchownego, zostanie przygarnięty przez Sorosa albo podobną kanalię, celem stworzenia konkurencyjnego Kościoła Otwartego, gdyż może ważnie wyświęcać księży.

Gdyby został stracony - on i podobne jemu watykańskie cioty - blady strach padłby na wszystkich, którzy planują zrobić z Kościoła gej-klub. Obawiam się, że jest trochę za późno i już w niedzielę zobaczymy wielce wyczekiwany przez pedryli w sukienkach dokument końcowy Synodu Młodych, gdzie wszyscy - łącznie z aktywistami LGBTQ - poczują się jak w domu (z wyjątkiem sztywnych neopelagianistów, oczywiście).

Zastosowanej metody przepychania własnej agendy pod pozorem vox populi nie powstydziłby się "jego otwartość" Soros finansujący naszych rodzimych SB-eków i demonstrację przeciw Trumpowi. Może zresztą i w tym maczał brudne paluchy.

Teraz w końcu widzimy jasno potrzebę inkwizycji, krucjat i słuszność dawnego podejścia do Żydów wyrażonego w bulli Sicut judeis non. Wszystko, za co każe się nam przepraszać i wstydzić miało głęboki sens. Nasi poprzednicy byli dorośli - gatunek obecnie wymarły. Po Soborze Watykańskim ostały się w Kościele wyłącznie dzieci - naiwne pięknoduchy albo przebiegłe perwersy, o podwórkowych satanistach-psychopatach nie wspominając.

A propos psychopatycznych dorosłych dzieci, przypomina mi się film Ciemna strona animalsów,(Ciemna strona Animalsów. Co organizacje prozwierzęce chcą przed Tobą ukryć?), który widziałam na kanale wsensie na YouTube. Oto grupa psychopatycznych monstrów pod tytułem fundacja Viva wymyśliła sobie fantastyczny biznes. Pod pozorem rzekomego "znęcania się nad zwierzętami" przez upatrzoną ofiarę, wkracza na teren jej posesji zabiera zwierzaki, które można spieniężyć, a następnie obciąża ją astronomicznym rachunkiem za jakieś wyimaginowane usługi. W tej przestępczej działalności - o zgrozo - bierze udział policja, sądy i władze samorządowe. "Znęcanie się nad zwierzętami" znaczy trzymanie ich w "niewłaściwych warunkach". Każde zwierzę gospodarskie czy domowe żyje w "niewłaściwych warunkach", gdyż odbiegają one znacząco od środowiska naturalnego ich przodków. Każdego psa w mieście można podciągnąć pod tą kategorię, każdy więc właściciel się nad nim znęca.

Fundacja Viva zabrała hodowcy krów wszystkie zwierzęta, gdyż jeden z jego psów skaleczył się w łapę. Następnie w trosce o ich dobro wywiozła do rzeźni, gdzie wszystkie sztuki - łącznie z ciężarnymi - zostały przerobione na mięso.

Najbardziej wstrząsająca była historia samotnej 84-letniej p. Antoniny, która przygarniała wszystkie bezpańskie psy i koty w zasięgu wzroku i starała się im zapewnić jakąś opiekę. Sprytni sąsiedzi podrzucali jej własne niechciane czworonogi. Po pewnym czasie uzbierała się tego ponad setka. Warunki stawały się coraz bardziej "niewłaściwe" i wtedy wkroczyła fundacja Viva - wywiozła wszystkie zwierzaki, a starszą panią o złotym sercu obciążyła rachunkiem na ponad 120 000 PLN do zapłacenia w 14 dni. Władze lokalne brały czynny udział w tym przestępstwie. Istnieje podejrzenie, ze chciano zagarnąć także jej ziemię wycenioną na mniej więcej tyle.

Dla czytelników o mocnych nerwach oto jak fundacja Viva na swoim blogu wyjaśnia wysokość kwoty:
Ewa Zajączkowska (autorka filmu) ponownie podnosi kwestię obciążenia pani Antoniny kosztami ponad 120 tys. zł za – jak się wyraża – interwencję. Pomija natomiast oczywistą kwestię, że kwota powstała na skutek rozlokowania psów w schroniskach na czas postępowania sądowego. W ten sposób każde ze schronisk zobowiązało się do leczenia, utrzymania, karmienia i sterylizacji zwierząt w zamian za 600-1500 zł od psa przez okres mogący trwać nawet 2 lata (może to potrwać 7 lat lub dłużej – tyle trwa najdłuższe postępowanie, w którym nasza Fundacja jest stroną).
Redaktor Zajączkowska martwi się, jak pani Antonina spłaci dług wobec gminy, ale nie zadaje sobie pytania, za co pani Antonina utrzymałaby i leczyła setkę psów przez następne lata, co byłoby wydatkiem znacznie przekraczającym 100 tys. zł, oraz ile zwierząt zostałoby pogryzionych, zagryzionych bądź cierpiałoby w zamknięciu.
Postępowanie sądowe pod zarzutem znęcania się nad zwierzętami wytoczone osobie, która przygarniała każdego bezdomnego psa i kota, który pojawił się u jej drzwi i karmiła ze skromnych środków kosztem siebie!!! Nie mogę o tym nawet spokojnie pisać, bo nóż w kieszeni mi się otwiera. 

Sam młody prezes Vivy, Cezary Wyszyński, nie poczuwał się do spłaty długów swojej fundacji więc, żeby tego uniknąć ogłosił upadłość konsumencką. Zapytany przez sędzię, o wysokość zarobków, odparł, że wynoszą 1500 PLN miesięcznie netto (zastępca zarabia 4500 PLN), żadnej innej pracy niezgodnej ze swoim światopoglądem nie podejmie, a zgodnej też nie, bo nie miałby czasu na ratowanie zwierząt. Czytelnicy o mocnych nerwach mogą zobaczyć ten fragment na YouTube (Cezary Wyszyński prezes jednej z organizacji broniącej "praw" zwierząt ogłasza upadłość konsumencką).

I tu dochodzimy do sedna czyli kary śmierci. Co robić ze sprytnymi psychopatami, którzy dokonują kradzieży zuchwałej używając aparatu państwa, wytaczają procesy o wyimaginowane przestępstwa przeciwko starszym, samotnym, bezbronnym osobom i wyłudzają od nich pieniądze. Państwo w oczywisty sposób nie umie sobie z nimi poradzić, a oni śmieją się mu w nos jak widać na powyższym filmie. Czy takie psychopatyczne, rozwydrzone dorosłe dziecko może się kiedykolwiek zmienić? Myślę, że wątpię, bo nie zniosłoby ciężaru swojej winy, gdyby nagle stało się człowiekiem. Gdyby jednak jakimś cudem do tego doszło, przypuszczalnie samo wymierzyłoby sobie odpowiednią karę...
Miłosz dobrze to wyraził (cytuję z pamięci):
Który skrzywdziłeś człowieka prostego
śmiechem nad krzywdą jego wybuchając
gromadę błaznów wokół siebie mając
na pomieszanie dobrego i złego(...)
Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
i sznur i gałąź pod ciężarem zgięta...

wtorek, 23 października 2018

Vigano III

Arcybiskup Carlo Maria Vigano napisał kolejny list pełen szczegółów kto, kiedy i w jakiej formie informował Watykan o działalności McCarricka na niwie postępu obyczajowego od roku 2000 (o ile dobrze pamiętam), w odpowiedzi na zarzut kardynała Marca Ouelleta, że nie było konkretnych doniesień w jego sprawie, tylko jakieś plotki. Co ciekawsze list pisany jest językiem, jakim żaden hierarcha się już nie posługuje i odwołuje się do prawd wiary, o których nikt  w Watykanie już nie pamięta.

Vigano stwierdza, że jest starym człowiekiem, niedługo stanie przed Bogiem i boi się sądu. W innym fragmencie wyraża żal za grzech zaniedbania, że nie upublicznił sprawy wcześniej. Przyczynę obecnego kryzysu nazywa po imieniu - homoseksualizm kleru. Na koniec przypomina, że w tym wszystkim chodzi o zbawienie dusz powierzonych pieczy Kościoła.

Co za kontrast z nowomową wylewającą się z instrumentum laboris na Synod Młodych. Można odnieść wrażenie, że to dwa różne Kościoły nigdzie ze sobą nie graniczące i być może tak jest w istocie.

Dla normalnego mężczyzny odpowiedź na powołanie do kapłaństwa wiąże się z rezygnacją z miłości kobiety, założenia własnej rodziny itp, co nie jest łatwą decyzją. Konieczność jej podjęcia weryfikuje siłę wiary i determinację młodych kandydatów. Dla homoseksualisty czy pederasty natomiast to bardzo kusząca propozycja ukrycia swojej nieszczęsnej skłonności, połączona z nieograniczonymi wręcz możliwościami folgowania jej bezkarnie. Żadna wiara nie jest mu potrzebna do wybrania takiej drogi. Nic zatem dziwnego, że w Kościele zawłaszczonym przez homolobby nie ma wiary tylko socjologiczny, politycznie poprawny bełkot. Zbawienie to uczynienie Ziemi "lepszym miejscem" i nie ważne z kim w tym celu się współpracuje - proaborcyjnymi aktywistami, wyznawcami globalnego ocieplenia, zawodowymi LGBTQ-istami czy chińskimi komunistami.

Odwieczna nauka o zbawieniu i potępieniu, zmartwychwstaniu, sakramentach, walce duchowej jest dla tych ludzi nie tylko całkowicie niezrozumiała, ale żenująca i śmieszna. Wierni poważnie ją traktujący nie tylko nie są ich targetem, ale wręcz balastem, którego należy się pozbyć, utrudniającym pochód wszystkich postępowych sił ku świetlanej przyszłości. W świetle tego nie szokuje przedziwna wybiórczość ich "miłosierdzia" i "gotowości do dialogu".

Jestem już bardzo zmęczona tematem kryzysu w Kościele, ale nawet kiedy nie zaglądam do internetu, przypominają mi o tym wypowiedzi niektórych dominikanów, gdyż chodzę do ich Kościoła z przyzwyczajenia (i z powodu hasła "veritas"). Kiedyś naiwnie myślałam, że wszyscy należymy do jednej drużyny - świeccy i zakonnicy - jednej Armii Pana (jak to śpiewało na pielgrzymkach). Jak bardzo się myliłam w tej i wielu innych sprawach... Jestem już bardzo, bardzo zmęczona...

P.S.
Odbyły się wybory samorządowe. Nawet nie chce mi sprawdzać wyników. Jestem bardzo zawiedziona rządami zjednoczonej prawicy, a zwłaszcza uniżonością wobec najpodstępniejszego z naszych wrogów i pełna obaw czym to się może skończyć.

Patrzyłam na plakaty wyborcze z buźkami czyichś niuniów, którym możni protektorzy dali szansę ustawić się w życiu. W oczywisty sposób to nie są nasi przedstawiciele, tylko pomioty uwłaszczonych na majątku narodowym aparatczyków, ubeków, oszustów i innej swołoczy. Od nas potrzebują tylko głosu poza tym mają nas w d... Sama myśl, że mogą mieć z nami coś wspólnego napełniłaby ich (gdyby się przypadkiem pojawiła w rzadko używanej mózgownicy) szczerym obrzydzeniem.