czwartek, 29 października 2020

Wylew ohydy w przestrzeni publicznej

Zaczął się po orzeczeniu TK, że aborcja eugeniczna jest sprzeczna z polską konstytucją.  Dopiero po wybuchu szatańskiej wściekłości można było osądzić wagę tego kroku. Nie sądzę, żeby hordy niewyobrażalnie wulgarnej hołoty próbujące zakłócać msze i niszczące wszystko na swojej drodze (łącznie z tablicą upamiętniająca happeningi Pomarańczowej Alternatywy na Świdnickiej) działały spontanicznie. To najprawdopodobniej najemnicy Sorosa, hunwejbini rewolucji obyczajowej promowanej także przez UE. Nie są godni nawet splunięcia.

O wiele bardziej niepokojąca jest przedziwna bezradność państwa, paraliż służb i jawny bunt samorządów. Na stronie wrocławskiej artykuł reklamujący tzw strajk kobiet. Można się dowiedzieć kiedy spontanicznie spędzono młodzież szkolną, kiedy rektorzy szkół wyższych udzielili spontanicznych godzin rektorskich aby i studenci mogli się dołączyć i jak spontanicznie wziąć sobie wolne z pracy (poprzez oddanie krwi), żeby maszerować w spontanicznym tłumie. Nawet COVID 19 się owych demonstracji nie ima. Korki nieziemskie, a wieczorem zaczyna się blokowanie dróg i trąbienie. Wzmożona emisja spalin i koszmarny hałas pod oknami obywateli jakoś nie zagraża planecie i jej wrażliwemu klimatowi, który jak wiadomo już za kilka lat zakończy się katastrofą (i dlatego trzeba wszystkie chodniki poprzerabiać na ścieżki rowerowe). W rzeczonym artykule urocze wyjaśnienie "przepraszamy za utrudnienia, ale mamy rząd do obalenia". A ja myślałam, że chodzi o dzieci z zespołem Downa (że nie powinny żyć według demonstrantów)!!!

Wszędzie symbole nazistowskie (jak runy w kształcie błyskawicy - logo Hitlerjugend), a prezydent Sutryk - tak brzydzący się faszyzmem oślepł na oba  błękitne oczęta. Może i on jak mniejszość niemiecka z Gdańska ma już dość zwierzchnictwa Warszawy i chce w końcu jawnie dołączyć do Rzeszy? 

Samorząd lokalny na swojej oficjalnej stronie nawołuje do obalenia rządu zjednoczonej prawicy, która wygrała w powszechnych i demokratycznych wyborach przy rekordowej frekwencji!!! Dołączają się instytucje kultury i wyższe uczelnie finansowane z pieniędzy podatników, którzy w owych wyborach wypowiedzieli się jakiego rządu chcą!

Kaczyński wygłasza apel do obywateli, żeby bronili kościołów. Na szczęście wielu jest takich, którym nie trzeba tego dwa razy powtarzać. Jakież jest ich zdziwienie, kiedy policja zamiast zająć się agresywnymi napastnikami i wandalami aresztuje.... owych obrońców!!!

Co tu jest grane? Czy policja też jest kupiona przez Sorosa? Niejaka Marta Lempart w radiu TOK FM (a może Zet) jawnie grozi katolikom przemocą fizyczną, o zakłócaniu mszy nie wspominając. Co ona jeszcze robi na wolności?!!

sobota, 24 października 2020

Jeszcze o handlu żywym towarem

Jest na Śląsku, chyba w Bytomiu, Fundacja Dobrego Pasterza, która zajmuje się podejrzanym znikaniem polskich dzieci. Jej założyciel (prezes?) p. Bednorz twierdzi, że to handel żywym towarem, w który zamieszana jest także policja. Próbował zainteresować tematem władze centralne, ale bez skutku. Widziałam go parę razy na YouTube i zrobił na mnie wrażenie wariata, co nie znaczy, że temat nie istnieje. 

Nawet dziś robiąc ciasteczka owsiane natknęłam się na materiał o fali niewyjaśnionych zaginięć dzieci w okolicach Katowic w latach 90-tych. Czy te dzieci potrzebne były na narządy, do burdeli czy jako atrakcje imprez dla VIP-ów albo ofiary satanistycznych rytuałów?  

W poprzednim wpisie o Anneke Lucas pisałam o kobietach i to bynajmniej nie z dołów społecznych, które stręczą swoje dzieci dla zysku albo z pobudek dla mnie całkowicie niejasnych. Można więc założyć, że pożądany "materiał ludzki" pozyskuje się na kilka sposobów. Porwanym można rozporządzać swobodniej niż wynajętym na weekend, który musi wracać do "normalnego życia" w domu.

Pewna amerykańska (kanadyjska?) ofiara handlu nieletnim żywym towarem podkreślała, że nasze wyobrażenia na ten temat są całkowicie błędne, ukształtowane filmami pełnymi porwań, uwięzień i zmuszania biciem lub głodem do prostytucji. Według niej najczęściej pozyskiwanie "materiału ludzkiego" zaczyna się od obserwacji, namierzania osób bardziej dostępnych (mniejsza kontrola rodziców, pewna samodzielność wymuszona okolicznościami), których ważne potrzeby mogą być w znacznym stopniu niezaspokojone. Następnie pozyskuje się takie osoby pozorując zainteresowanie czy wręcz miłość. Młodociana ofiara jest przekonana, że alfons jest jej chłopakiem i że po raz pierwszy w życiu komuś na niej naprawdę zależy.  Kolejny etap polega na naprzemiennym okazywaniu zainteresowania (uczucia) i wycofywaniu go, żeby skłonić ofiarę do pewnych poświęceń, aby znów mogła czuć się "kochana".  Tak urobiona gotowa jest do eksploatacji...

A więc własne serce, pragnienia i niezaspokojone potrzeby emocjonalne są dla człowieka bardziej niebezpieczne niż wszystkie gangi świata razem wzięte!!!


Dziwna historia Anneke Lucas

Uciekając w Internet przed koniecznością przygotowywania się do obrony znalazłam przez przypadek historię Anneke Lucas, która wydała mi się tak niezwykła, że aż nieprawdopodobna. 

1. Matka stręczycielka

Anneke w wieku lat 6 jest wynajęta przez matkę jako atrakcja orgii dla VIP-ów, odbywających się w arystokratycznych siedzibach Belgii. (Rzecz dzieje w roku 1969, jeśli dobrze policzyłam). Matka Anneke nie robi tego dla pieniędzy, gdyż mimo panieńskiego dziecka dobrze wyszła za mąż i na niczym jej nie zbywa. Nawet jej status społeczny jest nieoczekiwanie wysoki (zważywszy okoliczności), gdyż pan małżonek jest burmistrzem miasta w którym mieszkają. Co więcej, jako dobry katolik uznał nieślubną córkę żony za własną i z jego strony dziewczynka nigdy nie spotkała się z niestosownym zachowaniem.

Podobny wątek matki stręczącej miejscowym VIPom 4-letnią córeczkę znajdujemy w historii "litewskiego mściciela" Drąsiusa Kedysa, którą opisałam na tym blogu. W tym przypadku jednak zdaje się, że motyw finansowy skłonił młodą kobietę, a także jej siostrę do tak niewyobrażalnego procederu.

W obu historiach dzieci wynajmowane są w weekendy, a poza tym mieszkają w domu rodzinnym jakby nigdy nic.

2. Hrabina stręczycielka

Osobą, która upatrzyła sobie Anneke jako seksualną zabawkę dla możnych tego świata jest pewna hrabina, której córka chodzi do tej samej szkoły. Dziewczynki znają się, nawet odwiedzają w domach i bawią razem. Zabawy czasem mają charakter seksualny jak np wkładanie ołówka do pochwy. Córka hrabiny jest w stanie wsunąć go sobie w całości, Anneke udaje się tylko do połowy (błona dziewicza nie pozwala dalej). W jednym z wywiadów stwierdza na tej podstawie, że jej arystokratyczna koleżanka musiała być zgwałcona przed skończeniem 3 lat. Później zresztą także i ona zostaje seksualną atrakcją na przyjęciach dla "wyższych sfer" rywalizującą z Anneke o względy młodego gangstera.

Mamy więc w tej samej historii kolejną matkę-stręczycielkę, której nie tłumaczy skrajna nędza i związana z nią deprawacja. 

3. Specyficzne upodobania możnych tego świata

Na pierwszym przyjęciu Anneke zostaje najpierw użyta przez "starego pederastę", który rozczarowany brakiem chłopca wśród nowego narybku decyduje się na dziewczynkę z krótkimi włosami. Następnie inny bywalec gwałci ją publicznie na oczach pozostałych gości, mało zainteresowanych zresztą. Kiedy dziewczynka krzyczy, że opowie wszystko ojcu- burmistrzowi zostaje zaprowadzona do podziemi, gdzie widzi świeże zwłoki młodej kobiety. Ten obraz ma jej uświadomić, co ją czeka gdy okaże się zbyt rozmowna.

Anneke wyliczyła przez ile godzin była gwałcona między szóstym a jedenastym rokiem życia (tyle lat trwała jej "kariera na salonach"), nie pamiętam tej liczby. Wielu z uczestników owych imprez miało upodobania sado-macho. Nie wyobrażam sobie (nie chcę) jak musi wyglądać sześcioletnie dziecko po takich doświadczeniach. Nie wyobrażam sobie jak nikt z rodziny, znajomych czy nauczycieli w szkole mógł się nie zauważyć, co się dzieje. A lekarz? Nikt jej nigdy nie badał przy okazji chorób wieku dziecięcego?

4. Im dalej w las tym więcej grzybów

W wieku lat 9, na wyjeździe "służbowym" do Szwajcarii Anneke jest świadkiem rytualnego mordu na lekko upośledzonym 7-letnim chłopcu. Ona sama znajduje możnego protektora, który zabiera ją do USA i obwozi po swoich licznych posiadłościach. Nikt się nie dziwi, że starszemu mężczyźnie towarzyszy 9-letnia dziewczynka. Po powrocie do Europy zostaje zawieziona do Niemiec, gdzie poddana jest rodzajowi psycho-treningu czy też psycho-programowania przeprowadzanego przez pierwszorzędnego fachowca praktykującego nieprzerwanie od czasów III Rzeszy.

A co na to rodzina? Ano jest na wakacjach w Austrii...

5. Gangster - wyzwoliciel

Na pewnym przyjęciu Anneke zauważa wysokiego, młodego ok. dwudziestoletniego mężczyznę o blond włosach. Widok to niezwykły, gdyż uczestnicy imprez dla VIP-ów są w wieku co najmniej średnim, na ogół łysi. Okazuje się, że przyszedł tu z ojcem, biznesmenem z aspiracjami, zachwyconym, że dostąpił zaszczytu wstępu w tak wysokie progi. Szanowny rodzic uczestniczy w imprezie dla prestiżu, małe dziewczynki jako obiekty seksualne nie interesują go. Może to zresztą kwestia ostrożności. Seks z dziećmi jest zawsze nagrywany. Junior natomiast nieoczekiwanie zainteresował się 10-letnią Anneke. Przez pół roku ich relacji nie zbliża się do niej seksualnie, zdobywa zaufanie. Zainteresowanie młodego gangstera chroni ją też przed awansami innych mężczyzn.

Dlaczego Anneke się mu sama oddaje nie do końca rozumiem. W ogóle nie wiele rozumiem z tego jak funkcjonowała przez te wszystkie lata. Weszła w rolę? Zaakceptowała ją? Seksualne zainteresowanie mężczyzn uznawała za substytut miłości ojca, którego nie znała? Nie mam pojęcia. podejrzewam, że aby przeżyć musiała się w jakimś stopniu przystosować. 

Ta czy siak związek z blond - gangsterem okazuje się bardzo intensywny i pełen przemocy.

Z powodów dla mnie niejasnych towarzystwo uznaje 11-letnią Anneke za zbędną i postanawia z nią skończyć. Przywiązana do rzeźnickiego bloku jest torturowana przez inne dzieci, które wbijają w jej ciało ostre przedmioty. Przed śmiercią ratuje ją gangster w zamian za służbę u szefa. Jest tylko jeszcze jedna rzecz, którą Anneke musi zrobić, aby pozwolono jej odejść - zabić inną dziewczynkę. O ile dobrze zrozumiałam robi to wbijając jej nóż w brzuch (choć miała poderżnąć gardło).

Gangster odwożąc ją do domu nakazuje jej milczeć, nie brać narkotyków, nie nadużywać alkoholu i nie zostać prostytutką. Mieszkać z rodziną do skończenia szkoły, a potem wyjechać za granicę, jak najdalej, najlepiej do USA.

Proszę sobie wyobrazić, ze Anneke jakby nigdy nic dalej mieszka z rodziną i chodzi do szkoły. Rozsierdzona matka jeszcze tylko raz wynajmuje ją arystokratycznym sado-masochistom na przyjecie po polowaniu. Nie odbiera jej w niedziele wieczorem tylko zostawia posiniaczoną i głodną jeszcze na trzy dni. W jaki sposób tłumaczy nieobecność dziewczyny i jej stan po powrocie mężowi jest dla mnie tajemnicą. Nasuwa się podejrzenie, że się musiał domyślać, ale wolał nie wiedzieć, w końcu to nie jego dziecko...

Anneke wyjeżdża wreszcie do Paryża, Londynu i w końcu  do Nowego Jorku. Na pytanie skąd ma pieniądze na te podróże odpowiada, że zawsze znajdowała prace jako np sekretarka i była w stanie na siebie zarobić. Nie brzmi to dla mnie przekonywująco...

Wielu mężczyzn interesuje się nią, proponuje jej karierę modelki, lecz ona woli unikać światła reflektorów i pozostać w cieniu w duchu zaleceń gangstera-wybawcy.

6. Ojciec

O tożsamości swojego biologicznego ojca Anneke dowiaduje się od matki w 17-tym roku życia. To znany dyrygent i kompozytor muzyki filmowej Frederic Devreese. Dziewczyna odnajduje go i... zostaje jego kochanką! Szczęka opada mi na bruk. Potem pisze i publikuje książkę "Głuchy muzyk". Belgia jest niewielkim krajem, wszyscy wiedzą o kogo chodzi i wszyscy... zgodnie go bronią, obwiniając autorkę i córkę w jednym.

Wydaje mi się, że wiele jeszcze dziwnych związków Anneke zaliczyła i podejrzewam, że to raczej zamożność partnerów niż praca sekretarki pomogła się jej osiedlić w USA i zacząć nowe życie.

7. Jeszcze o gangsterze

Anneke wspomniała, że decyzja blond-gangstera aby uratować ją za cenę pracy dla szefa siatki pedofili kosztowała go życie. Słowa są tajemnicze, a ten obiecujący wątek pozostaje nie rozwinięty. Z internetu dowiadujemy się tylko, że Patrick Haemers (bo to o niego chodzi) uprowadził dla okupu byłego premiera Paula Vanden Boeynants, a po uzyskaniu okupu uciekł z dziewczyną do Brazylii. Po ekstradycji dostał długi wyrok i... powiesił się w więzieniu na kaloryferze wysokości 130 cm w 1993....

Pozostaje pytanie czy ów były premier i minister obrony i szef siatki pedofili z opowieści Anneke to jedna i ta sama osoba? A może Haemers po prostu za dużo wiedział i dlatego musiał zamilknąć na wieki. Czy do tego pije Anneke?

8. Joga

Anneke zajęła się uprawianiem jogi i propagowaniem jej w więzieniach jako praktyki pomocnej w procesie uzdrowienia. Prowadzi bloga, na którym znajdują się rzeczy mniej i bardziej sensowne. Na YouTube sporo jest wywiadów z nią i innych materiałów.  O swojej historii opowiada od 2013r.

9. Wątpliwości

Zastanawia mnie jak osoba po takich przejściach może się oburzać, że w jakiejś szkole jogi, jakiś nauczyciel  dotknął kogoś niestosownie lub klepnął po tyłku. Anneke poświęca temu długi artykuł, w którym pewien terapeuta traci na chwilę wzrok na skutek szoku, jakim jest molestowania homoseksualnej natury przez pewnego instruktora jogi. Anneke wielokrotnie gwałcona w dzieciństwie oburza się wkładaniem palca w odbyt pewnemu dorosłemu mężczyźnie przez innego dorosłego mężczyznę. Obrzydliwe, zgadzam się, ale w proporcji do doświadczeń jej dzieciństwa to śmieszny drobiazg, podobnie jak klepnięcie pewnej pani po zadku przez apodyktycznego guru!

Tego rodzaju szczegóły wzbudzają we mnie podejrzenie, że historia Anneke jest w dużym stopniu konfabulacją. Ilekroć wspomina o swoich bliznach po torturach zadanych jej przez inne dzieci nie może ich znaleźć na chudych przedramionach.

Kobieta twierdzi, że była świadkiem rytualnych, satanistycznych mordów na dzieciach. Jeżeli były wynajęte - tak jak ona - przez swoje matki to jak wytłumaczono im ich śmierć. Extra sumą pieniędzy? Czy w Belgii lat 70-tych dzieci mogły tak po prostu znikać bez śladu i nikt się nie zainteresował?

Może tak, może tak się dzieje nadal, w Belgii, w Polsce i na Litwie. Podobno córka Drąsiusa Kedysa oddana matce-stręczycielce przez sąd (przy pomocy oddziału policji) także zniknęła bez śladu. Faktem jest zapotrzebowanie na dzieci, które trudno wytłumaczyć. Odbieranie ich rodzinom przez sądy zagraniczne adopcje itp być może służy dostarczaniu atrakcji możnym tego świata, może narządów?



niedziela, 27 września 2020

Dlaczego Urząd Miejski Wrocławia nienawidzi pieszych, czyli wrażenia z Panelu Obywatelskiego

Nie pamiętam czy już to napisałam na tym blogu więc na wszelki wypadek powtórzę:

Rewolucja francuska teoretycznie wymierzona przeciw arystokracji wynalazła pierwsze w dziejach uchwalone przez parlament ludobójstwo, aby eksterminować chłopów z Wandei. Celowano głownie w kobiety w wieku prokreacyjnym i dzieci, żeby populacja nigdy się nie odrodziła.

Rewolucja październikowa miała zwalczać kapitalistów więc zabiła 20 milionów "kułaków", chłopów którzy żywili Rosję. Ludzie, którzy codziennie wstawali przed świtem, żeby nakarmić zwierzęta, a ich trud nie kończył się nigdy przed zachodem słońca byli skazywani na śmierć lub gułag przez  rewolucjonistów - swołocz, która nie przepracowała w życiu uczciwie ani minuty, a wszystko w imię dobra ludzi pracy.

Rewolucja rowerowa miała zredukować emisję spalin więc wzięła się za wyeliminowanie... pieszych z przestrzeni miejskiej.

Wniosek z tego jest bardzo prosty - żadna rewolucja nie służy temu, co deklaruje tylko czemuś wręcz przeciwnemu. Rewolucja rowerowa czy też - szerzej - ekologiczna nie jest tu żadnym wyjątkiem. "Ekologia" służy najogólniej mówiąc kolonizacji słabszych przez silniejszych i utrwalaniu pożądanego przez nich status quo.

Od początku września biorę udział w tzw Panelu obywatelskim - 75 osób wybranych losowo spośród mieszkańców Wrocławia ma debatować, a następnie głosować nad pewnymi rozwiązaniami komunikacyjnymi zaproponowanymi przez urząd miejski. Panel zorganizowany jest przez fundację finansowaną z pieniędzy gminy. Pierwsze dwie soboty byliśmy "edukowani" przez ekspertów oraz strony, czyli głównie różne fundacje zajmujące się propagowaniem jazdy na rowerze po mieście. Pan prezydent Sutryk himself zaszczycił nas swoją krótką obecnością i wezwał byśmy nie kierowali się zdrowym rozsądkiem tylko wiedzą, której dostarczą nam zaproszeni prelegenci.

Eksperci dnia pierwszego opowiadają o katastrofie klimatycznej, o wpływie zanieczyszczeń na zdrowie i jeździe na rowerze w Europie. Po nich występują strony tzn różne fundacje, które ewidentnie mają dojścia do urzędu miasta oraz partia zielonych i znowu opowiadają o jeździe na rowerze, jak bardzo jest fantastyczna.

Pytam raz po raz czemu to się odbywa kosztem pieszych, jaki wpływ na zdrowie ma zderzenie pieszego z rozpędzonym rowerem lub hulajnogą (czy przypadkiem nie gorszy niż zanieczyszczenia) i ile znają w Europie takich rozwiązań, że ruch rowerowy ma być alternatywą dla pieszego. Zbywają mnie najbardziej idiotycznymi banałami nie mającymi żadnego związku z istotą sprawy. Tylko przedstawiciel jednej fundacji od upiększania miasta przyznaje, że na hulajnogach robiona jest gruba kasa i on również się dziwi niezrozumiałej bezradności miasta wobec samowoli oferujących je firm. Zapytana o to urzędniczka miejska odpowiada lakonicznym "rozmowy się toczą" i już jej nie ma.

Druga sobota edukacyjna poświęcona jest komunikacji masowej, a i tu fundacja propagująca rowery wrzuca swoje trzy grosze. Najlepsza jest ekspertka z Barcelony zajmująca się wykluczeniem komunikacyjnym. Źli mężczyźni jadą samochodem do pracy i zostawiają żony w domu bardzo wykluczone, bo nie mają drugiego auta. Mówię jej, że u nas kobieta wychodzi z domu i pierwsze co ją spotyka to rozpędzony młody mężczyzna na rowerze lub hulajnodze chcący ja trwale wykluczyć ze społeczności żywych. Rozbawiona przyznaje, że w Barcelonie hulajnogi i rowery na chodniku są całkowicie zakazane. Inną ekspertkę pytam jak niewidomy lub niedowidzący prowadzony przez psa przewodnika ma się zorientować czy jest na części dla pieszych czy ścieżce rowerowej. Ta przyznaje, że to niemożliwe zwłaszcza kiedy ścieżka wytyczona jest środkiem chodnika jak na Wyszyńskiego.

Następnym razem rzecznik straży miejskiej wszystkim pieszym poszkodowanym przez rowery i hulajnogi poleca zatrzymanie obywatelskie. Pytam jak je wykonać mając złamaną rękę lub leżąc na bruku po uprzednim rąbnięciu weń głową. W takim wypadku należy wezwać przechodniów, a oni już na pewno rzucą się ująć sprawcę uciekającego z prędkością 40 km/h! Tenże jegomość przyznaje, że powinny być patrole, ale nie ma ludzi, a ci co są, zajmują się covidem! Przy okazji dowiadujemy się, że według prawa hulajnoga elektryczna jest traktowana jako pieszy i jako taki ma prawo poruszać się po chodniku!!!

Panie ekspertki oświecające nas w sprawie planu rozwoju miasta przebiły jednak wszystkich przyznając, że urzędnicy miejscy postanowili wyrąbać siekierą ścieżki rowerowe w tkance miasta. Każdy nieuprzedzony człowiek ma już całkowitą jasność, że o żadną ekologię tu nie chodzi. A o co? O kasę oczywiście!!! W jaki sposób się ją trzepie? Tego nie wiem, ale częściowo mogę się domyślać - ścieżki finansowane przez Unię, przedsiębiorstwo rower miejski w którego zarządzie jest sporo miejsc pracy, wszystkie te fundacje przyssane do urzędu miasta finansowane z pieniędzy podatników propagujące rowery, bo taki jest aktualny "trynd" ? Mam nadzieję dowiedzieć się dokładnie.



 

 

czwartek, 24 września 2020

"Królestwo moje nie jest z tego świata", czyli demon uwielbia nasze aspiracje.

Wczoraj słuchałam bardzo interesującego materiału na YouTube - świadectwa p. Aleksandry Wojciechowicz o jej duchowych doświadczeniach w Karmelu. Co prawda szczegółów żadnych tam nie było, ale uderzył mnie jeden wątek -  głębokie rozczarowanie faktem, że oddała Bogu swoje życie, a ten dopuścił, aby została zwiedziona przez demona imitującego nadzwyczajne łaski. Gorzka konstatacja, że oddanie się w ręce Bogu oznacza nieudane życie (w sensie jak to zwykle rozumiemy). P. Aleksandra marzyła za młodu, żeby być sławną artystką i nawet jej życie układało się w tym kierunku, gdyż została nauczycielem akademickim na jakiejś artystycznej uczelni. Nawrócenie i lektura Małej Tereski popchnęły ją w kierunku życia zakonnego. Tej decyzji jednak towarzyszyła ambicja bycia wielką świętą. 

Demon uwielbia nasze ambicje, niestety. Łatwo nas tu podejść, bo cóż jest grzesznego  w pragnieniu rozwijania darów danych od Boga? Można nawet podeprzeć się ewangeliczną przypowieść o talentach i obawą przed ich zakopaniem w ziemię.

Kiedy p. Aleksandra zrozumiała co jej się przydarzyło, zdecydowała się opowiedzieć o tym Kościołowi w osobie spowiednika i przełożonej. Została zwolniona z obowiązku wielogodzinnej modlitwy i odesłana na furtę. Wróciła do siebie dzięki kontaktowi z ludźmi i ich cierpieniem. 

Pewnego razu w jakimś piśmie katolickim zobaczyła na jednej stronie zdjęcie zakonnicy z dziećmi, a na drugiej wywiad z Kilarem, który dziękuje Bogu za swoje udane i spełnione życie. To była dokładnie jej idea życiowego sukcesu, natomiast zakonnica z gitarą i nadwagą otoczona dziateczkami znajdowała się na przeciwnym biegunie. Wtedy właśnie młoda kobieta zrozumiała, że oddając życie Bogu ryzykujemy, że będzie ono nieudane nie tylko w oczach świata, ale - co znacznie bardziej przykre - w naszych własnych. Tu zakrzyknęłam: Eureka! To jest dokładnie moje doświadczenie i jestem szczęśliwa, że ktoś inny ubrał je w słowa.

Wiele słyszałam świadectw ludzi, którzy oddając się Bogu znaleźli męża/żonę, dobrą pracę, dom i gromadę dziateczek - wszystko co składa się na popularny obraz szczęścia i udanego życia. Ten sielski obrazek torturował mnie latami. Był źródłem większej udręki niż to, co mi się przydarzało .

W końcu ktoś wypowiedział tę oczywistość "Królestwo moje nie jest z tego świata". Dążenie do sukcesu w rozumieniu ludzkim i oddanie się Bogu są fundamentalnie sprzeczne i nie do pogodzenia! Nie można jednocześnie chcieć się przypodobać Bogu i światu, to po prostu nie jest możliwe!!! Trzeba się zdecydować!!! Rezygnacja ze swoich ambicji i pragnień nie jest łatwa, nikt nie tęskni za upokorzeniem. Gdybyśmy się jednak na to zgodzili, demon miałby ciężki orzech do zgryzienia.

P. Aleksandra stwierdziła bez przekonania, że Bóg może wynagrodzić gotowość oddania się mu w całości np przez awans na przełożoną albo coś w tym rodzaju. Myślę jednak, że nie należy na to liczyć.

Tak więc drogi potencjalny czytelniku jeśli oddałeś swą przyszłość Bogu, a nie tylko żaden z twoich problemów się nie rozwiązał, lecz także zostałeś wpuszczony w kanał przez podążenie za czymś, co wziąłeś za natchnienie Ducha Św. to wiedz, że to jest NORMA i nie jesteś sam w tym doświadczeniu.

niedziela, 20 września 2020

Jak cię widzą, tak cię piszą?

Dostałam w tym tygodniu 2 recenzje mojej pracy. Jedna jest umiarkowanie przychylna, choć nie pozbawiona krytycyzmu, a druga jednoznacznie negatywna. recenzent wnioskuje o niedopuszczenie mnie do obrony. Czekam więc w niepewności jak ta historia się zakończy. Czy będę mogła odetchnąć w końcu z ulgą i zająć czymś pożytecznym, czy też te zmarnowane 10 lat życia zwieńczy jeszcze jakaś ohydna scena, po której będę dochodzić do siebie drugie tyle. 

Piękne to były dni w moim życiu gdy ocena z egzaminu czy pracy pisemnej miała jakiś związek z wiedzą czy intelektualną sprawnością. Czasy te skończyły się bezpowrotnie w ubiegłym tysiącleciu i obecnie jednego dnia komisja egzaminacyjna bije mi brawo na stojąco (choć nie powiedziałam nic szczególnie mądrego), a drugiego jestem niegramotną idiotką, która nie zna swojego ojczystego języka, a zabiera się za pisanie pracy doktorskiej. Podobnie było na ASP w czasie studiów podyplomowych. Jednego dnia moje prace były wybitne i dojrzałe, a drugiego nie wypadało o nich wspominać. 

Smutny wniosek się więc nasuwa - co to, co mówią inni ludzie o nas zależy wyłącznie od ich emocji i zmieniających się błyskawicznie nastrojów. Ich pochwały i przygany są tyle samo warte. Mówią coś wyłącznie o tym kto je wypowiada, a nie pozostają w żadnym związku z przedmiotem którego rzekomo dotyczą.

Wracając do mojej nieszczęsnej pracy - jej słabości są ewidentne, ale recenzja druzgocząca ich nie dostrzega, wyzłośliwia się z nieproporcjonalnym jadem nad drobnymi niedopatrzeniami typu zapomniane ogonki od ę czy ą. Recenzent przychylny natomiast przypisuje mi głębię i znajomość filozofii, której nie posiadam. Obraz autorki pracy jaki się wyłania z obu recenzji nie ma nic wspólnego ze mną! 



wtorek, 28 lipca 2020

Złośliwie o dominikanach

20.07. wybrałam się na bł. Czesława do dominikanów. Chciałam zamówić mszę za ojca. Zakonnik w zakrystii nie był w stanie zapisać ze słuchu nazwiska, więc napisałam mu wielkimi drukowanymi literami na kartce. Nie wiem czy udało mu się przepisać, bo jego współbrat odprawiający mszę nie był w stanie tego odczytać.... Zakon o pretensjach intelektualnych!

Podczas kazania dowiedzieliśmy się, że nieszczęsny św. Dominik i jego pierwsi towarzysze nawracali albigensów w trosce o zbawienie ich dusz, gdyż wtedy wierzono, że heretycy zmierzają prostą drogą do piekła.

Wtedy także wierzono, że należy nawracać pogan i raczej umrzeć śmiercią męczeńską niż zaprzeć się wiary, nawet przez jakiś pomniejszy kompromis.

Wtedy uważano akty homoseksualne za grzech wołający o pomstę do nieba.