Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
niedziela, 18 stycznia 2026
Wiewiórki, obrazy i inne dylematy
niedziela, 11 stycznia 2026
Nareszcie uczciwa zima!
Cóż to za cudna mroźna pogódka przez ostatnie kilka dni! Krew szybciej krąży w żyłach i chce się żyć! Codziennie wybieram się na spacer do parku. Prawie pusto, nie ma rowerzystów. Dawno nie czułam się tak szczęśliwa. Dla ścisłości parki nie są puste tylko pełne uroczych stworzeń:
| Kaczorek na zamarzniętej Oławie |
| Łabądek tamże |
| Kurka wodna - rzeka Ślęza |
wtorek, 6 stycznia 2026
Trzech Króli z demonami i wewnętrznie sprzeczne kazania
Rzetelne okadzenie domu i zaśpiewanie kilku kolęd reaktywowało przyczajone ukraińskie demony z góry. Zamiast spokojnie składać kałasze, drony czy inne bomby i ostrożnie odkładać narzędzia - jak przez ostatnie kilka dni - wypuściły z wora bachora-zagłuszacza, który teraz tłucze się mi nad głową.
Dzień zaczął się dla mnie jakąś dziwną migreną, która znikła pod wpływem rześkiego, mroźnego powietrza już w drodze do kościoła. Znowu poszłam na 12 i znowu tego żałowałam.
Kazanie (mam na myśli to drugie) o. Marcina OSPPE nacechowane było wewnętrzną sprzecznością. Mamy twarde karki, więc Pan Bóg musi nam dawać trudne doświadczenia, aby nas ugiąć, abyśmy przestali chodzić swoimi ścieżkami i wieść wymyślone przez siebie (znaczy nieuzgodnione z Nim?) życie. Niektórzy po tych doświadczeniach znowu się prostują - znaczy recydywa, niektórzy chodzą przygięci. Ci przygięci to - o ile dobrze rozumiem - nawróceni trwale.
Jednocześnie gdzieś przy końcu pada stwierdzenie, że mamy dziękować za nasze życie, bo ono jest najlepsze, jakie mogliśmy mieć. Więc jak, mamy optymalne życie, a trudne doświadczenia są jego integralną częścią czy też mamy porypane życie z powodu twardych karków, które muszą być zgięte trudnymi doświadczeniami? Ergo, gdyby nasze karki były bardziej elastyczne, wiele bolesnych doświadczeń by nas ominęło?
Przykro mi, ale to się nie schodzi. Wynika z tego, że życie ludzi znających i pełniących wolę bożą jest wolne od trudu i cierpienia, a przecież tak nie jest. Znamy biografie świętych i są one pełne przykrych doświadczeń ponad zwykłą miarę.
Poza tym, jeśli o.Marcin tak dokładnie zna wolę bożą, że nic innego nie robi, tylko ją wypełnia, to pogratulować. Większość z nas maluczkich nie ma w tej kwestii takiej jasności i musi używać zdrowego rozsądku. Rozumiem, że jak nie trafimy, to bęc - trudne doświadczenie?
To przypomina trening Arii Stark z Gry o Tron, kiedy odebrano jej wzrok, aby nauczyła się walczyć w całkowitych ciemnościach... Nie wiem jak inni wierni, ale ja chyba nie odniosłam duchowej korzyści z tej nauki...
Być może tego rodzaju sprzeczne wewnętrznie kazania są głoszone z myślą o ludziach, którzy słuchają tylko przez chwilę. Kaznodzieja zdaje się na Boga, jakie ziarno padnie na jaką glebę. Ktoś usłyszy, że ma optymalne życie i powinien być wdzięczny, a ktoś inny, że trudności, których właśnie doświadcza są skutkiem jego "twardego karku" i w ten sposób każdy ma się nad czym zastanawiać.
Problem stanowią słuchowcy wdrożeni do uważnego słuchania dowolnie długich wypowiedzi i wychwytywania istotnych informacji. Słyszą całość, a ona nie ma sensu. O. Marcin nie jest bynajmniej jedynym autorem tego rodzaju homilii. Istnieją nawet księża, którzy wygłaszają kazania w jaskrawej opozycji do czytań!
niedziela, 4 stycznia 2026
O powieściach Rodziewiczówny (że nie są romansami, za które uchodzą)
Niedzielne popołudnie, zapada zmierzch, bierze mnie jakiś wirus czy inna bakteria. Dziś w kościele usłyszałam takie oto zdanie "Niech Bóg spełni nasze godziwe pragnienia..." Znaczy moje były niegodziwe?
Skończyłam czytać Czachary Rodziewiczówny. Nie mogę pojąć dlaczego ta kobieta uznana została za autorkę romansów! Wszystkie (prawie) jej bohaterki są wyjątkowo mało romansowe. Małżeństwo i miłość nie należą do ich priorytetów, a sposób bycia nie ma nic wspólnego z kokieterią czy uwodzeniem, raczej odstrasza potencjalnych absztyfikantów swoją rzeczowością i prostolinijnością.
Jeśli miałabym wskazać, co łączy te bardzo różne książki, to umiłowanie ziemi i walka o jej zachowanie. Ponadto kresy - od Żmudzi po Polesie. Bardzo sugestywne opisy ludzi i krajobrazów. Kobieta ewidentnie wiedziala o czym pisze. No i oczywiście jej poglądy bardzo krytyczne wobec własnej klasy społecznej - ziemiaństwa, a także żydostwa i chlopstwa. Tych przemyśleń bywa wręcz za dużo i zbyt radykalne jak na mój gust...
Chwilami mam wrażenie, że intryga głównie służy dostarczeniu pretekstu do wygłaszaniu poglądów autorki na kwestie społeczne, ekologiczne, duchowe, religijne i każde inne. Czasem jedzie takim New Agem, że strach się bać jak np w Ragnaroku. Tam zresztą bohaterem jest młody mężczyzna, a jego romans zdycha gdzieś w pierwszej połowie powieści...
Dlaczego więc przyczepiono jej tak mylącą etykietę? Żeby ją umniejszyć, oczywiście. "Coś w rodzaju Mniszkówny", "powieści dla kucharek" itp. Nic z tych rzeczy. Ona po prostu nigdzie nie pasowała. Ziemianka, a poglądy tak radykalne, niby feministka, a szczera chrześcijanka...
Czy to jest wielka literatura, to całkiem inna kwestia. Na pewno nie brakuje talentu narracyjnego, ale zacięcie publicystyczne trochę szkodzi spójności powieści.
Jeśli ktoś ocenia autorkę po adaptacjach jej książek - jak "Między ustami a brzegiem pucharu" z lat 80-tych, przedwojenny "Wrzos", czy tez całkiem niedawny serial "Dewajtis" - najprawdopodobniej nie ma pojęcia o co chodzi w jej twórczości.Wydawanie jej w serii "klasyki literatury kobiecej" ze zdjęciami z przedwojennych romansów na okładkach bardzo skutecznie zniechęca potencjalnego czytelnika.
Bardziej uzasadnione byłoby wydawanie w ten sposób Sienkiewicza, gdyż w każdej jego powieści znajdziemy wątek romansowy, często integralny dla przebiegu akcji. Heroiny też bardziej pasują niż mocno wyemancypowane bohaterki książek Rodziewiczówny...
czwartek, 1 stycznia 2026
Nowy Rok
Czwartek, ósmy dzień w oktawie Bożego Narodzenia, czyli Nowy Rok. Cisza trwa, śnieg się stopił więc nici z planowanego zimowego spaceru. Trafiłam dziś na mszę odprawianą przez o. Stanisława OSPPE i była to znaczna ulga...
Nie lubię Nowego Roku, nie chcę się zastanawiać jaki on będzie. Sny są niepokojące, a nie mam owej pewności o.Sebastiana OSPPE, żeby twierdzić z niezachwianym przekonaniem, że "sen mara, Bóg wiara". Pewna moja koleżanka z roku dodawała jeszcze na jednym oddechu "Biecz fara". Właśnie umarła, po strasznej chorobie...
Chciałabym wiedzieć gdzie jest uczciwa zima. Widziałam duże ilości biegających wiewiórek mimo mrozu. Mnie natomiast czeka wymuszony remont - izolacja akustyczna na suficie. Straszne wydatki, straszny wysiłek, a efekt niepewny...
P.S.
To był najspokojniejszy Sylwester od nie pamiętam ilu lat. Niestety, po ukradzionych świętach Bożego Narodzenia została taka wyrwa, że nawet owa niezwykła cisza nie jest w stanie zrekompensować mi straty. Gniew sobie poszedł, zostało przygnębienie. Czy zasługuje na odę?
Znowu tu jesteś smutku?
Przyszedłeś mnie znieczulić, przyjacielu?
Może masz rację, może potrzebuję odpoczynku...
Tylko, czy aby wróg jest daleko?
Czy nie wkroczy w moją przyjemną apatię?
Czy nie zaskoczy mnie w melancholijnym półśnie?
A gdzie śnieżna pierzyna?
Gdzie moja bezpieczna gawra?
Muszę jeszcze wyłożyć ją korkiem lub styropianem
i dopiero wtedy mogę zapaść w sen zimowy...
