niedziela, 10 lipca 2016

Jeszcze o zdemonizowanych twórcach pop kultury i "Grze o tron"

Przyznam, że jeszcze nie sprawdziłam kim są panowie G.R.R.Martin, Benioff  i Weiss, jakie są ich kulturowe korzenie, ale mam swoje podejrzenia. Zawsze podejrzane wydaje mi się przedstawianie średniowiecza jako szczególnie krwawej epoki, czemu przeczą fakty.

Oczywiście Martin nie pisze o średniowieczu, tylko się nim luźno inspiruje, a ściślej mówiąc dokonuje projekcji swoich wyobrażeń na ten temat w bliżej nieokreśloną bajeczną przeszłość. Przy okazji opatrza je wszystkimi świętymi panteonu politycznej poprawności i przypuszcza dość przewidywalny atak na wartości uznawane w kręgu kultury chrześcijańskiej. Panowie Benioff, Weiss i inni twórcy filmu, których nazwisk nie pomnę podkręcają ten klimat do granic absurdu doczepiając do wątków książkowych luźne sceny pornograficzne w żaden sposób z nimi nie związane, albo autorskie wątki sado-macho  nie nadające się do oglądania przez osoby o normalnej wrażliwości. Naiwni internauci w komentarzach współczują fikcyjnym bohaterom życia w "tych czasach". Tylko "te czasy" to zupełnie nie te czasy. Panowie Benioff i Weiss sądząc po brzmieniu ich nazwisk raczej wiedzą w jakich czasach i jakim regionie miała miejsce porównywalna do ich fantazji kulminacja zezwierzęcenia i niewyobrażalnego okrucieństwa - w bolszewickiej Rosji  w ubiegłym stuleciu.

Dlaczego twórcy pop kultury zafascynowani ciemną stroną ludzkiej natury nie sięgają do tego rezerwuaru? To dobre pytanie - jak powiedział klasyk! Być może owi zdemonizowani twórcy  wywodzą się z tego samego kręgu kulturowego, co odpowiedzialni za największą hekatombę w dziejach ludzkości? Z całą pewnością łączy ich nieukrywana wrogość wobec Chrześcijaństwa widoczna wyraźnie także w innych kultowych serialach  jak "The Last Kingdom" czy "Wikingowie".

Podobno G.R.R.Martin jest wielbicielem Tolkiena i jego cykl ma być odpowiedzią na "Władcę pierścieni" - epicką opowieścią bez wyraźnego podziału na dobro i zło. Jednak uciemiężone i obśmiane dobro przebija się tu i ówdzie, a nawet przezwycięża zło. Brienne z Tarthu - ogromna, dziewicza, prostoduszna rycerka sprawia, że zdemoralizowany, cyniczny goguś Jaimie Lanister zaczyna ewoluować w kierunku człowieka (proces wsparty utratą prawej ręki), a czysta i niewinna Sansa Stark budzi ludzkie odruchy w nie mniej cynicznym i "pełnym nienawiści " Sandorze Clegane.

W filmie - jak na ironię - Gwendoline Christie, odtwórczyni roli Brienne, która ma być brzydka, obdarzona jest wspaniałą naturalną urodą (bardzo wysoka, jasna blondynka o mlecznej skórze i pięknych niebieskich oczach) raczej wyróżniającą ją wśród wielu dość przeciętnych aktorek robiących za piękności. Podobnie bardzo przystojny Rory McCann jako "Hound" mimo oszpeconej  twarzy jest bardziej pociągajacy niż inni bohaterowie.




sobota, 9 lipca 2016

Zdemonizowanym twórcom pop kultury do sztambucha

Jest taka scena w 1 sezonie gry o tron (odcinku chyba 8): po ujęciu Neda Starka jako zdrajcy, zbrojni ganiają po jego domu "dożynając watahę". Septa Ordane każe Sansie schować się w swojej komnacie. Dziewczyna biegnie po schodach do góry, a tam z ciemności wyłania się straszny Sandor "Hound" Clegane niespiesznie idący w jej kierunku. "Stay away from me!" mówi Sansa cofając się w przerażeniu "I'll tell my father! I'll tell the queen..." Hound uśmiecha się lekko zbliżajac sie do niej "Who do you think have sent me?" pyta z nutką ironii w glosie. W następnym ujęciu jego postać okryta malowniczym płaszczem wypełnia kadr zasłaniając przerażoną dziewczynę.
Ta krótka scena robi na mnie nieporównywalnie większe wrażenie niż wszystkie podrygujące pośladki i inne części ciała w licznych układach kopulacyjnych czy litry czerwonej farby z gulgotem wylewającej się z podciętych gardeł i odrąbanych członków, nie wspominając o niewiarygodnie wulgarnym języku (zwłaszcza w polskim przekładzie).
Kiedy oglądałam pierwsze 5 sezonów byłam wręcz przygnieciona paskudztwem wylewającym się na mnie z ekranu, ale sama opowieść na tyle mnie zaciekawiła, że postanowiłam porównać film z literackim pierwowzorem.
Okazało się, ze liczne sceny burdelowo-kopulacyjne, w tym sado-macho są wzięte z zadu, podobnie jak dosadne akty homoseksualne. Przemocy i opisów okrucieństwa w książkach nie brakuje, ale wątek Ramsaya Boltona, znęcającego się nad Theonem Greyjoyem, a potem Sansą (absolutnie nie do oglądania) jest wymysłem twórców filmu. Wulgarność języka oryginału nie przekracza pewnych granic, czego nie da się powiedzieć o polskim przekładzie.
Sam pomysł napisania książki inspirowanej średniowieczem (wojną róż) bez Chrzescijaństwa jest dość kuriozalny, ale trzeba przyznać Martinowi, że jego bohaterowie są żywi, zupełnie jakby się urwali ze smyczy i zaczęli ewoluować w nieoczekiwanym kierunku.
Fani robią kompilacje ulubionych wątków i wrzucają na youtube, po czym w komentarzach analizują szczegółowo najdrobniejsze gesty i wyraz twarzy swoich bohaterów. Co ciekawe często biorą na warsztat relacje niedopowiedziane, zostawiające pole dla wyobraźni jak wątek Sansy i Sandora Clegane czy też Brienne i Jaimiego Lanistera.
Wniosek  z tego dość optymistyczny - widzowie ( a przynajmniej ich znaczna część) oglądają Grę o tron nie dla kopulacji, okrucieństwa i wulgarnego języka tylko pomimo tego wszystkiego. Pracowicie wyławiają interesujące fragmenty i składają je w całość, inspirują się i tworzą alternatywne narracje.
Natura ludzka ewidentnie ma wmontowany mechanizm obronny, który bardzo utrudnia pracę zdemonizowanym twórcom pop kultury.



poniedziałek, 27 czerwca 2016

O figlarnych zakonnikach


Zaglądając na stronę facebookową znajomego zakonnika zobaczyłam m.in. takie oto zdjęcie z jarmarku dominikańskiego we Wrocławiu: https://www.facebook.com/dominikanski.jarmark/photos/a.1793798170842299.1073741836.1503925379829581/1793799184175531/?type=3&theater


Po pewnym wahaniu skomentowałam i dostałam kilka odpowiedzi - od dominikanina, który je udostępnił i drugiego, który pozował do zdjęcia i je opublikował:
https://www.facebook.com/schulzop
Tłumacząc na język ludzki znaczyły tyle , co odp...dol się upierdliwa babo.

Nie zajmowałabym się dłużej tą sprawą, ale poruszyła jakieś głębsze pokłady irytacji we mnie.
Ileż to razy w kręgach kościelnych mówiono mi lub dawano do zrozumienia, że jestem niewłaściwie ubrana (spódnica do kolan albo sukienka bez rękawów) lub uczesana (rozpuszczone włosy). Ileż razy jakiś pobożny kapłan uznawał, że chamstwo wobec mnie, ostentacyjne zignorowanie w sytuacjach towarzyskich, odwrócenie się doopą przy stole podoba się Panu, a zachowanie cywilizowane byłoby niestosowne i gorszące. To oczywiście nie przeszkadzało mu prowadzać się ze swoim girlfriendem lub boyfriendem i obnosić z relacją, która - o ile dobrze rozumiem - nie powinna mieć miejsca w życiu celibatariusza. Pojęcia takie jak skromność, czy stosowność ewidentnie przeznaczone są dla frajerów (frajerek), których wytresowano w tym duchu i zawsze można im czymś takim zamknąć dziób. Kapłan/zakonnik jest ponad to i nie podlega krytyce ze strony wiernych.

Problem z ludźmi prostodusznymi jest taki, że oczekują "równego traktowania" i zgodności słów i czynów. Należałoby wyeliminować ich  z życia na etapie prenatalnym albo zamknąć w rezerwacie, bo co zrobić z człowiekiem który nie rozumie, że w stadzie każdy ma zupełnie inne prawa i nikt nie jest równy nikomu według zasady "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie". Co robić z niedojdami, które przywiązują wagę do wypowiadanych słów, nieświadome, że są one tylko zasłoną dymną dla naprawdę istotnych sygnałów niewerbalnych, które na ogół sprowadzają się do pokazywania miejsca w szeregu. Zakonnik na zdjęciu ustawił się w szeregu z paniami w figlarnych strojach i przekaz jest jasny - "one tak samo jak ja są poza krytyką". Natomiast powiedzenie komuś, że jest nieodpowiednio ubrany (niezależnie od rzeczywistej stosowności jego stroju) znaczy po prostu "sp...dalaj, nie chcemy cię tu". Osoba chciana może przyjść do kościoła nago albo w stroju do tańca brzucha i zostanie postawiona wiernym za przykład skromności.

Pozwalając sobie na komentarz popełniłam grzech podobnie niewybaczalny jak polska reprezentacja, która wygrała ze Szwajcarią  czy polscy wyborcy, którzy wybrali niewłasciwą partię - wyszłam z przypisanej mi przez stado roli.




sobota, 6 lutego 2016

O spotkaniu z KOD-owcem

Na KOD-owca trafiłam zupełnie nieoczekiwanie w poczekalni przychodni na pl. Dominikańskim. Sympatyczny, w miarę młody (30+) człowiek ewidentnie chciał nawiązać kontakt. Zagadnął mnie dość zalotnie, ale po chwili - na skutek przyłączenia się do rozmowy tzw. osób trzecich - od bezpiecznych tematów (jak np. służba zdrowia) poszybował brawurowo ku polityce bieżącej. Dowiedziałam się, że na skutek dojścia "PIS-lamistów" do władzy syn znajomego - całkowicie niekompetentny- dostał jakieś odpowiedzialne stanowisko, co - jak rozumiem - pozostawało w jaskrawym kontraście z praktyką poprzedniej ekipy. Niebacznie wdałam się w polemikę (zdroworozsądkową jak mi się zdawało) niepomna na jakże słuszne słowa prof. Zybertowicza, że z ludźmi zacietrzewionymi nie da się rozmawiać racjonalnie.

Ten człowiek niewątpliwie był zacietrzewiony w stopniu mi nieznanym. Przyjechał właśnie z zagranicy, skąd jak zapewniał, obserwował sytuację w kraju na bieżąco. Co do tego miałam pewne wątpliwości, zważywszy, że nie ochłonął jeszcze po awanturze o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Nawet się tam wybierał ze znajomymi, którzy mieli nieść swastyki (sic). Niewątpliwie wyznawca Palikota w stanie hibernacji, albo raczej wybudzony z niej po sześciu latach zupełnie niepomny, że sytuacja się zmieniła diametralnie i takoż emocje społeczne.

Zasugerowałam mu, żeby sobie wygooglał dwa nazwiska: "Andrzej Hadacz"- kiedyś domagający się rozstrzelania Tuska, potem gorliwy zwolennik Komorowskiego agresywnie atakujący jego rywala pod gmachem TVP (za obiecane mieszkanie komunalne), obecnie pierwszy KOD-owiec - i "Jowita Kacik" specjalistka od niszczenia wizerunku przeciwnika na usługach byłego prezydenta oraz zobaczył na Facebooku zdjęcie tej ostatniej z tzw. "szaloną Joanną od Krzyża" już zupełnie normalną. Nazwiska nic mu nie mówiły, ale tematu poniechał przerzucając się na straszliwą sytuację obecną. Na moją prośbę o jakiś konkret, bo nic alarmującego nie widzę, poradził, żebym poszła do okulisty. Szczęśliwie drzwi gabinetu otworzyły ratując go od dalszego brnięcia w temat.

Jednak ten niesławny odwrót ewidentnie nie dawał mu spokoju nawet podczas wizyty, więc po wyjściu z gabinetu przypomniał sobie SKOK-i, które - jego zdaniem - równoważyły wszystkie afery PO z Ambergold na czele. Piotrowicza ex-PZPR-owca umieścił w rządzie, video z wejścia ABW do redakcji WPROST i wyrywanie laptopa Latkowskiemu nie zrobiło na nim wrażenia, o TK miał pojęcie bardziej niejasne niż przeciętny obywatel. KOD uważał za ruch oddolny młodych (sic!) entuzjastów itp. Kiedy to wszystko mówił ręce drżały mu gwałtownie, a mi przemknęło przez myśl, że mam do czynienia  z człowiekiem niezrównoważonym psychicznie. Nie wiem czy tak było, czy może był to typowy produkt intelektualnej tresury środowisk zbliżonych do GW, ktoś pełen bon motów typu "to się leczy" i podobnie dowcipnych stwierdzeń, natomiast bez żadnej wiedzy o faktach - czyste emocje zupełnie niewspółmierne do rzeczywistości.

Dziś przeczytałam, że jakaś grupa (KOD?) wołała pod pałacem prezydenckim "Duda na Wawel" - skojarzenie z rokiem 2010 oczywiste. Następstwo wydarzeń wydaje mi się dość jasne: czynnik niejawny wynosi Palikota z niebytu do sejmu z 10% poparciem, ten organizuje awantury typu krzyż na Krakowskim Przedmieściu, po czym wraca do nicości, z której się wyłonił. Petru ze swoim nowoczesnym KOD-em jest powtórką dokładnie tego samego (czyżby z Kukizem też próbowano?). Mam nadzieję podzieli los poprzedniej kreatury swoich mocodawców.

Dr. Krajski zauważył, że na Krakowskim Przedmieściu miała miejsce manifestacja nienawiści szatańskiej w sensie jak najbardziej dosłownym. Ta sama nienawiść zdaje się napędzać "młodych oddolnych entuzjastów" z KOD-u. Może po prostu potrzebny egzorcyzm?!!!
P.S.
Nie należy zapominać o czynniku ludzkim - ewidentnie KOD i jego przejawy animują ci sami nieznani sprawcy, którzy przeprowadzili pokazową operację pod krzyżem. Szatańska nienawiść pchająca do przekraczania granic nieprzekraczalnych dla normalnego człowieka jest ich znakiem firmowym.

niedziela, 24 stycznia 2016

O czynniku niejawnym w błyskotliwych karierach

Pewien 14 letni uczeń szkoły podstawowej Adaś Michnik pojawił się onegdaj na spotkaniu tzw. Klubu Krzywego Koła - zalążku loży masońskiej reaktywowanej po latach PRLu. Nie było to bynajmniej kółko młodzieżowe. Ten sam Adaś na swoje 18 urodziny wyjechał na zachód, gdzie spotkał się z wszystkimi ważnymi lewicowymi politykami jak np. Daniel Cohn-Bendit i temu podobne osobistości, a samą imprezę zorganizowano mu - o ile dobrze pamiętam - w Berlinie Zachodnim (czy nie w ambasadzie?) Następnie zrobił karierę jako opozycjonista i za swoje zasługi chciał dostać monopol medialny, który to cel raczej mu się wymknął, ale sądząc po obecnej nagonce na Polskę jego wpływy nadal są nie małe.

Pewien uczeń szkoły podstawowej Ryszard Petru wyjechał do Związku Sowieckiego, gdzie jego rodzice - fizycy - pracowali na projektem bomby mezonowej. Ten sam Rysio jeszcze jako student był asystentem posła Frasyniuka, następnie nosił teczkę za Balcerowiczem, a także pracował w BRE banku - założonym i prowadzonym przez służby wojskowe. Dorobił się pokaźnego majątku, a następnie z niczego urósł do drugiej siły politycznej w Polsce.

Pewien harcerz patriota o ziemiańskich korzeniach Bronek Komorowski poślubił resortową dziedziczkę i nagle z represjonowanego opozycjonisty stał się fanem WSI z pokaźnym majątkiem, który ewidentnie spadł mu z nieba, marszałkiem sejmu i prezydentem, po czym źli ludzie "zabili go kartą do głosowania", choć druga kadencja należała mu się jak psu micha.

Jest więcej takich błyskotliwych karier w polityce vide Janusz Palikot czy Radek Sikorski o Tusku nie wspominając. Jawna część biografii jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Informacje naprawdę interesujące są dla naszych oczu zakryte. Do pewnego stopnia przyjmujemy to jako nieuniknione w polityce, ale podobny mechanizm działa w przypadku wszystkich innych błyskotliwych karier.

Książki Joanny Siedleckiej "Biografie odtajnione" (o ile dobrze pamiętam) jeszcze nie czytałam - widziałam relację ze spotkania autorskiego. Pewnym szokiem było dla mnie, że nawet taka Marta Tomaszewska, Krystyna Siesicka czy Jerzy Broszkiewicz nie odnieśli sukcesu na niwie literatury dla młodzieży o własnych siłach. Nigdy by się nie przebili gdyby nie największa w PRLu agencja promocyjna - SB.

Czy można zrobić jakąkolwiek karierę bez takiego wsparcia? Myślę, że wątpię. Można coś opublikować, zwłaszcza za własne pieniądze, zrobić jakąś wystawę, ale żeby z tego żyć?!!

Widziałam niedawno wywiad z Tomkiem Bagińskim, który zamierza zrobić nową ekranizację Wiedźmina Sapkowskiego (w 2017). Zapytany jak wyjaśnić sukces polskich gier komputerowych na rynku światowym stwierdził, że otworzyła się zupełnie nowa dziedzina i weszli w nią ludzie nieobciążeni, a zdolni. Może i tak, może promocja by SB nie była im potrzebna, a może sukces gier komputerowych zdominowanych przez przemoc i seks wspiera jakaś bardziej uniwersalna centrala?







piątek, 15 stycznia 2016

Manifest KODu

Zauważyłam, że "ruch społeczny" KOD ma problem ze zwerbalizowaniem o co właściwie walczy i używa różnych zastępczych haseł w stylu "skok na trybunał" "ograniczanie swobód obywatelskich" czy "zagrożenie demokracji". Problem z tego rodzaju hasłami jest taki, że każdy średnio rozgarnięty internauta znajdzie mnóstwo przykładów wyżej wymienionych działań, ale z czasów rządów PO-PSL.
Bez zaglądania do źródeł jestem w stanie wymienić z pamięci:
- wejście do mieszkania Antykomora o godz. 6 rano w wykonaniu grupy funkcjonariuszy służb specjalnych (reakcja na niesłuszną stronę internetową)
- ustawa Komorowskiego o zgromadzeniach publicznych
- prowokacje policji i służb podczas marszu niepodległości w tym podpalenie budki koło ambasady Rosji na polecenie Sienkiewicza
- trzymanie co najmniej dwóch  kibiców (jednym z nich był sławny "Staruch") miesiącami w areszcie bez żadnych prawnych podstaw
- podsłuchiwanie i inwigilowanie dziennikarzy (Gmyza, Nisztora, Latkowskiego i członków ich rodzin) zajmujących się aferą taśmową kompromitującą prominentnych polityków PO
- najście służb na redakcję Wprostu i wyrwanie siłą laptopa Latkowskiemu
- największa ilość podsłuchów w Europie
- sprawa Sumlińskiego
- seryjny samobójca
- prowokację służb w sprawie Brunona Kwietnia
- więzienie za protesty na wykładzie Baumana na UWr
- więzienie za krzesło na wiecu Komorowskiego (aluzja do jego występu w parlamencie japońskim)
- skok na Trybunał w czerwcu 2015
- wyrok więzienia dla Kamińskiego za walkę z korupcją
- Amber Gold
- afera hazardowa
- wrogie przejęcie Rzeczpospolitej w wyniku dealu Grasia z Hajdarowiczem pod śmietnikiem
- wyrzucenie Gmyza z pracy za artykuł o trotylu na wraku Tupolewa
- wyrzucenie wszystkich niesłusznych dziennikarzy z TVP i Polskiego Radia, co spowodowało powstanie mediów drugiego obiegu.
- sfałszowane wybory samorządowe

To tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów, które przyszły mi do głowy
O rządach PIS -u po tygodniu od objęcia władzy (albo nawet przed utworzeniem rządu) nikt rozsądny by się jeszcze nie wypowiadał (ryzyko śmieszności).

Postanowiłam więc pomóc KOD-owi w jasnym określeniu tego co właściwie postuluje i z czym się nie zgadza.
Rozumiem, że pomysłodawcy uważają, ze istnieje właściwy porządek rzeczy i ich zdaniem został on wraz ze zmianą władzy naruszony. Proponuję więc żeby spróbowali go w sposób jasny opisać np.:

1. Platformie/Nowoczesnej/PSL- owi władza i monopol medialny się po prostu należy jak psu micha niezależnie od decyzji wyborców.
2. PIS/Zjednoczona Prawica nie ma prawa sprawowania władzy ani dostępu do mediów publicznych niezależnie od decyzji wyborców.
3. Kolonizowanie słabszego (państwa naszego regionu) przez silniejszego (Niemcy, państwa starej unii) jest naturalnym porządkiem rzeczy
4. Gazecie Wyborczej należą się ogłoszenia skarbu państwa i prenumerata przez wszystkie urzędy państwowe jak psu micha.
5. Polakom należy się upokarzanie i oczernianie na arenie międzynarodowej
6. Polacy nie mają prawa do własnej tożsamości, a tym bardziej do dumy z niej
7. Nie mają prawa do suwerenności
8. Nie maja prawa do owoców swojej pracy - powinni pracować na zagraniczne koncerny
9. Nie maja prawa do jakiegokolwiek wsparcia ze strony państwa
10. Polska jest naturalnym zagłębiem taniej siły roboczej w Europie i tak powinno zostać.

Myślę, że takie jasne nazwanie rzeczy po imieniu byłoby z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych, gdyż myślenie w kategoriach hierarchii stadnej nie jest może eleganckie, ale bardzo rozpowszechnione.  Jeśli przyjmiemy, że osobnikiem alfa jest Platforma i różne jej mutacje, a PIS i cała prawica omegą, to wyżej wymienione następstwa logiczne same się narzucają.
Podobnie w stosunkach międzynarodowych Polska jest omegą (brzydka, biedna panna), a Niemcy alfą, z czego wynika jasny kodeks zachowań, w którym nam przysługuje jedynie prawo do uległości, milczącej zgody na kolonizację i szarganie wizerunku.

Drodzy KODowcy powiedzcie o co chodzi otwartym teksem, a może znajdziecie więcej zwolenników niż wam się wydaje!


środa, 13 stycznia 2016

O Tusku zdrajcy i europejskim stadzie

Już wydawało się, że histeria wywołana przez odsuniętych od koryta przycicha i wszyscy powoli przychodzą do tak zwanego rozumu. Tusk jednak nie zdzierżył i podszczuł do tzw. procedury sprawdzającej KE. Korespondentka z Brukseli uspakaja, że to wersja light wymyślona, żeby postraszyć Orbana, ale moja intuicja nie chce się uspokoić.

Niestety na przykładzie UE widać jak na dłoni stadną hierarchię wszelkich ludzkich zgromadzeń, nawet na poziomie państw. W stadzie europejskim osobnik alfa może łamać prawo, przez idiotyczne decyzje narażać bezpieczeństwo milionów obywateli nie tylko swego kraju, narzucać swoje chore pomysły słabszym i w sposób niewypowiedzianie haniebny na ołtarzu poprawności politycznej poświęcać własne kobiety i dzieci. Państwa naszego regionu plasują się bliżej pozycji omega i jedynym, czego się od nich oczekuje jest uległość. Jeśli któreś przestaje ją okazywać wywraca porządek stada i dlatego wszelkie próby niesubordynacji tłumione są zanim pojawi się cień pretekstu.

Hierarchia stadna ustalona jest także wewnątrz każdego państwa - są tacy, którym się władza i monopol medialny należy jak psu micha i tacy, którzy nawet jeśli wygrają w wyborach nie mogą rządzić. Nasi chwilowo odsunięci od "należnego" im koryta nie są nawet osobnikami alfa w sensie siły osobowości lub zasobów - są obcą ekspozyturą wrogą wobec tubylców i uważającą ich demokratyczne wybory za kupę śmiechu.

Warto wspomnieć, że to nie węgierska opozycja zainspirowała "sprawdzanie" Orbana przez KE. Polska  tradycja nie karania zdrajców na gardle mści się na nas do dziś.