piątek, 24 maja 2019

Pedofilia elit jako symbol statusu

Wydaje się, że w zamiarze Stwórcy każdy człowiek może znaleźć sobie parę. Był nawet eksperyment pokazujący, że ludzie "rozpoznają się" po zapachu., który jawi się jako przyjemny i pociągający jeśli dana osoba ma kompatybilną grupę krwi. Grupa krwi czy dobrze dopasowany zestaw genów - jasne, że atrakcyjność fizyczna ma silny komponent biologiczny, potocznie zwany "chemią". Jest nawet ludowe porzekadło, że dzieci urodzone z miłości są szczególnie udane.

Niestety, ten prosty mechanizm rozpoznawania właściwej osoby zaburzony jest przez społeczny aspekt człowieka - hierarchiczną strukturę wszelkich grup ludzkich i instynkt stadny. Im wyżej w hierarchii tym większa atrakcyjność dla płci przeciwnej. Instynkt stadny zaś najbardziej widoczny jest w postaci ulegania modom i nie mam tu na myśli tylko strojów, fryzur czy nawet typu sylwetki.

Zjawisko mody jest samo w sobie fascynujące - w jednym sezonie wszyscy uważają, że spódnica powinna ciągnąć się po ziemi, a w innym, że musi odsłaniać całe nogi, a nawet majtki przy bardziej energicznych ruchach. Raz kręcimy i tapirujemy włosy, a innym razem prostujemy i przygładzamy.
Nosimy stadnie kolory jesieni, które niewielu ludziom pasują, albo odblaskowe, które nie pasują nikomu itp. Osoba nie stosująca się do tych "tryndów" odbierana jest jako aspołeczna, bo ignorująca sygnały stada, abnegacka albo nie mająca środków. Wszystkie te ewentualności znacznie obniżają jej atrakcyjność.

Moda na typ sylwetki posuwa się jeszcze dalej. W pewnych okresach ludzkość decyduje, że pociągająca jest pulchność, a w innych wysmukłość, w skrajnych przypadkach nawet chudość. W latach 90-tych czytałam w jakimś piśmie kobiecym wywiad z Jackiem Kuroniem, który -nieoczekiwanie dla mnie - miał kilka ciekawych spostrzeżeń. Twierdził na przykład, że większość mężczyzn woli pulchne kobiety, ale czuje się zobligowana wybierać szczupłe, bo taka jest moda. Polecił nawet pani rozmówczyni popytać wśród prostytutek - pulchne mają podobno największe wzięcie. Brzmi to dość prawdopodobnie. Można zatem nauczyć człowieka pożądać czegoś innego, niż pożąda w imię dopasowania się do gustów środowiska, w którym się obraca, albo do którego aspiruje.

Najlepszym przykładem jest grecka pederastia, właściwie ograniczająca się tylko do elit. Aspirując do takiej pozycji wypadało mieć młodego faworyta i z nim pokazywać się w towarzystwie. Można więc przestawić swój instynkt seksualny na osobę tej samej płci. Co więcej tego rodzaju nawyk może stać się częścią kultury, nawet wbrew wyznawanej religii, jak w Afganistanie. Może także się nieoczekiwanie odrodzić  pod wpływem studiowania Antyku, jak to miało miejsce w Renesansie.

 Albrecht Duerer, z upodobaniem malujący siebie, miał żonę, której także poświęcił kilka prac, jedną z nich zatytułował nawet "Meine Agnes". Podczas podróży do Włoch jednak, stosując się do nowej mody, przygruchał sobie młodzieńca. Jeden z jego włoskich korespondentów radzi w zachowanym liście, by zgolił brodę, bo ten jego chłopiec jej nie lubi.

Jeśli można przestawić swój popęd seksualny na młodych chłopców, można też na dzieci płci obojga. Instynkt zachowania gatunku wprawdzie się temu sprzeciwia, gdyż nakazuje obronę młodych przed fizycznym zagrożeniem, ale i ten zdrowy odruch można zignorować dla jakiejś oczekiwanej większej korzyści. I tu wracamy do sprawy Drąsiusa Kedysa opisanej w poprzednim wpisie.

Wszyscy "wujkowie" molestujący małą Deimante należeli do elity - biznesmen, asystent marszałka sejmu i sędzia okręgowy, co więcej robili to razem. Razem zabawiali się 4-letnią dziewczynką, każdy z nich widział co pozostali z nią robią. Co najmniej raz obecna na takiej imprezie była kuzynka Deimante w podobnym wieku.  Matka dziewczynki i jej siostra ewidentnie dobrze rozpoznały lokalny rynek i wstrzeliły się ze swoją ofertą. Rzecz dzieje się  Kownie. Jaki procent stanowią w nim ludzie aspirujący do elity? Ewidentnie nie taki mały, bo z chwilą opublikowania wyznania Deimante, wiele podobnych przypadków wyszło na jaw, w tym historie dzieci, po których ślad zaginął.

Przez wieki sataniści kupowali niemowlęta na swoje czarne msze, teraz podobno poświęcają własne dzieci. Czy owa "pedofilia kulturowa" elit ma także związek z jakąś odmianą satanizmu, jak w Hollywood? A może jest to coś w rodzaju snobizmu - robimy (razem) coś, co jest zakazane, za co trzeba zabulić kupę kasy, tak wielką kupę kasy. że zagłuszy każdy instynkt macierzyński. Możemy to robić, bo jesteśmy poza prawem albo mamy możnych protektorów. Nieletnią może mieć każdy gangster, który się dorobił, ale na 4-latkę stać tylko creme de la creme. Co więcej to nas obliguje do lojalności - razem w zabawie, razem w poważnej grze!

Jeśli takie rzeczy dzieją się na Litwie, niewielkim, mało zamożnym kraju na peryferiach Unii Europejskiej to co odbywa się w Niemczech, Francji, Anglii i USA, o Polsce nie wspominając. Masowe odbieranie dzieci bez żadnego powodu, zagraniczne adopcje, tajemnicze zaginięcia wszystko  wskazuje na duży popyt na taki towar. Pedofilia ewidentnie stała się w pewnych kręgach symbolem statusu, a może także rytuałem inicjacji do czegoś jeszcze gorszego, czego nawet nie umiemy sobie wyobrazić.

Nie chce przez to wszystko powiedzieć, że nie istnieją zboczeńcy w rodzaju Trynkiewicza, których inklinacja nie jest świadomym wyborem. Tacy są śmiertelnie groźni dla dzieci bez opieki. Nie dysponują jednak aparatem państwa, żeby ukrywać swoje zbrodnie, ani mediami, żeby odwracać od siebie uwagę i rzucać podejrzenia na niewinnych (lub mniej winnych).






środa, 22 maja 2019

Historia Drąsiusa Kedysa, "litewskiego mściciela", czyli o pedofilii elit

Historia owa wałkowana była podobno we wszystkich litewskich mediach gdzieś między 2009 a 2012 rokiem, a jej nieoczekiwany dalszy ciąg miał miejsce w tym roku (albo w zeszłym). Oto stosunkowo młody (32 lata) przedsiębiorca (biznesmen lub człowiek mafii w zależności od źródła) Drąsius Kedys z Kowna (a właściwie Godlewa) i jego 18-letnia dziewczyna, Laimute Stankunaite,  mają córeczkę Deimante. Po dwóch latach ów nieuregulowany związek rozpada się i rodzice zaczynają walkę o przyznanie opieki nad dzieckiem. Dzięki pomocy niejakiego Andriusa Usasa, asystenta marszałka ichniego sejmu (sejmas) wygrywa młoda matka, a ojciec ma prawo do widzenia dziewczynki co drugi weekend. Podczas tych widzeń dowiaduje się od swej 4-letniej córeczki o licznych spotkaniach z trzema wujkami Andriusem, Jonasem i Aidasem za wiedzą i zgodą matki (oraz sowitą zapłatą). Opowieść dziecka jest na tyle alarmująca, ze Drąsius Kedys zgłasza rzecz do sądu. Zniecierpliwiony brakiem postępów nagrywa relację swojej córeczki i rozsyła DVD do wszystkich mediów i polityków, zamierza nawet opatrzywszy angielskimi napisami  obdzielić cały europarlament.

Kiedy jeden z wujków, Jonas, (sędzia sądu okręgowego) i siostra matki Violeta, która miała udział w organizowaniu wyżej wymienionych spotkań, zostają zastrzeleni z tej samej broni, podejrzenie pada na Kedysa. W czasie, gdy ten się ukrywa, dzieckiem opiekuje się jego siostra (też sędzia) Neringa Venckiene. Mężczyzna zostaje znaleziony martwy chyba w 2010 w lesie koło Zalewu Kowieńskiego. Śmierć miała nastąpić przez udławienie się własnymi wymiocinami, pod wpływem alkoholu i narkotyków. Znaleziono przy nim broń, z której zabito Jonasa i Violetę W tym samym roku Andrius Usas, oskarżony o pedofilię, topi się w bagnie oraz giną wszystkie pozostałe osoby mające związek ze sprawą. Usas zostaje pośmiertnie uznany za niewinnego, po czym rozpoczyna się kolejna sądowa batalia o odebranie dziecka Nerindze Venckiene i oddanie matce. Wyrok sądu nie na wiele się zdaje, bo ludzie z Godlewa bronią domu Neringi własnymi ciałami, organizują czuwania itp. Dopiero użycie oddziału ok. 300 policjantów umożliwia rozpędzenie tłumu, fizyczne włamanie się do domu i uprowadzenie silą wrzeszczącej wniebogłosy dziewczynki.

Neringa Venckiene, zmuszona do rezygnacji z funkcji sędziego, gdyż ciążą na niej liczne zarzuty związane z niestosowaniem się do wyroków sądu i utrudnianiem pracy policji, organizuje partię polityczną "Droga Odwagi" i zostaje posłanką na sejm z jej ramienia. Dzięki temu zyskuje immunitet, który jednak uchylono w 2013. Od tego czasu słuch po niej zaginął aż do momentu, kiedy została aresztowana w Chicago z perspektywą ekstradycji na Litwę. Jej syn zamieścił na YouTube video z prośbą o podpisywanie petycji w obronie matki, gdyż - jak twierdzi - na Litwie grozi jej śmierć. O losach małej Deimante Kedyte, która powinna mieć teraz ok.15 lat, nic nie można znaleźć.

Historia na film sensacyjny, z serii tych, które zostawiają widza w niepewności, co właściwie się stało, kto zabił i dlaczego. W komentarzach pod nagraniami związanymi ze sprawą zdania skrajne, choć podejrzewam, że opinia publiczna raczej jest po stronie ojca-mściciela i jego bohaterskiej siostry walczącej ze skorumpowanym systemem, który oddaje 8-letnie dziecko w ręce matki-stręczycielki. Ta zaś zamieściła w Internecie własną wersję wydarzeń, w której Kedys bierze narkotyki i za pomocą wyssanych z palca historii oraz wrednej siostry zamierza rozdzielić ją z ukochaną córeczką.

Powiem szczerze: nie wierzę tej babie. Co można powiedzieć o dziewczynie, która mając 17 lat zadaje się ze starszym od siebie o 14 lat, ustawionym (być może powiązanym z mafią) facetem. W jaki sposób mogła w ogóle poznać kogoś takiego, chyba nie na wycieczce szkolnej ani na obozie harcerskim. Musiała kręcić się w miejscach gdzie ludzie wpływowi i bogaci szukają towarzystwa młodych dziewcząt. Andriusa Usasa, który pomógł jej uzyskać opiekę nad dzieckiem zapewne też poznała w podobnych okolicznościach. Być może była jedną z tych kobiet, które uważają, że swoją urodę trzeba jak najszybciej spieniężyć. Nie jest to na ogół materiał na dobre matki. Czy walcząc o dziecko przy pomocy Andriusa Usasa miała już gotowy biznes plan?

Drąsius Kedys też budzi moje liczne zastrzeżenia. Dlaczego facet lat 32, przystojny i dobrze ustawiony zamiast normalnie założyć rodzinę gania za małolatami? Dlaczego zrobiwszy dziecko 17-letniej dziewczynie nie ożenił się z nią? Sam jego wygląd też nie szczególnie się kojarzy - rodzaj sylwetki jaką osiąga się spędzając pół dnia na siłowni, złota bransoleta i obcisły sweterek w kolorze wściekle fioletowym. Jego ewentualne powiązania z mafią szczególnie by mnie nie zdziwiły.
Być może oboje byli siebie warci?

Jednak Kedysowi zależy na córce, w czym wspiera go rodzina robiąca - dla odmiany - bardzo dobre wrażenie. Mogę sobie łatwo wyobrazić, co jego siostra-sędzia mogła myśleć o dziewczynie brata, nawet zanim historia z wujkami wyszła na jaw.

Opowieść dziewczynki jest rzeczywiście wstrząsająca. Tonem głosu jakby relacjonowała swój dzień w przedszkolu opisuje, co "wujkowie" z nią robią, zupełnie nie zdając sobie sprawy z ohydy tych zachowań, nie oceniając ich, ani się nie wstydząc. Nie wydaje mi się, żeby można było coś takiego podrobić. Owszem, dzieci fantazjują, ale skąd 4-latka mogłaby wziąć pomysł, że ktoś jej wkłada członek do ust (lub "do pupy") i rozsmarowuje spermę po twarzy, albo liże jej ciało?

Kto zabił "wujków" i Kedysa? Mafijne porachunki? Dlaczego angażuje się tak absurdalnie nieproporcjonalne siły policji do porwania dziecka, jakby była to kwestia najwyższej wagi państwowej?

Swoją drogą Litwini stawiają opór dokładnie tak samo jak Polacy, trzymają flagi, śpiewają hymn, odmawiają Ojcze Nasz. Na fasadzie domu nieco kiczowaty wizerunek Najświętszego Serca Jezusa, wśród domowników młody ksiądz w koloratce, starsze panie (matka i ciotka Kedysa) zawodzą "o Jezu, o Jezu". Dziewczynka wczepiona w swoją ciotkę płacze powtarzając "Neringele, Neringele"(zdrobnienie jej imienia).

W końcu dlaczego państwo litewskie ściga kobietę oskarżoną o utrudnianie pracy policji na końcu świata i domaga ekstradycji jak nie przymierzając Mossad polujący na gestapowców? Dlaczego grozi jej śmierć, jak twierdzi jej syn Karolis Venckus?

Czy wszystko to w obronie wysoko postawionych pedofilów czy jakiegoś większego biznesu, np handlu dziećmi z mniej zamożnych krajów Europy?

Czym w końcu jest pedofilia dla elit władzy? Rodzajem rytuału, inicjacji dla wtajemniczonych? Czy ma to związek z satanizmem? (Przypadki prawdziwej pedofilii w KK taki związek miewają.) Czy wszystkie elity władzy są satanistyczne i pedofilne? Niespecjalnie by mnie to zdziwiło patrząc na kierunek, w którym pchają narody.


wtorek, 21 maja 2019

Jeszcze o fałszywych oskarżeniach

Pewna moja znajoma z roku opowiedziała mi po latach o nieznanym mi zdarzeniu z naszych czasów studenckich. Otóż jej grupa miała jakieś trudności z uzyskaniem zaliczeń u magistra P. Nie mam pojęcia z jakiego powodu (być może wszyscy przyszli w ostatni dzień i nie zdążył ich przepytać). Oświadczył, że spotka się z nimi we wrześniu. Wtedy dwie nasze koleżanki wparowały do gabinetu i jedna z nich zagroziła, że jeśli facet nie da zaliczeń, narobi wrzasku i oskarży go o molestowanie, a druga - jeśli zajdzie potrzeba - potwierdzi to jako świadek. Facet się ugiął i zaliczenia dał. Szczęka mi opadła.

Przede wszystkim to zaliczenie było banalnie proste, naprawdę nie wymagało żadnej ekwilibrystyki tylko minimum wiedzy. O ileż łatwiejsze byłoby przygotowanie się z grubsza i stawienie na czas niż tego rodzaju intryga obarczona wysokim ryzykiem, wymagająca niewiarygodnej bezczelności i perfidii. Najwyraźniej jednak są ludzie, którym już w młodym wieku tego rodzaju akcje przychodzą łatwiej niż przyswojenie kilku faktów z obszaru swoich studiów. A może chodzi o adrenalinę, o wyzwanie? A aspekt moralny? Najwidoczniej dla pewnych ludzi nic takiego nie istnieje.

Ta historia pokazuje po pierwsze jak łatwo zniesławić nauczyciela, księdza, opiekuna czy nawet własnego rodzica, po drugie, że młodość nie koniecznie oznacza niewinność. Ludzie dzielą się na w miarę przyzwoitych i wredne szuje niezależne od wieku. Obie te grupy reprezentowane są przez dzieci, młodzież, dorosłych i starców. Niestety, dobre wrażliwe dziecko może trafić na dorosłego potwora, który je wykorzysta, a przyzwoity, prostoduszny dorosły na perfidnego, zdeprawowanego bachora, który zniszczy mu reputację.

Jak trudno bronić się przed oskarżeniem o molestowanie  świadczy historia Bretta Kavannaugh - kandydata na sędziego sądu najwyższego USA. Całkowicie wyssana z palca historia, która rzekomo miała się wydarzyć w czasach szkolnych o mały włos nie kosztowała go nominacji na stanowisko.
Kobieta, która go oskarżyła, po pewnym czasie sama przyznała, że był to czysty wymysł.

Nie zamierzam umniejszać cierpienia ofiar pedofilii, pederastii czy innej formy przemocy seksualnej, jednocześnie mając świadomość jak łatwo zniszczyć komuś życie fałszywym oskarżeniem o tego rodzaju czyny. Obawiam się, że prawdziwi sprawcy są zbyt dobrze kryci, by mogło im zaszkodzić, a to czym podniecają się media to czyste wymysły na fali zapotrzebowania.

poniedziałek, 20 maja 2019

O molestowaniu dzieci i fałszywych oskarżeniach

Pod wpływem moralnego wzmożenia w przestrzeni publicznej wypłynęło z mroków mojej niepamięci pewne zdarzenie z dzieciństwa. Kiedy miałam 9, góra 10 lat wysłano mnie na tzw kolonie do Zawady. Na miejscu okazało się, że wśród dzieci znalazła się przez pomyłkę dziewczynka z zupełnie innej grupy. Jechała z daleka, była zmęczona i przerażona. Nasi opiekunowie zdecydowali, żeby chwilę odpoczęła zanim, ktoś odwiezie ją tam, gdzie powinna się znaleźć. Położono ją do łóżka w środku dnia, w dużej sali dla "mojej" grupy. Zasnęła natychmiast snem wyczerpanego dziecka.

Kiedy pozostałe dziewczynki niepewnie rozpakowywały plecaki i wkładały rzeczy do nocnych szafek, jedna zainteresowała się śpiącą. Zdjęła z niej kołdrę, następnie majtki i zaciekawieniem oglądała (a nawet macała) jej przyrodzenie ku uciesze niektórych i zgrozie pozostałych. Jeśli nie jest to molestowanie seksualne, to co nim jest?  Czy jakikolwiek rodzic chciałby, aby tak potraktowano jego dziecko? A "po ile gazetki" - zabawa polegająca na podnoszeniu spódnicy i odsłanianiu majtek nie jest formą molestowania, zwłaszcza jeśli jest elementem pastwienia się nad słabszą jednostką przez starsze (albo bardziej zdeprawowanie) dziewuchy lub chłopaków? W znęcaniu się nad słabszym dzieckiem często (jeśli nie zawsze) obecny jest element seksualny, który czyni jego upokorzenie znacznie bardziej dotkliwym.

Wbrew popularnej wizji świata, która przypisuje dzieciom absolutną niewinność, a ich opiekunom (zwłaszcza jeśli to księża) nieczyste intencje, zło rozmieszczone jest ponad takim podziałem. Dzieci są karykaturami dorosłych, pozbawionymi cienkiej warstwy kultury i wiedzy o tym, co wypada udawać. Zło u dziecka występuje w stanie czystym. Dorośli mogą tego nie zauważać, gdyż młodociany potwór instynktownie kieruje je przeciw słabszym, a wyżej stojącym w hierarchii stada prezentuje ujmujący sposób bycia. Doskonale wie, kiedy to się opłaca. Rodzice często bywają zaskoczeni dowiadując się o wyczynach swoich psychopatycznych potomków wobec rówieśników i młodszych dzieci (albo starszych, chorych i bezbronnych).

Psychopatyczne dzieci również wiedzą doskonale, który z dorosłych stoi nisko w porządku dziobania i nie wahają się próbować go zniszczyć, co jest zajęciem bardziej ekscytującym niż znęcanie się nad rówieśnikami. Często zdarza się doświadczać takich prób młodym, niedoświadczonym,  lub nie lubianym przez dyrekcję nauczycielom.

Pracowałam kiedyś na zastępstwo w szkole podstawowej w Trójkącie Bermudzkim. Mieszkańcy Wrocławia wiedzą co to oznacza. Wiele dzieci było dokładnie takich jak można w tych okolicznościach oczekiwać, niektóre wyrzucono z ośrodków zamkniętych, gdyż opiekunowie nie dawali sobie z nimi rady. Grono nie powitało mnie zbyt serdecznie z przyczyn dla mnie niejasnych. Być może wyczuto we mnie (słusznie) jednostkę bardziej wrażliwą, mniej przystosowaną, ergo nieodpowiednią do takiej pracy.

Ze szczególnym "rozrzewnieniem" wspominam pewną Martusię, która specjalizowała się w robieniu mi czarnego PR-u. Raz po raz dowiadywałam się od jej nawiedzonej matki (psychologa z zawodu!) lub szkolnej pani pedagog, że ciągnęłam ją za włosy, kopałam lub wyzywałam. Zapewne wszystko to należało z tym gównem zrobić, ale powstrzymałam się przez roztropność. Do kampanii przeciwko mnie przyłączyła się po pewnym czasie moja kolejna "faworytka" Andżelika (sic!). Pod iście anielską powłoką kryła się najbardziej wredna, wyrafinowana mała kurewka jaką w życiu widziałam. Powiedziano mi, że należy biednemu dziecku okazywać serce, lecz biedne dziecko znacznie lepiej się bawiło organizując nagonki na nauczyciela (z fizycznym atakiem włącznie). O wyczynach przedstawicieli mniejszości romskiej i psychopatycznych młodzieńców wyrzuconych z ośrodka zamkniętego nawet nie chce mi się pisać.

Najdziwniejsza w tym wszystkim była reakcja kadry i dyrekcji. Wiedząc doskonale z kim mają do czynienia, uważali "świadectwo" zaburzonych gnoi za równie, lub więcej, warte niż moje. Musieli zdawać sobie sprawę, że jestem osobą łagodną, chwilami wręcz ciapowatą, ale chcieli widzieć we mnie złoczyńcę, by ocalić swą wiarę w "dobro" i "niewinność" dzieci, która ukryta dla oka, czai się pod szorstką powłoką arogancji i chamstwa. Szczęściem dla mnie zwolniło się miejsce w liceum, gdzie przeszłam w trakcie roku szkolnego, po czterech miesiącach ekscytujących doświadczeń.

Mniej szczęścia miał kardynał Pell z Australii, który potraktował poważnie zadanie uporządkowania finansów Watykanu. Natychmiast dowiedział się, że molestował ministranta 30 lat temu. Mając słowo przeciw słowu sąd uwierzył oskarżeniu i posadził najprawdopodobniej niewinnego człowieka do pierdla, gdzie nie ma nawet możliwości odprawiania mszy św.

Uczciwy człowiek jest wobec oszczerstwa bezradny, nie umie się nim posługiwać, nie umie sobie nawet wyobrazić, że ktoś mógłby kłamać z pełną świadomością. W przypadku spraw o molestowanie na ogół wygrywa ten bardziej bezwzględny - ten kto fałszywie oskarżył i wie jak wywołać współczucie lub ten kto, kto wybrał  łatwą do zdyskredytowania ofiarę. i może liczyć na wsparcie możnych przyjaciół.








niedziela, 19 maja 2019

Jak pederastia stała się pedofilią, czyli o operacji na języku i emocjach

Obejrzałam wczoraj film "Pedofile" Sylwestra Latkowskiego, zrobiony w 2005 dla TVP, wyświetlony raz, odłożony na półkę i wczoraj wyemitowany ponownie. Wszystkie istotne informacje - jak nazwiska celebrytów korzystajacych z usług nieletnich chłopców-prostytutek - zostały wypikane, z wyjątkiem ks. Jankowskiego (i jego ofiary). Czyżby prezes Kurski grał w drużynie wroga? Słyszałam, że film został pułkownikiem, z powodu ujawnienia nazwiska znanego reżysera, znajomego Jana Dworaka. Wspomniany miał być także przypadek terapeuty Andrzeja Samsona i ministra spraw zagranicznych w rządzie Mazowieckiego - Skubiszewskiego. Żadnego z tych nazwisk jednak nie usłyszymy - i w ogóle nie wiele usłyszymy gdyż, co drugie słowo w, i tak niewyraźnych, wypowiedziach bohaterów filmu jest wypikane.

Można się dowiedzieć jedynie, że nastolatki, które uciekły z patologicznych domów, ośrodków i domów dziecka prostytuują się na Dworcu Centralnym w Warszawie (i innych dworcach dużych miast), a z usług ich korzystają celebryci, politycy, biznesmeni i inni przedstawiciele elit RP. Policja zajmuje się tym niechętnie, a jeśli nawet kogoś namierzy, w sądzie sprawa rozpływa się w niebycie. Prokuratura zaś zapamiętale ściga z urzędu dziennikarzy, którzy odważyli się sprawę nagłośnić, a nazwiska "usługobiorców" ujawnić.

Prawie wszystkie młodociane prostytutki pokazane w filmie to chłopcy ok. 14 lat (od 12 do 15), starszym trudno znaleźć klientów. Wyjątkiem jest 15-letnia dziewczyna, która zaczęła ten proceder 2 lata wcześniej. Widzimy wypikselowane twarze i młodzieńcze ciała o wyraźnych cechach płciowych.
Z czysto biologicznego punktu widzenia są to osoby dojrzałe seksualnie, choć nieletnie. Jeśli pociąg do nich jest pedofilią, to jak nazwać gwałcenie niemowląt lub cztero- czy sześcio- letnich dzieci, które po takiej przygodzie (jeśli ją przeżyją) są okaleczone na całe życie, także fizycznie?

Dlaczego zamieniono adekwatnie opisujące rzeczywistość słowo "pederastia" na "pedofilia"? To oczywiście pytanie retoryczne. Pederasta, w skrócie pedał, w języku potocznym oznacza po prostu homoseksualistę. Wywodzi się od greckiego "pederasteia" określenia relacji o charakterze seksualnym starszego mężczyzny o wysokim statusie społeczno-ekonomicznym (przedstawiciela elity greckiej polis) i urodziwego, nastoletniego młodzieńca, który może na tym związku skorzystać. W starożytnej Grecji specjalny niewolnik zwany "paidagogos" odprowadzał chłopców do szkoły, aby strzec ich  na drodze przed zakusami dorosłych mężczyzn, którzy do samej szkoły mieli wstęp wzbroniony.

Środowiska lewicowo-liberalne mają niełatwy orzech do zgryzienia - jak promując homoseksualizm, ukryć fakt, że jego najbardziej typowymi ofiarami są nieletni. Jeżeli taki proceder zdarza się w Kościele bez wahania określa się go więc mianem pedofilii, nawet jeśli wykorzystane "dzieci" są klerykami w seminarium.

Typowym pedofilem był, jeśli wierzyć świadectwu ofiar, Michael Jackson, który interesował się nimi do wieku ok. 8 - 9 lat, a potem znajdował sobie inny obiekt (czy raczej odbyt), Woody Allen gwałcący swoją 6-letnią córeczkę czy Daniel Cohn-Bendit molestujący przedszkolaki (o czym sam opowiadał w telewizji). Pociąg do nastoletnich chłopców elegancko nazywa się efebofilią, a dziewczynek nimfofilią. To drugie zboczenie bardzo wnikliwie opisał Nabokov w Lolicie. Bohater jego powieści poluje na nimfetki czyli urodziwe dziewczynki w wieku 12 do 14 lat., 16-letnie określa jako "postarzałe" i traci całe zainteresowanie.

Roman Polański spółkujący z odurzoną 13-latką i wykorzystujacy 15-letnią Nastasję Kinsky na planie Tessy d'Uberville to raczej przypadek starego rozpustnika (niż nimfofila), którego z wiekiem pociągają coraz młodsze kobiety. Na podobny syndrom cierpiał Witkacy, który pod koniec życia "mógł" tylko z młódkami. Polański, odpowiadając na pytanie dziennikarza o któryś ze swoich romansów, uznał za rzecz oczywistą, że im kobieta młodsza tym atrakcyjniejsza.

Być może wszyscy mężczyźni maja tego rodzaju skłonności, ale trzyma ich w karbach wychowanie w kulturze chrześcijańskiej. W Islamie nie ma dolnej granicy wieku potencjalnej partnerki seksualanej, mężczyzna może współżyć nawet z niemowlęciem, ale jeśli je uszkodzi musi łożyć na utrzymanie do śmierci. Talmud, o ile się nie mylę, określa wiek minimalny na lat 3, a współżycie z chłopcem do lat 12 (albo 9?) uważa za dopuszczalne, gdyż nie jest on jeszcze mężczyzną (a Bóg potępia tylko współżycie z mężczyznami). O seksualnych wyczynach pogan daje pewne pojęcie mitologia grecka - Leda z łabędziem, Pazyfae z bykiem, Zeus z jałówka, lub pod postacią orla porywający młodocianego Ganimeda itp.

Folgowanie seksualnym apetytom zdaje się prowadzić do coraz dziwaczniejszych zachowań w poszukiwaniu coraz mocniejszych doznań dla stępionych rozpustą zmysłów. Rację ma E. Michael Jones, że wyzwolenie seksualne, jest w istocie formą zniewolenia doskonałego. Jednym z jego przydatnych aspektów są kompromaty. Wspomniany już minister Skubiszewski negocjując umowę z Niemcami był szantażowany przez BND (Bundes Nachrichten Dienst?) ujawnieniem swoich homoseksualnych wyczynów, co bardzo przyczyniło się do jej asymetrycznych (na niekorzyść Polski) zapisów. Michał Boni dał się zwerbować na TW pod groźba ujawnienia pozamałżeńskiego związku z Barbarą Engelking. O ilu rzeczach nie wiemy? Kogo jeszcze służby obcych państw trzymają za jaja? Czy np uległości rządu wobec niedorzecznych żądań Izraela nie można wyjaśnić czymś podobnym?

Całe to "pedofilskie" wzmożenie tuż przed finałem kampanii pozostawia mnie dziwnie obojętną. Drodzy Umiłowani Przywódcy i Ty Nieubłagana Opozycjo (copyright by Stanisław Michalkiewicz) nie machajcie nam tu kutasami przed nosem, to co usiłujecie ukryć i tak wyjdzie na jaw, a wtedy strzeżcie się!

piątek, 17 maja 2019

Limeryki na dziecięce buciki

Pijarowcy KE uradzili,
by za symbol kościelnej "pedofilii"
uznać dziecięce buciki,
co zgrozy wywoła krzyki
i dobrze się przy tym bawili!

Scheuring-Wielgus, co nic nie skumała
na drzwiach kościoła zawiesić je chciała
Tymczasem nadużyć ofiary
zwykle noszą męskie rozmiary,
więc by się wykosztowała!

Poseł Nitras, sejmowa niecnota,
podczas obrad po sali się miota.
Na widok prezesa PiS-u,
spontanicznie doznał kaprysu,
by mu wręczyć buty dla kota.


czwartek, 16 maja 2019

Refleksje przy okazji filmu Sekielskich, którego nie zamierzam oglądać.

Nie zamierzam oglądać  filmu Sekielskich przez czystą, zdrową przekorę, która onegdaj uratowała mi życie. YouTube podsuwa mi go nachalnie. Wszyscy dostali moralnego wzmożenia i się wypowiadają.
Jak rozumiem film pokazuje grzech wołający o pomstę do nieba, obecny w Kościele.

O ile mi wiadomo Kościół naucza, że istnieje zło i grzech. Chyba jest jedyną instytucją na ziemi, która o tym wspomina. Ludzie są grzeszni i nie oznacza to wyłącznie nieumiarkowania w jedzeniu i piciu, obrabiania znajomych, narzekania i wpadania w gniew. Zło istnieje realnie. Rozwiązłość bardzo mu sprzyja. Jak przewrotne jest to, że to samo środowisko, które nachalnie promuje wszystkie możliwe zboczenia oburza się, że ktoś praktykuje jedno z nich. Diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni.

Smutny jest upadek kapłana, także dlatego, że staje się zgorszeniem dla wielu. Nie wierzę, że chodzi o ofiary i ich cierpienie. Wiem, że takie sytuacje nie są normą. Jak już pisałam, miałam więcej do czynienia z Kościołem niż przeciętny katolik, a nigdy nie zetknęłam się z niestosownym zachowaniem ze strony księdza, choć byłam ładną dziewczynką ganiającą samopas. Dla porównania - liczby świeckich ekshibicjonistów, którzy się przede mną obnażyli w tym czasie, nie jestem w stanie oszacować nawet w przybliżeniu, ani też wulgarnych zaczepek ze strony tzw. normalnych dorosłych mężczyzn.

Nawet jako dziecku zboczeniec jawił mi się przede wszystkim jako ktoś żałosny, biedny, niedorozwinięty. Normalny ojciec rodziny (albo dziadek) zaczepiający dziewczynkę w wieku swojej córki (lub wnuczki) był znacznie bardziej obrzydliwy i przerażający.

Ohyda jaka ujawnia się w człowieku, kiedy ma do czynienia z kimś, z kim nie musi się liczyć jest porażająca. Nie muszę oglądać żadnego filmu, żeby to wiedzieć. Jeśli już miałabym coś zobaczyć to zdecydowanie wolałabym "Pedofili" Latkowskiego, który pokazuje jak bardzo "ponad podziałami" i "solidarne" jest to środowisko. Tego filmu jednak nikt nie zamierza wyemitować, choć był zrobiony dla TVP. Ciekawe dlaczego? Czy dzieci z Dworca Centralnego są mniej godne współczucia?