Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pederastia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pederastia. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 lipca 2022

Czy ekshibicjoniści zaliczają się do LGBT?

W czasach mojego dzieciństwa i młodości najbardziej popularnym wyrazem "alternatywnej seksualności" był ekshibicjonizm. Zawsze można było zobaczyć jakiegoś mętnego typa obnażającego się na klatce schodowej, kiedy wracało się ze szkoły, podczas spaceru z psem w parku, na basenie, na plaży, a nawet w pociągu. Zazwyczaj określani byli mianem "zboczeńców". Do tej kategorii zaliczało się również indywidua korzystające z tłoku w miejscach publicznych, np. komunikacji miejskiej, aby macać nieletnie dziewczęta między nogami.

Nie wiem czy wybór dziewczynek świadczył o pedofilskich zapędach owych zboczeńców, czy tez po prostu wybierali dzieci jako najbardziej bezbronne ofiary swoich seksualnych ataków. Faktem jest, że ilość obnażających się ekshibicjonistów zmniejszała się wraz z upływem lat, a ostatniego widziałam na krótko przed czterdziestką (wyglądałam znacznie młodziej niż można by podejrzewać na podstawie daty urodzenia). Obrzuciłam go kamieniami, przedostatniego też.

Najbardziej zaskakujący był przekrój wiekowy i społeczny - od młodych i względnie przystojnych, przez ewidentnie zaburzone, mamroczące indywidua w nieokreślonym wieku, do szanowanych ojców rodzin i dziadków, którzy płynnie przechodzili od zajmowania się wnukami do pokazywania kutasa przechodzącym obok kobietom.

O homoseksualistach mówiło się pederaści. O ich istnieniu wiedziałam głównie z książek o kulturze antycznej. Dopiero na studiach jeden z kolegów wyznał, że zapuścił brodę tylko dlatego, żeby go stare pedały nie zaczepiały w toaletach publicznych.

Tak prezentowała się rodzima różnorodność seksualna za PRL-u i nieco później. To, co widzimy na tzw. paradach równości to głównie import ideologii, aktywistów i PR-u. Nikomu, kto zetknął się ze zboczeńcem za młodu - czy to dziewczynce uraczonej widokiem męskiego organu czy chłopakowi molestowanemu przez pedała w kiblu - nie skojarzyłoby się to doświadczenie z kolorami tęczy. Bardziej z wdepnięciem w gówno lub inną podobną substancję.

Nie wiem czy ekshibicjonistów już niema czy też mój wiek mnie przed nimi chroni, ale nurtuje mnie pytanie czy i oni mają swoją flagę na "paradzie równości". Czy obnażający się uczestnicy tego wydarzenia to właśnie oficjalne występy ekshibicjonistów? A może ukryli się pod etykietą transgender i na skutek wprowadzenia obłąkanego prawodawstwa mogą bezkarnie molestować kobiety w damskich toaletach i szatniach?

Z jakimż zaskoczeniem w dorosłym wieku przeczytałam w literaturze angielskiej, że po zetknięciu się z tzw. flasherem kobieta wzywała policję i miała prawo do opieki psychologa po tak strasznej traumie. Teraz zaś całe pochody ekshibicjonistów gwałcą przez oczy społeczeństwa Europy i wszyscy mają obowiązek się nimi zachwycać.

piątek, 19 lutego 2021

W sprawie ks. Dymera

Ks. Dymer umarł w wieku 58 lat. Prowadził w Szczecinie liczne dzieła m. in. ośrodek dla chłopców, ośrodek medyczny, liceum (tu nie jestem pewna prowadził czy  pracował w), przynoszące diecezji kupę kasy. Podobno przy tej okazji macał nieletnich (ponad 15 lat) chłopców. Red. Terlikowski twierdzi, że mogło ich być powyżej 300. Był zaprzyjaźniony z całym lokalnym establishmentem. W to wierzę bez trudu, gdyż inaczej nie mógłby prowadzić działalności na tak szeroką skalę. Wszyscy w Szczecinie podobno wiedzieli o jego "słabości".

W 2008 o. Marcin Mogielski OP poszedł z tym do GW, gdyż Rzeczpospolita odmówiła zajęcia się tematem. obawiając się łatki "antyklerykalnej" (wcześniej m in. ujawnili sprawę arcybiskupa Paetza). Pamiętam to wzmożenie. Biskup nie dawał wiary oskarżeniom, zwracając uwagę - skądinąd słusznie - jak łatwo rzucić fałszywe oskarżenie. Podawał przy okazji przykład jak jego samego usiłowano zniesławić wykorzystując fakt, że rodzona siostra (w ciąży) nocowała na jego kwaterze w czasach seminaryjnych. 

Usiłowano przedstawić sprawę jako "spisek pedałów" wykorzystując okoliczność, że sam o. Mogielski był molestowany jako nieletni przez jakiegoś księdza. Czy od tego sam został "pedałem" nie wiem, ale chyba bym się nie zdziwiła gdyby tak było.

Sąd świecki uniewinnił ks. Dymera, gdyż ofiary miały powyżej 15 lat i się nie skarżyły. Domniemano więc ich przyzwolenie na homoseksualne awanse. Sąd kościelny uznał go winnym zarzucanych mu czynów, więc czasowo odsunięto go od kontaktu z młodzieżą. Od tej decyzji ks. Dymer się odwołał i sprawa się ciągnęła 12 lat. Nie wiem czym się zakończyła.

Na krótko przed śmiercią biskup Dzięga odwołał go z funkcji dyrektora ośrodka im. Jana Pawła II. Według jednej wersji  po wysłuchaniu świadectwa jednej z ofiar, według innej z powodu ciężkiej choroby i związanej z nią niezdolności do pracy.

Zgadzam się w pełni, że ksiądz nie powinien macać chłopców, co więcej żaden homoseksualista nie powinien być księdzem. Jednak niepokoi mnie fakt, że w tej sprawie, podobnie jak w przypadku kardynała Gulbinowicza moralne wzmożenie zaczyna się, kiedy oskarżony jest na progu śmierci i nie może się bronić. W jednej i drugiej sprawie "wszyscy wiedzieli" o ciągnącej się latami obrzydliwości i nic. Jeśli chodziło o dobro ofiar, to należało nagonkę medialną rozpętać wcześniej.

Sprawę komplikuje fakt, że obaj duchowni są zasłużeni dla swoich diecezji i nie mogę sobie nie zadać pytania, czy przypadkiem właśnie dlatego stali się obiektem tak spektakularnego linczu medialnego. Czy to jest tak, że każdy duchowny ma tego rodzaju kościotrupy w szafie, a wyciąga się je tym najbardziej zasłużonym, żeby tym bardziej skompromitować Kościół? Czy też dewianci dopuszczający się tego rodzaju czynów zasłaniają się wzmożoną aktywnością charytatywną, jak to było w przypadku Jimmy Saville'a z BBC?

Jakkolwiek macanie nieletnich przez księdza jest obrzydliwe, to jak ma się ono do procederu ujawnionego w filmie Patryka Vegi. Ekspertka zajmująca się handlem ludźmi stwierdziła, że w podanych przez niego informacjach nie ma żadnej przesady. Nawet przyloty gości samolotem na sesje w burdelu dziecięcym uznała za całkiem prawdopodobne, zważywszy ceny takich usług. Stać na nie tylko najzamożniejszych wśród możnych tego świata.

Istnieje bardzo wyraźna różnica między niewłaściwym dotykiem, uwiedzeniem, wzięciem kogoś siłą wbrew jego woli, czyli gwałtem, a "porozrywaniem wszystkiego kutasem" w ciele małego dziecka i przerobieniem go na narządy. 

Dysproporcja w nagłośnieniu obu spraw każe mi wątpić w szczerość intencji medialnych funkcjonariuszy. Szczególnie słowo "pedofilia" w tytułach materiałów prasowych na temat ks. Dymera wydaje się dość bezwstydną manipulacją, co zapala w moim mózgu czerwona lampkę.

Proszę sobie przypomnieć ile razy użyto tego słowa w związku z handlem dziećmi do burdeli i ile poświęconych temu tematowi materiałów widzieliście. Żadnego? To by mnie nie zdziwiło! Też bym się nie zdziwiła, gdyby dokładnie w takim przybytku, po szczególnie "satysfakcjonującej sesji", możni tego świata planowali nagonki na księży pederastów mające dwa cele - zdyskredytowanie Kościoła i odwrócenie od nich samych uwagi.

Jeśli rzeczywiście taki burdel istnieje w Trójmieście, a korzystają z niego wyłącznie milionerzy, to grupa podejrzanych jest dość wąska, czyż nie? Z całą pewnością jest ich mniej niż księży katolickich, a zbrodniczość czynów nieporównywalnie większa!

P.S.

Rozumiem intencje ks. Isakowicza-Zaleskiego czy redaktora Terlikowskiego, ale nie jestem pewna czy np. występowanie w filmie Siekielskich jest roztropne. Co do o. Mogielskiego OP natomiast odnoszę wrażenie, że jest to człowiek po prostu niewierzący. Niewierzący zakonnik jest zawsze podejrzany, nawet jeśli jego intencje w tej konkretnej sprawie były krystalicznie czyste.



poniedziałek, 15 lutego 2021

Nastoletni chłopiec jako ideał urody kobiecej

Poświęciłam temu tematowi już wiele miejsca na tym blogu, a artykuł "Śmierć i dziewczyna" (opublikowany gdzieś na początku, chyba w 2010r.) jest najczęściej wybieranym wpisem. Dotyczy wylansowanego przez homoseksualnych projektantów "ideału urody kobiecej" jako narzędzia opresji kobiet. Przy innej okazji opublikowałam ten rysunek przedstawiający 1)prawdziwy przedmiot ich pożądania - nastoletniego chłopca 2) chłopca zastępczego, czyli zagłodzoną modelkę o nietypowej budowie


Łączy ich wysoki wzrost, chudość i długość kończyn. Dla chłopca to faza przejściowa, za kilka lat stanie się mężczyzną, nabierze masy, wyrośnie mu broda (jeśli nie będzie się golić), jego atrakcyjność dla homoseksualistów mocno się zmniejszy, natomiast dla kobiet znacząco wzrośnie, jeśli oczywiście rozwojowi fizycznemu będzie towarzyszyć osiągnięcie dojrzałości psychicznej. Natomiast chuda modelka zwiędnie przedwcześnie. W  tak wynędzniałym stanie będzie jej bardzo trudno zajść w ciążę. Jednak dalej będzie obnosić po mediach swoją chudość jako jedyny tytuł do chwały, jak to czyni pewna rodzima celebrytka, i kompromitować się wypowiedziami na tematy, o których nie ma pojęcia.


Dla porównania Adam i Ewa Tycjana. Bardzo dobrze pokazana różnica stosunku masy mięśniowej do tkanki tłuszczowej w ciele dorosłego mężczyzny i dorosłej kobiety. U Adama mięsnie i ścięgna widoczne tuż po skórą, można je nazwać i policzyć. U Ewy - niewiasty mocnej budowy - mięśnie szczelnie opakowane tkanką tłuszczową, nieco wyraźniej widać je dopiero w ruchu jak np. biceps na wyciągniętym ramieniu. 

Odmienność budowy ciała mężczyzny i kobiety jest nie tylko powodem wzajemnej atrakcyjności, ale też niewyczerpanym  źródłem natchnienia artystów przez wieki sztuki europejskiej. Ciało kobiety jest przedstawiane takie jakie jest, idealizacji może ewentualnie podlegać twarz i kolor skóry (im bielszy tym lepszy). 

Porwanie córek Leukippa Rubensa

Danae Rembrandta

Wenus Anadyomene Tycjana

Wenus i organista Tycjana

Sąd Parysa Rubensa

Batszeba Rembrandta

Wenus z Urbino Tycjana

Wenus z lustrem Velasqueza

Portret Heleny Fourment w futrze Rubensa

Akt siedzący Modiglianiego

Lady Godiva Wojciecha Kossaka

Olimpia Maneta

Narodziny Wenus Cabanela

Trzy gracje Rubensa

Kapiące się Cezanne'a

Kąpiąca się Renoira

Wenus knidyjska Praksytelesa

Co łączy te wszystkie kobiety z różnych epok? Żadna z nich nie jest chuda, choć krytycy zarzucali to modelce Eduarda Maneta !!! Jeżeli jeszcze uświadomimy sobie, że obiektyw aparatu fotograficznego dodaje ok. 10-20 kg, to te panie na zdjęciu byłyby o wiele pulchniejsze. Ktoś może mi zarzucić stronniczość w doborze materiału i nadreprezentację niewiast o pełnych kształtach. Fakt, że zbytnio się nie przyłożyłam wybierając przykłady z wikipedii (z ostrożności procesowej) i to takie, co do których mam pewność, że pozowały konkretne osoby.

Do Wenus knidyjskiej pozowała Praksytelesowi, jego kochanka, słynna z urody hetera Fryne. Ideałem urody w tym społeczeństwie  - najbardziej homoseksualnym w dziejach - i najczęstszym tematem rzeźby był atletyczny młodzieniec. Jednak ciało Fryne jako Wenus zachowało w wersji Praksytelesa całą swoją kobiecą specyfikę - wystarczy rzut oka na jej nogi z charakterystycznymi kolanami. Podobnie w pozostałych przypadkach do każdej kolejnej Wenus, Danae czy Betszeby pozowała ulubiona modelka, żona lub kochanka, której ciało artysta przedstawia z upodobaniem, nie szczędząc charakterystycznych szczegółów (czasem nawet rozmnaża to ciało na dwie lub trzy postacie jeśli tego wymaga temat).

Co z tego wynika? Nic szczególnie odkrywczego:

  • Po pierwsze ciało kobiety jest/powinno być atrakcyjne dla normalnego mężczyzny takie jakie jest (bez operacji  plastycznych, głodzenia się i wielogodzinnych treningów na siłowni)
  • Po drugie kobiety mają różną budowę i różne uwarunkowania genetyczne i żadne głodzenie się ani wielogodzinne treningi tego nie zmienią
  • Po trzecie wszystkie kobiety mają piersi, talię i biodra, choć ich rozmiar może się znacząco różnić, Włosy na głowie zachowują do śmierci, rysy twarzy mają subtelniejsze niż mężczyźni i cieńszą delikatniejszą skórę. Proporcja tkanki tłuszczowej do masy mięśniowej u kobiety jest inna niż u mężczyzny czy się komuś to podoba czy nie.
  • Po czwarte i najważniejsze ŻADNA, podkreślam ŻADNA kobieta nie wygląda, ani tym bardziej nie powinna wyglądać jak nastoletni młodzieniec!!! Jej ciało jest zaprojektowane do innych celów!!!
Moda damska powinna więc ową specyfikę kobiecej sylwetki uwzględniać, a nawet podkreślać, co bardzo dobrze ukazują stroje ludowe lub historyczne: 

Courbet, Śpiąca prządka

Auguste Renoir, Parasolki

Fragonard, Czytająca dziewczyna

Elisabeth Vigee Lebrun, Autoportret

Tycjan, Portret Lawinii

Tycjan, La Schiavona

Vermeer, Mleczarka

Ingres, Księżna d'Haussonville

Goya, Mleczarka

Orazio Gentileschi, Grająca na lutni

Auguste Ingres, Panna Riviere

David, Portret Madame de Verminac

Nie powiem chyba nic szczególnie kontrowersyjnego twierdząc, że kobiety w tych strojach z różnych epok niezależnie od wieku i stanu wyglądają znacznie korzystniej niż współczesne w obcisłych jak rajtuzy spodniach i krótkiej górze. Tego rodzaju strój nosili mężczyźni i młodzieńcy w średniowieczu. 

Współczesna popkultura usilnie obrzydza nam nie tylko nasze ciała, ale i twarze, które jak się dowiadujemy z mediów nie są wystarczająco dobre takie, jakie są. Nawet piękne i młode dziewczyny powlekają się grubą warstwą kosmetyków pod którą ginie cała ich świeżość, urok młodości indywidualny charakter i koloryt. Zamiast tego noszą maskę popkulturowej karykatury piękna, tak chętnie imitowanej przez transwestytów, twarz kokoty w poszukiwaniu klientów.

Jakkolwiek nie jestem wrogiem dyskretnego makijażu, mój gwałtowny sprzeciw budzi obowiązek codziennego tapetowania się pod groźbą uznania za "zaniedbaną" lub wręcz "brzydką". Osoby o jasnej pigmentacji nie mają czarnych rzęs ani brwi, ich usta też na ogół raczej są różowe niż czerwone. Takie twarze potraktowane czarnym tuszem, kolorowymi cieniami i czerwoną szminką, o grubej warstwie podkładu nie wspominając, wyglądają po prostu groteskowo

Makijaż, moim zdaniem, powinien wydobywać umiejętnie walory wrodzonego kolorytu, pozostając niewidoczny dla oka:

Oblubienica Dante Gabriela Rossetti'ego

Portret kobiety Roberta Campin

Portret młodej dziewczyny Petrusa Christusa

Portret Giovanny degli Albizzi Tornabuoni, Domenico Ghirlandaio

Dziewczyna z kolczykiem Rembrandta

Tycjan. Izabela d'Este

Guido Reni, Portret matki artysty

Madonna z dzieciątkiem i Janem Chrzcicielem Rafaela

Subtelna twarz kobiety bez makijażu jest nie do podrobienia przez pogubionych mężczyzn.  Młoda i świeża, kojarzy się z czystością, a poza tym bez unifikującej warstwy pudru, tuszu i szminki jej indywidualne cechy są lepiej widoczne. Nic na to nie poradzę, ale wypacykowanych kobiet z kreskami na powiekach i sztucznymi rzęsami drapiącymi przeciwległą ścianę nie jestem w stanie traktować poważnie, no może z wyjątkiem sytuacji kiedy takiego makijażu wymaga ich praca np. w teatrze, operze lub operetce. Wymalowana nastolatka albo dziecko kojarzy mi się jednoznacznie koszmarnie. Pomijając aspekt estetyczny zagadnienia, jest to wysyłanie sygnału wabiącego i tak też jest odbierane przez adresatów. 

Dlaczego twarz mężczyzny jest wystarczająco dobra taka jaka jest (nawet  niezbyt przystojna), a kobieta ma wręcz obowiązek się pacykować? Dlaczego musi maskować swoją indywidualną urodę poddając się narzuconemu ideałowi "piękna". Dlaczego swoją świeżość i czystość ma zasłaniać maską wulgarnej kokoty?

Na koniec najwspanialsza ozdoba kobiety - włosy. Jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń mojego dzieciństwa było obcięcie włosów. Mój ojciec doszedł do wniosku, że to moje niesforne loki wchodząc do oczu powodują zeza. W tajemnicy przed mamą i nie pytając mnie o zgodę zaprowadził  do fryzjera i kazał krótko ostrzyc. Mama nie odzywała się do niego przez tydzień, a ja nie będąc w stanie znieść swojego odbicia w lustrze cały czas chodziłam po domu w welonie zrobionym z ręcznika lub halki.

Pod wpływem tego doświadczenia ukształtował się mój indywidualny ideał kobiecej urody. Kryterium piękna było zasadniczo jedno - długość włosów. Szpetna niewiasta z długimi włosami była milsza mojemu oku niż piękna, ale krótko ostrzyżona.

Gdybym znała w dzieciństwie ten obraz mój ideał w wymarzonej stylizacji wyglądałby tak:

Lady Godiva Edmunda Blair Leightona


No ewentualnie tak:
Blair Leighton, Akolada 

Jakby na to nie patrzeć długie włosy dają nieskończenie więcej możliwości ciekawych fryzur niż krótkie, co zresztą widać na wszystkich poprzednich reprodukcjach. Naturalny ich kolor jest najlepiej dopasowany do odcienia cery i oczu, co zapewnia wygląd optymalny dla konkretnej osoby. Może być nie rzucający się w oczy, ale jest oryginalny i nie do podrobienia. Farbowanie włosów, trwała i inne barbarzyństwa niszczą je w sposób nieodwracalny, stąd spora ilość łysych lub prawie łysych starszych pań w dzisiejszych czasach.

Po co właściwie piszę po raz kolejny o tym wszystkim? Dlatego, że nie mogę patrzeć jak niszczy się poczucie własnej wartości kobiet w imię ich "wyzwalania", jak nieskończenie bardziej opresyjne są wymagania wobec współczesnej kobiety, niż były kiedykolwiek w przeszłości, jak bardzo znienawidzona jest kobiecość i jak rośnie z dnia na dzień liczba jej wrogów...

Na szczęście mamy jeszcze sztukę, która zachwyca się kobietą, nie jakąś idealną i specjalnie spreparowaną, tylko normalną osobą ludzka, która zgodziła się pozować konkretnemu artyście. Jakkolwiek różne były upodobania indywidualne artystów i mody w określonych epokach, myślę że każda z nas ma sporą szansę się odnaleźć się w jakiejś Wenus, Danae, Betszebie, Florze czy innej Lady Godivie. Mam na myśli oczywiście typ fizyczny. 

Mi samej najbliżej jest do modelek Tycjana - mocna budowa ciała, jasna pigmentacja i włosy rudo-blond.

Tycjan,  Dama przy toalecie

Mam prawie identyczne silne ramiona ("toczone" jak się niegdyś mówiło) i mocne nadgarstki. Nawet moje włosy już przy długości do połowy pleców maja podobnie niechlujne końcówki.

Proponuje więc wszystkim paniom, które chcą się bronić przed przedziwnymi modami, skazującymi większość kobiet na ciągłą udrękę i  nieuzasadnione kompleksy, terapeutyczną zabawę polegająca na znalezieniu w zasobach sztuki europejskiej wizerunku osoby w podobnym typie fizycznym, najlepiej upozowanego na jakąś mityczną lub legendarną piękność. Przy okazji odkryjecie, że chudy, nastoletni,  chłopiec nie był nigdy ideałem urody KOBIECEJ. Był obiektem pożądania greckich pederastów w średnim wieku, ale od kobiet NIGDY nie oczekiwano, że się do niego upodobnią. Tak wiele się możemy nauczyć od przeszłych pokoleń!

sobota, 23 maja 2020

Grooming the population

Wracam do tzw "pedofilii" - nieuniknionego punktu programu w każdej kampanii wyborczej. Nazwa skrajnie nieadekwatna, o czym już wielokrotnie pisałam. Pozwoliłam sobie zatytułować ten wpis z angielska przez skojarzenie z Pakistani grooming gangs z Anglii i słynnym Jimmy Savillem z BBC, króry was gróoming the nation przez wiele dziesięcioleci, nawet dosłużył się szlachectwa mimo powszechnej wiedzy o jego wyczynach na niwie obyczajowej.

Słyszałam liczne głosy oburzenia na osoby, których reakcją na skandal w Sopocie było pytanie: "Co te małolaty robiły w takim miejscu?" albo "Gdzie byli ich rodzice?" Ma to rzekomo usprawiedliwiać zboczeńców, którzy okazję wykorzystali. Nic błędniejszego. Nic nie usprawiedliwia degeneratów z tzw "elit", ich obleśnych rajfurów ani mafii rządzącej trójmiastem kryjącej takie "biznesy". Chciałam jednak zwrócić uwagę, że przeciętny obywatel ma niewielki wpływ na przestępczość zorganizowaną, korupcję urzędników czy degrengoladę "środowiska artystów". Znacznie więcej od niego zależy w kwestii wychowania i ochronienia własnych dzieci przed przedwczesnym zetknięciem się ze złem przekraczającym ich psychiczną odporność.

Obecnie obowiązujący model wychowania oparty jest na fałszu poznawczym, dziwacznym przekonaniu, że wszyscy są dobrzy i sami z siebie się fantastycznie rozwiną jeśli im dać maksymalną swobodę i nie stawiać żadnych wymagań. Każdy, kto żyje na tym łez padole dłużej niż dzień wie jak idiotyczne jest to założenie. Zło bowiem istnieje i to w formie czystej oraz bardziej zakamuflowanej. Istnieje w poszczególnych jednostkach, często wyzwala się lub potęguje się przez mechanizmy stadne. Hierarchiczna struktura każdego ludzkiego stada sprawia, że istnieje ciche przyzwolenie na użycie słabych i bezbronnych przez silnych i wpływowych. Nie jest to dla nikogo wiedza tajemna. "Równość wobec prawa" czy "prawa człowieka" są ładnie brzmiącymi słowami, za którymi nie kryje się żadna treść. Żadne prawa nas nie chronią, jeżeli nie dysponujemy środkami którymi możemy je wyegzekwować. Żyjemy w dżungli i jeśli nie dysponujemy siłą, musimy zachować maksymalną ostrożność i roztropność.

Drogi rodzicu zobacz czym jest karmione twoje dziecko przez media i popkulturę. Co ogląda twoja córka jako wzorzec kobiecości. Dlaczego pod nazwą muzyki pokazuje się jej jakąś usmarowaną, półnagą, merdającą dupą kurwę wydając z siebie charakterystyczne jęki? Dlaczego podsuwa się jej pod oczy podrygujące gołe zady w formie sztuki filmowej? Nie wspominając o języku jaki słychać z ekranu.

Pewna miła i inteligentna dziewczynka lat 11 ( a może 10) przyszła do szkoły w siatkowych czarnych rajstopach i krótkich spodenkach. Zalała się łzami, kiedy kolega z klasy w mało elegancki sposób uświadomił ją z czym taka stylizacja się na ogól kojarzy. Ona nie miała świadomości jaki sygnał nieświadomie wysyła, ale jej matka?

Dlaczego matki nie uświadomią swoich córek, że makijaż,  zwłaszcza mocny to sygnał wabiący jak nie przymierzając spuchnięta, czerwona dupa grzejącej się samicy pawiana. To samo da się powiedzieć o krótkich spódniczkach ledwie zasłaniających przyrodzenie czy butach na wysokich obcasach. Już słyszę to oburzenie, że zwalam winę za gwałt na ofiarę, że każdy ma prawo ubierać się jak chce, że taka moda.... Cóż moda to osobny temat, jeszcze jeden środek seksualizacji dzieci, narażenia ich na niestosowne zainteresowanie dorosłych... Każdy ma prawo do chodzenia po krawędzi krateru dymiącego wulkanu, ale to prawo nie uchroni go przed potknięciem się...

W pewnym domu rekolekcyjnym nad morzem wypoczywa grupa ministrantów pod opieką niemrawego księdza. Podczas wycieczek na plażę chłopcy podbiegają blisko do każdej kobiety w nadziei, że zobaczą więcej niż strój kąpielowy. Z okien zajmowanych przez siebie pokoi wykrzykują propozycje do wszystkiego co się rusza w stylu "pokaż dupę!" albo "pokaż cycki!" Ksiądz-opiekun udaje, ze tego nie widzi i nie słyszy. Nie ma pomysłu jak zareagować? Chłopcy są w wieku na oko lat 10. Czy w naszej strefie klimatycznej to nie za wcześnie na pokwitanie?

Pływam z koleżanką rowerem wodnym po fosie miejskiej.  Zaczepia nas dwójka gówniarzy, na oko czwarta klasa szkoły podstawowej, my natomiast jesteśmy w tym czasie bliżęj 40-tki niż 30-stki. Niech ktoś mi powie, że to naturalne! Parę lat temu przechodząc koło lokalnego gimnazjum słyszę za plecami coś o "zielonej księżniczce" (mam zielony płaszcz i beret) i coraz bardziej natarczywe próby zwrócenia na siebie uwagi przez dwóch 14-nastolatków. Mam w tym czasie lat 51. Jest to dla mnie równie ohydne jak zaczepki starych, obleśnych dziadów w czasach, gdy byłam dziewczynką.

Zdemonizowana, ziejąca ohydą pop-kultura + abdykacja rodziców ze swojej funkcji produkuje pokolenia nienaturalnie rozbudzonej młodzieży gotowej do użycia przez dowolnego perwersa. Nie chroni ich niewinność, z której zostali przedwcześnie odarci. Żaden dorosły z otoczenia nie jest dla nich autorytetem, więc nie może ich obronić przed ich własną głupotą, natomiast zdumiewająco łatwo pozwalają się macać i chędożyć przez zwyroli wszelkiej maści powodowani potrzebą uwagi lub nadzieją jakiejś korzyści... Fakt, że grupa rówieśnicza nie piętnuje tego rodzaju zachowań, wskazuje, jak bardzo są rozpowszechnione.

Pamiętam z moich czasów licealnych jedną dziewczynę z klasy młodszej o rok, o której mówiono, że zadaje się ze starymi facetami (30+) dla korzyści materialnych. Dzięki takim pogłoskom zyskała nawet miano "dupci" i nie znałam nikogo, kto nie byłby tym procederem zdegustowany.





piątek, 22 maja 2020

Jest kampania to i "pedofilia" być musi...

Co by sztaby wyborcze robiły bez "pedofilii" w finale kampanii? Musiałyby ją wymyślić!!!

Muszę przyznać, że rzygam owym chwilowym wzmożeniem moralnym elektryzującym obie strony sporu. Filmów Sekielskich nie oglądam z zasady - nie wynikają z zaniepokojenia zjawiskiem pederastii (bo tak się owo zboczenie nazywa) w Kościele, tylko mają na celu zohydzenie go w oczach opinii publicznej i wyprodukowanie stereotypu księdza pedofila według zaleceń Goebelsa wiecznie żywego. Mam nadzieję, że Tomasz Terlikowski i ks. Isakowicz-Zaleski zdają sobie z tego sprawę.

Film Sylwestra Latkowskiego obejrzałam i najbardziej zbulwersowały mnie owe wypindrzone małolaty kręcące się wokół miejsc, gdzie spotyka się żulia z całego kraju pretendująca do miana "elit". 14 - letnia dziewczyna z ciężkim makijażem pozuje do zdjęcia ze swoją matką podobnie wystylizowaną. Jej ciotka - wyglądająca na rozsądną kobietę - opisuje swoją siostrzenicę jako roześmianą, uwielbiającą taniec i wiecznie się wygłupiającą. Myślę, każdy, kogo by los dziewczyny chociaż trochę obchodził powinien się taką charakterystyką poważnie zaniepokoić. Matka powinna włożyć jej buziuńkę pod kran, włosy związać lub zapleść, nie pozwolić nosić się jak mała kurewka i może jednak zainteresować, co córunia robi w nocy, kiedy nie ma jej w domu.

Widzimy fragment sceny zatrzymania "Krystka" owego łowcy i pierwszego "użytkownika" małolat. Żałosna postać wyraźnie pociągająca nogą. Słyszymy zeznania dziewczyny, która usiłuje mu się wyrwać i uciec, ale zostaje przez owego kuternogę dogoniona, zgwałcona i sfilmowana. Może mi ktoś wyjaśni jak to jest możliwe technicznie? Może mi ktoś wyjaśni jak młody mężczyzna ok. lat 18-20 w szczycie swoich możliwości fizycznych nie potrafi się obronić przed starym obleśnym prykiem, który go molestuje? Muszę być złym człowiekiem, bo zamiast współczucia odczuwam wyłącznie irytację.

Pedofilia to pociąg do dzieci przed okresem pokwitania. O takim zjawisku zrobiła film Ewa Żarska, zanim odwiedził ją seryjny samobójca. Pewien biznesmen z Pabianic, działający w Petersburgu chwalił się w Internecie porywaniem małych dziewczynek, gwałceniem, duszeniem, a następnie bezczeszczeniem i ćwiartowaniem zwłok (w celu łatwiejszego pozbycia się ich). Ani policja polska, ani rosyjska nic nie zrobiła w tej sprawie. Namierzyli go Szwedzi, ale nikt go palcem nie tknął, dalej robi za szanowanego przedsiębiorcę budowlanego. Żarska najpierw została skazana za nie ujawnienie swojego informatora, a potem wyekspediowana na lepszy świat przed czasem. Czy w związku z tą aferą ? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że policja na całym świecie z najwyższą niechęcią zajmuje się takimi sprawami, gdyż powszechnie wiadomo, że zamieszani są w nie ludzie potężni i bezkarni.

Wolałabym, żeby zamiast wyświetlania filmów o pederastii i prostytucji nieletnich w kampanii, odpowiednie instytucje państwa zajmowały się stale i rzetelnie przeciwdziałaniem przestępstwom seksualnym szczególnie wobec najbardziej bezbronnych.

Wolałabym także, żeby rodzice czuli się odpowiedzialni za swoje dzieci i tak łatwo nie cedowali obowiązku wychowywania ich na obcych. Jeżeli ich samych los własnych dzieci nie obchodzi, to jakim cudem oczekują, że będzie obchodził kogoś innego?. Czy dorosła kobieta nie rozumie na co naraża się wypindrzona nastolatka kręcąca w pobliżu podejrzanych lokali?  Przecież wszyscy w Trójmieście wiedzieli co się odbywa w owej "Zatoce Sztuki".

Wolałabym także, żeby serwowana nastolatkom pop kultura nie była tak zdemonizowana i nie podsuwała dziewczętom kurewstwa jako wzorca do naśladowania. Nauka Kościoła o czystości wszechobecna w czasach mojej młodości też jakby gdzieś wyparowała. Nie jest wystarczająco cool?
Prawda jest jednak taka, że niewinność w jakimś stopniu chroni przed takimi przygodami, wbrew temu co propagują zwolennicy tzw edukacji seksualnej.

środa, 8 kwietnia 2020

Sprawa kardynała Pella

Moja wiedza na ten temat pochodzi wyłącznie z Internetu i nie mam możliwości jej zweryfikować.

Australijski kardynał, George Pell, został skazany na podstawie nie potwierdzonego oskarżenia jednego człowieka, zaburzonego psychicznie zresztą (czego nie powiedziano ławie przysięgłych). Nie wzięto pod uwagę okoliczności uniemożliwiających popełnienia czynu, o który został oskarżony, w określonym miejscu i czasie.

Kardynał był znienawidzony przez liberalno-lewicowe media jak ABC prowadzące nagonkę na niego latami. Nie było jednak żadnych skarg, więc policja stanu Victoria dała ogłoszenie, żeby potencjalne ofiary się zgłaszały... Zgłosiło się dwóch, z których jeden się przed śmiercią (z powodu przedawkowania heroiny)wycofał ze swych zeznań. Drugi wydał się sądowi tak wiarygodny, że nie dostrzeżono fizycznej niemożliwości popełnienia zbrodniczego czynu, o który oskarżył kardynała.

Sąd apelacyjny obejrzał video z rozprawy i też uznał świadka za wiarygodnego, na podstawie okazywanych przez niego emocji. Nie zadał sobie trudu przejrzenia dowodów. Tylko jeden z trzech sędziów uznał, że nie ma wystarczających podstaw do skazania kardynała i wyrok sądu niższej instancji nie powinien był nigdy zapaść.

Dopiero Sąd Najwyższy jednogłośnie (wszystkich 7 sędziów) orzekł, że wobec tak wątpliwych dowodów istnieje realna możliwość, że skazano niewinnego człowieka. Zanim to nastąpiło kardynał Pell odsiedział 14 miesięcy (z 6 lat na które go skazano) w więzieniu o zaostrzonym rygorze, jego reputacja została całkowicie zszargana, katedra św, Patryka w Melbourne (którego był arcybiskupem) zdewastowana, a głodne krwi lewackie harpie nie zrezygnowały ze szczucia, aby zamienić jego życie w nieustający koszmar...

Oczywiście nie znam kardynała Pella i nie wiem co ma na sumieniu. Nie wiem czy był zbyt pobłażliwy dla swoich podwładnych, którzy dopuścili się nadużyć seksualnych wobec nieletnich... Jest to dość prawdopodobne zważywszy powszechność postawy solidarności korporacyjnej we wszystkich instytucjach.

Z drugiej strony atmosfera medialnego linczu towarzysząca tej sprawie - i ewidentne odstąpienie od zasady domniemania niewinności, dopóki zbrodnia nie zostanie udowodniona - przeraża. Pokazuje, że można zniszczyć każdego, kto nie podoba się lewactwu i to w dodatku przy udziale aparatu państwa. Istny horror.

Co ciekawe oskarżenie wobec kardynała Pella (o czyny sprzed 30 lat) pojawiło się, gdy ten wziął się - na zlecenie papieża Franciszka - za porządkowanie watykańskich finansów. Bardzo byłoby interesujące przebadanie tego nadzwyczajnego zbiegu okoliczności...

Lewackie media okładają nas cierpieniami ofiar księży pederastów jak cepem, jednocześnie uniewinniając pedofilne gwiazdy show biznesu czy pary homoseksualne gwałcące na przemian adoptowane niemowlęta... Ta finezyjna wybiórczość dowodzi, że cierpienie ma znaczenie tylko, jeśli można użyć je w walce z odwiecznym wrogiem..

Michalkiewicz miał dużo racji mówiąc o przemyśle odszkodowań. W głośnej sprawie  dziewczyny "gwałconej i torturowanej" przez księdza też się dużo nie pomylił. Rzeczony ksiądz został skazany za stosunki seksualne z nieletnią, ale nie udowodniono, że zostały na niej wymuszone. Okazało się np., że "ofiara" wymieniała ze swoim "oprawcą" SMSy o treści erotycznej... Niemniej zgromadzenie oskarżonego księdza musiało wypłacić poszkodowanej milion PLN... Z tego 300 tys. wziął adwokat, a jest to suma bardzo łatwa do podzielenia przez 3...

Szef fundacji wspierającej ofiary nadużyć seksualnych kleru okazał się oszustem, który najpierw wyłudzał pieniądze od księdza opowiadając duszaszczypatielnyje historie o swej trudnej sytuacji, a kiedy ten go przejrzał, oskarżył o molestowanie wiedząc,  że zawsze może liczyć na media, które podchwycą każdy taki temat w uniesieniu, nie kłopocząc się sprawdzaniem faktów. Nieszczęsna "ofiara" udała się w towarzystwie wdowy po zmartwychwstałym Diduszce i posłanki Szajbus-Wielgi do Watykanu z raportem o pedofilii w polskim Kościele i została nawet pocałowana w rękę przez papieża Franciszka, po czym usiłowała wyłudzić od wyżej wspomnianej dziewczyny sporą cześć przyznanego jej odszkodowania...

Muszę być bardzo złym człowiekiem, bo podejrzewam że medialne "ofiary pedofilii kleru" są równie wiarygodne jak "uchodźcy" na granicy grecko-tureckiej. Współczucie jako broń nowej generacji w wojnie hybrydowej. Można je użyć tylko wobec tych którzy są do miłości bliźniego zobligowani, czyli chrześcijan. Plan prawdziwie szatański...

Moje przekorne współczucie wzbudzają raczej ofiary medialnego linczu, których życie zniszczono fałszywym oskarżeniem i urągającym wszystkim zasadom wyrokiem...










piątek, 24 maja 2019

Pedofilia elit jako symbol statusu

Wydaje się, że w zamiarze Stwórcy każdy człowiek może znaleźć sobie parę. Był nawet eksperyment pokazujący, że ludzie "rozpoznają się" po zapachu., który jawi się jako przyjemny i pociągający jeśli dana osoba ma kompatybilną grupę krwi. Grupa krwi czy dobrze dopasowany zestaw genów - jasne, że atrakcyjność fizyczna ma silny komponent biologiczny, potocznie zwany "chemią". Jest nawet ludowe porzekadło, że dzieci urodzone z miłości są szczególnie udane.

Niestety, ten prosty mechanizm rozpoznawania właściwej osoby zaburzony jest przez społeczny aspekt człowieka - hierarchiczną strukturę wszelkich grup ludzkich i instynkt stadny. Im wyżej w hierarchii tym większa atrakcyjność dla płci przeciwnej. Instynkt stadny zaś najbardziej widoczny jest w postaci ulegania modom i nie mam tu na myśli tylko strojów, fryzur czy nawet typu sylwetki.

Zjawisko mody jest samo w sobie fascynujące - w jednym sezonie wszyscy uważają, że spódnica powinna ciągnąć się po ziemi, a w innym, że musi odsłaniać całe nogi, a nawet majtki przy bardziej energicznych ruchach. Raz kręcimy i tapirujemy włosy, a innym razem prostujemy i przygładzamy.
Nosimy stadnie kolory jesieni, które niewielu ludziom pasują, albo odblaskowe, które nie pasują nikomu itp. Osoba nie stosująca się do tych "tryndów" odbierana jest jako aspołeczna, bo ignorująca sygnały stada, abnegacka albo nie mająca środków. Wszystkie te ewentualności znacznie obniżają jej atrakcyjność.

Moda na typ sylwetki posuwa się jeszcze dalej. W pewnych okresach ludzkość decyduje, że pociągająca jest pulchność, a w innych wysmukłość, w skrajnych przypadkach nawet chudość. W latach 90-tych czytałam w jakimś piśmie kobiecym wywiad z Jackiem Kuroniem, który -nieoczekiwanie dla mnie - miał kilka ciekawych spostrzeżeń. Twierdził na przykład, że większość mężczyzn woli pulchne kobiety, ale czuje się zobligowana wybierać szczupłe, bo taka jest moda. Polecił nawet pani rozmówczyni popytać wśród prostytutek - pulchne mają podobno największe wzięcie. Brzmi to dość prawdopodobnie. Można zatem nauczyć człowieka pożądać czegoś innego, niż pożąda w imię dopasowania się do gustów środowiska, w którym się obraca, albo do którego aspiruje.

Najlepszym przykładem jest grecka pederastia, właściwie ograniczająca się tylko do elit. Aspirując do takiej pozycji wypadało mieć młodego faworyta i z nim pokazywać się w towarzystwie. Można więc przestawić swój instynkt seksualny na osobę tej samej płci. Co więcej tego rodzaju nawyk może stać się częścią kultury, nawet wbrew wyznawanej religii, jak w Afganistanie. Może także się nieoczekiwanie odrodzić  pod wpływem studiowania Antyku, jak to miało miejsce w Renesansie.

 Albrecht Duerer, z upodobaniem malujący siebie, miał żonę, której także poświęcił kilka prac, jedną z nich zatytułował nawet "Meine Agnes". Podczas podróży do Włoch jednak, stosując się do nowej mody, przygruchał sobie młodzieńca. Jeden z jego włoskich korespondentów radzi w zachowanym liście, by zgolił brodę, bo ten jego chłopiec jej nie lubi.

Jeśli można przestawić swój popęd seksualny na młodych chłopców, można też na dzieci płci obojga. Instynkt zachowania gatunku wprawdzie się temu sprzeciwia, gdyż nakazuje obronę młodych przed fizycznym zagrożeniem, ale i ten zdrowy odruch można zignorować dla jakiejś oczekiwanej większej korzyści. I tu wracamy do sprawy Drąsiusa Kedysa opisanej w poprzednim wpisie.

Wszyscy "wujkowie" molestujący małą Deimante należeli do elity - biznesmen, asystent marszałka sejmu i sędzia okręgowy, co więcej robili to razem. Razem zabawiali się 4-letnią dziewczynką, każdy z nich widział co pozostali z nią robią. Co najmniej raz obecna na takiej imprezie była kuzynka Deimante w podobnym wieku.  Matka dziewczynki i jej siostra ewidentnie dobrze rozpoznały lokalny rynek i wstrzeliły się ze swoją ofertą. Rzecz dzieje się  Kownie. Jaki procent stanowią w nim ludzie aspirujący do elity? Ewidentnie nie taki mały, bo z chwilą opublikowania wyznania Deimante, wiele podobnych przypadków wyszło na jaw, w tym historie dzieci, po których ślad zaginął.

Przez wieki sataniści kupowali niemowlęta na swoje czarne msze, teraz podobno poświęcają własne dzieci. Czy owa "pedofilia kulturowa" elit ma także związek z jakąś odmianą satanizmu, jak w Hollywood? A może jest to coś w rodzaju snobizmu - robimy (razem) coś, co jest zakazane, za co trzeba zabulić kupę kasy, tak wielką kupę kasy. że zagłuszy każdy instynkt macierzyński. Możemy to robić, bo jesteśmy poza prawem albo mamy możnych protektorów. Nieletnią może mieć każdy gangster, który się dorobił, ale na 4-latkę stać tylko creme de la creme. Co więcej to nas obliguje do lojalności - razem w zabawie, razem w poważnej grze!

Jeśli takie rzeczy dzieją się na Litwie, niewielkim, mało zamożnym kraju na peryferiach Unii Europejskiej to co odbywa się w Niemczech, Francji, Anglii i USA, o Polsce nie wspominając. Masowe odbieranie dzieci bez żadnego powodu, zagraniczne adopcje, tajemnicze zaginięcia wszystko  wskazuje na duży popyt na taki towar. Pedofilia ewidentnie stała się w pewnych kręgach symbolem statusu, a może także rytuałem inicjacji do czegoś jeszcze gorszego, czego nawet nie umiemy sobie wyobrazić.

Nie chce przez to wszystko powiedzieć, że nie istnieją zboczeńcy w rodzaju Trynkiewicza, których inklinacja nie jest świadomym wyborem. Tacy są śmiertelnie groźni dla dzieci bez opieki. Nie dysponują jednak aparatem państwa, żeby ukrywać swoje zbrodnie, ani mediami, żeby odwracać od siebie uwagę i rzucać podejrzenia na niewinnych (lub mniej winnych).






wtorek, 21 maja 2019

Jeszcze o fałszywych oskarżeniach

Pewna moja znajoma z roku opowiedziała mi po latach o nieznanym mi zdarzeniu z naszych czasów studenckich. Otóż jej grupa miała jakieś trudności z uzyskaniem zaliczeń u magistra P. Nie mam pojęcia z jakiego powodu (być może wszyscy przyszli w ostatni dzień i nie zdążył ich przepytać). Oświadczył, że spotka się z nimi we wrześniu. Wtedy dwie nasze koleżanki wparowały do gabinetu i jedna z nich zagroziła, że jeśli facet nie da zaliczeń, narobi wrzasku i oskarży go o molestowanie, a druga - jeśli zajdzie potrzeba - potwierdzi to jako świadek. Facet się ugiął i zaliczenia dał. Szczęka mi opadła.

Przede wszystkim to zaliczenie było banalnie proste, naprawdę nie wymagało żadnej ekwilibrystyki tylko minimum wiedzy. O ileż łatwiejsze byłoby przygotowanie się z grubsza i stawienie na czas niż tego rodzaju intryga obarczona wysokim ryzykiem, wymagająca niewiarygodnej bezczelności i perfidii. Najwyraźniej jednak są ludzie, którym już w młodym wieku tego rodzaju akcje przychodzą łatwiej niż przyswojenie kilku faktów z obszaru swoich studiów. A może chodzi o adrenalinę, o wyzwanie? A aspekt moralny? Najwidoczniej dla pewnych ludzi nic takiego nie istnieje.

Ta historia pokazuje po pierwsze jak łatwo zniesławić nauczyciela, księdza, opiekuna czy nawet własnego rodzica, po drugie, że młodość nie koniecznie oznacza niewinność. Ludzie dzielą się na w miarę przyzwoitych i wredne szuje niezależne od wieku. Obie te grupy reprezentowane są przez dzieci, młodzież, dorosłych i starców. Niestety, dobre wrażliwe dziecko może trafić na dorosłego potwora, który je wykorzysta, a przyzwoity, prostoduszny dorosły na perfidnego, zdeprawowanego bachora, który zniszczy mu reputację.

Jak trudno bronić się przed oskarżeniem o molestowanie  świadczy historia Bretta Kavannaugh - kandydata na sędziego sądu najwyższego USA. Całkowicie wyssana z palca historia, która rzekomo miała się wydarzyć w czasach szkolnych o mały włos nie kosztowała go nominacji na stanowisko.
Kobieta, która go oskarżyła, po pewnym czasie sama przyznała, że był to czysty wymysł.

Nie zamierzam umniejszać cierpienia ofiar pedofilii, pederastii czy innej formy przemocy seksualnej, jednocześnie mając świadomość jak łatwo zniszczyć komuś życie fałszywym oskarżeniem o tego rodzaju czyny. Obawiam się, że prawdziwi sprawcy są zbyt dobrze kryci, by mogło im zaszkodzić, a to czym podniecają się media to czyste wymysły na fali zapotrzebowania.

niedziela, 19 maja 2019

Jak pederastia stała się pedofilią, czyli o operacji na języku i emocjach

Obejrzałam wczoraj film "Pedofile" Sylwestra Latkowskiego, zrobiony w 2005 dla TVP, wyświetlony raz, odłożony na półkę i wczoraj wyemitowany ponownie. Wszystkie istotne informacje - jak nazwiska celebrytów korzystajacych z usług nieletnich chłopców-prostytutek - zostały wypikane, z wyjątkiem ks. Jankowskiego (i jego ofiary). Czyżby prezes Kurski grał w drużynie wroga? Słyszałam, że film został pułkownikiem, z powodu ujawnienia nazwiska znanego reżysera, znajomego Jana Dworaka. Wspomniany miał być także przypadek terapeuty Andrzeja Samsona i ministra spraw zagranicznych w rządzie Mazowieckiego - Skubiszewskiego. Żadnego z tych nazwisk jednak nie usłyszymy - i w ogóle nie wiele usłyszymy gdyż, co drugie słowo w, i tak niewyraźnych, wypowiedziach bohaterów filmu jest wypikane.

Można się dowiedzieć jedynie, że nastolatki, które uciekły z patologicznych domów, ośrodków i domów dziecka prostytuują się na Dworcu Centralnym w Warszawie (i innych dworcach dużych miast), a z usług ich korzystają celebryci, politycy, biznesmeni i inni przedstawiciele elit RP. Policja zajmuje się tym niechętnie, a jeśli nawet kogoś namierzy, w sądzie sprawa rozpływa się w niebycie. Prokuratura zaś zapamiętale ściga z urzędu dziennikarzy, którzy odważyli się sprawę nagłośnić, a nazwiska "usługobiorców" ujawnić.

Prawie wszystkie młodociane prostytutki pokazane w filmie to chłopcy ok. 14 lat (od 12 do 15), starszym trudno znaleźć klientów. Wyjątkiem jest 15-letnia dziewczyna, która zaczęła ten proceder 2 lata wcześniej. Widzimy wypikselowane twarze i młodzieńcze ciała o wyraźnych cechach płciowych.
Z czysto biologicznego punktu widzenia są to osoby dojrzałe seksualnie, choć nieletnie. Jeśli pociąg do nich jest pedofilią, to jak nazwać gwałcenie niemowląt lub cztero- czy sześcio- letnich dzieci, które po takiej przygodzie (jeśli ją przeżyją) są okaleczone na całe życie, także fizycznie?

Dlaczego zamieniono adekwatnie opisujące rzeczywistość słowo "pederastia" na "pedofilia"? To oczywiście pytanie retoryczne. Pederasta, w skrócie pedał, w języku potocznym oznacza po prostu homoseksualistę. Wywodzi się od greckiego "pederasteia" określenia relacji o charakterze seksualnym starszego mężczyzny o wysokim statusie społeczno-ekonomicznym (przedstawiciela elity greckiej polis) i urodziwego, nastoletniego młodzieńca, który może na tym związku skorzystać. W starożytnej Grecji specjalny niewolnik zwany "paidagogos" odprowadzał chłopców do szkoły, aby strzec ich  na drodze przed zakusami dorosłych mężczyzn, którzy do samej szkoły mieli wstęp wzbroniony.

Środowiska lewicowo-liberalne mają niełatwy orzech do zgryzienia - jak promując homoseksualizm, ukryć fakt, że jego najbardziej typowymi ofiarami są nieletni. Jeżeli taki proceder zdarza się w Kościele bez wahania określa się go więc mianem pedofilii, nawet jeśli wykorzystane "dzieci" są klerykami w seminarium.

Typowym pedofilem był, jeśli wierzyć świadectwu ofiar, Michael Jackson, który interesował się nimi do wieku ok. 8 - 9 lat, a potem znajdował sobie inny obiekt (czy raczej odbyt), Woody Allen gwałcący swoją 6-letnią córeczkę czy Daniel Cohn-Bendit molestujący przedszkolaki (o czym sam opowiadał w telewizji). Pociąg do nastoletnich chłopców elegancko nazywa się efebofilią, a dziewczynek nimfofilią. To drugie zboczenie bardzo wnikliwie opisał Nabokov w Lolicie. Bohater jego powieści poluje na nimfetki czyli urodziwe dziewczynki w wieku 12 do 14 lat., 16-letnie określa jako "postarzałe" i traci całe zainteresowanie.

Roman Polański spółkujący z odurzoną 13-latką i wykorzystujacy 15-letnią Nastasję Kinsky na planie Tessy d'Uberville to raczej przypadek starego rozpustnika (niż nimfofila), którego z wiekiem pociągają coraz młodsze kobiety. Na podobny syndrom cierpiał Witkacy, który pod koniec życia "mógł" tylko z młódkami. Polański, odpowiadając na pytanie dziennikarza o któryś ze swoich romansów, uznał za rzecz oczywistą, że im kobieta młodsza tym atrakcyjniejsza.

Być może wszyscy mężczyźni maja tego rodzaju skłonności, ale trzyma ich w karbach wychowanie w kulturze chrześcijańskiej. W Islamie nie ma dolnej granicy wieku potencjalnej partnerki seksualanej, mężczyzna może współżyć nawet z niemowlęciem, ale jeśli je uszkodzi musi łożyć na utrzymanie do śmierci. Talmud, o ile się nie mylę, określa wiek minimalny na lat 3, a współżycie z chłopcem do lat 12 (albo 9?) uważa za dopuszczalne, gdyż nie jest on jeszcze mężczyzną (a Bóg potępia tylko współżycie z mężczyznami). O seksualnych wyczynach pogan daje pewne pojęcie mitologia grecka - Leda z łabędziem, Pazyfae z bykiem, Zeus z jałówka, lub pod postacią orla porywający młodocianego Ganimeda itp.

Folgowanie seksualnym apetytom zdaje się prowadzić do coraz dziwaczniejszych zachowań w poszukiwaniu coraz mocniejszych doznań dla stępionych rozpustą zmysłów. Rację ma E. Michael Jones, że wyzwolenie seksualne, jest w istocie formą zniewolenia doskonałego. Jednym z jego przydatnych aspektów są kompromaty. Wspomniany już minister Skubiszewski negocjując umowę z Niemcami był szantażowany przez BND (Bundes Nachrichten Dienst?) ujawnieniem swoich homoseksualnych wyczynów, co bardzo przyczyniło się do jej asymetrycznych (na niekorzyść Polski) zapisów. Michał Boni dał się zwerbować na TW pod groźba ujawnienia pozamałżeńskiego związku z Barbarą Engelking. O ilu rzeczach nie wiemy? Kogo jeszcze służby obcych państw trzymają za jaja? Czy np uległości rządu wobec niedorzecznych żądań Izraela nie można wyjaśnić czymś podobnym?

Całe to "pedofilskie" wzmożenie tuż przed finałem kampanii pozostawia mnie dziwnie obojętną. Drodzy Umiłowani Przywódcy i Ty Nieubłagana Opozycjo (copyright by Stanisław Michalkiewicz) nie machajcie nam tu kutasami przed nosem, to co usiłujecie ukryć i tak wyjdzie na jaw, a wtedy strzeżcie się!

niedziela, 30 września 2018

Powrót "schizofrenii bezobjawowej" ?!!

Dziś znalazłam na LifeSiteNews tekst Lianne Laurence, który jest właściwie omówieniem wpisu ks. Johna Zuhlsdorfa na jego blogu (https://www.lifesitenews.com/news/priest-blogger-bishops-send-conservative-priests-to-psych-hospitals-for-dep). Chodzi o wysyłanie konserwatywnych, przywiązanych do tradycji i ortodoksyjnych księży do szpitali psychiatrycznych na "reprogramming".

"Nieprawomyślny" duchowny zostaje najpierw wysłany do jednej z klinik psychiatrycznych dla kleru na "psychiatric evaluation" i zdiagnozowany nieodmiennie jako "narcissism and borderline bipolar".
(O ile mi wiadomo to są 3 zupełnie inne problemy narcissistc personality disorder, borderline personality disorder i bipolar coś tam, pierwsze dwa są typami osobowości i nie da się ich "wyleczyć" ani psychoterapią, ani tym bardziej prochami). Następnie wysyła się go na "leczenie" na 3 miesiące. Odbiera mu się telefon, przyrządy do golenia, kontroluje się jego e-maile, zaczyna szprycować prochami, Termin pobytu wydłuża się do 6 miesięcy. Po tym okresie "terapii" zdolność koncentracji jest żadna, a mowa bełkotliwa.

W najbardziej niesławnym ośrodku, St. Luke's Institute w Maryland, do którego został wysłany ks. Kalchik (z poprzedniego wpisu), wymagane jest podpisanie zgody, że biskup zostanie poinformowany o wszystkim co wyjdzie na jaw w trakcie "leczenia". Łatwo sobie wyobrazić jaki użytek można zrobić z takiej wiedzy.

Słowem mamy powtórkę sowieckiej "schizofrenii bezobjawowej" i jej leczenia stosowanego celem zastraszenia duchownych, którym nie podobają się rządy homomafii w Kościele. W przeciwieństwie do pedofilów, pederastów czy aktywnych homoseksualistów wykorzystujących podległość służbową do molestowania podwładnych,  konserwatywni i ortodoksyjni księża mogą liczyć na natychmiastowe wymierzenie im "sprawiedliwości".  Owe sławne "miłosierdzie", o którym tyle słyszymy tutaj się nie ma zastosowania.

Czytając ten przerażający tekst przypomniałam sobie sprawę O. Wyszyńskiego OP. Widziałam wywiad przeprowadzony z nim przez niejakiego Zbigniewa Stonogę, postać nad wyraz szemraną. Kimkolwiek jest owa Stonoga i jakiekolwiek były jej intencje w nagraniu i opublikowaniu tego materiału opowieść młodego dominikanina (byłego?) wydała mi się interesująca. Najbardziej niepokojący był wątek homoseksualizmu w zakonie i jego zasięg. Jako młody i względnie przystojny mężczyzna o. Wyszyński spotykał się z licznymi seksualnymi awansami i propozycjami ze strony starszych braci i przełożonych. Wspominał m.in. końskie zaloty sławnego z częstych występów w TVN po stronie wrogów Kościoła ojca G. Sam sławny ojciec G. zarzuty te uprawdopodobnił chwaląc się, że niejeden w zakonie chciałby go "przelecieć". Ta drobna uwaga zdradza więcej z atmosfery panującej w środowisku braci kaznodziejów niż długa relacja o. Wyszyńskiego pełna całujących się nowicjuszy, homoseksualnych orgietek doktorantów, propozycji zrobienia loda i pozorowanych ruchów kopulacyjnych w formie żartu.

Najbardziej niepokojący jednak był wątek wysłania O. Wyszyńskiego do szpitala psychiatrycznego.  O ile dobrze pamiętam miały to być krótkie badania, po przyjeździe okazały się dwutygodniowym przymusowym pobytem, po którym młody kapłan do zakonu wolał nie wracać. Według jego słów psychiatra był zadziwiony faktem, że ZNOWU przysyłają mu na oddział zupełnie zdrowego człowieka. O. Wyszyński ewidentnie nie był pierwszym niewygodnym duchownym w tym szpitalu. Na podstawie jego relacji można domniemywać, że powodem było informowanie przełożonych o niechcianych homoseksualnych awansach ze strony współbraci. Nie sposób tego zweryfikować, ale niesmak pozostał.

Do relacji odniósł się były ks. Międlar opisując homoseksualne podziemie archidiecezji wrocławskiej, podając m.in konkretne miejsca imprez "kochających inaczej" duchownych.

Nie wiem czy tak jest, ale szybkość reakcji władz duchownych w przypadku księdza narodowca czy zakonnika zgłaszającego homoseksualne awanse przełożonym rażąco kontrastuje z ciągnącym się dekadami przerzucaniem pederastów z placówki na placówkę. W nadziei na na co? Że ulegną śmiertelnemu wypadkowi drogowemu w trakcie tej zabawy? Raczej nie, złego licho nie bierze!

Dziś o. przeor dominikanów we Wrocławiu pouczył nas, że w stosunku do siebie mamy być surowi, a dla ludzi spoza Kościoła miłosierni. Mówił także sporo o słusznej krytyce, która nas z ich strony spotyka i że powinniśmy ją przyjąć. Więc ja pozwolę sobie zasugerować ojcu przeorowi, żeby swą radę zastosował do siebie i współbraci. Może czas zająć się najpierw akceptacją dla aktów homoseksualnych w zakonie i dziwnych wypowiedzi medialnych  niektórych jego członków, a dopiero potem opieprzać wiernych, że święcą jajka w wielką sobotę albo robią coś równie obrzydliwego.