piątek, 26 listopada 2021

"Wolność słowa" w wojnie hybrydowej

 Znalazłam na twitterze (nie pamiętam na jakim koncie) takie oto zestawienie:

Trzeba przyznać, że podobieństwo jest duże, choć włosy blondynki są naturalne (dobrze to widać przy skórze i  po jaśniejszych odpowiednio brwiach). Czyżby "nasza" p. Wappa była farbowanym liskiem? Farbowanie włosów na ciemniejszy kolor zwykle daje efekt "łysiny" (jaśniejsze odrosty wyglądają jak skóra). Z drugiej strony ciemne włosy szybko siwieją i w średnim wieku (nawet przed 40-ką) powinno być już w nich sporo srebrnych nitek (a nie ma).

Niezależnie od tego, czy to ta sama osoba czy nie technika ta sama, wielokrotnie przetestowana przez ruskich na Kaukazie, Ukrainie i teraz w  Polsce. Podobieństwo naszej sytuacji z wojną na Ukrainie dobrze opisane jest w poniższej wypowiedzi (też znalezionej na Twitterze)


W wojnie hybrydowej kraj o większym zakresie "swobód obywatelskich" jest na przegranej pozycji. Demokracja i wolność słowa pracuje na korzyść wroga, doskonale widać to na postawie działalności naszej rodzimej V kolumny medialnej, co świetnie opisał Marcin Mamoń w felietonie Dziennikarze na wojnie z ojczyzną w Dzienniku Polskim:

Obserwując relacje medialne ze szturmu migrantów na polską granicę, strach myśleć, jak relacjonowaliby nasi dziennikarze i ich koledzy z The New York Times, Guardiana czy Al-Jazeery wojnę 1939 r.

Pewnie zarzuciliby naszym żołnierzom ludobójstwo, bo przecież zabijali Niemców. Teraz podnoszą larum, bo mają zakaz wjazdu do strefy konfliktu. Doświadczona w wojnach na sejmowe plotki Monika Olejnik oburza się, bo przecież nasi korespondenci wojenni mogli - jej zdaniem- bez przeszkód jeździć dotąd na każdą wojnę, jaką chcieli.

Przez ponad ćwierć wieku realizowałem materiały z miejsc dotkniętych wojną, terroryzmem, nędzą i głodem. Od 2000 r. - II Wojny Czeczeńskiej i wkrótce tzw. Wojny z Terroryzmem - wjazd do stref konfliktu stał się ściśle reglamentowany przez główne strony konfliktów. Do Czeczenii można było legalnie dostać się tylko za specjalną zgodą rosyjskich służb (FSB) i pracować w ich asyście. Podobnie traktowali media Amerykanie podczas inwazji w Iraku w 2003 r. Bez specjalnego „przeszkolenia” żaden dziennikarz nie mógł relacjonować amerykańskich działań w Iraku. Kiedyś, po zakończeniu zdjęć, Amerykanie siłą odebrali mi wszystkie materiały, podejrzewając słusznie, że ich publikacja może zaszkodzić wizerunkowi amerykańskiej armii.

Fundamentalną różnicą między tym, co obserwujemy dzisiaj na granicy z Białorusią a innymi konfliktami, których garstka naszych dziennikarzy miała okazję doświadczyć, jest to, że tym razem mówimy o kraju, który nie wywołał konfliktu, a jedynie broni się przed agresją. Naszą naturalną reakcją powinna być solidarność z zaatakowanym, tym bardziej że chodzi o Ojczyznę - wspólnotę, z którą, w co wierzę, każdy z nas choć trochę się identyfikuje.

Tymczasem w obliczu bezprecedensowej agresji ze strony ZBIR-a (Związek Białorusi i Rosji), wrogiem nr 1 dla dziennikarzy - zaangażowanych w niszczący naszą wspólnotę wewnętrzny konflikt polityczny - jest rząd i pilnujący granic żołnierze. Oni

(żołnierze) mają bowiem „mokre sny o wojnie, by się na kimś powyżywać” - jak pisze w mediach społecznościowych jedna z dziennikarek, która stwierdza jednocześnie nie spodziewała się, że „takie tam jest gówno” (na granicy, po polskiej stronie). Żołnierzy nazywa więc "imbecylami" i "totalnym dnem". Wszystko dlatego bo zatrzymali na 90 minut jej kolegów, zakuli ich w kajdanki i użyli wobec tych - okazuje się - wrażliwych chłopców niecenzuralnych słów. Zdjęcia ze śladami po kajdankach na przegubach ich rąk trafiły natychmiast na ekrany rosyjskich i białoruskich telewizji.

Nic dziwnego, że np. media belgijskie twierdzą dziś, że "Polacy są gorsi niż reżim Asada w Syrii", a dziennikarzy nie wpuszczają na granicę, bo muszą mieć coś do ukrycia. To akurat wie Łukaszenko. Wszczął śledztwo w sprawie ludobójstwa, którego nasi żołnierze mieli dopuścić się na migrantach przy przejściu granicznym w Kuźnicy.

W świetnej rozmowie Rafała Otoki-Frąckiewicza z dr Szewko, na pytanie dziennikarza o sposoby radzenia sobie z taką sytuacja ekspert orzekł, że piękno wojny hybrydowej na tym właśnie polega, że jest ona prowadzona w dużym stopniu w mediach, a w prawodawstwie zaatakowanej strony nie ma jeszcze rozwiązań, jak unieszkodliwić te grające w drużynie wroga. To samo dotyczy organizacji zajmujących się "pomocą humanitarną" jak np. Grupa Granica. P. Emilia Kamińska twierdzi wprawdzie, że jest to organizacja trudniąca się przemytem ludzi współpracująca z Niemcami, ale ewidentnie jest również bardzo aktywna w mediach zachodnich, o czym napisała Małgorzata Wołczyk w DoRzeczy:
Oszczerstwa Grupy Granica rozpowszechniane w europejskich mediach
Nie trzeba być namiętnym czytelnikiem największych dzienników zagranicznych, aby odkryć ze zdumieniem, że Grupa Granica zajmująca się „natychmiastową pomocą humanitarną dla uchodźców na granicy” stała się w międzyczasie naczelnym opluwaczem Polski w mainstreamowych mediach Europy.
Ich relacje o „reżimie Morawieckiego” i okrutnych, bestialskich poczynaniach polskich mundurowych można znaleźć niemal w każdym medium, nawet we francuskim, katolickim „La Croix”. Doprawdy trudno nie zadawać sobie pytania, czy oni w ogóle mają czas na akcje humanitarne, którymi tak się pysznią (?). Bo jeśli spojrzeć na ich stachanowską wydajność w donoszeniu na Polskę i w udzielaniu wypowiedzi drastycznej treści, to nie robią nic innego, jak tylko opowiadają o polskich zbrodniarzach na granicy. I ten amok nienawistnych relacji zapanował od A jak hiszpańskie "ABC", po R jak włoska "Repubblica". A wszędzie odkryć można tę samą narrację, choć zmieniają się nazwiska bohaterskich aktywistek Grupy Granica:

„Sytuacja azylantów na granicy polsko-białoruskiej jest makabryczna, prawa człowieka już nie istnieją: polski rząd uważa ich za nielegalnych migrantów, a funkcjonariusze graniczni są upoważnieni do odesłania ich z powrotem na Białoruś. Otrzymujemy również skargi dotyczące zniszczonych smartfonów. Policjanci zmuszają tych ludzi do udania się na tereny leśne między Polską, Białorusią i Litwą, gdzie tylko doświadczeni ludzie wiedzą, jak się orientować. Bez telefonów komórkowych uchodźcy nie mogą prosić o pomoc i dlatego gubią się: czasami są ratowani, czasami znajdowani martwi”. (La Repubblica 30.09.2021)

Oczywiście po przeczytaniu czterdziestej relacji czy to w doniesieniach z "El Pais" czy "Le Figaro" owych heroin z Polski ratujących kobiety, dzieci, ba, całe rodziny z rąk polskich, umundurowanych bestii – człowiek zadaje sobie pytania podstawowe: jak to możliwe, że słowo Białoruś albo Rosja niemal w ogóle nie pojawia w treści tych reportaży i w opowieściach Polek?

Skołowany czytelnik z Barcelony czy Mediolanu, podążający pokornie wzrokiem za wstrząsającą relacją dzielnych ratowniczek z Grupy Granica, jest w stanie uwierzyć już we wszystko, nawet w to, że Syria i Irak sąsiadują bezpośrednio z Polską a reżim Morawieckiego topi przybyszów masowo na bagnach. Oczywiście, jakżeby inaczej – konieczne bywa też wspomnienie Holocaustu i nawiązanie do czasów, gdy Polacy byli niemymi świadkami czy też wprost współsprawcami ludobójstwa. Krzewi się też donosicielstwo jak za czasów niemieckiej Stasi:

„Polacy mieszkający w strefie stanu wyjątkowego, terytorium wyłączonego dla oczu świata, graniczącego z Białorusią, gdzie odizolowano 115 wsi na Podlasiu i 68 na Lubelszczyźnie, ci zwykli ludzie, którzy pracują od 8 do 16 i płacą podatki, nie mówią nic rodzinom o tym co widzą. Albo o tym, co zrobili, żeby pomóc imigrantom. Nigdy nie wiadomo, kto może słuchać po drugiej stronie- mówią. A przez ich głowy przewijają się czarno-białe obrazy pracującej Stasi, podsłuchującej rozmowy i piszącej niekończące się akty oskarżenia”. (dziennik ABC 24.11.2021)

Czy Polska w tak trudnym czasie może sobie pozwolić na festiwal oszczerstw przedrukowywanych w zagranicznej prasie? Czy ambasady wysyłają odpowiednie noty i sprostowania lub przynajmniej domagają się od poszczególnych redakcji publikowania obiektywnych informacji o sytuacji na granicy? Patrząc na pracę Ambasady Polskiej w Madrycie mogę z całą powagą i smutkiem powiedzieć (także w imieniu zdruzgotanych czytelników i polskich rezydentów w Hiszpanii), że nie widać nawet cienia zabiegów ratowania dobrego imienia Polski wobec tsunami dezinformacji… Niestety, ale to już temat na zupełnie osobny artykuł.

Rzeczą najwyższej wagi wydaje się więc ukrócenie aktywność działających na korzyść wroga podmiotów, ze szczególnym uwzględnieniem tych wytwarzających ewidentne fake newsy, celem zrujnowania wizerunku naszego kraju. Wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, że nie ma sposobu na aktywistki jakiejś szemranej grupy. Od czego są służby? A poza tym należałoby pomyśleć o rozwiązaniach prawnych. Od czego obóz rządzący ma większość w sejmie?

P.S.

Pamiętacie tekst Danuty Kuroń o ciałach kobiet, mężczyzn i dzieci w polskich lasach opublikowany w Gazecie Wyborczej (zamieściłam w poprzednim wpisie)? Już poszedł w świat!


GW w swoim sławnym sporze z Agorą otwartym tekstem przyznała, że obecną ekipę rządzącą traktuje jako wroga, nie  Łukaszenkę, nie Putina tylko polskie władze pochodzące z demokratycznych wyborów!!!


środa, 24 listopada 2021

Te łzy, gorące łzy, czyli rola emocji w wojnie hybrydowej

Wczoraj komentowali to dokładnie wszyscy. Tak, mam na myśli Ibrahima Pływaka i jego...( no własnie kogo?) p. Katarzynę Wappę z Hajnówki. P. Wappa jest nauczycielką j. angielskiego, aktywistką proaborcyjną, wystąpiła w klipie nawołującym do wybierania narodowości białoruskiej w spisie powszechnym, brała udział w "proteście matek" na granicy. W rozmowie z Anne Applebaum skarżyła się na uciążliwości stanu wyjątkowego w strefie przygranicznej (musi się legitymować, żeby odwiedzić babcię w Białowieży). Jednak sławę ogólnokrajową przyniósł jej dopiero występ w programie czarno na białym w TVN - niewiarygodna (w sensie dosłownym) historia Ibrahima 6 dni płynącego Bugiem, bez picia, jedzenia i snu.

P. Katarzyna prezentuje się bardzo dobrze (do roli): w średnim wieku, bardzo szczupła, wrażliwa twarz o regularnych rysach i wysokim, wypukłym czole wskazującym na inteligencję. Ciemne, proste włosy przycięte na wysokości ramion, ciemne, pełne ekspresji oczy (znowu te oczy!), zero makijażu. Czysta wrażliwość, naturalność, pokój i dobro, pokój wam! Tzn. nie nam, tylko wam Ibrahimy pływające! Kobieta opowiada z oczami pełnymi łez, a na koniec - wspominając telefon od cudzoziemca - tak się wzrusza, że nie może dalej mówić. Jej emocja wygląda na prawdziwą, ale historia, która opowiada stanowczo nie... 

Konieczne jest sprostowanie: to był skrót myślowy, p. Ibrahim nie płynął 6 dni, tylko "podróżował" wzdłuż rzeki, nie w listopadzie, tylko wrześniu, nie został przez p. Katarzynę wyłowiony, tylko odebrany ze szpitala w Hajnówce w październiku tzn. przebywał tam jakiś czas. Co właściwie p. Katarzyna dla niego zrobiła? Odebrała go ze szpitala, gdzie koleżanka jest woluntariuszką i...? Nie wiemy. Potem ruszył dalej, ale wysyłał krótkie wiadomości "boję się!", na co odpowiadała "pamiętaj, że jestem z tobą", dalej nie wiemy, bo pani się popłakała na wizji...


Darciu łacha na Twitterze nie było końca. Zdjęcie które "obiegło świat":

przerabiano na wszystkie możliwe sposoby:






A na koniec odkryto kim właściwie był Ibrahim uchodźca:




Łukasz Tomkiewicz @Lukas_Tomks w odpowiedzi do @BlackMcSnow i @KasiaLazzeri

Już ustalono kim był ten imigrant, który 6 dni płynął rzeką przy temperaturze otoczenia w okolicy 0 stopni. Do tego przez ten cały czas nie jadł i nie pił. Zrobiono mu zdjęcie jak odjechał na niedźwiedziu.

Pani Katarzyna wydała oświadczenie, że historia jest prawdziwa, bo p. Ibrahim osobiście ją opowiedział, a koleżanka, Kamila - Wolontariuszka, może potwierdzić. Stacja TVN natomiast oświadczyła, że nie mogła zweryfikować historii, bo dziennikarze nie mają wstępu do strefy objętej stanem wyjątkowym, więc są zdani na relacje świadków.



Tu pozwolę sobie przypomnieć, jakie historie pojawiały się w mediach przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego w strefie przygranicznej, kiedy jeszcze dziennikarze mogli weryfikować opowieści świadków:







Wierny kotek pokonujący 5000 tys. kilometrów w 3 dni, ciężarna kobieta szybująca nad zasiekami, wprawiona w ruch przez morderczą Straż Graniczną. Po wylądowaniu na białoruskiej ziemi poroniła, czyli straciła co? Zlepek komórek czy nienarodzone dziecko? Nie uwierzyłbyś czytelniku:





Onet Wiadomości @OnetWiadomosci
We wtorek pogrzeb nienarodzonego syryjskiego dziecka w Bohonikach http://dlvr.it/SCyXW0
To nieoczekiwane nawrócenie entuzjastów aborcji - ze zrozumiałych względów - stało się przedmiotem wielu komentarzy np. takich jak ten:

Patryk "Skju" Sykut @PatrykSykut

Jak to w końcu jest? Przed urodzeniem w brzuchu jest dziecko czy płód? A może Martyna Bielska to hipokrytka, która rok temu krzyczała o aborcji płodów, a kiedy umiera migrantka w ciąży to jest już to dziecko?

Zakładam, że w małej trumience na zdjęciu rzeczywiście są zwłoki dziecka, bo spektakularne pomyłki już się dziennikarzom "wolnych mediów" zdarzały i jakoś nie zostały sprostowane:


Dawid Wildstein @DawidWildstein

Pamiętacie historię o "zamordowanym przez Polskę rocznym dziecku"? Już wiemy, że to fejk. Dziecko zginęło z powodu działań służb Łukaszenki. I co? Zero wrzasków o mordercach z Białorusi. Ci, którzy pluli na Polskę, wyli o faszyzmie- zero sprostowania. Serio. Szmaty. To są szmaty


Tę ocenę zdają się potwierdzać dalsze rewelacje V kolumny medialnej:












Nietrudno dostrzec, że zarówno w występie pani Katarzyny Wappy, jak i w twórczości cytowanych wyżej mediów, prawdziwe są wyłącznie emocje mówiących, piszących czy zamawiających te kawałki.

Pani Wappa wzrusza się i płacze z wiadomych sobie powodów. Może ma trudną sytuację osobistą, doznała jakiejś krzywdy lub niesprawiedliwości. Z jakiejś przyczyny utożsamiła krzywdziciela z państwem polskim, obecną ekipą rządzącą, Kościołem Katolickim czy Polakami - katolikami w ogóle, więc postanowiła wyrazić sprzeciw poprzez wspieranie aborcjonistek, "uchodźców" czy deklarowanie narodowości białoruskiej w spisie powszechnym. (Swoją drogą w spisie istniała możliwość poczuwania się do kilku narodowości jednocześnie np. polskiej i tatarskiej.) Może po prostu czuje się osamotniona i niezrozumiana jako jedna z nielicznych wyznawczyń GW/TVN w Hajnówce i okolicach, a może to historia rodzinna jest kluczem do zrozumienia jej emocji. Tego oczywiście nie wiem, ale pamiętam, że na Wileńszczyźnie, skąd pochodzą moi rodzice, prawosławni (tzn. Białorusini) raczej entuzjastycznie witali armię czerwoną, podobnie zresztą jak Żydzi. Dla nich byli to "nasi".

Najbardziej nienawidzi się tego, kogo się skrzywdziło. Ta prosta prawda psychologiczna wyjaśnia w jakimś stopniu stosunek niemieckich i żydowskich mediów do państwa polskiego. Zofia Kossak- Szczucka zastanawiała się nad ową "tajemnicą żydowskiego serca", które bardziej nienawidzi Polaków niż Niemców. Myślę, że do jej zrozumienia zbliża się nieco E. Michael Jones zwracając uwagę na nienawiść Żydów do mesjasza, którego zabili (rękami niewiernych przybili do krzyża), Kościoła i Logosu - ładu jaki zaprowadziła chrześcijańska cywilizacja. Odrzucona przez Polaków żydokomuna stara się uzasadnić swoją nienawiść historiami takimi jak wyżej.

Z wręcz demonicznym charakterem tej nienawiści mieliśmy okazję się zetknąć po katastrofie smoleńskiej i po decyzji TK w październiku ubiegłego roku. Szydzenie z tragicznej śmierci najbliższych, sikanie na znicze, zakłócanie mszy, smarowanie po ścianach kościołów, profanacje, ataki na księży, werbalny przekaz ograniczony do kilku bluzgów, obsceniczne sceny i aprobowany przez władze miejskie wandalizm na ulicach. Reakcje podobne do opętania na widok plakatu z dzieckiem w łonie matki...

Robert Mazurek stwierdził, że produkcja naszej V Kolumny jest zbyt odjechana nawet dla propagandy rosyjskiej, która ogranicza się do wytykania nam bezduszności. Dla 70 trupów w strumyku po kolana nawet ruscy nie znaleźli zastosowania.

Beznamiętna analiza sytuacji na granicy wygląda tak:


Natomiast działalność mediów opozycyjnych to wyłącznie znajdowanie uzasadnienia do swojej autentycznej nienawiści, której przyczyny są nie związane z obecnym kryzysem + próba wzbudzenia naszych emocji sprawdzonymi metodami - dziecko o ciemnych oczach, zwierzątko, płacząca kobieta, mała biała trumienka. W aspekt finansowy tej operacji nie wnikam, bo nie mam wglądu w źródła.




wtorek, 23 listopada 2021

"Wolna od ryzyka podróż z Białorusi do Niemiec dla osób w każdym wieku!!!"

To pojawiło się na koncie Klara Maria @klarasoltan wczoraj, po tym jak zakończyłam swój wpis pt. Drang nach Westen:

Ogłoszenie na migranckim forum

O ile dobrze zrozumiałam, papier, który nielegalny imigrant dostaje do nakaz opuszczenia terytorium Polski. Szukałam w Ustawie o cudzoziemcach jak to powinno wyglądać i znalazłam co następuje:

Art. 35. 1. Cudzoziemiec może być niezwłocznie doprowadzony do granicy, jeżeli został zatrzymany w strefie nadgranicznej bezpośrednio po przekroczeniu granicy nieumyślnie i wbrew przepisom prawa.2. Organ, który zatrzymał cudzoziemca w związku z przekroczeniem granicy wbrew przepisom prawa, pobiera od niego odciski linii papilarnych, chyba że cudzoziemiec został niezwłocznie doprowadzony do granicy. 3. Organ, który pobrał odciski linii papilarnych, przekazuje Komendantowi Głównemu Policji obraz linii papilarnych, dane osobowe cudzoziemca oraz informacje, które umieszcza się w rejestrze, o którym mowa w art. 428 ust. 1 pkt 4.

Czyli jeśli przekroczył nieumyślnie i wbrew przepisom doprowadza się go do granicy, albo pobiera odciski palców i wpisuje do rejestru.

1a. Cudzoziemiec, który nie spełnia warunków wjazdu lub pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub przestał spełniać te warunki, posiadający zezwolenie pobytowe lub inne zezwolenie, udzielone przez inne państwo stosujące dyrektywę ©Kancelaria Sejmu s. 257/371 29.10.2021 Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/115/WE z dnia 16 grudnia 2008 r. w sprawie wspólnych norm i procedur stosowanych przez państwa członkowskie w odniesieniu do powrotów nielegalnie przebywających obywateli państw trzecich (Dz. Urz. UE L 348 z 24.12.2008, str. 98, z późn. zm.15) ), zwaną dalej „dyrektywą 2008/115/WE”, uprawniające go do pobytu na terytorium tego państwa, jest obowiązany niezwłocznie opuścić terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i udać się na terytorium państwa, które to zezwolenie wydało

Czyli - o ile dobrze rozumiem - ma wracać bezzwłocznie na Białoruś. 

6. Cudzoziemiec jest obowiązany opuścić terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w terminie:

1) 30 dni od dnia, w którym decyzja:

b) o odmowie nadania mu statusu uchodźcy lub udzielenia ochrony uzupełniającej, o uznaniu wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej za niedopuszczalny, o umorzeniu postępowania w sprawie udzielenia mu ochrony międzynarodowej lub decyzja o pozbawieniu go statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej, lub

 c) o cofnięciu zgody na pobyt ze względów humanitarnych

stała się ostateczna,(...)

Jest tu mowa o 30 dniach na wyjazd, ale dotyczy osób, które starały się o azyl w Polsce.

Art. 302. 1. Decyzję o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu wydaje się cudzoziemcowi, gdy: 1) przebywa lub przebywał na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej bez ważnej wizy lub innego ważnego dokumentu uprawniającego go do wjazdu na to terytorium i pobytu na nim, jeżeli wiza lub inny dokument są lub były wymagane lub

10) przekroczył lub usiłował przekroczyć granicę wbrew przepisom prawa i nie zachodzą okoliczności, o których mowa w art. 303 ust. 1 pkt 9a, lub

To najbrawdopodobniej przypadek z migranckiego poradnika, ale:

 Art. 303b. 1. W przypadku, o którym mowa w art. 303 ust. 1 pkt 9a, komendant placówki Straży Granicznej właściwy ze względu na miejsce przekroczenia granicy sporządza protokół przekroczenia granicy oraz wydaje postanowienie o opuszczeniu terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. (...) 2. W postanowieniu, o którym mowa w ust. 1: 1) określa się nakaz opuszczenia przez cudzoziemca terytorium Rzeczypospolitej Polskiej; 2) orzeka się zakaz ponownego wjazdu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i innych państw obszaru Schengen wraz z określeniem okresu tego zakazu. 3. Zakaz ponownego wjazdu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i innych państw obszaru Schengen, o którym mowa w ust. 2 pkt 2, orzeka się na okres od 6 miesięcy do 3 lat

Czyli nakazowi opuszczenia Polski towarzyszy zakaz wjazdu do innych państw Schengen na okres od 6 miesięcy do 3 lat. Jakim cudem z takim papierem migranci legalnie jadą do Niemiec? Może mi to ktoś wyjaśnić? A jeszcze ciekawią mnie "lawyers with team affiliated with international organizations". Czy w tłumaczeniu na nasze oznacza to po prostu międzynarodową szajkę przemytników ludzi w rodzaju Grupa Granica (jak twierdzi p. Emilia Kamińska)?

poniedziałek, 22 listopada 2021

A wszystko te czarne oczy, czyli rasizm w służbie mediów liberalno-lewicowych



Na forach migranckich wymieniane są ogłoszenia o nielegalnych szlakach migracyjnych, kontakty do przemytników, „bags”, czyli fałszywe historie pozwalające pozyskać status uchodźcy. A potem obrazki jak poniżej z podpisem „zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy.” Twitter, Klara Maria@ klarasoltan


Czy to nie słodkie dzieciątka? Najprawdopodobniej kurdyjskie, sądząc po rysach. Na tyle podobne do nas, że możemy się identyfikować, tylko te czarne, pełne ekspresji oczy wskazują na bliskowschodnie pochodzenie. Patrząc na śliczną zapłakaną dziewczynkę nie sposób się nie wzruszyć. Chłopczyk trochę za bardzo podobny do tego z filmu o pobudzaniu łzawienia dymem z papierosa, albo do proszącego - z własnej inicjatywy - białoruskich żołnierzy o pozwolenie na rzucanie kamieniami w polską straż graniczną. Gdyby nie ten drobiazg byłby równie ujmujący. Dziewczynka nas wzrusza, bo płacze - jest taka maleńka i delikatna, a chłopczyk bo nie płacze - jaki dzielny i rezolutny! 

Napisałam "nas", ale muszę uczciwie wyznać, że mnie nie. Dlaczego? Bo zbyt długo pracowałam w szkole i widziałam zbyt wiele małych monstrów w anielskiej powłoce. Wiem także, jak wprawne są dzieci w manipulowaniu dorosłymi. Płacz jest jednym z częściej używanych środków do osiągania pożądanych celów. Dzieci dobrze uciemiężone nie płaczą na zawołanie, do kamer. Są jak małe, płochliwe zwierzątka, za wszelką cenę unikające zwracania na siebie uwagi. Wiedzą, że świat jest niebezpieczny, więc lepiej pozostać niewidzialnym. 

Poza tym duże, czarne, ekspresyjne oczy uruchamiają we mnie alarm. Cztery ważne osoby w moim życiu - dwie kobiety i dwóch mężczyzn - miały takie właśnie piękne oczy. Kobiety uważałam za bliskie przyjaciółki, trochę za bardzo na wyrost, jak się potem okazało, a w mężczyznach byłam zakochana, z bardzo umiarkowaną wzajemnością (mówiąc oględnie).

Takie oczy, czy to podłużne i zielonkawe czy też ciemnobrązowe, w kształcie migdałów, stały się dla mnie symbolem nieporozumienia. Możemy sobie wyobrazić, że widzimy w nich, co chcemy: ciepło, uczucie, mądrość, poczucie humoru, po czym się okazuje, że nic takiego tam nie ma, że nie wiemy co właściwie tam jest i czy w ogóle cokolwiek jest.

Ktoś mi może zarzucić, że dokładnie to samo można powiedzieć o każdym innym kolorze oczu i będzie miał rację. Ja jednak upieram się, że typowe bliskowschodnie wielkie, czarne oczy o długich rzęsach lepiej nadają się do celów medialnych, choćby z tej przyczyny, że płacz nie odbiera im uroku, gdyż zaczerwienienie powiek jest stosunkowo mało widoczne. 

Patrzymy więc na te śliczne, egzotyczne istoty i wyobrażamy sobie kim są, co czują i współczujemy im z całych sił, a one tymczasem są kimś zupełnie innym i czują coś zupełnie innego, a nasze współczucie jest im całkowicie zbędne, chyba, że można go użyć do osiągnięcia konkretnego celu. Przy czym ten cel jest zawsze sprzeczny z naszym interesem, jakkolwiek rozumianym.

Twitter, Klara Maria @klarasoltan

Kolejna śliczna kurdyjska dziewczynka. Spokojnie można by wziąć ją za Europejkę gdyby nie te piękne  bliskowschodnie oczy, choć niebieskie. Czy wierzysz, czytelniku w jej chęć pójścia do szkoły? Muszę wyznać, że ja nie. Być może dlatego, że jestem złym człowiekiem, a być może dlatego, że wiem ile wspólnego z rzeczywistością maja ustawki dla mediów liberalno-lewicowych. Kurdyjska dziewczynka musi przecież chcieć się wyemancypować z patriarchalnego społeczeństwa, to jasne. Więc co robi? Ano to, co wszystkie  dzieci. Smaruje coś na kawałku papieru i stoi z tym tak długo, aż jej ktoś zrobi zdjęcie i opublikuje w mediach zachodnich.



Dla odmiany twarz mężczyzny w średnim wieku o wyraźnie semickich rysach - musi Arab z Syrii lub Iraku. Czy podbite oczy byłyby równie malownicze na jakiejś swojskiej, północnoeuropejskiej facjacie (podobnej do kartofla czy tez świńskiego ryja, jak zauważyła Kinga Dunin). Kogo wzruszałby posiniaczony kartofel o przekrwionych świńskich oczkach (trzymając się jej metafory). Ale  widok spostponowanego semity automatycznie uruchamia  skojarzenie z ofiarami wszystkich pogromów i holokaustu oczywiście. Parafrazując p. Barbarę Engelking można powiedzieć, że Europejczyk cierpi jak zwierzę, ale ból semity ma zawsze wymiar metafizyczny!


A na koniec o. Adam Świerżewski z franciszkańskiej parafii św. Maksymiliana Kolbe w Siedlcach. Czy słyszałeś czytelniku o jego śmierci 11.11.br na skutek pobicia. Człowiek wyszedł do parku Aleksandria i nie wrócił do klasztoru. Znaleziono go skatowanego i nieprzytomnego. Po kilku godzinach umarł w szpitalu. Miał 35 lat. Czy to nie jest wstrząsająca historia? Łakomy kąsek dla mediów ciągle głodnych sensacji i uwielbiających jeździć po emocjach? 
Nie słyszałeś o nim, a o czym słyszałeś? O dziwacznym evencie w Kaliszu, śmierdzącym  prowokacją na kilometr? A już na pewno o cierpieniach dzieciątek o pięknych czarnych oczętach, pełnych łez, na granicy białorusko-polskiej!


Wierni siedleckiej parafii we wzruszających słowach żegnają swojego kapłana. "Szok, niedowierzanie. Jezu, dziękujemy Ci za tego świętego kapłana", "Brak słów, by opisać tę stratę. W tak bestialski sposób odebrano życie. Odszedł wspaniały kapłan, człowiek o złotym sercu", "Nie do wiary, taki dobry człowiek, taka okrutna śmierć", "Boże czemu zabrałeś z ziemi tak wspaniałego Kapłana, który miał tak piękne serce" – czytamy w poruszających pożegnaniach.

Czytamy w artykule pt. "Zakonnik zapłacił życiem za spacer. W parku czaiła się śmierć" na stronie Faktu. No cóż, piękne serce nie jest tak medialne jak piękne oczy. Ksiądz katolicki i zakonnik budzi fatalne skojarzenia - wiadomo pedofil. Czy to nie te same media poświęciły lata pracy (a raczej szczucia), żeby takie skojarzenie zbudować w słabych głowach swoich odbiorców? Jak mają o tym teraz pisać? "Są już pierwsze efekty naszej nagonki na kler!" A może: "Nie wytrzymał. Mocna odpowiedź na skandale w Kościele!"

Co innego muzułmanie, to jak wiadomo ludzie krystalicznie czyści. Małżeństwa z ośmiolatkami to nie pedofilia, tylko odmienność kulturowa podobnie jak "zabawy seksualne" i gwałty zbiorowe na europejskich kobietach. "Biedni uchodźcy" słyszymy kiedy na ekranie widzimy agresywnych brodaczy z okrzykiem Allachu Akbar celujących kamieniami do naszych żołnierzy. "Książęta Orientu" pisze o nich rozmarzona Kinga Dunin w swoim felietonie-fantazji o integracji erotycznej na łamach Krytyki Politycznej. "Orientalna uroda to jednak coś innego niż karki z kartoflanymi nosami i ze świńskimi głowami na kiju". Jeśli to nie jest rasizm w czystej postaci, to co nim jest?











Drang nach Westen, czyli hidżra (hijra)

Migracja ludności bliskiego wschodu do Europy zachodniej w wielu aspektach przypomina kolonizację Ameryki. Najbardziej rzutcy, młodzi ludzie - bynajmniej nie ubodzy - sprzedają, co mają i ruszają  w drogę, aby "spełnić swoje marzenia". Są to głównie młodzi mężczyźni w wieku poborowym + nieliczne rodziny z dziećmi. Są bardzo dobrze przygotowani do swojej eskapady, wiedzą co mówić, żeby dostać azyl, nawet jeśli kraj, z którego pochodzą, jest uważany za bezpieczny.

„Dokonuj rzeczy niemożliwych, aby osiągnąć marzenie o Europie”. (Z migranckiego czata).  Twitter, Anna Klara @klarasoltan


Fora migranckie dostarczają im potrzebnych informacji o procedurach i podpowiedzi wersji wydarzeń, w którą europejskie jelenie uwierzą:

Zamieszczone na twitterze przez Klara Maria @klarasoltan

Bliskowchodni "pionierzy" są doskonale świadomi ryzyka, a jednak niektórzy z nich nie wahają się zabierać ze sobą małych dzieci, dokładnie tak samo jak Europejczycy zasiedlający Amerykę. Tutaj jednak podobieństwo się kończy, gdyż europejscy pionierzy na dzikim zachodzie, czy imigranci do USA  w XIX i XXw., byli przygotowani na ciężką pracę w nowym kraju. Ich marzeniem był dobrobyt wypracowany własnymi rękami, w środowisku sprzyjającym przedsiębiorczości i pracowitości.

Muzułmańska hidźra (hijra) to pozyskanie dla islamu nowych terytoriów przez pokojowe zasiedlenie. W przypadku Europy zachodniej elementem decydującym o atrakcyjności wybranego celu wędrówki ludów są zasiłki, w zupełności zaspokajające potrzeby bytowe przybyszów z bliskiego wschodu i Afryki. Ich marzenie o lepszym życiu to dobrobyt podarowany przez naiwnych niewiernych, na swoja własną zgubę. Biorąc pod uwagę dzietność przybyszów, łatwo przewidzieć, co stanie się ze starzejącymi się społeczeństwami Zachodu. Zostaną wymienione na młodych wyznawców proroka. I tu pojawia się problem: kto wtedy będzie pracować na ich dobrobyt. Chrześcijańskie narody wymrą śmiercią samobójczą, a razem z nimi etos pracy. 

Europa, zwłaszcza północna to nie bliski wschód. Tutaj trzeba się nieźle natrudzić, by wydrzeć ziemi umiarkowanie obfity plon. Ropa naftowa nie sika samoistnie. Wszystko wymaga systematycznego i dobrze zorganizowanego wysiłku: od uprawy i hodowli, przez budowanie domów i ogrzewanie ich zimą, do wydobywania surowców i produkcji potrzebnych dóbr. Bez ludzi wykonujących te czynności bogactwo zniknie. Europa stanie się nieprzyjaznym zimnym kontynentem, jakim była w starożytności.

Tymczasem jednak trwa radosne świętowanie: muzułmanie przy entuzjazmie mediów liberalno-lewicowych konsekwentnie i agresywnie przeprowadzają swoją hidżrę, a zachód - przy zachęcie i aplauzie tychże samych mediów - popełnia rytualne sepuku.

To dla nas ostrzeżenie jak (auto)destrukcyjne jest "chrześcijaństwo" bez Boga, jego lewacka karykatura zamieniająca głupca w głupca doskonałego. Współczucie, które usiłuje się w nas wzbudzić obrazkami dzieci o dużych czarnych oczach patrzących z każdego przystanku jest sprytną sztuczką oszustów - emocjonalnym szantażem, któremu nie wolno ulegać ani zwykłym obywatelom, ani - tym bardziej - ludziom sprawującym władzę.

Pod materiałami na temat migrantów w Internecie jednym z najczęstszych komentarzy jest pytanie: dlaczego ci wszyscy muzułmanie ciągną się do odległej Europy, kiedy maja w bezpośrednim sąsiedztwie bogate kraje arabskie, bliskie im religijnie i kulturowo? Czasem pytanie jest sformułowane inaczej: dlaczego te bogate kraje arabskie, zamiast przeznaczać miliardy na budowę meczetów w Europie (i łzawe reportaże z granicy telewizji Al Jazeera), nie przyjmą swoich współwyznawców rzekomo uciekających przed wojną i biedą? Ano właśnie dlatego, że to jest hidżra i muzułmanie na całym świecie to rozumieją, kibicują swoim dzielnym braciom i wspomagają ich: 

 Z migranckiego czata, twitter Anna Klara @klarasoltan

Jest mentalna przepaść między spojrzeniem tych zdeterminowanych ludzi na sens swoich działań, a naszym odbiorem ich sytuacji, czy są to kretyńskie, łzawe apele "aktywistów" czy ironia prawicy:

Wiersz migranta napisany w lesie pod granicą BLR-PL:
Zimna Europo, gdzie twoje morale?
Na próżno z procy w twoje serce walę;
Idąc bez celu, nie pilnując drogi,
Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;
Kasa przepadła, pilnują mnie z drona.
Kurtka od Bossa całkiem uświniona
 Wojciech Wenzel na Twitterze
Oglądałam wczoraj debatę na Wirtualnej Polsce, w której brali udział: Anna Maria Dyner - analityczka Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych, gen. broni rez. dr Mirosław Różański - prezes Fundacji Stratpoints, Wojciech Konończuk - wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, prof. Daniel Boćkowski - Instytut Socjologii, Uniwersytet w Białymstoku oraz dr Piotr Łukasiewicz - Polityka Insight, Collegium Civitas. Ludzie poważni, wypowiedzi kulturalne i merytoryczne, niektóre bardzo sensowne i przenikliwe, aż nagle w ostatniej rundzie pan Łukasiewicz, były żołnierz i ambasador w Afganistanie, jako receptę na przyszłość wydobył z siebie emocjonalny apel godny Mai Ostaszewskiej czy innej Jachiry. "Musimy coś zrobić, żeby na naszej wschodniej granicy nie ginęli ludzie!" - zakwilił ku zażenowaniu pozostałych gości. 

Dlaczego ludzie nie mogą ginąć akurat na wschodniej granicy ? Rozumiem, że na północnej i południowej byłoby im przyjemniej? A co z ludźmi w głębi kraju? Czy ich śmierć nie zasługuje na współczucie? To, że lesie, a nie w dużym mieście, jak staruszki rozjeżdżane na pasach  przez celebrytów, uniewinnianych przez rozgrzane sądy? Ale one nie mają tych dużych bliskowschodnich oczu, tak dobrze prezentujących się w zachodnich mediach! "Wkładki mięsne" ze sprywatyzowanych kamienic w Warszawie, wyrzucone na bruk, raczej przypominają ziemniaki niż książąt  i księżniczki orientu (nawiązując do eleganckiej metafory Kingi Dunin). Zakatowany na śmierć franciszkanin w parku Aleksandria w Siedlcach z jakichś tajemniczych względów też nie jest atrakcyjny medialnie...




niedziela, 21 listopada 2021

Miejsce dzieci nie jest w lesie, tylko... w niemieckim burdelu dla VIP-ów?

Znalazłam dziś na koncie p. Emilii Kamińskiej taki oto wpis
Emilia Kamińska
@EmiliaKaminska
Tak zwana "Grupa Granica" to współpracująca z Niemcami organizacja przemytników ludzi. Pozdrawiam serdecznie @GrupaGranica

Nie wiem czy to prawda czy nie, ale wyjaśniałoby zainteresowanie możnych tego świata i ich najemników ładunkiem dzieci z bliskiego wschodu kupionych lub porwanych od rodziców i porzuconych w lesie na terenie Białorusi przez dostawców, zniechęconych nieoczekiwanymi trudnościami na granicy z Polską. O tym zjawisku poinformował Rafał Otoka Frąckiewicz w swoim pitu pitu sprzed tygodnia. Mówiła o tym także Agnieszka Siewiereniuk, więc nie wiem czy oboje korzystali z jednego źródła, czy też jedno od drugiego.

Wiadomość jest bardzo prawdopodobna, bo ze zjawiskiem "dzieci bez opieki" przemieszczających się z falą migrantów mieliśmy do czynienia także w 2015 r. 

Jakkolwiek lasy na granicy białorusko-polskiej nie są szczególnie przyjaznym miejscem do mieszkania, zwłaszcza dla ludzi z bliskiego wschodu, to z całą pewnością są dla dzieci bezpieczniejsze niż niemiecki burdel dla VIP-ów. Co więcej śmierć z wyziębienia wydaje mi się - mimo wszystko - lepsza niż w wyniku "zużycia" przez zboczeńców czy przerobienia na narządy.

Jeżeli natomiast chodzi o dzieci zabrane na wycieczkę do Europy przez rodziców - notabene znających ryzyko z migranckich forów - to już zupełnie nie rozumiem jak ktokolwiek mógłby się wtrącać w ich sytuację. Migranci z Europy zasiedlając dowolny ląd np. Amerykę także brali ze sobą swoje dzieci, które dokładnie tak samo były narażone na śmierć, głód i nieznane choroby jak cała reszta kolonistów.

Dla arabskich rodziców dzieci nie są świętymi krowami. Opiekują się nimi w ramach swoich możliwości, ale też nie wahają się używać jako żywych tarcz, co dla Europejczyka jest trudne do pojęcia. Niezależnie od różnicy mentalności mam absolutną pewność, że miejsce dzieci jest z rodzicami, nawet jeśli owi rodzice są biedni, niezaradni lub podejmują głupie i niebezpieczne decyzje. Zawsze mają szansę się z nich wycofać, albo znaleźć jakieś wyjście...

Natomiast stosunek Europejczyków do dzieci to czysta schizofrenia. Z jednej strony nie wolno na nie krzyczeć, dać klapsa, a nawet mówić podniesionym głosem (o stawianiu jakichkolwiek wymagań nie wspominając) z drugiej można je mordować milionami w łonach matek, poddawać eutanazji pod jakimś idiotycznym pretekstem albo porywać z domu rodzinnego. Politycy europejscy z niewytłumaczalną uniżonością słuchają bredni niewychowanej gówniary (Grety Thunberg) i traktują je jak objawienie, ale los dzieci z Konga wydobywających kobalt potrzebny do produkcji elektronicznych gadżetów i baterii do "ekologicznych" pojazdów jest im całkowicie obojętny...

Dzieci tymczasem nie są ani świętymi krowami, ani żywymi tarczami, mięsem dla pedofili czy rezerwuarem części zamiennych. Do pełnoletności mają być pod opieką rodziców, nawet jeśli ta opieka pozostawia wiele do życzenia. Migranci na naszej wschodniej granicy nie budzą we mnie żadnych pozytywnych emocji, ale nigdy w życiu nie postulowałabym odbierania im dzieci czy dzielenia rodzin. To po prostu nie jest nasz problem, ani nasza kompetencja. 

Dlatego bardzo dziwi mnie demonstracja jakichś pogubionych pańć po polskiej stronie granicy. Czego one właściwie chcą? Kraść dzieci rodzicom? I co z nimi dalej robić? Marta Lempart z przyjaciółką wezmą na utrzymanie? A może uszczęśliwić je dzieciństwem w domu dziecka?

Nie dziwię się, że jakiś odleciany komuch typu Jeremy Cobryn demonstruje pod polską ambasadą w Londynie - nieszczęśnik ma słabe pojęcie o geografii, ale osoby wychowane w Polsce? Nic poza reprezentowaniem obcych interesów (prawdopodobnie odpłatnie) nie jest w stanie wyjaśnić tego zachowania.

P.S.

W Pradze  czeskiej tymczasem nikt nie ma problemu z dostrzeżeniem źródła problemu:

sobota, 20 listopada 2021

O migrantach bez emocji

Rafał Otoka-Frąckiewicz we wczorajszym pitu pitu twierdzi, że kluczowa dla chwilowej deeskalacji konfliktu na granicy była zapowiedź strony polskiej, że zamknie towarowy przejazd kolejowy w Kuźnicy, a nie telefon Merkel do Łukaszenki (czy też Łukaszenki do Merkel jak twierdzą inni). Takie rozwiązanie podpowiadał polskiemu rządowi Jacek Saryusz - Wolski na swoim twitterze od dawna. Mam wrażenie, że facet jest ogarnięty i ma dobre rozeznanie w temacie polityki zagranicznej. Zawsze usiłuję sobie wyobrazić, kogo strona polska mogłaby posadzić do negocjacji w dowolnej sprawie  np. z Ławrowem i mam problem... Może to jest odpowiedź....

"Odkryłam" na twitterze konto p. Klary Soltan (Klara Maria) świetnie zorientowanej w temacie migrantów, śledzącej ich fora internetowe, znającej język arabski i mentalność tych ludzi. Zamieściła m.in. taki oto poradnik dla starających się o azyl w Europie znaleziony na jednym z nich. Przez "bag" (znaczy worek) rozumiana jest wersja wydarzeń, której kandydat na azylanta ma się trzymać:



Wśród społeczności migrantów nikt nie kryje o co im chodzi, co dobrze obrazuje poniższa grafika:


Trochę wysiłku, czekania na granicy, popisów aktorstwa do kamery podstawionej przez użytecznych idiotów, opowiadania bzdur nierozgarniętym europejskim urzędnikom, a efekt wynagrodzi wszystko.

Na innym koncie twitterowym (Żelazna Logika, o ile dobrze pamiętam) znalazłam mapkę popularnych wśród migrantów szlaków do Niemiec, która napawa mnie umiarkowanym optymizmem:


Otoka-Frąckiewicz twierdzi, że ani straż graniczna, ani służba leśna, czyli ludzie znający teren od podszewki, nie spotkali rodziny, która straciła roczne dziecko (o której tyle ostatnio słyszeliśmy) i stawia uzasadnione pytanie, jak to jest możliwe, że celebryci i aktywiści przybywający z dużych ośrodków miejskich, oddalonych o setki kilometrów od wschodniej granicy, znajdują w krzakach osoby "przeoczone" przez wyżej wspomniane służby. Przecież ci "młodzi wykształceni z dużych ośrodków" nawet nie umieją poruszać się po lesie, sami zgubiliby się po 100 metrach. Nigdy nie dysponują żadnymi dowodami, że ich łzawe opowieści są prawdziwe. 

Odpowiedź nasuwa się sama: nie mają dowodów, bo sytuacje, o których opowiadają łamiącym się głosem, po prostu nie miały miejsca. Są zmyślone od początku do końca. Fundacje po prostu robią biznes, celebryci się lansują, jakimś migrantom rzeczywiście udaje się przedrzeć do Polski i uciec z niej na zachód (dwóm na 100 osób, jak podają ich fora), ale nigdzie na nich nie ma wzmianki o roli aktywistów w tym "sukcesie". Jeżeli  ktoś miał tylko 99,9 % pewności, że całe to "pomaganie" to hucpa, to może sobie ten jeden promil już odpuścić. To 100-procentowa hucpa. 

Potrzebujemy w polityce i mediach ludzi przytomnych i ogarniętych, a nie egzaltowanych pensjonarek płci obojga. Uczmy się rzeczowego tonu mówienia o migrantach z ich własnych forów. Tam są wyłącznie konkrety: jak dojechać, co ze sobą wziąć, jak rozmawiać z urzędnikami. Nie ma płaczu nad "cierpiącymi dziećmi" ani oburzania się na "nieludzkie traktowanie" ze strony straży granicznej. Ci ludzie znają ryzyko, a mimo to je podejmują. Duszaszczypatielnyje historie są odpowiedzią na zapotrzebowanie liberalno-lewicowych mediów. Ludzie wschodu mają dużą łatwość produkowania ich na użytek europejskich kretynów, którymi zapewne w głębi serca gardzą.