wtorek, 11 kwietnia 2023

Nieznośna względność oceny skandali seksualnych

Znalezione na twitterze (salon 24) - Dalajlama istruuje chłopca, żeby ssał jego język:


Warto zwrócić uwagę, że to jakaś oficjalna okazja - jest glośnik na pierwszym planie i fotografia prasowa, ergo nikt z obecnych nie uznał zachowania Dalajlamy za coś zdrożnego.

Na ile oceniać wiek chłopca? A samego Dalajlamy?
Jakby nie liczyć to nie młodzieniec z duszpasterstwa akademickiego, ani kleryk z seminarium.

Obstawiam, że media lewicowo -liberalne wytłumaczą to różnicami kulturowymi, jeśli w ogóle podejmą temat.

Tybetańscy mnisi - w tym tak zwani "wysoko zrealizowani mistrzowie" - na wystepach w Europie i USA spowodowali mnóstwo skandali seksualnych, o których pies z kulawą nogą nie słyszał. Ciekawa jestem dlaczego?

No cóż, były ojcze Marcinie Mogielski, obawiam się, że zmiana wyznania nie uchroni cię przed kontaktem ze złem. Nie mam na myśli nieprzyjemności czy zlośliwości, tylko zło zło.
Zresztą zawsze pouczałeś wiernych, że wszyscy zostaną zbawieni, choćby nawet tego nie chcieli. Nie ma więc różnicy kogo chędożą, macają lub liżą, czyż nie?

W twoim niebie ks. Dymer i jego podopieczni będą sie cieszyć swoim towarzystwem podobnie jak były o. Maliński i jego groupies? Czyż to nie rozkoszna wizja?

Wszyscy będą zbawieni, jeśli mają wiarę, nawet jeśli będą się
pławić sie w grzechach ciężkich 24 h na dobę, jak twierdził Luter, twoj nowy mistrz, czyż nie? 

A co jesli w swoim nowym kościele zetkniesz się z czymś podobnym? Do czego się odwołasz? A co jeśli teraz media lewicowo-liberalne nie będą zainteresowane tematem? Do kogo pójdziesz?

P.S.


Jakie to bylo łatwe do przewidzenia!!!



niedziela, 9 kwietnia 2023

Marcin Mogielski wreszcie się zdecydował

Na stronie dominikańskiej taki oto tekst:
Ze smutkiem informujemy, że nasz br. Marcin Mogielski w minionym tygodniu opuścił wrocławski klasztor. Szanujemy jego osobistą i poważna decyzję. Niezależnie od jego losów i kolejnych kroków na zawsze pozostanie naszym bratem. Modlimy się za niego i prosimy Was o modlitwę.
O sprawie dowiedziałam się z komentarza czytelnika pod poprzednim wpisem. I co? - ktoś zapyta. I nic - odpowiem. Po pierwsze nie szokuje mnie to wcale. Gdzieś na tym blogu są streszczone co najmniej dwa jego kazania (Św. Dominik przewraca sie w grobie z 9.06.2021 https://singletonreview.blogspot.com/2021/06/sw-dominik-przewraca-sie-w-grobie.html i O zepsutej niedzieli, czyli dominikanie przechodza na ciemną stronę mocy z 6.05.2018 https://singletonreview.blogspot.com/2018/05/o-zepsutej-niedzieli-czyli-dominikanie.html) i własciwie bylo dla mnie dziwne dlaczego ten niewierzący czlowiek udaje księdza katolickiego. Myślę, że dobrze sie stało, że postanowił zakończyć tę maskaradę, bo nie będzie wprowadzał ludzi w błąd.

Ktoś może sie oburzyć, że tak sie wyrażam o zakonniku, który przyczynil się do zdemaskowania Malińskiego, a wcześniej oskarżał ks. Dymera. Powiem tak: nawet jeśli jego zarzuty wobec ks. Dymera i o.Malińskiego były w 100% prawdziwe, a intencje krystalicznie czyste, to jak teraz wygląda ta sprawa po jego odejściu? Ta jedna decyzja pozbawila ją wszelkiej wiarygodności, niestety...

Bracia dominikanie pogrążeni w smutku, a może powinni pogrążyć się w refleksji kogo promują i czynią swoją twarzą...

Pisałam poprzednio o rekolekcjach głoszonych przez młodego paulina, o. Piotra. Były naprawdę dobre i skłaniajace do refleksji. Kościół Bożego Ciała przy Świdnickiej jest równie pojemny jak kościół Św. Wojciech na pl. Dominikańskim i równie dobrze położony. Wypelniony był może w połowie, albo nawet nie... Dlaczego? Bo młody zakonnik nie jest obiektem kultu jednostek "przyciągajacych młodzież do Kościoła" praktykowanego od dekad w zakonie kaznodziejskim.

Tylko to nie jest przyciąganie "do Kościoła" tylko dominkańskiego kółka wzajemnej adoracji. "Przyciągnięci " podlegają ścisłej selekcji według kryteriów, których nie znam, ale się domyślam... Nie będę o swoich domysłach pisać w pierwszy dzień świąt.

P.S.
Tomasz Terlikowski na Onecie wysmażył laurkę dla Mogielskiego, zasłużonego w ujawnianiu skandali seksualnych,  w stylu "Dzielny wojowniku, rozumiem twoją decyzję!"

Troska o skrzywdzonych piękną rzeczą jest, ale red. Terlikowski nie słyszał kazań Mogielskiego, które ja słyszałam. To nie była katolicka nauka. Zresztą sam Mogielski wyznał na twitterze, że w kościele luterańskim czuje sie nareszcie w domu...

Dlaczego czuje sie w domu? Czy są tam same anioły i nie ma skrzywdzonych? Moja odpowiedź brzmi: bo nie musi udawać, że w coś wierzy. Myślę, że luteranizm to tylko etap przejściowy na drodze do stania sie świeckim aktywistą - agnostykiem albo zgoła ateistą.

Terlikowski twierdzi ostatnio, że skrzywdzeni są wszędzie, więc kilka osób jak Łukasz Warzecha czy o.Dariusz Kowalczyk SJ odpowiedziało mu, że nie znają nikogo takiego...O. Kowalczyk został ministrantem w wieku 5 lat, przeszedł przez jezuickie seminarium, ileś dekad życia w zakonie, był prowincjałem, a obecnie wyklada w Rzymie. Czy kłamie?

Nie sądzę. Myślę, że seksualni drapieżcy molestują tylko osoby, u których widzą jakiś odzew na swoje awanse. Jakiś subtelny sygnał, być moze wysyłany nieświadomie...Tu przypomnam sobie mężczyzn, którzy usilowali mnie uwieść, ale wobec zupelnego niezrozumienia  z mojej strony, o co im chodzi, nie byli w stanie... 

Wydaje mi się możliwe, że jeśli ktoś, jako dziecko, doświadczał bliskości wyłącznie podczas czynności seksualnych ze strony rodzica/opiekuna, to może podświadomie taki sygnał wysyłać i reagować na dotyk w sposób, który go predestynuje do roli ofiary... Jest więc możliwe, że większość osób nigdy się z takim problemem nie zetknęła i go nie rozumie.

Ponadto niepokoi mnie przypadek Lisińskiego - oszusta wylansowanego przez szemranego Holendra Ekke Overbeeka -  i jak cyrk obwoźny prezentowanego we wszystkich "odważnych" materiałach medialnyh, a na koniec zawiezionego przez wdowę Diduszko i poslankę Szajbus-Wielgi do Watykanu. Jeśli więc skrzywdzeni są wszędzie, to dlaczego lansować oszusta? Dlaczego to oszust zakłada fundację? Przecież powinno być tysiące osób lepiej nadających się do takiego celu.

Dlaczego obcy agent wpływu, wynajęty do rozwalania wspólnoty i wszystkiego, co ją spaja, kreuje oszusta na męczennika? Przecież to musi wyjść na jaw? Nasuwa się prosta odpowiedź - nie znalazł nikogo innego!




czwartek, 6 kwietnia 2023

O nieoczekiwanych rekolekcjach o. Piotra OSPPE

Wielki Czwartek wieczorem, a ja zamiast w kościele siedzę w domu, gdyż zmogło mnie zapalenie zatok, czyli "moja choroba". Nie tak miało być! Ale skoro już tak siedzę, to napiszę o niespodziewanych rekolekcjach w kościele Bożego Ciała.

Rekolekcje głosił ojciec Piotr (nie pamietam nazwiska) OSPPE, znaczy paulin. To nawiedzony, ascetyczny młodzieniec pozbawiony kokieterii, jak mi sie wydaje. Pojawil się na mszy niedzielnej i zaprezentował zajawkę. Nawiązując do wskrzeszenia Łazarza zapewnił nas, że Pan Jezus przychodzi, aby nas wszystkich powyciągać z grobów, czymkolwiek one są, a może raczej wskrzesić, co pochowaliśmy lub co w nas umarło. Nawet jeśli modlimy się o coś wiele miesięcy albo wiele lat  i nic, to teraz.... nie pamiętam co. Cokolwiek to było, zaciekawiło mnie. Nawet w nocy nie spałam myśląc co właściwie Pan Jezus chce we mnie wskrzesić i czy ja aby tego chce. Faktem jest, że będąc umarlym nie czuje się bólu, nie ma się męczacych pragnień, których nie da sie zaspokoić, ani tęsknot za tym czego nie ma lub jest gdzie indziej...

Czy ja naprawdę chce znowu tak męczyć jak wtedy, kiedy bylam żywa (znaczy młoda i pelna nadziei)? Musialam sobie uczciwie odpowiedzieć w moim czarnym serduszku, że nie! No chyba, że w tym zmartwychwstaniu chodzi o metamorfozę podobną do motyla... Może owo młode ja, pełne nadziei to stadium larwalne czlowieka, które po prostu MUSI obumrzeć, przeksztalcić się w poczwarkę... W kokonie poczwarki wszystko ulega całkowitej desintegracji i powstaje coś zupelnie innego, po czym nowa, dojrzała postać może rozwinąć skrzydła! Taka wizja mogłaby być pociągajaca, ale nie wiem czy o to chodziło o. Piotrowi OSPPE.

Poszłam więc w mroźny poniedziałkowy wieczór po kolejną porcję nauk, a tu zaskok! O tym, czym moglobybyć to zapowiedziane zmartwychwstanie ani słowa! Natomiast pojawił się temat szczęścia. Szczęście wszyscy dostaliśmy dokładnie w takim życiu jakie mamy... Skąd więc frustracja, niezadowolenie itp? Ano wyjaśnil to Ewagriusz z Pontu, ojciec pustyni. Otóż przychodzi demon smutku i mówi nam, że nie jesteśmy szczęśliwi, a bylibyśmy dopiero, gdyby... Gdyby są różne w zależności od osoby, ale zasada jest ta sama.

Czuję intuicyjnie, że to prawda, jednak nie mogę uwolnić sie od kilku zastrzeżeń. Po pierwsze rolę demona smutku pełnią w naszym życiu inni ludzie, których słowa i zachowanie zabija nasze wrodzone, dane nam od Boga, szczęście...

Pamiętam powieść anglielskiej autorki, ktorej nazwiska (ani tytułu jej dzieła) nie pomnę, o dziewczynce doskonale szczęśliwej mimo nieszczególnych okoliczności życia, której sielanka kończy sie wraz z przyjazdem kuzynki z miasta. Kuzynka jest śliczna, dobrze ubrana,wredna, kłamliwa, pospolita i pozbawiona wyobraźni... Bohaterka dowiaduje się o sobie, że jest nieładna, krępa i źle ubrana, a jej niezwykła wyobraźnia i inteligencja są czymś śmiesznym albo wrecz kompromitującym podobnie jak jej prostolinijność...

Wiele lat upłynie zanim bohaterka przezwycięży skutki spotkania z kuzynką, powróci do stanu szczęścia w zmienionych okolicznościach i opisze tę historię z pozycji dojrzałej, spełnionej kobiety...

To także jest prawda, którą potwierdza moje doświadczenie. Bylibyśmy szczęsliwi, gdyby nie inni ludzie!!! Demon smutku włazi do naszego życia przez nich... Jest jeszcze gorzej - nauki, ktore slyszymy w kościele także otwieraja dostęp demonowi smutku... Dlaczego młode kobiety są tak głęboko nieszczęśliwe, kiedy nie znajdują odpowiedniego mężczyzny? Czy chodzi tylko o milość, za którą tęsknią? Z pewnością nie! A w każdym razie nie tylko...

Zastanawiam sie czy w ogóle myślałyby o tym, gdyby nie demon smutku ustami księdza pouczal je z ambony jakie powinny mieć powołanie, podczas gdy Pan Bóg działajacy w ich życiu ma ewidentnie inne zdanie na ten temat. Przecież, gdyby nie zewnętrzny nacisk paskudne traktowanie ze strony innych ludzi, w tym rodziny i przedstawicieli Kościoła, te kobiety byłyby DOSKONALE SZCZĘŚLIWE!!!

Więc jak ojcze Piotrze, młody asceto, jeśli jakaś osoba nie znajduje męża, żony, pracy, czy czegokolwiek innego z rzeczy uznanych za istotne to znaczy, że tak ma być, a chęć zmiany jest dziełem demona smutku? Nauki Ewagriusza z Pontu przeznaczone byly dla eremitów...

Czy zwolnieni jestesmy tym samym z poszukiwania? A jeśli to nie demon smutku, tylko zdrowa cześć nas chce wyrwać się z chorego układu albo znaleźć swoje miejsce? To pytanie może zwieść na manowce... Znam ileś historii ludzi, w tym swoją własną, kiedy ktoś chcąc poprawić swoją sytuację, systematycznie i nieodwracalnie ją pogarszał... I dopiero po tym można poznać działanie demona smutku czy jak go zwał...

Poruszona do głębi wybrałam sie w mroźny wtorkowy wieczór po kolejną porcję nauk i dowiedziałam się, że wlasnie owo niezadowolenie z życia takiego, jakie mamy jest początkiem każdego grzechu... Co gorsza karmiąc się tym, co proponuje świat nie jesteśmy zdolni do zycia duchowego. Na mszy czy adoracji sprawy dnia codziennego i wszystko to, czym sie karmimy stoi między nami a Bogiem jak niewidzialny mur...

Wracajac do domu widziałam tzw paradę planet na marcowym niebie nad Wrocławiem. W środę bylo o remedium na demona smutku i grzech, ale z żalem stwierdzam, że zupełnie nie pamiętam co to miałoby być... Widocznie mnie nie przekonało. Zapewne chodzilo o swiadomą decyzję, żeby nie iść w to, o czym wiemy, że jest pokusą... Może nie uważałam, gdyż w pracy dowiedzialam się o przeniesieniu do innego zadania i byłam tym zaniepokojona na wielu poziomach... W czwartek dopadla mnie migrena trzydniówka i zwolnilam tempo w pracy, gdyż miałam poczucie, że jestem karana za wydajność. W sobotę i niedziele palmową moje zatoki oraz sąsiedzi z góry dostali pierdolca, więc w poniedziałek musiałam iść do lekarza. Wracając trafilam do spowiedzi do wyżej wymienionego o. Piotra i bardzo sie rozczarowałam. Mam oczywiście na myśli element ludzki, bo sakrament to sakrament. 

Tak czy siak rekolekcje były na tyle dobre, że bylam na całych, co nie zdarzylo mi się od wielu, wielu lat...





niedziela, 26 marca 2023

Między ruskim mirem, a lewackim szaleństwem

Na początku wojny na Ukrainie znalazłam na YouTube kanał Andromeda prowadzony przez młodą kobietę, która analizuje ruską propagandę i ruski punkt widzenia  zamieszczając przy okazji długie wypowiedzi propagandystów, ekspertów i tzw "turbopatriotów". Jest to na ogół bardzo ciekawe i podnoszące na duchu. 

Wczoraj słuchałam niejakiego Girkina z donieckiej, a może ługańskiej, samozwańczej republiki, który generalnie, jak wielu jemu podobnych, uważa, że ruskie dowództwo składa sie z samych kretynów i zdrajców. Na ostatnim nagraniu zwrócił się do Putina, żeby się już zamknął, jak ma opowiadać takie kawałki jak ostatnio. Powiedzial coś też o końcu Kadafiego z kołkiem w tylku, o czym nie wiedziałam. Chodziło mu o to, że taki koniec może też spotkać Putina, jesli wojnę przegra.

Najlepsza jednak byla odpowiedź na pytanie jednego ze słuchaczy - jaka będzie reakcja Rosji na wkroczenie Polaków na zachodnią Ukrainę. Girkin wzruszyl tylko ramionami i zadał retoryczne pytanie - jaka ma być, skoro ruskim nie udało sie utrzymać linii Dniepru? W końcu stwierdził, że zareagować mogliby najwyżej sami Ukraińcy, bo ruscy nie bedą mogli nic zrobić.

I w takiej sytuacji desperacji ruskich, Amerykanie sami dostarczają im amunicji w formie wymuszania  promocji zboczeń na swoich wschodnich sojusznikach. Ukraina walcząca o życie musi sie na to gówno godzić, a Białoruś, gdzie sympatia dla walczących sasiadów jest duża, przygląda sie i kalkuje. Co jest lepsze - połknięcie przez ruskich czy lewackie szaleństwo. Beznadzieja ruskiego miru czy kolonizacja przez zachód połączona z deprawacją i genderowo-klimatycznym obłędem?

My też jestesmy w takim położeniu - między ruską Scyllą dziką, prymitywną i brudną, a zachodnią Charybdą wyrafinowaną, przebiegłą i obrzydliwą. Między dwoma diabłami: ruskim niższego rzędu - w rzeźnickim okrwawionym fartuchu - a zachodnim z wyższej półki, który zniewala umysł i sprawia, że ofiary z własnej woli mu sie poddają.

Na Ukrainie giną ludzie w domach rozwalonych rakietami. Widzimy zabite i okaleczone ofiary cywilne, w tym dzieci szczegolnie eksponowane przez ukraińską propagandę. W Stanach natomiast dzieci dobrze ubrane i odżywione, prowadzone są przez wlasnych rąbniętych rodziców na "drag hour" do lokalnej biblioteki, gdzie zboczony mężczyzna przebrany za karykaturę kobiety wykonuje ruchy kopulacyjne w tzw. tańcu i zachęca maluchy do głaskanie swego przyrodzenia. 

Na Ukrainie nastoletnie dziewczęta są gwalcone zbiorowo, po czym często zabijane, a na zachodzie same z własnej woli, często przy aprobacie rodziny, obcinaja zdrowe piersi i poddają sie kuracji hormonalnej, na zawsze pozbawiając się zdolności do rodzenia dzieci...

Do ruskiej armii wcielani są kryminaliści - recydywiści wszelkiej maści, co jest horrorem dla ludności cywilnej, a na wyspach Brytyjskich i w USA gwałcicieli zamyka sie do więzień dla kobiet, które nie maja możliwości przed nimi uciec...

Taki mamy wybór. Musimy najpierw odbudować wspólnotę. Do tego potrzebny jest cud albo nieszczęście, ale wtedy może być za późno... Jedyne, co mi przychodzi do głowy to modlitwa. Wytrwala modlitwa wielu...

P.S.

Widzialam uliczny sondaż - chyba w Mińsku - robiony przez ruskiego youtubera. Zaczepiał ludzi w róznym wieku, w tym sporo młodzieży. Nie wiem na ile reprezentatywny byl to obraz, ale prawie wszyscy młodzi ludzie wydawali mi się normalni, nie zepsuci, niektórzy lekko nieśmiali. Dokladnie tak wygladało moje pokolenie w okolicach 18-20 roku życia.... Żadnych tatuaży, kolczyków w nosie i kolorowych kłaków, żadnej wulgarności i arogancji tak typowej dla młodych ludzi na zachodzie i u nas. Żadnych cholernych rowerów na ulicach, hulajnóg i tym podobnych atrakcji....

Zachód zwariował i wręcza tym ludziom broń przeciw sobie. Wystarczy jedno nagranie z tzw. gay pride, żeby się porzygali sprzed ekranami, a są przecież lepsze kawałki dostepne w internecie...

Boże, miej nas w swojej opiece! Dlaczego te diably walczą ze sobą? Czyż nie są z jednej stajni? A może jest tak jak widzial to Tolkien, że one nie są zdolne do zgody, mimo, że służą temu samemu panu? 



niedziela, 12 marca 2023

Kto pedofilią wojuje, od pedofilii ginie, na marginesie medialnej nawalanki

Nie mam już zupełnie ochoty komentować bieżącej nawalanki. Po pierwsze, Ziemkiewicz (Tonący trumienki się chwycił) i Lisicki (Bielmo czy wściekły atak? Jan Paweł II i kard. Sapieha w ogniu oskarżeń - w rozmowie z Górnym i Kratiukiem) zrobili o to o wiele lepiej niż ja byłabym kiedykolwiek w stanie, a po drugie nie będę marnować swoich emocji na gry wywoływane przez obce służby, których intencje z całą pewnością nie są dobre.

Żeby nie być gołosłowną, cytuję z portalu Tysol.pl (Burza w Niemczech...):
Rząd RFN i podległe mu organy federalne w ciągu ostatnich pięciu lat wypłaciły dziennikarzom około 1,5 mln euro za – jak to określono – moderację, teksty, redagowanie, szkolenia, wykłady i inne wydarzenia. W sprawę zamieszanych jest 200 dziennikarzy, którzy każdego dnia dostarczają niemieckiej opinii publicznej informacje. 

Z odpowiedzi obecnego rządu federalnego wynika, że około 900 tys. euro trafiło do dziennikarzy nadawców publicznych, a około 600 tys. euro do pracowników mediów prywatnych. "Lista podobno nie obejmuje kwot wypłacanych dziennikarzom przez Federalną Służbę Wywiadowczą. Jako powód podano dobro państwa" - pisze portal stacji Deutschlandfunk.Chodzi o 200 dziennikarzy z czołowych niemieckich mediów

Według portalu informacyjnego t-online chodzi w sumie o 200 dziennikarzy. Część była zatrudniona przez gazety "Spiegel", "Zeit", "Tagesspiegel" i inne media prywatne, ale około 120 beneficjentów pracowało dla nadawców publicznych, takich jak ARD, ZDF, WDR i rbb (...)"

Teraz drogi czytelniku, przypatrz sie uważnie wyróżnionej kolorem informacji i osadź w kontekscie polskiej nawalanki medialnej.. Czy Twoim zdaniem Federalna Służba Wywiadowcza (BND) płaci dziennikarzom tylko w Niemczech, a poza granicami już nie? A slużby wywiadowcze innych państw to jakieś gorsze? Na pewno nie:



Jest niby jakaś reakcja, ale znając polskich sędziów czarno widzę:


Tymczasem Agora zorientowała się, że jej akcja były nieco przedwczesna, albo timing zły:


Ale najlepszy news tego tygodnia to wymiana tweetów między papieżem, który napisał:

“#socialjustice demands that we fight against the causes of poverty: inequality and the lack of labour, land, and lodging; against those who deny social and labour rights; and against the culture that leads to taking away the dignity of others.”

.... a Jordanem Petersonem, który odpowiedział:

“There is nothing Christian about #socialjustice. Redemptive salvation is a matter of the individual soul.”

Kiedy Duch Św, mówi raczej przez profesora- agnostyka, niż następcę św. Piotra!!! 

P.S.

W międzyczasie znalazłam na tweeterze (konto NZG) bardzo trafny komentarz graficzny na temat odpowiedzialności za samobójczą śmierć syna znanej posłanki:




niedziela, 5 marca 2023

Częstochowskie dziady proszalne (wzdłuż ścieżki rowerowej).

Byłam w ostatni weekend lutego na rekolekcjach w Częstochowie. Zatrzymałam się w Hotelu Weneckim (okolice dawnego getta), dzięki czemu dwa razy dziennie przemierzałam prawie całą długość Alei Najświętszej Marii Panny na Jasną Górę i spowrotem. To, co na niej zobaczyłam, dość mocno mną wstrząsnęło. Myślę, że wielu ludzi zgodzi się ze mną, że miasto Częstochowa jest tylko zapleczem Jasnej Góry, dodatkiem do niej i tej alei przecinajacej miasto, którą od wieków pielgrzymi podchodzili pod mury klasztoru. 

Wiem jakie lewactwo ma wpływy w samorządach miejskich, zwłaszcza rządzonych przez lewicę, ale i tak zamienienie najsławniejszego szlaku pielgrzymiego w Polsce na ścieżkę rowerową mocno mnie zaszokowało.....


Aleja zaczyna się (lub kończy w zależności od kierunku marszu) pięknym, zabytkowym kościołem św. Zygmunta.


Przed nim wielki krzyż oparty o ziemię poprzecznym ramieniem i pomnik Jana Pawła II w podeszłym wieku, jako pielgrzyma zdążajacego na Jasną Górę.



A co dalej? Ano pomnik wystawiony rowerzystom! Coś w rodzaju osławionych pomników wdzięczności armii czerwonej. Rowerzyści bowiem jeżdżą z błogosławieństwem władz samym środkiem tej niezwykłej alei, krórej znaczenie i sens urbanistyczny jest dla każdego jasny. Miasto dziękuje tym zagubionym indywiduom za utrudnianie i zakłócanie najpiękniejszego odcinka pielgrzymki na Jasną Górę.




Przeczytajcie sobie, drodzy czytelnicy, ten lewacki bełkot sami, bo szkoda moich oczu!


Dalej miasto postanowiło obsadzić szlak pielgrzymi świeckimi świętymi jako przeciwwagę, czy raczej konkurencję, dla oczywistej wymowy klasztoru i jego otoczenia. Pierwszy w kolejności pomnik-ławeczka zasłużonego lekarza, którego nazwiska nie pamiętam.


Pomnik sam w sobie nie najgorszy, a w każdym razie dużo lepszy niż to, co nas czeka. Kiedyś stawiano lekarzom pomniki przed szpitalami/klinikami, w których pracowali, dziś muszą siedzieć na ławeczkach przy szlaku na Jasną Górę jak, nie przymierzając, dziady proszalne. No nic, idziemy dalej...



Następna z częstochowskiej kolekcji dziadów, czy raczej bab, proszalnych, poetka Halina Poświatowska (o ile dobrze pamiętam), z kotem oczywiście.


A po przeciwnej stronie Marek Perepeczko z pokaźnym brzuchem, tak jak wyglądał pod koniec życia, jako dyrektor miejscowego teatru.
Z całym szacunkiem dla tej instytucji, ale moje pokolenie zapamiętało Perepeczkę jako Janosika i być może on sam chciałby być tak zapamiętany - u szczytu swej kariery i atrakcyjności fizycznej.
Czy chciał zostać częstochowskim dziadem proszalnym? Czy ktoś go o to zapytał? Czy chciał konkurować z Matką Boską Częstochowską? Instynkt aktora by mu to odradził!!!



Dalej obowiązkowa fontanna bez cembrowiny, żeby bylo nowocześnie, z jakże oryginalną dekoracją rzeźbiarską - dziewczynką z gołębiami. Zastanawiam się, czy w kategorii "oryginalny" pomnik/rzeźba miejska zwyciężyłyby wrzechobecne ławeczki czy fontanny z ptakami i dziećmi.

Dużo pisalam o wątpliwej sensowności pozbawiania pomników cokołu w swojej pracy doktorskiej, która tak bardzo zbrzydzila profesora Dobesza, że ze łzami w oczach apelowal do komisji, aby mnie uwaliła. Nie będę więc tu powtarzać tego wywodu, może kiedyś wrzucę co smakowitsze fragmenty na bloga.

Oceń sam, czytelniku, tą uroczą spontaniczność postaci z brązu , a zwłaszcza jej uśmiech (chciałoby się powiedzieć tężcowy) oraz przestrzenny (i każdy inny) sens takiej lokalizacji!






Na koniec dokonanie artystyczne, przy którym poprzednie dziady proszalne wysiadają - Piotr Machalica. Widzę, że zdjęcia nie oddają sprawiedliwości temu dziełu. Wyjaśnię więc, że skala jest większa, ok. 1,5 do 2 razy wielkości człowieka, co uczyniło figurę za ciężką dla drewnianej ławki i trzeba było wykonać brązową, ale jak widać w Częstochowie nie mają problemu z tym szlachetnym materiałem. Wierz mi czytelniku, to jest coś monstrualnego, karykatura po prostu! Jeśli mi nie wierzysz pojedź sobie sam i zobacz na własne oczy!

Na końcu alei niewielka tabliczka, której już nie sfotografowałam, że tu kończy się szlak rowerowy! Taki jest sens tej alei - ponad dwa kilometry trasy rowerowej nie wiedzieć czemu zakończonej po obu stronach kompleksami budowli sakralnych i przyozdobionej (też nie wiedzieć czemu) pomnikami miejscowych znakomitości!

Dobrze, spójrzmy z punktu widzenia komucha/lewaka - to po prostu najbardziej reprezentacyjna aleja miasta. Tak? To niech mi ktoś wyjaśni, do k..wy nędzy, jaki jest sens zamieniania reprezentacyjnych ulic na ścieżki rowerowe!!!

Jest tylko jedno wyjaśnienie - roweryzm (jak już wcześniej pisałam na tym blogu) to konkurencyjna wobec chrześcijaństwa religia. Trasa pielgrzymki zamieniona na para-liturgiczne jeżdżenie rowerem środkiem alei wtę i wewtę.

Dla porównania rzeźby pozostajace w związku z funkcją architektury, w której bliskości się znalazły:




Pomnik prymasa Wyszyńskiego klęczacego pod murami Jasnej Góry.


Posąg św. Rocha (o ile dobrze pamiętam) z końca XVIIIw.




Dwie stacje drogi krzyżowej, którą można odprawiać z wałów wokół klasztoru.

Drodzy lewacy, czy wam się to podoba czy nie, żadna atrakcja turystyczna nie jest większym magnesem dla turystów, niż miejsce cudami słynące. Módlcie się więc do Marksa i Lenina, żeby klasztor jasnogórski takiej sławy dalej zażywał, bo kiedy to się skończy miasto Częstochowa zamieni się w kupę gruzów zamieszkałą przez indywidua, które teraz zaczepiają pielgrzymów pod Jasną Górą. Nie ważne ile ścieżek rowerowych zrobicie, nie ważne ile ławeczek z celebrytami, których sława nie przetrwala ich śmierci, postawicie na poboczach, bez Jasnej Góry Częstochowy nie ma. Szlak Orlich Gniazd też was nie uratuje!!! 




sobota, 18 lutego 2023

Rodowód krwi, czyli wrogie przejęcie marki

Na temat serialu netflixa Wiedźmin, rodowód krwi, którego nie ogladałam i nie zamierzam, mam swoją teorię. Jest to po prostu wrogie przejęcie, celem skompromitowania i ośmieszenia marki. 

W dużej mierze dzięki grom, Sapkowski się przebil i zaistniał dla czytelników na całym świecie. Niezaleznie od tego, co ja sądzę o jego prozie, to jest to jakiś sukces literatury, a zatem kultury polskiej, promocja naszego kraju i regionu jako źrodła folkloru, który dzięki swej nowości dla czytelników na zachodzie i w USA, może być bardzo atrakcyjny.

Zaczynam podejrzewać, że istnieje jakaś loża masońska, której głównym zadaniem jest kompromitowanie Polski, jej historii i kultury. Nawet sukces lewicującego pisarza fantasy i takichż twórców gier komputerowych jest dla niej nie do zniesienia.

Nie sposób inaczej wytłumaczyć działalności tzw showrunnerki Lauren Schmidt Hissrich i jej zespołu scenarzystów. Nie jest możliwe, żeby Netflix nie zdawal sobie sprawy, że zarzyna kurę znoszącoą złote jajka. Moim zdaniem to właśnie było celem całej imprezy i Sapkowski, napalony na kasę, podpisal cyrograf, wyrok śmierci na swoje literackie dziecko. Może sądzi, że dzięki temu ludzie tym chętniej chwycą za książki. Nie wiem czy to tak działa.

Od pewnego czasu zauważam, że oglądanie recenzji na YouTube jest o wiele ciekawsze niż samych filmów, które są ich obiektem. Szczególnie polecam komentarz do wyżej wymienionego serialu autorstwa HeelvsBabyface (https://youtu.be/3QhXaSNXs80). Uśmiałam się do łez. Gruby, łysy facet z mikrofonem i poczuciem humoru dostarczył mi o wiele bardziej wyrafinowanej rozrywki niż produkcje, na które zmarnowano miliony dolarów, ale nie zadbano o sensowny scenariusz. No własnie, nie zadbano czy zadbano, aby byl totalną klapą? Obawiam się, że to drugie. Ktoś może mnie wyśmiać jako paranoiczkę, ale ja wierzę bardziej swojej intuicji niż czemukolwiek innemu.