Małgorzata Musierowicz jest dla mnie zjawiskiem fascynującym. Nie wiem ile procent jej czytelników to młodzież, gdybym miała zgadywać to pewnie ok. 15-20, no góra 30. Podejrzewam, że głównie jest czytana przez dorosłych, a ścisłej mówiąc dorosłe kobiety, spora ich ilość po kryzysie wieku średniego. Sama dołączyłam do klubu mocno po 30 i za każdym nowym tomem "Jeżycjady" przeżywam na nowo irytację na autorkę i zadziwienie nad fenomenem jej popularności.
Właściwie trudno określić gatunek literacki, jaki uprawia, najbliżej chyba ma do romansu fantastyczno-przygodowego dla niepoznaki przebranego za realistyczną powieść dla młodzieży. Warstwa realistyczna ogranicza się do kostiumu, scenografii, gadżetów, kulinariów czy aluzji do debaty publicznej, mediów i polityki. Reszta to wszystko świat fantastyczny, czysto życzeniowy, pozbawiony jakiejkolwiek trafnej obserwacji na temat relacji między ludźmi czy funkcjonowanie jednostek w grupie itp. Sztuczne jest tam wszystko począwszy od języka, zwłaszcza dialogów poprzez bohaterów, ich relacji, do akcji pełnej nieprawdopodobnych nagromadzeń zbiegów okoliczności powtarzanych w każdym tomie.
Nie chce mi się wymieniać wszystkiego, co mnie tam irytuje - najbardziej chyba powtarzająca się ewidentna dysfunkcja rodziny, gdzie dorośli są nierozgarnięci, nieporadni życiowo, roztargnieni w stopniu mocno patologicznym i tym samym, chcąc nie chcąc, zmuszają dzieci do podjęcia roli rodziców (dla własnych rodziców), zbawców i dobroczyńców ludzkości. Takie sytuacje w życiu się oczywiście zdarzają (tzn. odwrócenie ról w rodzinie), ale młodociane Atlasy i Kariatydy na tym doświadczeniu dobrze nie wychodzą, wbrew temu, co zdaje się sugerować p. Musierowicz.
Chyba zresztą jej ambicją nie jest opowiadanie o świecie, który jest, ale takim, jaki - jej zdaniem - powinien być. Trochę mi to przypomina denerwujące filmy o świętych, których twórcy ze świętością się nigdy nie zetknęli i wyobrażają ją sobie w dość naiwny i teatralny sposób. Tak czy siak dobro (a raczej jego karykatura) jest wynagrodzone, a zło ukarane i to jest zapewne główne oczekiwanie czytelniczek. Te dojrzalsze, a zwłaszcza te po kryzysie wieku średniego, wiedzą z doświadczenia, że niekoniecznie tak jest, ale chcą, choć przez chwilę, znaleźć się w świecie, gdzie ta jakże słuszna zasada działa. W tym świecie zdarzają się miłości od pierwszego wejrzenia i natychmiastowe zaręczyny, spektakularne pojednania i największe wyobrażalne stężenie kochających się, szczęśliwych rodzin, wszystkich spokrewnionych lub zaprzyjaźnionych ze sobą.
Wyznam szczerze, że nie zachwycając się jej prozą, zazdroszczę autorce sukcesu. Wyobrażam sobie, że jest w jakimś sensie wierna sobie i to trafia do jej fanów. Kupują po prostu kolejną Musierowicz z kolejną dawką jej sztucznego świata, nieznośnej maniery języka, nachalnego dydaktyzmu, nieprawdopodobnych przypadków i spokrewnionych ze sobą bohaterów, z których każdy znajduje szczęście (w miłości).
Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
środa, 19 listopada 2014
niedziela, 16 listopada 2014
Jeszcze o kastach i Eddzie Poetyckiej
W Eddzie Poetyckiej jest pieśń o stworzeniu ludzi (Rigsthula), a właściwie o rozmnożeniu i zorganizowaniu w zhierarchizowane społeczeństwo.
Oto jeden z Asów, Rig, potężny i sędziwy wędrując po świecie odwiedza po kolei trzy pary małżeńskie, których potomkowie dają początek 3 warstwom społecznym: niewolnikom, wolnym kmieciom i jarlom.
Pierwsza para Al i Edda (dwoje starych, kobieta w staroświeckim czepku) ugościli go chlebem razowym pełnym plew i wrzątkiem. Po 9 miesiącach urodził im się czarny chłopiec Thrael, który miał na rączkach pomarszczoną skórę, kalekie kostki, grube palce, brzydką twarz, krzywe plecy, długie pięty. "Wiklinę splatał, snopy wiązał, chrust nosił - całymi dniami" Jego oblubienica Thir była krzywonoga, miała "łajno na podeszwach, ramiona słońcem spalone, wklęśnięty nos". Od nich pochodzi ród niewolników.
Następna para Afi i Amma zajęci byli pracą, gdy Rig ich odwiedził, mąż (zarost staranny, włos spadał na skronie, koszula ciasna) obciosywał drąg do krosen, żona (czepiec na głowie, stanik na piersi, chusteczka na szyi, szpilki na ramionach) kręciła kądziel i przygotowywała przędzę.
Amma postawiła na stół gotowaną cielęcinę - najlepszy przysmak. Po 9 miesiącach urodził im się chłopiec Karl rudy i rumiany, oczka żywe. "Obuczał woły, strugał radło, dom budował, stodołę jako cieśla robił, wóz robotą kołodzieja - i pługiem orał" Jego oblubienica Snor była "pękiem kluczy zdobna, spódnica z koźlej skórki". Od nich pochodzi ród chłopów.
Ostatnia para - Fadir i Modir patrzyli sobie w oczy, paluszkami się bawili. Pan domu kręcił cięciwę, łuk napinał, strzały osadzał, a pani domu przyglądała się swym ramionom, gładziła cenną materię, obciągała rękawy. Miała wysoki czepiec, klejnot na piersi, płaszcz był do ziemi, kaftan błękitny.
Modir zasłała stół wzorzystym obrusem z bielutkiego lnu i położyła nań cienkie skibki białego pszennego chleba, lśniąca wieprzowinę, pieczony drób i wino. Po 9 miesiącach urodziła chłopca Jarla, który miał włos płowy liczka białe, a spojrzenie ostre jak u młodego węża. Chłopiec "napinał łuki i osadzał strzały, rzucał oszczepem, ćwiczył się Franków lancą, konno jeździł i psami szczuł, mieczem śmigał, w pływaniu się doskonalił". Na dodatek Rig nauczył go run.
Po oblubienicę wyprawiono się za morze. Erna miała na imię, była jasna i światła, o cienkich paluszkach.
Nieodmiennie fascynuje mnie ten tekst. Trzy warstwy stosunkowo mało zróżnicowanego społeczeństwa wczesnośredniowiecznej Skandynawii zdefiniowane są głównie w kategoriach estetycznych.
Niewolnicy są przede wszystkim odrażająco brzydcy, różnią się ciemnym kolorytem od pozostałych (być może ich przodkowie zostali uprowadzeni w niewolę z południa Europy) Są brudni, spaleni słońcem i pełni genetycznych wad, ubierają się paskudnie, ich jedzenie jest oczywiście wstrętne itp.
Wolni kmiecie to już zupełnie inna rozmowa jaśniejszy koloryt, schludny, zdrowy wygląd, strój świadczący o pewnej zamożności, praca owszem ciężka, ale na swoim, nie uwłaczająca godności i wymagająca kwalifikacji, jedzenie proste, ale smaczne.
Jarl i jego żona to uosobienie piękna i luksusu blade lica, płowe włosy smukłe palce. Mąż trudni się wojowaniem, polowaniem i rządzeniem a żona jest luksusowym symbolem statusu, od którego wymaga się dobrego urodzenia, równie dobrego posagu i reprezentacyjnego wyglądu, poza tym nie ma (w tej pieśni) za wiele do roboty. Jedzenie jest najlepsze jakie można sobie wyobrazić, bardzo wykwintnie podane na srebrnych misach i w złotych pucharach, szaty jedwabne. Właściwie opisowi ich dobrobytu i pewnego wyrafinowania stylu życia autor poświecił więcej miejsca niż cechom osobniczym swoich bohaterów.
Tekst myślę bardzo "nowoczesny" w swoim zasadniczym przesłaniu. Nie istnieje w nim żadne moralne ani nawet merytoryczne uzasadnienie podziału spolecznego. Decyduje wyłącznie aspekt estetyczny i "lifestylowy". To jakbym słyszała polską debatę publiczną w mainstreamowych mediach. Politycy opozycji i ich elektorat to starzy, brzydcy, źle ubrani (w staroświeckie czepki)ludzie, o niskich dochodach i nudnym trybie życia. Tylko czekam kiedy jakiś rządowy spin doktor odkryje ich pomarszczoną skórę na rękach, grube palce, kalekie kostki, krzywe plecy i długie pięty. Brzmienie nazwisk (w Eddzie też są wymienione imiona charakterystyczne dla poszczególnych warstw) także może być kompromitujące. Ktoś kiedyś podsłuchał jak Urban i Michnik nabijali się z nazwisk "prawicowych oszołomów" jak Semka lub Warzecha. Ubaw mieli po pachy, że można się tak (plebejsko?) nazywać. Ktoś (zdaje się Ziemkiewicz) podsumował, że zdecydowanie lepiej niż Urbach i Szechter (dla mojego ucha także).
Dokładnie takich argumentów używają dzieci/młodzież ustalając porządek dziobania w swojej grupie. Niemodne ciuchy, tanie podróbki dobrych marek, brak jakichś idiotycznych gadżetów, ubóstwo rodziców, wygląd nie dość upodobniony do jakiegoś kretyńskiego ideału dyskwalifikuje skuteczniej w oczach grupy niż skrajna głupota czy podłość. Celem ostatecznego pognębienia dodaje się jeszcze, że delikwent(ka) śmierdzi i uzasadnienie odrzucenia gotowe.
Podobieństwo do hinduskich kast też da się zauważyć - pariasi są w odróżnieniu od wyższych kast bardzo ciemni, trudnią się nieeleganckimi zajęciami, mają charakterystyczne nazwiska, nic więc dziwnego, że nie mogą pić wody z tego samego źródła co reszta, bo zapewne śmierdzą. Podejrzewam, że żaden z obrońców systemu kastowego nie zauważyłby nawet ironii w tych słowach.
Najkoszmarniejsze jest to, że ludzie naprawdę tak myślą i naprawdę porządkują ludzi według tego typu klucza, a nie mam tu na myśli wyłącznie istot niedojrzałych. O tym, że istnieje właściwy i niewłaściwy wygląd (nie stylizacja tylko cechy genetyczne), podobnie jak właściwy i niewłaściwy akcent w angielskim, miałam okazję przekonać się nie raz na własnej skórze.
W Polsce, odwrotnie niż w Eddzie, koloryt raczej ciemny niż jasny o chłodnym zabarwieniu jest normą, budowa raczej drobna, a wzrost średni. Ktoś większy i jaśniejszy, a nie daj Boże o ciepłym, złotawym odcieniu włosów jest postrzegany jako odstępstwo od normy w sensie negatywnym (być może obcy etnicznie?). Dla odmiany w Anglii np. właśnie taki wygląd usposabia życzliwie i zapewnia pewien kredyt zaufania i dobrej woli na dzień dobry, o czym się przekonałam ku swemu przyjemnemu zaskoczeniu.
Moi rodzice uczyli mnie za młodu: "Bądź dobra dla innych, a inni będą dobrzy dla ciebie". Uśmiecham się na to wspomnienie i zastanawiam w jakim kresowym raju się wychowali. Bardziej prawdopodobne, że opowiadali mi o świecie, jakim chcieliby aby był, a nie tym który jest.
Święty Paweł też napisał, że nie ma już niewiasty ani mężczyzny, niewolnika ani wolnego, Żyda ani Greka w formie postulatu raczej niż opisu rzeczywistości.
Mówiąc zupełnie szczerze, nie widziałam nigdy grupy ludzi, gdzie nie byłoby owego niepisanego i nie wypowiedzianego porządku dziobania, irracjonalnego i często stojącego w sprzeczności z oficjalną hierarchią, a przestrzeganego skrupulatniej niż wszelkie zawzięcie deklarowane zasady.
Praca cywilizacyjna Chrześcijaństwa sprawiła wprawdzie, że nie jesteśmy formalnie podzieleni na kasty jak Hindusi, ale nieodmiennie klasyfikujemy bliźnich według kryteriów estetyczno - lifestylowych, a nie moralnych czy merytorycznych.
Oto jeden z Asów, Rig, potężny i sędziwy wędrując po świecie odwiedza po kolei trzy pary małżeńskie, których potomkowie dają początek 3 warstwom społecznym: niewolnikom, wolnym kmieciom i jarlom.
Pierwsza para Al i Edda (dwoje starych, kobieta w staroświeckim czepku) ugościli go chlebem razowym pełnym plew i wrzątkiem. Po 9 miesiącach urodził im się czarny chłopiec Thrael, który miał na rączkach pomarszczoną skórę, kalekie kostki, grube palce, brzydką twarz, krzywe plecy, długie pięty. "Wiklinę splatał, snopy wiązał, chrust nosił - całymi dniami" Jego oblubienica Thir była krzywonoga, miała "łajno na podeszwach, ramiona słońcem spalone, wklęśnięty nos". Od nich pochodzi ród niewolników.
Następna para Afi i Amma zajęci byli pracą, gdy Rig ich odwiedził, mąż (zarost staranny, włos spadał na skronie, koszula ciasna) obciosywał drąg do krosen, żona (czepiec na głowie, stanik na piersi, chusteczka na szyi, szpilki na ramionach) kręciła kądziel i przygotowywała przędzę.
Amma postawiła na stół gotowaną cielęcinę - najlepszy przysmak. Po 9 miesiącach urodził im się chłopiec Karl rudy i rumiany, oczka żywe. "Obuczał woły, strugał radło, dom budował, stodołę jako cieśla robił, wóz robotą kołodzieja - i pługiem orał" Jego oblubienica Snor była "pękiem kluczy zdobna, spódnica z koźlej skórki". Od nich pochodzi ród chłopów.
Ostatnia para - Fadir i Modir patrzyli sobie w oczy, paluszkami się bawili. Pan domu kręcił cięciwę, łuk napinał, strzały osadzał, a pani domu przyglądała się swym ramionom, gładziła cenną materię, obciągała rękawy. Miała wysoki czepiec, klejnot na piersi, płaszcz był do ziemi, kaftan błękitny.
Modir zasłała stół wzorzystym obrusem z bielutkiego lnu i położyła nań cienkie skibki białego pszennego chleba, lśniąca wieprzowinę, pieczony drób i wino. Po 9 miesiącach urodziła chłopca Jarla, który miał włos płowy liczka białe, a spojrzenie ostre jak u młodego węża. Chłopiec "napinał łuki i osadzał strzały, rzucał oszczepem, ćwiczył się Franków lancą, konno jeździł i psami szczuł, mieczem śmigał, w pływaniu się doskonalił". Na dodatek Rig nauczył go run.
Po oblubienicę wyprawiono się za morze. Erna miała na imię, była jasna i światła, o cienkich paluszkach.
Nieodmiennie fascynuje mnie ten tekst. Trzy warstwy stosunkowo mało zróżnicowanego społeczeństwa wczesnośredniowiecznej Skandynawii zdefiniowane są głównie w kategoriach estetycznych.
Niewolnicy są przede wszystkim odrażająco brzydcy, różnią się ciemnym kolorytem od pozostałych (być może ich przodkowie zostali uprowadzeni w niewolę z południa Europy) Są brudni, spaleni słońcem i pełni genetycznych wad, ubierają się paskudnie, ich jedzenie jest oczywiście wstrętne itp.
Wolni kmiecie to już zupełnie inna rozmowa jaśniejszy koloryt, schludny, zdrowy wygląd, strój świadczący o pewnej zamożności, praca owszem ciężka, ale na swoim, nie uwłaczająca godności i wymagająca kwalifikacji, jedzenie proste, ale smaczne.
Jarl i jego żona to uosobienie piękna i luksusu blade lica, płowe włosy smukłe palce. Mąż trudni się wojowaniem, polowaniem i rządzeniem a żona jest luksusowym symbolem statusu, od którego wymaga się dobrego urodzenia, równie dobrego posagu i reprezentacyjnego wyglądu, poza tym nie ma (w tej pieśni) za wiele do roboty. Jedzenie jest najlepsze jakie można sobie wyobrazić, bardzo wykwintnie podane na srebrnych misach i w złotych pucharach, szaty jedwabne. Właściwie opisowi ich dobrobytu i pewnego wyrafinowania stylu życia autor poświecił więcej miejsca niż cechom osobniczym swoich bohaterów.
Tekst myślę bardzo "nowoczesny" w swoim zasadniczym przesłaniu. Nie istnieje w nim żadne moralne ani nawet merytoryczne uzasadnienie podziału spolecznego. Decyduje wyłącznie aspekt estetyczny i "lifestylowy". To jakbym słyszała polską debatę publiczną w mainstreamowych mediach. Politycy opozycji i ich elektorat to starzy, brzydcy, źle ubrani (w staroświeckie czepki)ludzie, o niskich dochodach i nudnym trybie życia. Tylko czekam kiedy jakiś rządowy spin doktor odkryje ich pomarszczoną skórę na rękach, grube palce, kalekie kostki, krzywe plecy i długie pięty. Brzmienie nazwisk (w Eddzie też są wymienione imiona charakterystyczne dla poszczególnych warstw) także może być kompromitujące. Ktoś kiedyś podsłuchał jak Urban i Michnik nabijali się z nazwisk "prawicowych oszołomów" jak Semka lub Warzecha. Ubaw mieli po pachy, że można się tak (plebejsko?) nazywać. Ktoś (zdaje się Ziemkiewicz) podsumował, że zdecydowanie lepiej niż Urbach i Szechter (dla mojego ucha także).
Dokładnie takich argumentów używają dzieci/młodzież ustalając porządek dziobania w swojej grupie. Niemodne ciuchy, tanie podróbki dobrych marek, brak jakichś idiotycznych gadżetów, ubóstwo rodziców, wygląd nie dość upodobniony do jakiegoś kretyńskiego ideału dyskwalifikuje skuteczniej w oczach grupy niż skrajna głupota czy podłość. Celem ostatecznego pognębienia dodaje się jeszcze, że delikwent(ka) śmierdzi i uzasadnienie odrzucenia gotowe.
Podobieństwo do hinduskich kast też da się zauważyć - pariasi są w odróżnieniu od wyższych kast bardzo ciemni, trudnią się nieeleganckimi zajęciami, mają charakterystyczne nazwiska, nic więc dziwnego, że nie mogą pić wody z tego samego źródła co reszta, bo zapewne śmierdzą. Podejrzewam, że żaden z obrońców systemu kastowego nie zauważyłby nawet ironii w tych słowach.
Najkoszmarniejsze jest to, że ludzie naprawdę tak myślą i naprawdę porządkują ludzi według tego typu klucza, a nie mam tu na myśli wyłącznie istot niedojrzałych. O tym, że istnieje właściwy i niewłaściwy wygląd (nie stylizacja tylko cechy genetyczne), podobnie jak właściwy i niewłaściwy akcent w angielskim, miałam okazję przekonać się nie raz na własnej skórze.
W Polsce, odwrotnie niż w Eddzie, koloryt raczej ciemny niż jasny o chłodnym zabarwieniu jest normą, budowa raczej drobna, a wzrost średni. Ktoś większy i jaśniejszy, a nie daj Boże o ciepłym, złotawym odcieniu włosów jest postrzegany jako odstępstwo od normy w sensie negatywnym (być może obcy etnicznie?). Dla odmiany w Anglii np. właśnie taki wygląd usposabia życzliwie i zapewnia pewien kredyt zaufania i dobrej woli na dzień dobry, o czym się przekonałam ku swemu przyjemnemu zaskoczeniu.
Moi rodzice uczyli mnie za młodu: "Bądź dobra dla innych, a inni będą dobrzy dla ciebie". Uśmiecham się na to wspomnienie i zastanawiam w jakim kresowym raju się wychowali. Bardziej prawdopodobne, że opowiadali mi o świecie, jakim chcieliby aby był, a nie tym który jest.
Święty Paweł też napisał, że nie ma już niewiasty ani mężczyzny, niewolnika ani wolnego, Żyda ani Greka w formie postulatu raczej niż opisu rzeczywistości.
Mówiąc zupełnie szczerze, nie widziałam nigdy grupy ludzi, gdzie nie byłoby owego niepisanego i nie wypowiedzianego porządku dziobania, irracjonalnego i często stojącego w sprzeczności z oficjalną hierarchią, a przestrzeganego skrupulatniej niż wszelkie zawzięcie deklarowane zasady.
Praca cywilizacyjna Chrześcijaństwa sprawiła wprawdzie, że nie jesteśmy formalnie podzieleni na kasty jak Hindusi, ale nieodmiennie klasyfikujemy bliźnich według kryteriów estetyczno - lifestylowych, a nie moralnych czy merytorycznych.
sobota, 15 listopada 2014
Jeszcze o myśleniu pierwotnym, pedofilii i systemie kastowym
Pisałam ostatnio co nieco o dopuszczalności pedofilii w świętych tekstach (i nie tylko) różnych religii. Wszystko na to wskazuje, ze Chrześcijaństwo jest wyjątkiem takich praktyk nie dopuszczając (minimalny wiek zamążpójścia w średniowieczu dla dziewczyny to 12, a w uzasadnionych przypadkach 18 lat).
Cały ten przegląd jednak dał mi do myślenia. Niepokoi mnie ten powszechny konsensus - mężczyzna ma prawo używać dziecka wbrew naturze. Czy to także ślad czegoś, co nazwałam myśleniem pierwotnym? Czy tak właśnie myśli człowiek, który z cywilizacyjnym wpływem Chrześcijaństwa się nie zetknął? Wszystko na to wskazuje, że tak, co więcej w obrębie jego oddziaływania istnieją ludzie ten pogląd wyznający, tylko nie mogą się zbyt ostentacyjnie z nim obnosić. Moje własne doświadczenie to, niestety, potwierdza.
Byłam typowym PRL-owskim dzieckiem z kluczem na szyi biegającym samopas od pierwszych lat podstawówki. Tylko Aniołowi Stróżowi zawdzięczam, że nic naprawdę strasznego mi się nie przytrafiło. Wyrośnięta jak na swój wiek, zwracałam uwagę wyglądem i niezwykłym kolorem włosów. Wysłuchiwanie komentarzy obcych ludzi - na ogół chamskich - na ten temat było przykrą częścią mojej codzienności. Przezwiska rówieśników nie były szczególnie przyjemne, ale jakoś wytłumaczalne. Co szokuje mnie do dziś dnia, to ilość tekstów o zabarwieniu seksualnym pochodzącym od dorosłych mężczyzn skierowanych do 7, 8, 9 letniej dziewczynki. Często wtedy ich nie rozumiałam, moja niewinność mnie chroniła, ale intuicyjnie czułam, że to coś paskudnego. Przy czym nie mam na myśli zboczeńców grasujących w pobliżu szkoły i prezentujących swoje genitalia tylko tzw. normalnych mężczyzn - nie wolnych od seksualnych apetytów na widok ładnej dziewczynki, ale wyrażających je zastępczo jedynie werbalnie. Gdyby istniało prawne i zwyczajowe przyzwolenie na folgowanie tym apetytom, zapewne oglądalibyśmy i u nas wysyp 8-letnich panien młodych wykrwawiających się na śmierć w noc poślubną.
Praca cywilizacyjna 20 wieków Chrześcijaństwa oszczędziła nam tego, ale myślenie pierwotne nie znikło, tylko zeszło do podziemia.
Podobnie rzecz ma się z systemem kastowym - w Indiach oficjalnym - w pozostałych częściach świata praktykowanym bez używania tej nazwy, nawet w krajach chrześcijańskich, których konstytucja zapewnia obywatelom równość wobec prawa. Wystarczy poobserwować grupę dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym i wyżej. Jak hierarchicznej struktury natychmiast nabiera taka grupa i jak nieprzekraczalne są podziały, które tworzy. Rzecz została świetnie opisana w książce Amandy Craig "Private place", o której już na tym blogu wspominałam, więc nie będę się dłużej rozwodzić.
"Moralność obowiązuję tylko miedzy równymi" jak to zostało trafnie zauważone w "Wojnie Peloponeskiej" i tu jest pies pogrzebany - nie uważamy się za równych. Niektóre różnice są oczywiste - pozycja społeczna, bogactwo, władza. Chyba tylko w społeczności aniołów nie miałyby wpływu na traktowanie obdarzonych nimi jednostek (choć chóry aniołów także mają hierarchiczny układ). Inne niedostrzegalne gołym okiem, a równie oczywiste. Grupa wyznacza jednostce miejsce w stadzie (na podstawie nie wiem czego) i biada, jeśli jej zachowanie do tego miejsca nie pasuje np. ofiara nie pozwoli się dręczyć tylko się odwinie i przyładuje dręczycielowi, albo osoba uznana za gorszą wykaże wyraźną wyższością np. intelektualną.
Jednak dopóki ta pozycja i związane z nią oczekiwania nie są zwerbalizowane, skodyfikowane w systemie prawnym i dziedziczne, jednostka ma szanse się grupie postawić i w sprzyjających okolicznościach wygrać.
Kiedy przyjrzymy się przypadkowi Asii Bibi i sytuacji chrześcijan w Pakistanie w ogóle, to uderza jedna rzecz - są oni traktowani przez muzułmanów dokładnie tak samo jak niedotykalni przez wyższe kasty w Indiach np. nie wolno im pić wody z tego samego źródła, gdyż jako nieczyści mogliby ją skazić. Asia Bibi będąc w lokalnej społeczności na pozycji ostatniej ofiary, od której oczekiwano wyłącznie przepraszania, że żyje i lizania stóp pozostałym członkom stada ośmieliła się zrobić coś co tej pozycji nie pasowało - zaczerpnąć wody z tego samego wiadra, a kiedy stado chciało ją za to ukarać miała czelność bronić siebie i swojej wiary łamiąc kolejne tabu. Prawo oficjalne, poparło niepisane prawo stadne, że ofiara, która wypada z roli ofiary powinna zostać zabita.
Podejrzewam, że Chrześcijanie w Indiach to głównie potomkowie niedotykalnych, dla których konwersja była ucieczką przed systemem kastowym. Wyobrażam sobie jaką ulgą była dla nich świadomość, że przynajmniej w oczach Boga są równi, być może władze brytyjskie też ich jakoś popierały.
Tak a propos władz brytyjskich, słyszałam niedawno, że pewien gubernator stanu Gudżarat (niestety nie pamiętam nazwiska) zabronił zabijania niemowląt płci żeńskiej, palenia wdów na stosie i grzebania żywcem trędowatych. Na zarzut, że ingeruje w miejscowe zwyczaje religijne odpowiedział, że brytyjskim zwyczajem religijnym jest wieszanie tych, którzy mordują niemowlęta, palą wdowy i grzebią żywcem trędowatych, czym zakończył dyskusję.
Cały ten przegląd jednak dał mi do myślenia. Niepokoi mnie ten powszechny konsensus - mężczyzna ma prawo używać dziecka wbrew naturze. Czy to także ślad czegoś, co nazwałam myśleniem pierwotnym? Czy tak właśnie myśli człowiek, który z cywilizacyjnym wpływem Chrześcijaństwa się nie zetknął? Wszystko na to wskazuje, że tak, co więcej w obrębie jego oddziaływania istnieją ludzie ten pogląd wyznający, tylko nie mogą się zbyt ostentacyjnie z nim obnosić. Moje własne doświadczenie to, niestety, potwierdza.
Byłam typowym PRL-owskim dzieckiem z kluczem na szyi biegającym samopas od pierwszych lat podstawówki. Tylko Aniołowi Stróżowi zawdzięczam, że nic naprawdę strasznego mi się nie przytrafiło. Wyrośnięta jak na swój wiek, zwracałam uwagę wyglądem i niezwykłym kolorem włosów. Wysłuchiwanie komentarzy obcych ludzi - na ogół chamskich - na ten temat było przykrą częścią mojej codzienności. Przezwiska rówieśników nie były szczególnie przyjemne, ale jakoś wytłumaczalne. Co szokuje mnie do dziś dnia, to ilość tekstów o zabarwieniu seksualnym pochodzącym od dorosłych mężczyzn skierowanych do 7, 8, 9 letniej dziewczynki. Często wtedy ich nie rozumiałam, moja niewinność mnie chroniła, ale intuicyjnie czułam, że to coś paskudnego. Przy czym nie mam na myśli zboczeńców grasujących w pobliżu szkoły i prezentujących swoje genitalia tylko tzw. normalnych mężczyzn - nie wolnych od seksualnych apetytów na widok ładnej dziewczynki, ale wyrażających je zastępczo jedynie werbalnie. Gdyby istniało prawne i zwyczajowe przyzwolenie na folgowanie tym apetytom, zapewne oglądalibyśmy i u nas wysyp 8-letnich panien młodych wykrwawiających się na śmierć w noc poślubną.
Praca cywilizacyjna 20 wieków Chrześcijaństwa oszczędziła nam tego, ale myślenie pierwotne nie znikło, tylko zeszło do podziemia.
Podobnie rzecz ma się z systemem kastowym - w Indiach oficjalnym - w pozostałych częściach świata praktykowanym bez używania tej nazwy, nawet w krajach chrześcijańskich, których konstytucja zapewnia obywatelom równość wobec prawa. Wystarczy poobserwować grupę dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym i wyżej. Jak hierarchicznej struktury natychmiast nabiera taka grupa i jak nieprzekraczalne są podziały, które tworzy. Rzecz została świetnie opisana w książce Amandy Craig "Private place", o której już na tym blogu wspominałam, więc nie będę się dłużej rozwodzić.
"Moralność obowiązuję tylko miedzy równymi" jak to zostało trafnie zauważone w "Wojnie Peloponeskiej" i tu jest pies pogrzebany - nie uważamy się za równych. Niektóre różnice są oczywiste - pozycja społeczna, bogactwo, władza. Chyba tylko w społeczności aniołów nie miałyby wpływu na traktowanie obdarzonych nimi jednostek (choć chóry aniołów także mają hierarchiczny układ). Inne niedostrzegalne gołym okiem, a równie oczywiste. Grupa wyznacza jednostce miejsce w stadzie (na podstawie nie wiem czego) i biada, jeśli jej zachowanie do tego miejsca nie pasuje np. ofiara nie pozwoli się dręczyć tylko się odwinie i przyładuje dręczycielowi, albo osoba uznana za gorszą wykaże wyraźną wyższością np. intelektualną.
Jednak dopóki ta pozycja i związane z nią oczekiwania nie są zwerbalizowane, skodyfikowane w systemie prawnym i dziedziczne, jednostka ma szanse się grupie postawić i w sprzyjających okolicznościach wygrać.
Kiedy przyjrzymy się przypadkowi Asii Bibi i sytuacji chrześcijan w Pakistanie w ogóle, to uderza jedna rzecz - są oni traktowani przez muzułmanów dokładnie tak samo jak niedotykalni przez wyższe kasty w Indiach np. nie wolno im pić wody z tego samego źródła, gdyż jako nieczyści mogliby ją skazić. Asia Bibi będąc w lokalnej społeczności na pozycji ostatniej ofiary, od której oczekiwano wyłącznie przepraszania, że żyje i lizania stóp pozostałym członkom stada ośmieliła się zrobić coś co tej pozycji nie pasowało - zaczerpnąć wody z tego samego wiadra, a kiedy stado chciało ją za to ukarać miała czelność bronić siebie i swojej wiary łamiąc kolejne tabu. Prawo oficjalne, poparło niepisane prawo stadne, że ofiara, która wypada z roli ofiary powinna zostać zabita.
Podejrzewam, że Chrześcijanie w Indiach to głównie potomkowie niedotykalnych, dla których konwersja była ucieczką przed systemem kastowym. Wyobrażam sobie jaką ulgą była dla nich świadomość, że przynajmniej w oczach Boga są równi, być może władze brytyjskie też ich jakoś popierały.
Tak a propos władz brytyjskich, słyszałam niedawno, że pewien gubernator stanu Gudżarat (niestety nie pamiętam nazwiska) zabronił zabijania niemowląt płci żeńskiej, palenia wdów na stosie i grzebania żywcem trędowatych. Na zarzut, że ingeruje w miejscowe zwyczaje religijne odpowiedział, że brytyjskim zwyczajem religijnym jest wieszanie tych, którzy mordują niemowlęta, palą wdowy i grzebią żywcem trędowatych, czym zakończył dyskusję.
piątek, 14 listopada 2014
O niedźwiedziach i zarządzaniu wyobraźnią zbiorową
Dzisiaj dla odtrutki po wczorajszym researchu na temat figli wśród różnych religii obejrzałam kilka filmików o Wojtku - syryjskim niedźwiedziu brunatnym, którego historię znałam i Baśce murmańskiej - niedźwiedzicy polarnej, o której usłyszałam po raz pierwszy.
W komentarzach pod angielskim filmem dokumentalnym o Wojtku jakiś tamtejszy potomek żołnierza z armii Andersa zadał retoryczne pytanie: Dlaczego historia polskiego ruchu oporu zupełnie się nie przebiła do zbiorowej świadomości?
To dobre pytanie jak powiada klasyk w filmie Trzej Kumple (bardzo polecam).
Ja bym je poszerzyła: Dlaczego w ogóle pewne fakty się nie przebijają, choć zdecydowanie powinny, a inne, oględnie mówiąc wzięte z zadu (żeby się nie wyrażać), rządzą zbiorową wyobraźnią?
Przypadek czy może ktoś tym umiejętnie zarządza?
Wielu ludziom na zachodzie Kościół Katolicki kojarzy się wyłącznie z pedofilią księży, ewentualnie inkwizycją, na temat której pojęcie mają dość blade (bardziej wykształconym z krucjatami), choć żyją wśród zdobyczy cywilizacyjnych, które mu zawdzięczają. Ci sami ludzie dają się łatwo uwieść hinduskim guru - szarlatanom, albo podejrzanym tybetańskim mnichom, którzy mają do monastycznej dyscypliny stosunek dość swobodny, zwłaszcza na zachodnich bogatych łowiskach.
Nawet teraz, kiedy wiedza na temat wyczynów Sai Baby, Maharishi'ego, Osho, ruchu Hare Kriszna jest dość dostępna, nie widzę karykatur w Internecie, ani stwierdzeń, że pederastia, wyłudzanie pieniędzy i pranie mózgu jest istotą hinduizmu lub buddyzmu.
Kiedy wyszło na jaw, że jeden z tybetańskich "wysoko urzeczywistnionych" mistrzów duchowych "diamentowej drogi" Kalu Rinpocze (bardzo starożytny zresztą) ma na sumieniu nie tylko bardzo liczne przypadki wykorzystywania seksualnego, ale również straszenia ofiar konsekwencjami ewentualnego zdemaskowania go na ileś tam wcieleń, europejski propagator buddyzmu tybetańskiego lama Ole Nydahl skwitował to stwierdzeniem, że celibatem w tym środowisku nikt się nie przejmuje.
Mogę sobie wyobrazić, co by się działo gdyby to był ksiądz katolicki na placówce misyjnej!
Wszyscy wiemy, albo możemy się łatwo z internetu dowiedzieć o akceptacji dla pedofilii w Islamie.
Bardzo działają na wyobraźnię liczne przypadki 8 letnich panien młodych, które umarły z upływu krwi w noc poślubną albo przy porodzie w wieku lat 11. O proroku Mahomecie i jego ukochanej żonie Ajszy poślubionej w wieku lat 6 możemy nawet obejrzeć wstrząsający film.
Natomiast seksualny aspekt kultury hinduskiej kojarzy się przede wszystkim z kamasutrą i dosłownymi jej ilustracjami na fasadach świątyń - dla zachodniego odbiorcy objawienie seksu wyzwolonego. Zdecydowanie mniej (albo wcale) nie przebija się fakt, że według świętych tekstów tej religii mężczyzna powinien poślubić kobietę o 2/3 młodszą (czyli 30-latek 10 latkę, 21-latek 7-latkę itp.) i koniecznie przed osiągnieciem przez nią dojrzałości seksualnej (kiedy jeszcze biega nago). Ojciec, który by zaniedbał wydania córki za mąż do tego czasu, popełnia grzech, a ona sama jest zhańbiona. Takie podejście ma oczywiście konsekwencje podobne jak w krajach muzułmańskich typu Jemen czy Arabia Saudyjska. Dziewczynki, których cudem nie abortowano ze względu na płeć, albo nie uduszono tuż po urodzeniu, umierają w noc poślubną lub przy porodzie.
Do uprawiania kamasutry służą głównie kurtyzany - czyli kobiety, które zamiast wydać za mąż zaprowadzono do burdelu w wieku lat 12 - po latach wprawy. Pełne wyzwolenie seksualne!
Jeszcze bardziej wyzwolony jest Talmud Babiloński według, którego można poślubić dziewczynkę w wieku niepełnych lat 3, a seks z chłopcami do lat 9 jest dopuszczalny, gdyż chłopiec to nie mężczyzna, a więc biblijny zakaz współżycia ze sobą dwóch mężczyzn nie obowiązuje. Trudno się dziwić, że pedofilia (głownie homoseksualna) jest takim problemem w środowisku ortodoksyjnych Żydów.
Profesor Hartman , GW, i wszystkie liberalno-lewicowe media na zachodzie na tak łakomy kąsek się jednak nie rzucają. Podobnie jak ignorują podboje seksualne Cohn - Bendita wśród przedszkolaków, przypadek Woody Allena i Polańskiego(tego nawet zawzięcie bronią), projekty zalegalizowania pedofilii niemieckich zielonych w latach 80, problem powszechnej pedofilii w Hollywood itp. Ciekawe dlaczego?
W komentarzach pod angielskim filmem dokumentalnym o Wojtku jakiś tamtejszy potomek żołnierza z armii Andersa zadał retoryczne pytanie: Dlaczego historia polskiego ruchu oporu zupełnie się nie przebiła do zbiorowej świadomości?
To dobre pytanie jak powiada klasyk w filmie Trzej Kumple (bardzo polecam).
Ja bym je poszerzyła: Dlaczego w ogóle pewne fakty się nie przebijają, choć zdecydowanie powinny, a inne, oględnie mówiąc wzięte z zadu (żeby się nie wyrażać), rządzą zbiorową wyobraźnią?
Przypadek czy może ktoś tym umiejętnie zarządza?
Wielu ludziom na zachodzie Kościół Katolicki kojarzy się wyłącznie z pedofilią księży, ewentualnie inkwizycją, na temat której pojęcie mają dość blade (bardziej wykształconym z krucjatami), choć żyją wśród zdobyczy cywilizacyjnych, które mu zawdzięczają. Ci sami ludzie dają się łatwo uwieść hinduskim guru - szarlatanom, albo podejrzanym tybetańskim mnichom, którzy mają do monastycznej dyscypliny stosunek dość swobodny, zwłaszcza na zachodnich bogatych łowiskach.
Nawet teraz, kiedy wiedza na temat wyczynów Sai Baby, Maharishi'ego, Osho, ruchu Hare Kriszna jest dość dostępna, nie widzę karykatur w Internecie, ani stwierdzeń, że pederastia, wyłudzanie pieniędzy i pranie mózgu jest istotą hinduizmu lub buddyzmu.
Kiedy wyszło na jaw, że jeden z tybetańskich "wysoko urzeczywistnionych" mistrzów duchowych "diamentowej drogi" Kalu Rinpocze (bardzo starożytny zresztą) ma na sumieniu nie tylko bardzo liczne przypadki wykorzystywania seksualnego, ale również straszenia ofiar konsekwencjami ewentualnego zdemaskowania go na ileś tam wcieleń, europejski propagator buddyzmu tybetańskiego lama Ole Nydahl skwitował to stwierdzeniem, że celibatem w tym środowisku nikt się nie przejmuje.
Mogę sobie wyobrazić, co by się działo gdyby to był ksiądz katolicki na placówce misyjnej!
Wszyscy wiemy, albo możemy się łatwo z internetu dowiedzieć o akceptacji dla pedofilii w Islamie.
Bardzo działają na wyobraźnię liczne przypadki 8 letnich panien młodych, które umarły z upływu krwi w noc poślubną albo przy porodzie w wieku lat 11. O proroku Mahomecie i jego ukochanej żonie Ajszy poślubionej w wieku lat 6 możemy nawet obejrzeć wstrząsający film.
Natomiast seksualny aspekt kultury hinduskiej kojarzy się przede wszystkim z kamasutrą i dosłownymi jej ilustracjami na fasadach świątyń - dla zachodniego odbiorcy objawienie seksu wyzwolonego. Zdecydowanie mniej (albo wcale) nie przebija się fakt, że według świętych tekstów tej religii mężczyzna powinien poślubić kobietę o 2/3 młodszą (czyli 30-latek 10 latkę, 21-latek 7-latkę itp.) i koniecznie przed osiągnieciem przez nią dojrzałości seksualnej (kiedy jeszcze biega nago). Ojciec, który by zaniedbał wydania córki za mąż do tego czasu, popełnia grzech, a ona sama jest zhańbiona. Takie podejście ma oczywiście konsekwencje podobne jak w krajach muzułmańskich typu Jemen czy Arabia Saudyjska. Dziewczynki, których cudem nie abortowano ze względu na płeć, albo nie uduszono tuż po urodzeniu, umierają w noc poślubną lub przy porodzie.
Do uprawiania kamasutry służą głównie kurtyzany - czyli kobiety, które zamiast wydać za mąż zaprowadzono do burdelu w wieku lat 12 - po latach wprawy. Pełne wyzwolenie seksualne!
Jeszcze bardziej wyzwolony jest Talmud Babiloński według, którego można poślubić dziewczynkę w wieku niepełnych lat 3, a seks z chłopcami do lat 9 jest dopuszczalny, gdyż chłopiec to nie mężczyzna, a więc biblijny zakaz współżycia ze sobą dwóch mężczyzn nie obowiązuje. Trudno się dziwić, że pedofilia (głownie homoseksualna) jest takim problemem w środowisku ortodoksyjnych Żydów.
Profesor Hartman , GW, i wszystkie liberalno-lewicowe media na zachodzie na tak łakomy kąsek się jednak nie rzucają. Podobnie jak ignorują podboje seksualne Cohn - Bendita wśród przedszkolaków, przypadek Woody Allena i Polańskiego(tego nawet zawzięcie bronią), projekty zalegalizowania pedofilii niemieckich zielonych w latach 80, problem powszechnej pedofilii w Hollywood itp. Ciekawe dlaczego?
Etykiety:
Baśka Murmańska,
Buddyzm tybetański,
Generał Anders,
GW,
Hinduizm,
Kościół Katolicki,
manipulacja,
media,
pedofilia,
prof. Hartman,
Talmud Babiloński,
Trzej Kumple,
Wojtek
wtorek, 11 listopada 2014
O "nierównomiernym rozmieszczeniu nadużyć seksualnych"
Znowu oglądałam filmy o islamie, a konkretnie o jego obyczajowej stronie. Oczywiście, to co jest dopuszczalne w dziedzinie seksu dla mężczyzny, musi zaszokować każdego (molestowanie niemowląt jest na przykład akceptowalne, jeśli się ich trwale nie uszkodzi). Nie zamierzam jednak o tym pisać.
Widziałam sporo humorystycznych rysunków na temat Mahometa i jego bogatego życia seksualnego ze szczególnym uwzględnieniem wątku 6-letniej Ajszy. Coś innego jednak zwróciło moją uwagę. Paskudne karykatury proroka czasem występowały z jeszcze bardziej paskudnymi przedstawieniami pedofilii w Kościele, a wszystko to razem z zestawione w celu udowodnienia, że wszelkie religie to absurd i ciemnogród.
Czy jednak wszelkie? Muszę, przyznać, że nie widziałam karykatury życia seksualnego mnichów buddyjskich, które jak wiem skądinąd bywa szokujące dla europejskiego odbiorcy, ani niczego o nadużyciach rabinów, ani o moralności seksualnej wyłożonej w Talmudzie (dość przypominającej Islamską).
Tak więc wszystkie religie są absurdalne i obrzydliwe, ale 2 szczególnie: Islam i Katolicyzm. No cóż, nic na to nie poradzę, ale znam jedno wyznanie, szczególnie wrogo do obu nastawione.
Jakoś nie mogę uwierzyć, że zło rozmieszczone jest tak nierównomiernie i pewne grupy wyznaniowe są od niego wolne.
Widziałam sporo humorystycznych rysunków na temat Mahometa i jego bogatego życia seksualnego ze szczególnym uwzględnieniem wątku 6-letniej Ajszy. Coś innego jednak zwróciło moją uwagę. Paskudne karykatury proroka czasem występowały z jeszcze bardziej paskudnymi przedstawieniami pedofilii w Kościele, a wszystko to razem z zestawione w celu udowodnienia, że wszelkie religie to absurd i ciemnogród.
Czy jednak wszelkie? Muszę, przyznać, że nie widziałam karykatury życia seksualnego mnichów buddyjskich, które jak wiem skądinąd bywa szokujące dla europejskiego odbiorcy, ani niczego o nadużyciach rabinów, ani o moralności seksualnej wyłożonej w Talmudzie (dość przypominającej Islamską).
Tak więc wszystkie religie są absurdalne i obrzydliwe, ale 2 szczególnie: Islam i Katolicyzm. No cóż, nic na to nie poradzę, ale znam jedno wyznanie, szczególnie wrogo do obu nastawione.
Jakoś nie mogę uwierzyć, że zło rozmieszczone jest tak nierównomiernie i pewne grupy wyznaniowe są od niego wolne.
poniedziałek, 10 listopada 2014
O radykalnym Islamie w Europie słów kilka
Naoglądałam się właśnie filmów o radykalnym islamie w Europie zachodniej (nie po raz pierwszy zresztą) i mam mieszane uczucia. Problemy, które tamtejsze społeczeństwa mają są wynikiem długiego procesu dziejowego. Stawiam śmiałą tezę, że trwającego od reformacji. Pewnym problemem byłyby wtedy kraje katolickie. Przypadek Francji można jednak wiązać z rewolucją i działalnością loży Le Grand Orient, która - o ile wiem - miała także spore wpływy we Włoszech i Hiszpanii (i Ameryce Łacińskiej). Nie będę jednak tej tezy szczególnie zawzięcie dowodzić, podzielę się tylko kilkoma spostrzeżeniami.
Zmarginalizowanie, a nawet dyskryminowanie Chrześcijan jest w tych krajach faktem, swoboda obyczajowa, a nawet uprzywilejowanie osobników promujących dziwactwa obyczajowe również, podobnie jak rozpad tradycyjnej rodziny, kryzys demograficzny itp.
Żaden z komentatorów problemu muzułmańskiego (w filmach, które obejrzałam) nie zauważył związku. A czy przypadkiem nie te same środowiska, które zwalczają Chrześcijaństwo ze szczególnym uwzględnieniem Kościoła Katolickiego i promują wszystkie możliwe perwersje nie stoją za ideą multi-kulti i wprowadzeniem jej w życie?
Mówienie o muzułmanach jako problemie było np. w krajach skandynawskich przez lata całe zbrodnią, porównywalną jedynie do antysemityzmu, za którą groziła śmierć cywilna (i nie tylko), utrata pracy itp. Teraz takie głosy zaczynają się tu i ówdzie nieśmiało pojawiać.
Zastanawiam się czy przypadkiem nie dlatego, że jedna święta krowa zaatakowała drugą i trzeba się zastanowić która świętsza?
Co bardziej wstrząsa opinią publiczną : niewiarygodnie brutalne gwałty na skandynawskich kobietach, brytyjskich dziewczynkach, obrzucanie wychodzących z mszy katolików kamieniami we Francji czy też może zaatakowanie proizraelskiej demonstracji albo starozakonnego w jarmułce na ulicach Malmo?
Czy nie jest przypadkiem tak, że ktoś tu wyhodował Golema aby mu służył przeciw potencjalnym wrogom, a ten zniszczywszy ich obrócił się przeciw swemu panu?
Zmarginalizowanie, a nawet dyskryminowanie Chrześcijan jest w tych krajach faktem, swoboda obyczajowa, a nawet uprzywilejowanie osobników promujących dziwactwa obyczajowe również, podobnie jak rozpad tradycyjnej rodziny, kryzys demograficzny itp.
Żaden z komentatorów problemu muzułmańskiego (w filmach, które obejrzałam) nie zauważył związku. A czy przypadkiem nie te same środowiska, które zwalczają Chrześcijaństwo ze szczególnym uwzględnieniem Kościoła Katolickiego i promują wszystkie możliwe perwersje nie stoją za ideą multi-kulti i wprowadzeniem jej w życie?
Mówienie o muzułmanach jako problemie było np. w krajach skandynawskich przez lata całe zbrodnią, porównywalną jedynie do antysemityzmu, za którą groziła śmierć cywilna (i nie tylko), utrata pracy itp. Teraz takie głosy zaczynają się tu i ówdzie nieśmiało pojawiać.
Zastanawiam się czy przypadkiem nie dlatego, że jedna święta krowa zaatakowała drugą i trzeba się zastanowić która świętsza?
Co bardziej wstrząsa opinią publiczną : niewiarygodnie brutalne gwałty na skandynawskich kobietach, brytyjskich dziewczynkach, obrzucanie wychodzących z mszy katolików kamieniami we Francji czy też może zaatakowanie proizraelskiej demonstracji albo starozakonnego w jarmułce na ulicach Malmo?
Czy nie jest przypadkiem tak, że ktoś tu wyhodował Golema aby mu służył przeciw potencjalnym wrogom, a ten zniszczywszy ich obrócił się przeciw swemu panu?
niedziela, 9 listopada 2014
O prawdzie, nonkonformizmie i pierwotnym sposobie myślenia
Wracając do sposobu myślenia, które ofiarę obarcza winą, za zło, którego doświadczyła, po namyśle dochodzę do wniosku, że być może jest to pierwotny sposób myślenia, którego przemiana wymaga głębokiej reedukacji. Mimo pracy cywilizacyjnej Chrześcijaństwa (20 wieków Europie, a w Polsce 10) są społeczności, które się skutecznie jej opierają. Co zaskakujące, są to społeczności wiejskie, często gorliwe w praktykowaniu wiary. Pogański pogląd, że choroba albo kalectwo w rodzinie to przede wszystkim wstyd, nie jest w nich bardzo odosobniony. (Nie twierdzę, że gdzie indziej jest, ale raczej nikt go expressis verbis nie artykułuje - zdecydowanie nieładnie by to brzmiało).
Słyszałam kiedyś w radio wypowiedź matki, zgwałconej i bestialsko zamordowanej dziewczyny. Sadząc po charakterystycznym sposobie mówienia była to tzw. "prosta wiejska kobieta". Nie było w jej słowach gniewu, ani domagania się sprawiedliwości, czego można by by w takich okolicznościach oczekiwać, tylko monotonne zawodzenie - ona przecież niewinna, niewinna...
Kogo chciała przekonać ta nieszczęsna kobieta? Siebie? Rodzinę? Sąsiadów? Opinie publiczną?
Wyglądało to trochę tak, jakby jej głównym problemem nie była strata dziecka tylko niezgodność dotychczasowych poglądów (jesteś sam winien zła, które cię dotyka) z rzeczywistością (zło dotyka także/przede wszystkim niewinnych).
Ten sposób rozumowania widzę także u swojej matki, której pierwszą reakcją na wszystkie moje nieszczęścia (także niezawinione) było rytualne opieprzanie mnie i obarczanie winą (co bywało zdecydowanie bardziej uciążliwe niż same nieszczęścia).
Często słychać głosy w tym tonie w mainstreamowych mediach - vide casus Amber Gold (sami sobie winni, że zostali oszukani). Bardzo rozpowszechniony w szkolnictwie - nauczyciel sam sobie winien, że został znieważony, pobity, opluty, widocznie nie umiał podejść do młodzieży (inni potrafią).
Jednak praca cywilizacyjna chrześcijaństwa sprawia, że coś nam w takich wypowiedziach nie gra, a nawet wydają się nam głęboką patologią. Coś nam pozwala oprzeć się pierwotnemu, stadnemu sposobowi myślenia, który przede wszystkim eliminuje słabszych, bezbronnych, a staje po stronie silniejszych. To coś to prawda, a ściślej mówiąc odwaga opowiedzenia się po stronie prawdy, która z istot stadnych czyni ludzi,.
Pewien znany i wybitny socjolog, którego nazwiska nie wymienię (powiem tylko, że zajmuje się pasożytniczymi grupami interesów i patologiami służb specjalnych) opowiadał kiedyś, że badania psychologiczne wykazały w jego przypadku socjalizację w dolnej granicy normy, co w praktyce oznacza niezdolność do odczytywania sygnałów niewerbalnych nadawanych przez grupę. To znacznie ułatwia mu bycie nonkonformistą.
Większość z nas wcześniej czy później odkrywa, że mamy w społeczeństwie do czynienia z dwoma przekazami oficjalnym - w naszym przypadku (ciągle jeszcze) chrześcijańskim, gdzie istnieje dobro, zło i wybór miedzy nimi, nakaz miłości bliźniego, prawda itp., a wszystko wyłożone słowami, które możemy przeczytać lub usłyszeć, i nieoficjalny gdzie decyduje instynkt stadny komunikowany przez owe sygnały niewerbalne. Jeśli ktoś je werbalizuje np. "mam rację, bo jestem tutaj ważniejsza", albo "nie masz prawa się wypowiadać bo jesteś nie nasz" brzmi to skrajnie idiotyczne, a jednak to ów niewerbalny , stadny przekaz ma przemożny wpływ na nasze życie czy nam się to podoba czy nie, nie dobro i zło, nie prawda i fałsz, tylko pozycja w grupie.
Nawet jeśli sami staramy się jemu nie ulegać to ulega mu zdecydowana większość ludzi, wśród których żyjemy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)