O. Dostatni się oburzył i dał temu wyraz na stronie dominikańskiej. Na wieść o wydarzeniu pt Debata dwóch ambon w kościele dominikanów w Lublinie jacyś źli ludzie dali upust bezsilnej wściekłości na swojej stronie internetowej, a prokuratura nie uznała tego za wystarczający powód do ścigania ich z urzędu. Każdy ma prawo się oburzać, a nawet dawać temu wyraz, ale naprawdę przerażająca była dla mnie nowomowa lewicy, którą o. Dostatni się posługuję, z klasycznym arsenałem pałek do okładania przeciwników jak "faszyzm", "antysemityzm" i "mowa nienawiści".
Nie znam o. Dostatniego, zapewne nigdy nie uznałby mnie za godną rozmowy, ale z dobrego serduszka chciałabym wyjaśnić mu powód gniewu złych ludzi, bez grzmocenia ich wyżej wymienionymi pałami.
Dzieje ustawy o IPN uświadomiły nam wszystkim ile warty jest dialog z Żydami. Poziomu ich nienawiści i monstrualności rozpowszechnianych o nas kłamstw w Izraelu i na całym świecie,nie przeskoczymy nigdy. Pogróżki złych ludzi to zabawa przedszkolaków w porównaniu z cyniczną kampanią PR-ową przedziwnie zsynchronizowaną z polityka historyczną Niemiec, którą Żydzi prowadzą od lat celem ograbienia nas z majątku narodowego albo jeszcze gorzej. Każdy człowiek spoza salonu, do którego ojciec aspiruje, widzi to wyraźnie, a amerykańska ustawa 447 musiała otworzyć oczy wątpiącym. Jest to ewidentnie akt wrogi ze strony sojusznika, z którym wiążemy pewne nadzieje. Trudno mięć wątpliwości co do udziału potężnego żydowskiego lobby w tej sprawie.
Dziwne słowa biskupa Rysia, który zaliczył hitlerowców do chrześcijan, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z faktami, a także wypowiedzią papieża Benedykta XVI na ten sam temat, musiały rozdrażnić polską opinie publiczną, zwłaszcza w sytuacji prowadzonej przeciw nam wojny informacyjnej. Tak prowokacyjne virtue signalling skłoniło pewne środowiska do uznania go za pożytecznego idiotę albo wręcz zdrajcę, czemu trudno się dziwić.
Tzw. dialog z Judaizmem podjęty po Soborze Watykańskim II okazał się - oględnie mówiąc - jałowy. Jego jedynym skutkiem wydają się coraz dziksze oskarżenia Żydów pod adresem Chrześcijan. Ks. prof. Chrostowski, biblista i wieloletni uczestnik tego ryzykownego przedsięwzięcia, wielokrotnie wypowiadał się na ten temat w sposób bardzo wyważony, ale nie pozostawiający wątpliwości.
Jeżeli lubelscy dominikanie po tym wszystkim organizują debatę biskupa z rabinem, to musi to być odczytane jako rodzaj prowokacji. Prowokacja ma to do siebie, że może kogoś sprowokować np do nieszczególnie eleganckiej wypowiedzi w internecie ( nie każdy jest subtelnym salonowcem), organizatorzy powinni to wliczyć w koszta.
Groźby karalne nie były karalne, kiedy dotyczyły lidera opozycji za rządów PO-PSL. Pewien lubelski ex-polityk celebryta zapowiadał, że go odstrzeli wypatroszy, a skórę wystawi na sprzedaż czy coś równie dowcipnego. Czy sądzi ojciec, że akcja Piotra Cyby była zupełnie niezwiązana z tego rodzaju głosami? On też chciał odstrzelić Kaczyńskiego, z braku laku zamordował Marka Rosiaka. Oburzał się ojciec wtedy na "klasyczną mowę nienawiści" i "nawoływanie do przemocy"? Pytam, bo nie pamiętam, natomiast pamiętam, ojca próbę skłonienia jury festiwalu w Niepokalanowie do odebrania nagrody za znakomity film Eugenika przyznanej Grzegorzowi Braunowi, gdyż ten onegdaj wyraził swoją negatywną opinię o biskupie Życińskim podczas wykładu na KULu. Nie pamiętam czy użył słowa łotr, nikczemnik czy łajdak, żadne z nich nie jest uznane za wulgarne.
Obecną ekipę rządzącą można oskarżać o wiele, ale o antysemityzm akurat nie. Wyborcy zjednoczonej prawicy są zażenowani poziomem uniżoności i uległości władz RP wobec Żydów (zwłaszcza sekty Chabad Lubawicz) i ich roszczeń oraz pełni najgorszych przeczuć czym to się może skończyć.
Poza tym ani "antysemityzm" ani "faszyzm" ani "mowa nienawiści" nie zaliczają się - o ile wiem - do grzechów głównych, ani też grzechów wołających o pomstę do nieba. Natomiast zalicza się do nich homoseksualizm, zwłaszcza praktykowany przez duchownych i zakonników.
P.S.
Zajrzałam właśnie na stronę dominikańską - wszystkie komentarze pod tekstem o. Dostatniego są usunięte!!! Pierwszy rzeczywiście nie przebierał w słowach, ale pozostałe były cywilizowane w formie i treści (jeden nawet popierał punkt widzenia autora). Miałam nosa komentując go na swoim blogu!
Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
środa, 10 października 2018
niedziela, 7 października 2018
O grzechu pierworodnym, teorii ewolucji i inkwizycji
Według Michaela Rose, autora książki Goodbye good men, w seminariach duchownych USA wykładowcy nie wierzą w grzech pierworodny i tą niewiarą zarażają kleryków. Nie wiem czy autor tłumaczy w swoim dziele powód owej niewiary (nie czytałam) więc pokuszę się o własne wyjaśnienie.
Pierwszy powód to owa osławiona metoda historyczno-krytyczna, która odrzuca z Pisma św. wszystko co nie jest zgodne z codziennym doświadczeniem przeciętnego człowieka. stąd np dziewicze macierzyństwo, zmartwychwstanie, a nawet rozmnożenie chleba i ryb nie mogło odbyć się tak jak jest opisane w ewangeliach. Zabawne, że ci sami ludzie, uśmiechający się pobłażliwie czytając o cudach i interpretujący zmartwychwstanie jako przetrwanie nauki Jezusa w sercach uczniów po jego tragicznej śmierci, nie mają żadnych problemów z przełknięciem teorii ewolucji i innych równie "naukowych" wykwitów XIX- wiecznego scjentyzmu.
Wyznam szczerze, że nie mam najmniejszych trudności z wiarą w zmartwychwstanie i nie widzę żadnych powodów, żeby podważać relacje świadków, natomiast pomysł, że życie na ziemi powstało na skutek uderzenia pioruna w aminokwasy wydaje mi się poniżej trzeciorzędnej powieści Science Fiction (inspiracja Frankensteinem Mary Shelley i doświadczeniami Galvaniego na martwych żabach jest wyraźnie widoczna). Nawet gdyby coś tak kretyńskiego było możliwe, to należałoby się zastanowić skąd wzięły się owe aminokwasy (które są skomplikowanymi strukturami), ziemia i cały wszechświat. Oczywiste dowody kambryjskiej eksplozji życia, tkanka miękka w kościach dinozaurów, ich datowanie węglem C 14 na najwcześniej 40 tys. lat przed Chrystusem nie jest jednak w stanie zachwiać wiarą wyznawców ewolucji. Dalej wyobrażają sobie owe miliardy lat, w czasie których człowiek ewoluował od ślepej ameby do prymitywnych, a zróżnicowanych hominidów, by w końcu dojść do oświeconego lewicowo-liberalnego establishmentu zaszczycającego ciemny motłoch swoim przewodnictwem. Nawet najnowsze badania genetyczne - ustalające wiek Y-chromosomalnego Adama i mitochondrialnej Ewy na ok. 100 tyś. lat - nie podważają w ich oczach wiarygodności drogiej ich sercu teorii.
Przyjęcie owego ateistycznego mitu wyklucza prawdę o upadku pierwszych ludzi i jego skutkach dla nas. Kto według pomysłu Darwina i jego następców mógłby być tak określony? Która grupa małpoludów? Przecież ewoluowały niezależnie w odległych lokalizacjach jak nie przymierzając grzyby po deszczu? Do dziś pamiętam owe rzekome Sinantropy, Australopiteki, Neandertalczyki i inne Cromagnonczyki z biologii w PRL-owskiej szkole. Z tejże szkoły pamiętam też twierdzenie, że wszechświat jest wieczny i nie miał początku (chyba końca też nie będzie miał?). Pamiętam jak próbowałam objąć ową "prawdę" swoim nastoletnim intelektem, ze słabym skutkiem zresztą. A przecież już wtedy było wiadomo, że początek musiał mieć, gdyż inaczej byłby nieskończenie jasny i gorący. O ile dobrze pamiętam ktoś mądry uświadomił to ludzkości prostym pytaniem "dlaczego w nocy jest ciemno?" (w XIXw?) Wiek wszechświata obliczono w XX stuleciu i to pewnie w czasach, gdy uczniów PRL-owskich szkół karmiono nadal twierdzeniem o jego wiecznotrwałości.
Cokolwiek by wyznawcy teorii ewolucji nie twierdzili, każdy doświadcza w swoim życiu skutków upadku ludzkiej natury, czyli - innymi słowy - grzechu pierworodnego. Jest on wyraźnie widoczny zarówno w historii ludzkości (szczególnie XX wieku) jak i indywidualnych losach poszczególnych jednostek.
Odrzucenie tej oczywistej prawdy ma niewiarygodnie daleko posunięte skutki społeczne. Otrzymujemy człowieka z natury dobrego, "szlachetnego dzikusa" Jana Jakuba Rousseau, którego nie trzeba wychowywać, ani poddawać dyscyplinie. Wystarczy go zostawić w spokoju aby się fantastycznie rozwinął. Dalej idzie bezstresowe wychowanie, szkoła, gdzie uczeń ma tylko prawa i żadnych obowiązków, a zamiast przyswoić sobie kilka podstawowych informacji o świecie daje upust swojej nadzwyczajnej "kreatywności". Nauczyciel "uczy się" od swoich uczniów, a Kościół postanawia zrezygnować ze swej funkcji nauczycielskiej, "towarzyszyć" pogubionym wiernym oraz uczyć się od par homoseksualnych i żyjących w nieformalnych związkach miłości. Skutki są znane - świat postawiony na głowie. Morderca (zdaniem amerykańskich demokratów) nie powinien być skazany na więcej niż 7 lat więzienia, a niewinne dziecko może być wyskrobane po kawałku z łona matki na jej życzenie w majestacie prawa. Niewiarygodna infantylizacja wszystkich dziedzin życia.
Kardynał Gerhard Mueller powiedział ostatnio w wywiadzie z Raymondem Arroyo, że po soborze uważano, że "wystarczy miłość" i żadne procedury karne nie są w Kościele potrzebne. Skutki są znane i cały lewicowo- liberalny establishment może się nimi onanizować ad nauseam. Na tym samym soborze postanowiono, że Kościół nie ma odtąd wrogów, a nawet podjęto z nimi tzw "dialog". Skutki tego dialogu oglądamy na Bliskim Wschodzie, gdzie chrześcijan się morduje, w Unii Europejskiej , gdzie systematycznie wypycha się ich z przestrzeni publicznej do rezerwatu oraz w USA, gdzie pewna mniejszość etniczna opanowawszy szkolnictwo wyższe, zawody prawnicze, poradnictwo psychologiczne, finanse, politykę zagraniczną, show business i media, skutecznie niszczy chrześcijańskie podstawy kultury, ze szczególnym uwzględnieniem roli Kościoła Katolickiego.
To uświadamia konieczność wykorzeniania herezji na najwcześniejszym etapie. Inkwizycja jest nam dziś bardziej potrzebna niż kiedykolwiek przedtem. Pytanie tylko czy są jeszcze jacyś dorośli zdolni do podejmowania niepopularnych decyzji i wdrażania dyscypliny, czy też ostały się same zramolałe dzieci-kwiaty, wyznawcy "ducha soboru", homoseksualiści zainteresowani wyłącznie swoimi k...sami i dobrze urządzeni oportuniści. Może trzeba poszukać po ośrodkach psychiatrycznych dla kleru ?
Pierwszy powód to owa osławiona metoda historyczno-krytyczna, która odrzuca z Pisma św. wszystko co nie jest zgodne z codziennym doświadczeniem przeciętnego człowieka. stąd np dziewicze macierzyństwo, zmartwychwstanie, a nawet rozmnożenie chleba i ryb nie mogło odbyć się tak jak jest opisane w ewangeliach. Zabawne, że ci sami ludzie, uśmiechający się pobłażliwie czytając o cudach i interpretujący zmartwychwstanie jako przetrwanie nauki Jezusa w sercach uczniów po jego tragicznej śmierci, nie mają żadnych problemów z przełknięciem teorii ewolucji i innych równie "naukowych" wykwitów XIX- wiecznego scjentyzmu.
Wyznam szczerze, że nie mam najmniejszych trudności z wiarą w zmartwychwstanie i nie widzę żadnych powodów, żeby podważać relacje świadków, natomiast pomysł, że życie na ziemi powstało na skutek uderzenia pioruna w aminokwasy wydaje mi się poniżej trzeciorzędnej powieści Science Fiction (inspiracja Frankensteinem Mary Shelley i doświadczeniami Galvaniego na martwych żabach jest wyraźnie widoczna). Nawet gdyby coś tak kretyńskiego było możliwe, to należałoby się zastanowić skąd wzięły się owe aminokwasy (które są skomplikowanymi strukturami), ziemia i cały wszechświat. Oczywiste dowody kambryjskiej eksplozji życia, tkanka miękka w kościach dinozaurów, ich datowanie węglem C 14 na najwcześniej 40 tys. lat przed Chrystusem nie jest jednak w stanie zachwiać wiarą wyznawców ewolucji. Dalej wyobrażają sobie owe miliardy lat, w czasie których człowiek ewoluował od ślepej ameby do prymitywnych, a zróżnicowanych hominidów, by w końcu dojść do oświeconego lewicowo-liberalnego establishmentu zaszczycającego ciemny motłoch swoim przewodnictwem. Nawet najnowsze badania genetyczne - ustalające wiek Y-chromosomalnego Adama i mitochondrialnej Ewy na ok. 100 tyś. lat - nie podważają w ich oczach wiarygodności drogiej ich sercu teorii.
Przyjęcie owego ateistycznego mitu wyklucza prawdę o upadku pierwszych ludzi i jego skutkach dla nas. Kto według pomysłu Darwina i jego następców mógłby być tak określony? Która grupa małpoludów? Przecież ewoluowały niezależnie w odległych lokalizacjach jak nie przymierzając grzyby po deszczu? Do dziś pamiętam owe rzekome Sinantropy, Australopiteki, Neandertalczyki i inne Cromagnonczyki z biologii w PRL-owskiej szkole. Z tejże szkoły pamiętam też twierdzenie, że wszechświat jest wieczny i nie miał początku (chyba końca też nie będzie miał?). Pamiętam jak próbowałam objąć ową "prawdę" swoim nastoletnim intelektem, ze słabym skutkiem zresztą. A przecież już wtedy było wiadomo, że początek musiał mieć, gdyż inaczej byłby nieskończenie jasny i gorący. O ile dobrze pamiętam ktoś mądry uświadomił to ludzkości prostym pytaniem "dlaczego w nocy jest ciemno?" (w XIXw?) Wiek wszechświata obliczono w XX stuleciu i to pewnie w czasach, gdy uczniów PRL-owskich szkół karmiono nadal twierdzeniem o jego wiecznotrwałości.
Cokolwiek by wyznawcy teorii ewolucji nie twierdzili, każdy doświadcza w swoim życiu skutków upadku ludzkiej natury, czyli - innymi słowy - grzechu pierworodnego. Jest on wyraźnie widoczny zarówno w historii ludzkości (szczególnie XX wieku) jak i indywidualnych losach poszczególnych jednostek.
Odrzucenie tej oczywistej prawdy ma niewiarygodnie daleko posunięte skutki społeczne. Otrzymujemy człowieka z natury dobrego, "szlachetnego dzikusa" Jana Jakuba Rousseau, którego nie trzeba wychowywać, ani poddawać dyscyplinie. Wystarczy go zostawić w spokoju aby się fantastycznie rozwinął. Dalej idzie bezstresowe wychowanie, szkoła, gdzie uczeń ma tylko prawa i żadnych obowiązków, a zamiast przyswoić sobie kilka podstawowych informacji o świecie daje upust swojej nadzwyczajnej "kreatywności". Nauczyciel "uczy się" od swoich uczniów, a Kościół postanawia zrezygnować ze swej funkcji nauczycielskiej, "towarzyszyć" pogubionym wiernym oraz uczyć się od par homoseksualnych i żyjących w nieformalnych związkach miłości. Skutki są znane - świat postawiony na głowie. Morderca (zdaniem amerykańskich demokratów) nie powinien być skazany na więcej niż 7 lat więzienia, a niewinne dziecko może być wyskrobane po kawałku z łona matki na jej życzenie w majestacie prawa. Niewiarygodna infantylizacja wszystkich dziedzin życia.
Kardynał Gerhard Mueller powiedział ostatnio w wywiadzie z Raymondem Arroyo, że po soborze uważano, że "wystarczy miłość" i żadne procedury karne nie są w Kościele potrzebne. Skutki są znane i cały lewicowo- liberalny establishment może się nimi onanizować ad nauseam. Na tym samym soborze postanowiono, że Kościół nie ma odtąd wrogów, a nawet podjęto z nimi tzw "dialog". Skutki tego dialogu oglądamy na Bliskim Wschodzie, gdzie chrześcijan się morduje, w Unii Europejskiej , gdzie systematycznie wypycha się ich z przestrzeni publicznej do rezerwatu oraz w USA, gdzie pewna mniejszość etniczna opanowawszy szkolnictwo wyższe, zawody prawnicze, poradnictwo psychologiczne, finanse, politykę zagraniczną, show business i media, skutecznie niszczy chrześcijańskie podstawy kultury, ze szczególnym uwzględnieniem roli Kościoła Katolickiego.
To uświadamia konieczność wykorzeniania herezji na najwcześniejszym etapie. Inkwizycja jest nam dziś bardziej potrzebna niż kiedykolwiek przedtem. Pytanie tylko czy są jeszcze jacyś dorośli zdolni do podejmowania niepopularnych decyzji i wdrażania dyscypliny, czy też ostały się same zramolałe dzieci-kwiaty, wyznawcy "ducha soboru", homoseksualiści zainteresowani wyłącznie swoimi k...sami i dobrze urządzeni oportuniści. Może trzeba poszukać po ośrodkach psychiatrycznych dla kleru ?
sobota, 6 października 2018
O dziewictwie, czystości i wrogim przejęciu Kościoła
Michael Rose podczas prezentacji swojej książki Goodbye good men (dostępnej na YouTube) wymienia wiele prawd wiary, praktycznie odrzuconych w seminariach kształcących księży katolickich. Nie pamiętam wszystkich (a nie chce mi się sprawdzać), ale na pewno dziewicze macierzyństwo Maryi było na tej liście, podobnie jak grzech pierworodny.
Nie ma chyba nic bardziej obśmianego na świecie niż dziewictwo i czystość. Bycie dziewicą jest obecnie bardziej wstydliwe, niż puszczanie się w czasach wiktoriańskich. Gdyby się nad zagadnieniem zastanowić bez uprzedzeń, trudno znaleźć powód. Czy nie słyszymy wciąż o tolerancji? Dlaczego nie objąć nią pragnących żyć w czystości, nie zainteresowanych seksem dla sportu i rekreacji? To oczywiście śmieszne pytanie. Wiadomo, że nie chodzi o żadną tolerancję tylko zniszczenie Kościoła i jego nauki.
E.Michael Jones często wspomina o teorii iluś tam stopni dojrzałości głoszonej przez niejakiego Erica Ericsona (wł. Samuelsona), która - nauczana także w seminariach - w znacznym stopniu przyczyniła się do demoralizacji kleru po Soborze Watykańskim II. Stopień siódmy (o ile dobrze pamiętam) to rozpoczęcie "życia seksualnego". Bez tego - twierdzi twórca teorii - prawdziwej ludzkiej dojrzałości nie osiągniemy. Znaczy ani Maryja, która przeskoczyła od dziewictwa do macierzyństwa, ani Jezus, ani tabuny świętych nie osiągnęli pełni człowieczeństwa, zatrzymali się w swoim rozwoju na progu dorosłości. A jeśli się nie zatrzymali i istnieją dowody na ich ponadprzeciętną ludzka dojrzałość to znaczy, że ta czystość musiała być z odzysku.
Jeżeli w seminariach naucza się metody historyczno-krytycznej, która odrzuca z Pisma Św. wszystkie cuda, to trudno się dziwić, że dziewicze macierzyństwo Maryi nie mogło się ostać, tym bardziej, że zgodnie z wspomnianą wyżej teorią nie jest żadnym tytułem do chwały, tylko przeszkodą w osiągnięciu dojrzałości.
Trudno się dziwić, że pod wpływem tego rodzaju nauk mężczyźni o normalnych skłonnościach nie widzieli sensu w wyrzekaniu się miłości kobiety - woleli odejść i założyć rodzinę - natomiast homoseksualiści znaleźli w seminarium, parafii lub zakonie niewyczerpane źródło możliwości posunięcia swojej ludzkiej dojrzałości naprzód. Dla tych ludzi czystość nie jest cnotą, oni po prostu nie wierzą, że istnieje jakaś jakościowa różnicą między ssaniem własnego kciuka a seksem oralnym z innym mężczyzna (jak się wyraził pewien duchowny na portalu dla homoseksualnego kleru). Nie są w stanie ocenić powagi przemocy seksualnej gdyż zakładają, że wszyscy - tak jak oni sami - krążą w nieustannej pogoni za okazją.
Wstrząsające wrażenie zrobiła na mnie relacja ks. Kalchika z diecezji Chicago (to ksiądz, który spalił tęczową flagę z krzyżem). Został dwukrotnie zgwałcony - raz jako 11-latek (przez sąsiada) i raz jako 19-letni franciszkański nowicjusz (przez księdza). Po tym doświadczeniu chciał po prostu przestać istnieć, był człowiekiem złamanym. "I lost my virginity" powiedział w sposób zupełnie naturalny i nikt nie mógłby go wyśmiać jako nieatrakcyjnego nieudacznika, gdyż - nawet teraz w wieku 56 lat -jest ponadprzeciętnie przystojnym mężczyzną. Potrzebował długoletniej terapii, żeby wrócić do siebie, odszedł z zakonu, dopiero po latach (w wieku 35 lat) został księdzem, a straszne wspomnienia wciąż go nawiedzają.
McCarrick zapraszał do swego domku letniskowego w New Jersey 6 kleryków, a łóżek było tylko 5 więc jeden z nich musiał spać ze swoim arcybiskupem. Ten był chędożony w sposób fizyczny, pozostali wdrażani do przechodzenia nad tym do porządku dziennego. W ten sposób pokolenia kleryków zostały zdeprawowane i znieczulone na zło, którego byli świadkami.
Kiedy pomyślę, że coś tak ohydnego mogło przytrafić się ludziom, którzy swe dziewictwo pragnęli ofiarować Bogu, jest mi gorzej. O. Adam Wyszyński wspomina - w wywiadzie udzielonym Jackowi Międlarowi na jego stronie - o młodej zakonnicy, regularnie gwałconej przez proboszcza i wikarego na parafii, gdzie pracowała. Siostra przełożona miała powiedzieć jej, że musi to wytrzymać, gdyż inaczej zakon straci źródło utrzymania. Trudno w to uwierzyć, a jeśli to prawda, to słychać złowrogi rechot szatana... Kiedyś w prawie niemieckim za gwałt na dziewicy karano śmiercią przez ścięcie zaostrzoną deską. Myślę, że dla takich wypadków jak wyżej czas tę karę przywrócić.
Problem w tym kto ma wymierzać sprawiedliwość. Władze kościelne są niezwykle sprawne w dyscyplinowaniu ludzi prawomyślnych i odważnych jak np arcybiskup Karagandy Jan Paweł Lenga, który został przeniesiony na emeryturę w wieku lat 61. (Z Tadżykistanu wyrzuciło go KGB, z Kazachstanu Watykan jak sam się wyraził). Gerhard Mueller stracił swój urząd z dnia na dzień bez żadnych wyjaśnień, podobnie jak 3 jego podwładnych zajmujących się nadużyciami seksualnymi kleru. Ksiądz Kalchik za spalenie tęczowej flagi został zesłany do psychuszki w USA, a u nas o.Wyszyński (jeśli wierzyć jego słowom) za informowanie przełożonych o homoseksualnych awansach ze strony dominikańskich gwiazd i zły stan zdrowia (po zatorze płucnym).
Nikt natomiast nie słyszał, żeby jakiekolwiek konsekwencje groziły hierarchom jawnie promującym homoseksualizm i ich pupilkom typu o. James Martin SJ albo ks. Rosica. Popieranie aborcji przez katolickich duchownych też nikomu w Watykanie nie przeszkadza. Wygląda na to, że wrogie przejęcie Kościoła już w znacznym stopniu się dokonało. Obawiam się, że tzw Synod Młodych potwierdzi to podejrzenie.
Nie ma chyba nic bardziej obśmianego na świecie niż dziewictwo i czystość. Bycie dziewicą jest obecnie bardziej wstydliwe, niż puszczanie się w czasach wiktoriańskich. Gdyby się nad zagadnieniem zastanowić bez uprzedzeń, trudno znaleźć powód. Czy nie słyszymy wciąż o tolerancji? Dlaczego nie objąć nią pragnących żyć w czystości, nie zainteresowanych seksem dla sportu i rekreacji? To oczywiście śmieszne pytanie. Wiadomo, że nie chodzi o żadną tolerancję tylko zniszczenie Kościoła i jego nauki.
E.Michael Jones często wspomina o teorii iluś tam stopni dojrzałości głoszonej przez niejakiego Erica Ericsona (wł. Samuelsona), która - nauczana także w seminariach - w znacznym stopniu przyczyniła się do demoralizacji kleru po Soborze Watykańskim II. Stopień siódmy (o ile dobrze pamiętam) to rozpoczęcie "życia seksualnego". Bez tego - twierdzi twórca teorii - prawdziwej ludzkiej dojrzałości nie osiągniemy. Znaczy ani Maryja, która przeskoczyła od dziewictwa do macierzyństwa, ani Jezus, ani tabuny świętych nie osiągnęli pełni człowieczeństwa, zatrzymali się w swoim rozwoju na progu dorosłości. A jeśli się nie zatrzymali i istnieją dowody na ich ponadprzeciętną ludzka dojrzałość to znaczy, że ta czystość musiała być z odzysku.
Jeżeli w seminariach naucza się metody historyczno-krytycznej, która odrzuca z Pisma Św. wszystkie cuda, to trudno się dziwić, że dziewicze macierzyństwo Maryi nie mogło się ostać, tym bardziej, że zgodnie z wspomnianą wyżej teorią nie jest żadnym tytułem do chwały, tylko przeszkodą w osiągnięciu dojrzałości.
Trudno się dziwić, że pod wpływem tego rodzaju nauk mężczyźni o normalnych skłonnościach nie widzieli sensu w wyrzekaniu się miłości kobiety - woleli odejść i założyć rodzinę - natomiast homoseksualiści znaleźli w seminarium, parafii lub zakonie niewyczerpane źródło możliwości posunięcia swojej ludzkiej dojrzałości naprzód. Dla tych ludzi czystość nie jest cnotą, oni po prostu nie wierzą, że istnieje jakaś jakościowa różnicą między ssaniem własnego kciuka a seksem oralnym z innym mężczyzna (jak się wyraził pewien duchowny na portalu dla homoseksualnego kleru). Nie są w stanie ocenić powagi przemocy seksualnej gdyż zakładają, że wszyscy - tak jak oni sami - krążą w nieustannej pogoni za okazją.
Wstrząsające wrażenie zrobiła na mnie relacja ks. Kalchika z diecezji Chicago (to ksiądz, który spalił tęczową flagę z krzyżem). Został dwukrotnie zgwałcony - raz jako 11-latek (przez sąsiada) i raz jako 19-letni franciszkański nowicjusz (przez księdza). Po tym doświadczeniu chciał po prostu przestać istnieć, był człowiekiem złamanym. "I lost my virginity" powiedział w sposób zupełnie naturalny i nikt nie mógłby go wyśmiać jako nieatrakcyjnego nieudacznika, gdyż - nawet teraz w wieku 56 lat -jest ponadprzeciętnie przystojnym mężczyzną. Potrzebował długoletniej terapii, żeby wrócić do siebie, odszedł z zakonu, dopiero po latach (w wieku 35 lat) został księdzem, a straszne wspomnienia wciąż go nawiedzają.
McCarrick zapraszał do swego domku letniskowego w New Jersey 6 kleryków, a łóżek było tylko 5 więc jeden z nich musiał spać ze swoim arcybiskupem. Ten był chędożony w sposób fizyczny, pozostali wdrażani do przechodzenia nad tym do porządku dziennego. W ten sposób pokolenia kleryków zostały zdeprawowane i znieczulone na zło, którego byli świadkami.
Kiedy pomyślę, że coś tak ohydnego mogło przytrafić się ludziom, którzy swe dziewictwo pragnęli ofiarować Bogu, jest mi gorzej. O. Adam Wyszyński wspomina - w wywiadzie udzielonym Jackowi Międlarowi na jego stronie - o młodej zakonnicy, regularnie gwałconej przez proboszcza i wikarego na parafii, gdzie pracowała. Siostra przełożona miała powiedzieć jej, że musi to wytrzymać, gdyż inaczej zakon straci źródło utrzymania. Trudno w to uwierzyć, a jeśli to prawda, to słychać złowrogi rechot szatana... Kiedyś w prawie niemieckim za gwałt na dziewicy karano śmiercią przez ścięcie zaostrzoną deską. Myślę, że dla takich wypadków jak wyżej czas tę karę przywrócić.
Problem w tym kto ma wymierzać sprawiedliwość. Władze kościelne są niezwykle sprawne w dyscyplinowaniu ludzi prawomyślnych i odważnych jak np arcybiskup Karagandy Jan Paweł Lenga, który został przeniesiony na emeryturę w wieku lat 61. (Z Tadżykistanu wyrzuciło go KGB, z Kazachstanu Watykan jak sam się wyraził). Gerhard Mueller stracił swój urząd z dnia na dzień bez żadnych wyjaśnień, podobnie jak 3 jego podwładnych zajmujących się nadużyciami seksualnymi kleru. Ksiądz Kalchik za spalenie tęczowej flagi został zesłany do psychuszki w USA, a u nas o.Wyszyński (jeśli wierzyć jego słowom) za informowanie przełożonych o homoseksualnych awansach ze strony dominikańskich gwiazd i zły stan zdrowia (po zatorze płucnym).
Nikt natomiast nie słyszał, żeby jakiekolwiek konsekwencje groziły hierarchom jawnie promującym homoseksualizm i ich pupilkom typu o. James Martin SJ albo ks. Rosica. Popieranie aborcji przez katolickich duchownych też nikomu w Watykanie nie przeszkadza. Wygląda na to, że wrogie przejęcie Kościoła już w znacznym stopniu się dokonało. Obawiam się, że tzw Synod Młodych potwierdzi to podejrzenie.
czwartek, 4 października 2018
O recenzjach "Kleru" i co z nich wynika
Nie sposób opędzić się od recenzji filmu "Kler", którym nie jestem w najmniejszym stopniu zainteresowana. Znacznie ciekawszy wydaje mi się jego odbiór przez różne środowiska.
Niezależna podała link do vloga "Ponarzekajmy o filmach", którego autor przedstawiający się jako ateista uznał najnowszą produkcję Smarzowskiego za "ch...jowy film". Tę radykalną opinię uzasadnił beznadziejnym scenariuszem, brakiem realizmu, który utrudnia branie bohaterów i ich postaw na poważnie, niedociągnięciami warsztatu (zdjęcia), słabymi dialogami (naładowanymi nieuzasadnioną wulgarnością), a nade wszystko nudą. Wyśmiał deklarowany cel powstania filmu (rozpoczęcie dyskusji o Kościele) i przypisał reżyserowi niskie pobudki (kasiora). Za jedyny atut uznał aktorstwo. Jego ocena wynosiła 3/10. Wspomniał też o niezwykle wulgarnej i hałaśliwej publiczności wypełniającej pustawe zazwyczaj kino i zachowującej się jak na wiecu.
Łysięjący katolik (Tomasz Samołyk) ocenił film na 5 lub 6/10. Miał zdecydowanie lepsze zdanie o walorach warsztatowych czy też artystycznych samego dzieła jak i dorobku Smarzowskiego w ogóle. Jego głównym zarzutem była nieznajomość tematu, zrozumiała u wojującego ateisty, który robi film nie o Kościele, tylko o swoich o nim wyobrażeniach. Do recenzji dodał liczne zapewnienia o sympatii do reżysera. Odciął się pogardliwie od środowisk katolickich wzywających do bojkotu filmu.
Ks. Longchamps du Berrier (o ile dobrze pamiętam) stwierdził, że apele o bojkot filmu staną się dla niego dobrą reklamą. Mimo wysiłków p. Ziemca nie dał się skłonić do żadnych emocjonalnych ani potępiających wypowiedzi. Głownie zauważył brak znajomości realiów życia Kościoła (brak konsultanta) i nie krył pewnego rozczarowania, gdyż miał nadzieję, że będzie to dobry film z gatunku tych, które można pokazywać księżom na rekolekcjach dla kapłanów. Podobną nadzieję żywił ksiądz Isakowicz-Zalewski, ale gotowy produkt nazwał straconą okazją.
Ks Zieliński zauważył niezwykłą zbieżność scenariusza z SB-cką propagandą antykościelną - pedofil jest kapelanem Solidarności, a inny zwyrodnialec powtarza hasło ks. Jerzego Popiełuszki "zło dobrem zwyciężaj". Nic dziwnego, ze Urban był zachwycony na premierze, a Hartman wystąpił w jakiejś scenie.
Józef Orzeł i Gabriel Maciejewski nie byli na filmie, ale słyszeli zapowiedź reżysera, że następny zamierza nakręcić o "wielkiej Lechii", czyli jak to określili "tworze Duginowskiej propagandy" (Michalkiewicz nazwał tę ideę dosadniej - "ubeckie rzygowiny"), co układa się w pewną spójną całość. Ciekawe czy dostanie dotację z PISFu?
Krzysztof Karoń uznał dzieło Smarzowskiego za szalenie niebezpieczny atak na naszą cywilizację i zaapelował, żeby w ramach kontrofensywy kolportować wyniki badań Eurostatu na temat przemocy wobec kobiet w różnych krajach UE (tam, gdzie wpływ katolicyzmu był najdłuższy wskaźniki są najniższe).
Rafał Ziemkiewicz umieścił na twiterze plakat międzywojennego, niemieckiego filmu Jude Suss (czy jakoś tak) wskazując, że był to ważny głos w dyskusji o problemach Judaizmu i patologiach występujących w społeczności żydowskiej (lichwa)
Zupełnie w innym tonie wypowiedzieli się dominikanie. O. Golonka na oficjalnej stronie zakonu umieścił recenzję pisaną z powagą należną wybitnemu i ważnemu dziełu. Według niego to ofiary klerykalnej pedofilii mówią do nas z ekranu i powinniśmy ten głos w końcu usłyszeć. W przeciwieństwie do Stanów i Irlandii nie znamy skali zjawiska. Zróbmy badania to będziemy ją mieli. A czy chcemy? (w domyśle- nie).
Największym entuzjastą filmu okazał się o. Adam Szustak, który wybrał się do kina w habicie. Publiczność była zachwycona, niektórzy podchodzili, witali się, rozmawiali. Film - zdaniem kaznodziei - jest świetny, jak cała twórczość Smarzowskiego, a ponadto jego - o. Szustaka - wzywa do nawrócenia. Ze szczególnym wstrętem odciął się od wszystkich środowisk katolickich, które film krytykują albo namawiają do bojkotu. Prychnął coś z pogardą o mentalności oblężonej twierdzy.
A co ojcze Adamie Szustaku jeśli twierdza rzeczywiście jest oblężona? Co więcej, wróg wdarł się do wewnątrz i założył ojca współbraciom profile na gejowskich portalach randkowych (jeśli wierzyć o. Wyszyńskiemu). A może sami sobie założyli? No jasne, że sami, przecież żadnego wroga nie ma! Po co wróg, jeśli sama załoga zachowuje się w ten sposób?!!
Wstrząsające hasło "pedofilia" skutecznie odwraca uwagę od istoty problemu, czyli wrogiego przejmowania KK przez homolobby. Zupełny brak tego wątku w filmie Smarzowskiego (zdradzający zasadniczą nieznajomość patologii Kościoła) zauważył ks. Isakowicz-Zalewski. Pomocniczy biskup płocki Milewski w rozmowie z redaktorem Mazurkiem wspomniał ostatnie przypadki "pedofilii" kleru w diecezji. Na siedem ofiar sześć było"dziećmi" w wieku 16-18 lat, płci męskiej. McCarrick i Paetz specjalizowali się w jeszcze starszych "dzieciach" - klerykach i młodych księżach.
Ach, ta przedziwna wybiórczość miłosierdzia! Jak trendy w modzie. W tym sezonie nie współczujemy setkom młodych mężczyzn, którym złamano kręgosłup i życie w seminarium (czy innym studentacie). W sumie sami sobie winni. Po co się pchali do męskiego klubu. Służyć Bogu?!!!
Jakiemu Bogu?!!! Wygląda na to, że dla niektórych Bóg to wyłącznie pretekst by dawać upust swoim homoseksualnym apetytom, przy zapewnionych dostawach świeżego mięsa. Zachwycająca ewolucja idei celibatu!
Niezależna podała link do vloga "Ponarzekajmy o filmach", którego autor przedstawiający się jako ateista uznał najnowszą produkcję Smarzowskiego za "ch...jowy film". Tę radykalną opinię uzasadnił beznadziejnym scenariuszem, brakiem realizmu, który utrudnia branie bohaterów i ich postaw na poważnie, niedociągnięciami warsztatu (zdjęcia), słabymi dialogami (naładowanymi nieuzasadnioną wulgarnością), a nade wszystko nudą. Wyśmiał deklarowany cel powstania filmu (rozpoczęcie dyskusji o Kościele) i przypisał reżyserowi niskie pobudki (kasiora). Za jedyny atut uznał aktorstwo. Jego ocena wynosiła 3/10. Wspomniał też o niezwykle wulgarnej i hałaśliwej publiczności wypełniającej pustawe zazwyczaj kino i zachowującej się jak na wiecu.
Łysięjący katolik (Tomasz Samołyk) ocenił film na 5 lub 6/10. Miał zdecydowanie lepsze zdanie o walorach warsztatowych czy też artystycznych samego dzieła jak i dorobku Smarzowskiego w ogóle. Jego głównym zarzutem była nieznajomość tematu, zrozumiała u wojującego ateisty, który robi film nie o Kościele, tylko o swoich o nim wyobrażeniach. Do recenzji dodał liczne zapewnienia o sympatii do reżysera. Odciął się pogardliwie od środowisk katolickich wzywających do bojkotu filmu.
Ks. Longchamps du Berrier (o ile dobrze pamiętam) stwierdził, że apele o bojkot filmu staną się dla niego dobrą reklamą. Mimo wysiłków p. Ziemca nie dał się skłonić do żadnych emocjonalnych ani potępiających wypowiedzi. Głownie zauważył brak znajomości realiów życia Kościoła (brak konsultanta) i nie krył pewnego rozczarowania, gdyż miał nadzieję, że będzie to dobry film z gatunku tych, które można pokazywać księżom na rekolekcjach dla kapłanów. Podobną nadzieję żywił ksiądz Isakowicz-Zalewski, ale gotowy produkt nazwał straconą okazją.
Ks Zieliński zauważył niezwykłą zbieżność scenariusza z SB-cką propagandą antykościelną - pedofil jest kapelanem Solidarności, a inny zwyrodnialec powtarza hasło ks. Jerzego Popiełuszki "zło dobrem zwyciężaj". Nic dziwnego, ze Urban był zachwycony na premierze, a Hartman wystąpił w jakiejś scenie.
Józef Orzeł i Gabriel Maciejewski nie byli na filmie, ale słyszeli zapowiedź reżysera, że następny zamierza nakręcić o "wielkiej Lechii", czyli jak to określili "tworze Duginowskiej propagandy" (Michalkiewicz nazwał tę ideę dosadniej - "ubeckie rzygowiny"), co układa się w pewną spójną całość. Ciekawe czy dostanie dotację z PISFu?
Krzysztof Karoń uznał dzieło Smarzowskiego za szalenie niebezpieczny atak na naszą cywilizację i zaapelował, żeby w ramach kontrofensywy kolportować wyniki badań Eurostatu na temat przemocy wobec kobiet w różnych krajach UE (tam, gdzie wpływ katolicyzmu był najdłuższy wskaźniki są najniższe).
Rafał Ziemkiewicz umieścił na twiterze plakat międzywojennego, niemieckiego filmu Jude Suss (czy jakoś tak) wskazując, że był to ważny głos w dyskusji o problemach Judaizmu i patologiach występujących w społeczności żydowskiej (lichwa)
Zupełnie w innym tonie wypowiedzieli się dominikanie. O. Golonka na oficjalnej stronie zakonu umieścił recenzję pisaną z powagą należną wybitnemu i ważnemu dziełu. Według niego to ofiary klerykalnej pedofilii mówią do nas z ekranu i powinniśmy ten głos w końcu usłyszeć. W przeciwieństwie do Stanów i Irlandii nie znamy skali zjawiska. Zróbmy badania to będziemy ją mieli. A czy chcemy? (w domyśle- nie).
Największym entuzjastą filmu okazał się o. Adam Szustak, który wybrał się do kina w habicie. Publiczność była zachwycona, niektórzy podchodzili, witali się, rozmawiali. Film - zdaniem kaznodziei - jest świetny, jak cała twórczość Smarzowskiego, a ponadto jego - o. Szustaka - wzywa do nawrócenia. Ze szczególnym wstrętem odciął się od wszystkich środowisk katolickich, które film krytykują albo namawiają do bojkotu. Prychnął coś z pogardą o mentalności oblężonej twierdzy.
A co ojcze Adamie Szustaku jeśli twierdza rzeczywiście jest oblężona? Co więcej, wróg wdarł się do wewnątrz i założył ojca współbraciom profile na gejowskich portalach randkowych (jeśli wierzyć o. Wyszyńskiemu). A może sami sobie założyli? No jasne, że sami, przecież żadnego wroga nie ma! Po co wróg, jeśli sama załoga zachowuje się w ten sposób?!!
Wstrząsające hasło "pedofilia" skutecznie odwraca uwagę od istoty problemu, czyli wrogiego przejmowania KK przez homolobby. Zupełny brak tego wątku w filmie Smarzowskiego (zdradzający zasadniczą nieznajomość patologii Kościoła) zauważył ks. Isakowicz-Zalewski. Pomocniczy biskup płocki Milewski w rozmowie z redaktorem Mazurkiem wspomniał ostatnie przypadki "pedofilii" kleru w diecezji. Na siedem ofiar sześć było"dziećmi" w wieku 16-18 lat, płci męskiej. McCarrick i Paetz specjalizowali się w jeszcze starszych "dzieciach" - klerykach i młodych księżach.
Ach, ta przedziwna wybiórczość miłosierdzia! Jak trendy w modzie. W tym sezonie nie współczujemy setkom młodych mężczyzn, którym złamano kręgosłup i życie w seminarium (czy innym studentacie). W sumie sami sobie winni. Po co się pchali do męskiego klubu. Służyć Bogu?!!!
Jakiemu Bogu?!!! Wygląda na to, że dla niektórych Bóg to wyłącznie pretekst by dawać upust swoim homoseksualnym apetytom, przy zapewnionych dostawach świeżego mięsa. Zachwycająca ewolucja idei celibatu!
Etykiety:
homolobby,
Karoń,
Kler,
ks. Isakowicz-Zalewski,
ks. Longchamps du Berrier,
ks. Zieliński,
Maciejewski,
MCCarrick,
o.Szustak,
Orzeł,
Paetz,
pedofilia,
ponarzekajmy o filmach,
Samołyk,
Smarzowski,
Ziemkiewicz
niedziela, 30 września 2018
Powrót "schizofrenii bezobjawowej" ?!!
Dziś znalazłam na LifeSiteNews tekst Lianne Laurence, który jest właściwie omówieniem wpisu ks. Johna Zuhlsdorfa na jego blogu (https://www.lifesitenews.com/news/priest-blogger-bishops-send-conservative-priests-to-psych-hospitals-for-dep). Chodzi o wysyłanie konserwatywnych, przywiązanych do tradycji i ortodoksyjnych księży do szpitali psychiatrycznych na "reprogramming".
"Nieprawomyślny" duchowny zostaje najpierw wysłany do jednej z klinik psychiatrycznych dla kleru na "psychiatric evaluation" i zdiagnozowany nieodmiennie jako "narcissism and borderline bipolar".
(O ile mi wiadomo to są 3 zupełnie inne problemy narcissistc personality disorder, borderline personality disorder i bipolar coś tam, pierwsze dwa są typami osobowości i nie da się ich "wyleczyć" ani psychoterapią, ani tym bardziej prochami). Następnie wysyła się go na "leczenie" na 3 miesiące. Odbiera mu się telefon, przyrządy do golenia, kontroluje się jego e-maile, zaczyna szprycować prochami, Termin pobytu wydłuża się do 6 miesięcy. Po tym okresie "terapii" zdolność koncentracji jest żadna, a mowa bełkotliwa.
W najbardziej niesławnym ośrodku, St. Luke's Institute w Maryland, do którego został wysłany ks. Kalchik (z poprzedniego wpisu), wymagane jest podpisanie zgody, że biskup zostanie poinformowany o wszystkim co wyjdzie na jaw w trakcie "leczenia". Łatwo sobie wyobrazić jaki użytek można zrobić z takiej wiedzy.
Słowem mamy powtórkę sowieckiej "schizofrenii bezobjawowej" i jej leczenia stosowanego celem zastraszenia duchownych, którym nie podobają się rządy homomafii w Kościele. W przeciwieństwie do pedofilów, pederastów czy aktywnych homoseksualistów wykorzystujących podległość służbową do molestowania podwładnych, konserwatywni i ortodoksyjni księża mogą liczyć na natychmiastowe wymierzenie im "sprawiedliwości". Owe sławne "miłosierdzie", o którym tyle słyszymy tutaj się nie ma zastosowania.
Czytając ten przerażający tekst przypomniałam sobie sprawę O. Wyszyńskiego OP. Widziałam wywiad przeprowadzony z nim przez niejakiego Zbigniewa Stonogę, postać nad wyraz szemraną. Kimkolwiek jest owa Stonoga i jakiekolwiek były jej intencje w nagraniu i opublikowaniu tego materiału opowieść młodego dominikanina (byłego?) wydała mi się interesująca. Najbardziej niepokojący był wątek homoseksualizmu w zakonie i jego zasięg. Jako młody i względnie przystojny mężczyzna o. Wyszyński spotykał się z licznymi seksualnymi awansami i propozycjami ze strony starszych braci i przełożonych. Wspominał m.in. końskie zaloty sławnego z częstych występów w TVN po stronie wrogów Kościoła ojca G. Sam sławny ojciec G. zarzuty te uprawdopodobnił chwaląc się, że niejeden w zakonie chciałby go "przelecieć". Ta drobna uwaga zdradza więcej z atmosfery panującej w środowisku braci kaznodziejów niż długa relacja o. Wyszyńskiego pełna całujących się nowicjuszy, homoseksualnych orgietek doktorantów, propozycji zrobienia loda i pozorowanych ruchów kopulacyjnych w formie żartu.
Najbardziej niepokojący jednak był wątek wysłania O. Wyszyńskiego do szpitala psychiatrycznego. O ile dobrze pamiętam miały to być krótkie badania, po przyjeździe okazały się dwutygodniowym przymusowym pobytem, po którym młody kapłan do zakonu wolał nie wracać. Według jego słów psychiatra był zadziwiony faktem, że ZNOWU przysyłają mu na oddział zupełnie zdrowego człowieka. O. Wyszyński ewidentnie nie był pierwszym niewygodnym duchownym w tym szpitalu. Na podstawie jego relacji można domniemywać, że powodem było informowanie przełożonych o niechcianych homoseksualnych awansach ze strony współbraci. Nie sposób tego zweryfikować, ale niesmak pozostał.
Do relacji odniósł się były ks. Międlar opisując homoseksualne podziemie archidiecezji wrocławskiej, podając m.in konkretne miejsca imprez "kochających inaczej" duchownych.
Nie wiem czy tak jest, ale szybkość reakcji władz duchownych w przypadku księdza narodowca czy zakonnika zgłaszającego homoseksualne awanse przełożonym rażąco kontrastuje z ciągnącym się dekadami przerzucaniem pederastów z placówki na placówkę. W nadziei na na co? Że ulegną śmiertelnemu wypadkowi drogowemu w trakcie tej zabawy? Raczej nie, złego licho nie bierze!
Dziś o. przeor dominikanów we Wrocławiu pouczył nas, że w stosunku do siebie mamy być surowi, a dla ludzi spoza Kościoła miłosierni. Mówił także sporo o słusznej krytyce, która nas z ich strony spotyka i że powinniśmy ją przyjąć. Więc ja pozwolę sobie zasugerować ojcu przeorowi, żeby swą radę zastosował do siebie i współbraci. Może czas zająć się najpierw akceptacją dla aktów homoseksualnych w zakonie i dziwnych wypowiedzi medialnych niektórych jego członków, a dopiero potem opieprzać wiernych, że święcą jajka w wielką sobotę albo robią coś równie obrzydliwego.
"Nieprawomyślny" duchowny zostaje najpierw wysłany do jednej z klinik psychiatrycznych dla kleru na "psychiatric evaluation" i zdiagnozowany nieodmiennie jako "narcissism and borderline bipolar".
(O ile mi wiadomo to są 3 zupełnie inne problemy narcissistc personality disorder, borderline personality disorder i bipolar coś tam, pierwsze dwa są typami osobowości i nie da się ich "wyleczyć" ani psychoterapią, ani tym bardziej prochami). Następnie wysyła się go na "leczenie" na 3 miesiące. Odbiera mu się telefon, przyrządy do golenia, kontroluje się jego e-maile, zaczyna szprycować prochami, Termin pobytu wydłuża się do 6 miesięcy. Po tym okresie "terapii" zdolność koncentracji jest żadna, a mowa bełkotliwa.
W najbardziej niesławnym ośrodku, St. Luke's Institute w Maryland, do którego został wysłany ks. Kalchik (z poprzedniego wpisu), wymagane jest podpisanie zgody, że biskup zostanie poinformowany o wszystkim co wyjdzie na jaw w trakcie "leczenia". Łatwo sobie wyobrazić jaki użytek można zrobić z takiej wiedzy.
Słowem mamy powtórkę sowieckiej "schizofrenii bezobjawowej" i jej leczenia stosowanego celem zastraszenia duchownych, którym nie podobają się rządy homomafii w Kościele. W przeciwieństwie do pedofilów, pederastów czy aktywnych homoseksualistów wykorzystujących podległość służbową do molestowania podwładnych, konserwatywni i ortodoksyjni księża mogą liczyć na natychmiastowe wymierzenie im "sprawiedliwości". Owe sławne "miłosierdzie", o którym tyle słyszymy tutaj się nie ma zastosowania.
Czytając ten przerażający tekst przypomniałam sobie sprawę O. Wyszyńskiego OP. Widziałam wywiad przeprowadzony z nim przez niejakiego Zbigniewa Stonogę, postać nad wyraz szemraną. Kimkolwiek jest owa Stonoga i jakiekolwiek były jej intencje w nagraniu i opublikowaniu tego materiału opowieść młodego dominikanina (byłego?) wydała mi się interesująca. Najbardziej niepokojący był wątek homoseksualizmu w zakonie i jego zasięg. Jako młody i względnie przystojny mężczyzna o. Wyszyński spotykał się z licznymi seksualnymi awansami i propozycjami ze strony starszych braci i przełożonych. Wspominał m.in. końskie zaloty sławnego z częstych występów w TVN po stronie wrogów Kościoła ojca G. Sam sławny ojciec G. zarzuty te uprawdopodobnił chwaląc się, że niejeden w zakonie chciałby go "przelecieć". Ta drobna uwaga zdradza więcej z atmosfery panującej w środowisku braci kaznodziejów niż długa relacja o. Wyszyńskiego pełna całujących się nowicjuszy, homoseksualnych orgietek doktorantów, propozycji zrobienia loda i pozorowanych ruchów kopulacyjnych w formie żartu.
Najbardziej niepokojący jednak był wątek wysłania O. Wyszyńskiego do szpitala psychiatrycznego. O ile dobrze pamiętam miały to być krótkie badania, po przyjeździe okazały się dwutygodniowym przymusowym pobytem, po którym młody kapłan do zakonu wolał nie wracać. Według jego słów psychiatra był zadziwiony faktem, że ZNOWU przysyłają mu na oddział zupełnie zdrowego człowieka. O. Wyszyński ewidentnie nie był pierwszym niewygodnym duchownym w tym szpitalu. Na podstawie jego relacji można domniemywać, że powodem było informowanie przełożonych o niechcianych homoseksualnych awansach ze strony współbraci. Nie sposób tego zweryfikować, ale niesmak pozostał.
Do relacji odniósł się były ks. Międlar opisując homoseksualne podziemie archidiecezji wrocławskiej, podając m.in konkretne miejsca imprez "kochających inaczej" duchownych.
Nie wiem czy tak jest, ale szybkość reakcji władz duchownych w przypadku księdza narodowca czy zakonnika zgłaszającego homoseksualne awanse przełożonym rażąco kontrastuje z ciągnącym się dekadami przerzucaniem pederastów z placówki na placówkę. W nadziei na na co? Że ulegną śmiertelnemu wypadkowi drogowemu w trakcie tej zabawy? Raczej nie, złego licho nie bierze!
Dziś o. przeor dominikanów we Wrocławiu pouczył nas, że w stosunku do siebie mamy być surowi, a dla ludzi spoza Kościoła miłosierni. Mówił także sporo o słusznej krytyce, która nas z ich strony spotyka i że powinniśmy ją przyjąć. Więc ja pozwolę sobie zasugerować ojcu przeorowi, żeby swą radę zastosował do siebie i współbraci. Może czas zająć się najpierw akceptacją dla aktów homoseksualnych w zakonie i dziwnych wypowiedzi medialnych niektórych jego członków, a dopiero potem opieprzać wiernych, że święcą jajka w wielką sobotę albo robią coś równie obrzydliwego.
sobota, 29 września 2018
Horror nasz powszedni
Lifesitenews opublikowało list (otwarty?) ks. Paula Kalchika do papieża Franciszka. To ksiądz, który po spaleniu gejowskiej flagi z krzyżem, miał zostać odstawiony do szpitala psychiatrycznego na reedukację. Nie zastosował się, natomiast udzielił obszernego wywiadu Michaelowi Vorisowi i opublikował wyżej wspomniany tekst (najpierw na church militant o ile dobrze pamiętam). Opisuje w nim m.in swoje własne doświadczenie bycia zgwałconym, raz w wieku 11 lat przez sąsiada, i drugi w wieku 19 lat, przez księdza. Jest to absolutnie druzgoczące i demoniczne. Nic poniżej kary śmierci dla gwałcicieli nie satysfakcjonuje zdrowego poczucia sprawiedliwości.
Nawet Raymond Arroyo z telewizji EWTN, zaliczanej do katolickiego mainstreamu, zadał na wizji pytanie retoryczne jak to możliwe, że za incydent, który był wyrazem obrony nauki Kościoła grozi zesłanie do St Luke's "funny farm" o bardzo złej sławie, a księża jawnie popierający (i praktykujący) homoseksualizm jeżdżą po świecie lansowani jak primadonny.
Parafia Zmartwychwstania w Chicago, w której posługiwał ks. Kalchik ma też bardzo ciekawą historię. Poprzednik ks Kalchika ks Daniel Montalbano był piewszym proboszczem otwarcie gejowskiej parafii Św. Sebastiana, gdzie 2 organizacje LGBTQ spotykały się z błogosławieństwem kardynała Bernardina. Po pożarze przeniósł się ze swymi podopiecznymi do parafii Zmartwychwstania, gdzie kontynuował progejowską działalność aż do śmierci. Pewnej niedzieli, kiedy nie pojawił się na rannej mszy znaleziono go martwego w pokoju na plebanii. Był nagi, podłączony do elektrycznego urządzenia do masturbacji. Jedna ściana wyłożona była w całości lustrami, dwie szafy pełne homoseksualnej pornografii itp. W piwnicy plebanii odbywały się homoseksualne przyjęcia.
Flagę widoczną na zdjęciu (skopiowanym z Lifesitenews) na wyraźne życzenie parafian spalono w ramach porządków po ks Montalbano, podobnie jak "gejowskie" ornaty i kompromitującą zawartość szaf.
Protegowany byłego kardynała McCarricka Blase Cupich, arcybiskup Chicago nasłał na ks. Kalchika swoich współpracowników, którzy kazali mu natychmiast opuścić teren parafii i udać się do ośrodka St Luke's celem reedukacji, postraszyli policją gdyby się nie zastosował.
Dr Taylor Marshall i Timothy Gorgon w najnowszym odcinku vloga rozmawiali na temat niezwykłego incydentu z udziałem byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary Gerharda Muellera i jego szefa tzn papieża Franciszka. Ten ostatni miał posłać po kardynała, podczas gdy ten odprawiał mszę i kazać mu się stawić natychmiast. Gdy zaskoczony Niemiec zapytał, czy papież wie, że on właśnie odprawia mszę, posłaniec miał odpowiedzieć: "he doesn't mind". Co było tak niezwykle pilne? Ano papież tak bardzo śpieszył się zakazać Muellerowi postępowania w sprawie kardynała Cormaca Murphy O'Connora, człowieka mafii St.Gallen, której zawdzięcza swój wybór. Angielski kardynał był oskarżony o gwałt na 14 letniej dziewczynie. Ofiara, której wypłacono po cichu odszkodowanie, dalej domagała się sprawiedliwości, od lat opowiadając ciągle tę samą, spójną historię. Co najbardziej przerażające, miał to być gwałt zbiorowy, w którym mieli brać udział także inni księża. Rzecz więc wygląda na jakiś szatański rytuał przypominający relację kobiety zwanej Agnes, która o coś podobnego onegdaj oskarżała kardynała Bernardina. Jej opowieść znalazła się w książce Malachi Martina Windswept house.
O komentarzach współpracowników Franciszka na temat listu byłego nuncjusza Vigano i dealu z Chinami nawet nie chce mi się pisać, bo też mam swoją odporność. Jedno mnie zastanawia: czy to, co obecnie obserwujemy, to kolejna odsłona obyczajowego upadku kleru czy coś więcej? A jeśli to wrogie przejęcie?
Nawet Raymond Arroyo z telewizji EWTN, zaliczanej do katolickiego mainstreamu, zadał na wizji pytanie retoryczne jak to możliwe, że za incydent, który był wyrazem obrony nauki Kościoła grozi zesłanie do St Luke's "funny farm" o bardzo złej sławie, a księża jawnie popierający (i praktykujący) homoseksualizm jeżdżą po świecie lansowani jak primadonny.
Parafia Zmartwychwstania w Chicago, w której posługiwał ks. Kalchik ma też bardzo ciekawą historię. Poprzednik ks Kalchika ks Daniel Montalbano był piewszym proboszczem otwarcie gejowskiej parafii Św. Sebastiana, gdzie 2 organizacje LGBTQ spotykały się z błogosławieństwem kardynała Bernardina. Po pożarze przeniósł się ze swymi podopiecznymi do parafii Zmartwychwstania, gdzie kontynuował progejowską działalność aż do śmierci. Pewnej niedzieli, kiedy nie pojawił się na rannej mszy znaleziono go martwego w pokoju na plebanii. Był nagi, podłączony do elektrycznego urządzenia do masturbacji. Jedna ściana wyłożona była w całości lustrami, dwie szafy pełne homoseksualnej pornografii itp. W piwnicy plebanii odbywały się homoseksualne przyjęcia.
Flagę widoczną na zdjęciu (skopiowanym z Lifesitenews) na wyraźne życzenie parafian spalono w ramach porządków po ks Montalbano, podobnie jak "gejowskie" ornaty i kompromitującą zawartość szaf.
Dr Taylor Marshall i Timothy Gorgon w najnowszym odcinku vloga rozmawiali na temat niezwykłego incydentu z udziałem byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary Gerharda Muellera i jego szefa tzn papieża Franciszka. Ten ostatni miał posłać po kardynała, podczas gdy ten odprawiał mszę i kazać mu się stawić natychmiast. Gdy zaskoczony Niemiec zapytał, czy papież wie, że on właśnie odprawia mszę, posłaniec miał odpowiedzieć: "he doesn't mind". Co było tak niezwykle pilne? Ano papież tak bardzo śpieszył się zakazać Muellerowi postępowania w sprawie kardynała Cormaca Murphy O'Connora, człowieka mafii St.Gallen, której zawdzięcza swój wybór. Angielski kardynał był oskarżony o gwałt na 14 letniej dziewczynie. Ofiara, której wypłacono po cichu odszkodowanie, dalej domagała się sprawiedliwości, od lat opowiadając ciągle tę samą, spójną historię. Co najbardziej przerażające, miał to być gwałt zbiorowy, w którym mieli brać udział także inni księża. Rzecz więc wygląda na jakiś szatański rytuał przypominający relację kobiety zwanej Agnes, która o coś podobnego onegdaj oskarżała kardynała Bernardina. Jej opowieść znalazła się w książce Malachi Martina Windswept house.
O komentarzach współpracowników Franciszka na temat listu byłego nuncjusza Vigano i dealu z Chinami nawet nie chce mi się pisać, bo też mam swoją odporność. Jedno mnie zastanawia: czy to, co obecnie obserwujemy, to kolejna odsłona obyczajowego upadku kleru czy coś więcej? A jeśli to wrogie przejęcie?
niedziela, 23 września 2018
Kilka refleksji po berlińskim Marszu dla Życia
Dziś na Frondzie taki oto news:
Pod spodem film. Spokojni ludzie - przekrój wiekowy społeczeństwa - idą w milczeniu niosąc krzyże i nienachalne, nieobraźliwe transparenty. Bo bokach i we wszystkich bocznych uliczkach kontrmanifestanci. Co najmniej jedna próba blokowania. Rozwrzeszczana, rozhisteryzowana młodzież ubrana najczęściej na czarno. Część wykonuje obsceniczne gesty, wszyscy wrzeszczą - agresywni i obrzydliwi. W jednym ujęciu kładą się na ulicy - szatańska parodia męczeństwa odrywana przez lewactwo ad nauseam. Jest coś diabolicznego w ich wyglądzie i zachowaniu, złowieszczego, a jednocześnie przewidywalnego do obrzydliwości. Jak zużyte kukły w rękach tego samego od wieków mistrza marionetek. Są całkowicie bezkarni i w pełni tego świadomi. Gdyby nie policja, rzuciliby się na spokojnych manifestantów. Określenie "pomioty Szatana" ciśnie mi się nachalnie na usta. Można wybrać zło i trwać przy nim. Patrząc na nich rozumiem smutną konieczność najbardziej radykalnych wyroków inkwizycji.14 Marsz dla Życia odbył się 22 września w Berlinie. Około 5500 osób protestowało przeciwko mordowaniu dzieci nienarodzonych oraz przeciw wprowadzaniu eutanazji. W Marszu wzięło udział trzech biskupów: arcybiskup samego Berlina, Heiner Koch, berliński biskup pomocniczy, Matthias Heinrich - oraz biskup bawarskiej Ratyzbony, Rudolf Voderholzer. W Marszu szedł też Hans-Jürgen Abromeit z Greifswaldu, który we wspólnocie ewangelickiej pełni funkcję biskupa
Berliński Marsz dla Życia to największe takie wydarzenie w Niemczech. Za Odrą aborcja jest dostępna do 3 miesiąca ciąży na życzenie; wystarczy uzyskać dokument ze specjalnej poradni; dostaje go każda kobieta, która o to poprosi. Skutkuje to około 100 tysiącami aborcji rocznie.
Ciekawa jestem jak czuliby się ojcowie soborowi uchwalający dokument o wolności religijnej, gdyby im pokazać to nagranie i wyjaśnić, że to m.in wynik ich decyzji. Błąd to gorzej niż grzech (w każdym razie jeśli chodzi o skutki doczesne).
Papież Franciszek jednak sympatyzuje z tego rodzaju młodzieżą i do niej pragnie "dotrzeć" za pomocą synodu, który ma się odbyć w październiku (szkic bełkotliwego dokumentu końcowego już gotowy). Do nich wyrywa się jego miłosierne serduszko dziwnie obojętne na cierpienia podziemnego Kościoła w Chinach, który właśnie zdradził, nie mówiąc już o wrażych neopelagiańskich rygorystach manifestujących za życiem.
Św. Maksymilian Kolbe był wstrząśnięty widokiem manifestacji masonów (w 200-lecie powstania ich organizacji), którą obserwował w 1917 roku w Rzymie w pobliżu placu Św. Piotra. Szczególnie przeraziły go transparenty w stylu "Szatan będzie panował w Watykanie" czy "papież będzie niewolnikiem Szatana". Minęło 100 lat i nie jeden ma wrażenie, że te straszne słowa się spełniły, albo są bliskie spełnienia.
Zło istnieje i istnieją ludzie, którzy je świadomie wybrali. Z własnej woli poddali się jego mocy w nadziei uzyskania czegoś. Dyskusja z nimi nie ma żadnego sensu, gdyż reprezentują odwiecznego wroga rodzaju ludzkiego, są jego otworem gębowym. Tu potrzeba egzorcyzmu i to potężnego. Potrzeba powrotu do wiary i praktyk Kościoła, który nie wstydził się swojej nauki. Uświadamiał ludziom realność walki duchowej, która odbywa się także w ich życiu i ich głowie. Nie przepraszał za to, że istnieje, tylko głosił Dobrą Nowinę o Zbawieniu (bynajmniej nie ukrywając wstydliwie możliwości potępienia).
Każdy się zgodzi, że zbyt surowy opiekun tresujący wrażliwe dziecko, stosując środki niewspółmierne do jego drobnych przewinień, to widok przerażający. Ale widok dobrodusznego, wrażliwego nauczyciela, którego nic nie przygotowało na bezkarną bezczelność i perfidię młodocianych monstrów, bezradnie miotającego się po klasie jest o wiele gorszy. Świat postawiony na głowie. Bunt przeciw Logosowi, Synagoga Szatana.
Mogę współczuć niewinnym ofiarom zbyt gorliwych inkwizytorów i płakać nad ich losem, ale sytuacja kiedy to ludzie jawnie opętani złem prześladują resztki Chrześcijan w poczuciu całkowitej bezkarności, świadomi wsparcia mediów, instytucji państwowych i międzynarodowych jest bez porównania bardziej przerażająca.
Jest istotna różnica w próbie skłonienia kogoś do rzeczy dobrych (nawet jeśli źle dobrane środki powodują efekt odwrotny), a przymuszaniem do brania udziału w rzeczach złych i niegodziwych, nawet jeśli się to odbywa w białych rękawiczkach.
Deklaracja o wolności religijnej przyznała wolność satanistom (jawnym, ukrytym i nieświadomym) a odebrała Chrześcijanom.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
