Myślę, że wszyscy przywykliśmy do myśli, że media na całym świecie bezwstydnie kłamią. Jeśli ktoś miał jakieś wątpliwości, to obsobaczanie Polski przez liberalno-lewicowe jaczejki na zachodzie po wyborach 2015 musiało je ostatecznie rozwiać.
Niestety nasze rodzime "prawicowe" są nie wiele lepsze. Propaganda sukcesu w nich uprawiana jest szczególnie denerwująca, gdyż na każdym kroku widać jej jaskrawe nie przystawanie do rzeczywistości. Tyle słyszymy o dramatycznym spadku bezrobocia, ba - braku rąk do pracy! Sytuacja jest tak poważna, że trzeba sprowadzać hurtowo cudzoziemców!
Tak się składa, że mogę coś o tym powiedzieć z pierwszej ręki. Od dłuższego czasu szukam czegoś stabilnego na umowę o pracę. Ilekroć spotyka mnie to szczęście, że jestem poproszona na rozmowę widzę tam tłum ludzi w różnym wieku konkurujących o stanowisko z pensją 2300 PLN brutto (czyli ok. 1700 netto). W roku 2017 kilkanaście razy składałam papiery do Konserwatora Wojewódzkiego we Wrocławiu, Szczecinie i Poznaniu. Na każdym naborze od 6 do 12 osób, test wiedzy i egzamin ustny. Wiele się nie pomylę twierdząc, że posadę dostawał ten, kto miał ją dostać, bo jak to sprawdzić? Ale sam fakt, że posada urzędnicza z pensją nie wiele wyższą od najniższej jest dostępna wyłącznie po znajomości coś mówi o naszym rynku pracy.
W tzw PUP większość ofert jest czysto fikcyjna. Nie ma żadnej odpowiedzi na wysyłane maile, przez telefon zbywa się naiwnych jeleni mówiąc, żeby przysłali CV, którego nikt nie czyta. Ktoś zawzięty, kto pofatyguje się pod wskazany adres w najlepszym wypadku zastanie puste biuro. Wszystkie ciekawsze oferty wymagają znajomości języka ukraińskiego. Nikt nie jest zainteresowany poszukującymi pracy niezależnie od ich kwalifikacji. Urzędy pracy zapewniają zatrudnienie wyłącznie pracującym tam urzędnikom.
Na tzw naborach w urzędzie miejskim czy marszałkowskim cały wysiłek organizatorów skupia się na wymyśleniu idiotycznych testów, dzięki którym znakomita większość jeleni odpadnie (swoi najwyraźniej znają pytania), nikt nie chce się dowiedzieć niczego o "potencjalnym pracowniku".
Nie mam szans nawet na stanowiska poniżej swoich kwalifikacji. Idę na rozmowę w sprawie pracy sekretarki (z pensją 2200 PLN brutto) w pewnym laboratorium PAN. Na biurku stos ofert, dotychczasowa sekretarka jest doktorem nauk humanistycznych, po minie pana profesora i jego smutnym stwierdzeniu, że skończyłam dobrą uczelnię wiem wszystko.
Jako kandydatka na ankieterkę w Urzędzie Statystycznym też nie jestem przekonywująca. Co chwilę jestem pytana czy łatwo nawiązuję kontakt. Odpowiadam cierpliwie, że jak najbardziej, a i tak pracy nie dostaję.
Oferta na stanowisko listonosza pozostaje bez odpowiedzi, choć podobno Poczta Polska z braku rąk do pracy zatrudnia samych Ukraińców, dzięki czemu paczki i przesyłki polecone przestały dochodzić do adresatów (wymagają wypisania druku awizo w razie nieobecności odbiorcy).
O co tu chodzi? Nie ma żadnego braku rąk do pracy. Na każde miejsce jest co najmniej kilku chętnych! Po co sprowadza się tych wszystkich cudzoziemców i faworyzuje się ich w sposób nieuprawniony? Na pewno nie z myślą o dobru naszego kraju i jego obywateli. Dla kogo to jest robione?
Co dla nas szykujecie nasi "umiłowani przywódcy"? Obawiam się, że straciliście mój głos. Co zrobiliście w sprawie amerykańskiej ustawy 447 ? Dlaczego narażacie nas na wrogość Iranu w imię interesu Izraela? Interes Izraela jest mi dokładnie obojętny, chciałabym żeby ktoś zadbał o nasz.
Chyba czas dać szansę narodowcom!
Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
wtorek, 22 stycznia 2019
środa, 9 stycznia 2019
O tzw "elitach" słów parę
Niedawno - przy okazji sporu o spadek po Andrzeju Wajdzie między jego córką a żoną - Rafał Otoka-Frąckiewicz przypomniał mroczne zdarzenie z życia wyższych sfer. Oto w latach 90-tych w dworku Karoliny Wajdy zginął od noża kamerzysta Bartosz Frykowski, podobno partner właścicielki (ona sama temu zaprzecza). Na miejscu zdarzenia była Wajdówna i jej znajoma. Policja i karetka podobno wezwane zostały zbyt późno, facet się wykrwawił na śmierć. Śledztwo nie było prowadzone zbyt wnikliwie ze względu na znane nazwisko właścicielki posiadłości. Dowodów w sprawie nie zabezpieczono, świadków nie przesłuchano niezależnie od siebie. Wysłuchano uzgodnionej wersji, sprawę szybko zakończono.
Stanisław Michalkiewicz stwierdził przytomnie, że za ową dyskrecję organów ścigania i wyrozumiałość wymiaru sprawiedliwości Wajda musiał słono zapłacić. W tym to czasie np córka ówczesnego premiera - Agata Buzek - zrobiła oszałamiającą karierę aktorską. Zagrała m.in. Klarę w "Zemście" w reżyserii Wajdy. Nie będę się wypowiadać na temat jej kunsztu aktorskiego - dużo się nie pomylę zakładając, że w owym czasie było w Polsce sporo młodych aktorek o porównywalnych zdolnościach, a podobnej kariery nie zrobiły. Znaczniej bardziej rzuca się w oczy kwestia warunków fizycznych panny Buzkówny, które zdecydowanie predestynują ją do odgrywania ról charakterystycznych, a nie amantek.
Cykl książek "Resortowe dzieci" ukazał ścisłą zależność między karierami pewnych ludzi, a związkami ich rodziców z komunistyczną bezpieką. Było to potwierdzenie graniczących z pewnością podejrzeń żywionych przez wielu.
Patrząc na zatrudnionych w urzędzie miejskim Wrocławia, zawsze mam niskie podejrzenia, że to nie ich kompetencje zdecydowały o zajmowanej pozycji tylko układy rodzinno-towarzyskie.
Ktoś może powiedzieć, że co z tego, przecież to nihil novi sub Sole. Owszem, zjawisko stare jak świat. Jednak najdziwniejsze jest to, że te wszystkie pomioty kogo trzeba, zawdzięczające swe "kariery" pozycji rodziców, wierzą, że są lepsi od reszty ludzi, że są prawdziwymi "elitami"!!!
piątek, 28 grudnia 2018
O nadmiarze "miłości" i deficycie prawdy
O. przeor we wrocławskim klasztorze dominikanów - sławny ze swojej miłości dla tych, co poza Kościołem i niechęci do wiernych - oznajmił na kazaniu w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, że jesteśmy chrześcijanami dla innych, dla świata. Zważywszy, że jego współbrat o. Marcin Mogielski z tego samego klasztoru twierdzi, że wszyscy ludzie będą zbawieni i to jest ta dobra nowina, którą należy głosić, powstaje dysonans poznawczy. Po co świat ma przez nas poznawać Chrystusa, skoro to w żaden sposób nie zmienia jego szansy na zbawienie (czy raczej pewności zbawienia)?
Weźmy na przykład makabryczną zbrodnię popełnioną w Maroku przed świętami. Oto dwie młode kobiety 24-letnia Dunka i 28-letnia Norweżka wybrały się w "przerwie świątecznej" na górską wędrówkę po jednym z łańcuchów górskich tego kraju (podobno bezpiecznego dla turystów). Na noc rozbijały namiot, cały ekwipunek niosły na plecach. Na zdjęciach widać ładne, roześmiane blondynki w sportowych strojach - młodość, radość życia i ciekawość świata, która je zgubiła. Zostały wielokrotnie zgwałcone, poranione nożem po czym obcięto im - jeszcze żywym - głowy. "Egzekucję" wykonano za pomocą piłowania szyi żywej, wyjącej z bólu, ofiary nożem - mniej więcej tak jak się kroi karkówkę na kotlety. Rzecz została nagrana, a film i zdjęcia, wysłane na konta społecznościowe rodziców, krążyły po internecie.
Rozumiem, że według o. Mogielskiego sprawcy tego czynu mają zbawienie jak w banku, nawet żal za grzechy nie jest potrzebny (i dobrze, bo szansa znikoma). Natomiast według papieża Franciszka wyrok śmierci na nich jest niedopuszczalny, bo pozbawiłby ich ludzkiej godności. Ludzka godność ofiar i jej niewiarygodnie bestialskie podeptanie wydaje się mniej ważna.
Jakoś tak jest, że nam ograniczonym ludzkim istotom może nie starczyć miłości dla wszystkich, kiedy mamy ambicje startować w zawodach o puchar miłosierdzia roku albo stulecia. "Miłość" do zwyrodniałych przestępców praktycznie wyklucza troskę o los ich ofiar. "Milość" do muzulmańskich migrantów Sorosa skazuje europejskie kobiety i dzieci na los gorszy od śmierci. Nadzwyczajna sympatia dla komunistów chińskich i wchodzenie z nimi w układy jest podpisaniem wyroku na podziemny Kościół. Całowanie stóp muzułmańskiej więźniarki wyczerpuje tak dalece zasób miłosierdzia medialnego, że nie starcza go na udzielenie azylu Asi Bibi (przecież to wewnętrzna sprawa Pakistanu!).Miłosierdzie dla pederastów wśród kleru wyklucza troskę o ich ofiary itp.
Kardynał Cupich - postępowy protegowany McCarricka - stwierdził (a propos Amoris Laetitia), że sumienie jest głosem Boga. Jeśli tak, to "głos Boga" we mnie mówi, że dla morderców z Maroka nie ma adekwatnej kary na tym świecie. Publiczna egzekucja poprzedzona najokrutniejszymi torturami, jakie można sobie wyobrazić byłaby okazaniem miłosierdzia, bo choć w części mogliby odpokutować za swoje czyny i miałaby efekt odstraszający dla podobnych im monstrów.
"Głos Boga" we mnie domaga się bardzo surowych kar, dla tych wszystkich, którzy nasrali w głowy młodym naiwnym istotom. Jedna z nich na krótko przed śmiercią zamieściła na facebooku film o szkodliwości stereotypów. Oto biała kobieta patrzy podejrzliwie na brodatego, śniadego muzułmanina, ale widzi ze zdumieniem, że policjanci gonią i łapią białego. I słusznie, bo teczka jego pełna narkotyków, a muślimin wita się z dziateczkami wybiegającymi ze szkoły. Biała kobieta odchodzi zawstydzona swoimi niesprawiedliwymi uprzedzeniami...
Ktokolwiek bierze udział w tego rodzaju propagandzie - globaliści, mainstreamowe media czy Kościół Katolicki wypierający się swej nauki o istnieniu zła - jest współwinny wszystkim nieszczęściom, które spotykają nieszczęsnych pięknoduchów w realnym świecie, dramatycznie odmiennym od lewackiej (lub katolewackiej) utopii.
Prawda jest tym, co nas wyzwala, nawet bardzo nieprzyjemna prawda, że zło istnieje i toczy nieustanną wojnę duchową z dobrem. "Veritas" jest też hasłem zakonu kaznodziejskiego o ile dobrze pamiętam. W związku z tym mam prośbę do wszystkich synów św. Dominika. Ustalcie drodzy ojcowie, co KK uważa za prawdę i tego się trzymajcie w publicznych wystąpieniach. Własne poglądy, sprzeczne z nauczaniem Kościoła, zachowajcie dla siebie i ewentualnie współbraci, jeśli są zainteresowani.
Z poważaniem
Wilhelmina
Weźmy na przykład makabryczną zbrodnię popełnioną w Maroku przed świętami. Oto dwie młode kobiety 24-letnia Dunka i 28-letnia Norweżka wybrały się w "przerwie świątecznej" na górską wędrówkę po jednym z łańcuchów górskich tego kraju (podobno bezpiecznego dla turystów). Na noc rozbijały namiot, cały ekwipunek niosły na plecach. Na zdjęciach widać ładne, roześmiane blondynki w sportowych strojach - młodość, radość życia i ciekawość świata, która je zgubiła. Zostały wielokrotnie zgwałcone, poranione nożem po czym obcięto im - jeszcze żywym - głowy. "Egzekucję" wykonano za pomocą piłowania szyi żywej, wyjącej z bólu, ofiary nożem - mniej więcej tak jak się kroi karkówkę na kotlety. Rzecz została nagrana, a film i zdjęcia, wysłane na konta społecznościowe rodziców, krążyły po internecie.
![]() |
| 24-letnia Dunka Louisa Vesterager Jespersen i 28-letnia Norweżka Maren Ueland; R.I.P. |
Rozumiem, że według o. Mogielskiego sprawcy tego czynu mają zbawienie jak w banku, nawet żal za grzechy nie jest potrzebny (i dobrze, bo szansa znikoma). Natomiast według papieża Franciszka wyrok śmierci na nich jest niedopuszczalny, bo pozbawiłby ich ludzkiej godności. Ludzka godność ofiar i jej niewiarygodnie bestialskie podeptanie wydaje się mniej ważna.
Jakoś tak jest, że nam ograniczonym ludzkim istotom może nie starczyć miłości dla wszystkich, kiedy mamy ambicje startować w zawodach o puchar miłosierdzia roku albo stulecia. "Miłość" do zwyrodniałych przestępców praktycznie wyklucza troskę o los ich ofiar. "Milość" do muzulmańskich migrantów Sorosa skazuje europejskie kobiety i dzieci na los gorszy od śmierci. Nadzwyczajna sympatia dla komunistów chińskich i wchodzenie z nimi w układy jest podpisaniem wyroku na podziemny Kościół. Całowanie stóp muzułmańskiej więźniarki wyczerpuje tak dalece zasób miłosierdzia medialnego, że nie starcza go na udzielenie azylu Asi Bibi (przecież to wewnętrzna sprawa Pakistanu!).Miłosierdzie dla pederastów wśród kleru wyklucza troskę o ich ofiary itp.
Kardynał Cupich - postępowy protegowany McCarricka - stwierdził (a propos Amoris Laetitia), że sumienie jest głosem Boga. Jeśli tak, to "głos Boga" we mnie mówi, że dla morderców z Maroka nie ma adekwatnej kary na tym świecie. Publiczna egzekucja poprzedzona najokrutniejszymi torturami, jakie można sobie wyobrazić byłaby okazaniem miłosierdzia, bo choć w części mogliby odpokutować za swoje czyny i miałaby efekt odstraszający dla podobnych im monstrów.
"Głos Boga" we mnie domaga się bardzo surowych kar, dla tych wszystkich, którzy nasrali w głowy młodym naiwnym istotom. Jedna z nich na krótko przed śmiercią zamieściła na facebooku film o szkodliwości stereotypów. Oto biała kobieta patrzy podejrzliwie na brodatego, śniadego muzułmanina, ale widzi ze zdumieniem, że policjanci gonią i łapią białego. I słusznie, bo teczka jego pełna narkotyków, a muślimin wita się z dziateczkami wybiegającymi ze szkoły. Biała kobieta odchodzi zawstydzona swoimi niesprawiedliwymi uprzedzeniami...
Ktokolwiek bierze udział w tego rodzaju propagandzie - globaliści, mainstreamowe media czy Kościół Katolicki wypierający się swej nauki o istnieniu zła - jest współwinny wszystkim nieszczęściom, które spotykają nieszczęsnych pięknoduchów w realnym świecie, dramatycznie odmiennym od lewackiej (lub katolewackiej) utopii.
Prawda jest tym, co nas wyzwala, nawet bardzo nieprzyjemna prawda, że zło istnieje i toczy nieustanną wojnę duchową z dobrem. "Veritas" jest też hasłem zakonu kaznodziejskiego o ile dobrze pamiętam. W związku z tym mam prośbę do wszystkich synów św. Dominika. Ustalcie drodzy ojcowie, co KK uważa za prawdę i tego się trzymajcie w publicznych wystąpieniach. Własne poglądy, sprzeczne z nauczaniem Kościoła, zachowajcie dla siebie i ewentualnie współbraci, jeśli są zainteresowani.
Z poważaniem
Wilhelmina
czwartek, 27 grudnia 2018
O świątecznych kazaniach u wrocławskich dominikanów
Powstrzymywałam się ostatnio od recenzowania wrocławskich dominikanów w ramach ascezy adwentowej, ale kazanie o. przeora w drugi dzień świąt przelało kielich goryczy.
Było ono zasadniczo oparte na zaleceniu pewnego prowincjała (o.przeor nie pamiętał jego imienia) do współbraci : "jeżeli nie kochacie świata, to nie nauczajcie go, lepiej głoście kazania do siebie nawzajem" czy jakoś tak. Ojciec przeor zaprezentował siebie jako tego, kto słucha argumentów strony przeciwnej życzliwie, jako przykład podał swoją posługę w Petersburgu, gdzie przychodziło do klasztoru mnóstwo ludzi dalekich od Kościoła i jego zadaniem była rozmowa z nimi. Potem zaś był w innym klasztorze, gdzie bracia pochodzili z wielu kontynentów i mieli różne poglądy - także teologiczne - i też należało się życzliwie wsłuchiwać w ich argumenty. (Czy nauka Kościoła Katolickiego nie obowiązuje na wszystkich kontynentach tak samo?)
Wszystko to bardzo pięknie, ale skąd w tak cierpliwym i pełnym miłości zakonniku tyle upierdliwości i poczucia wyższości, kiedy zwraca się do wiernych obecnych na mszy? Wtedy ta słynna "miłość", o której tyle słyszymy, w tajemniczy sposób wyparowuje (a może jej nie starcza?).
Na pasterce usłyszeliśmy, że świat nie wydaje się zbawiony, bo źli ludzie chcą stawiać mury na granicach i szukają wszędzie wrogów (w przeszłości szukali przyjaciół, a teraz moda się zmieniła).
Drogi Ojcze-Przeorze-Pełny-Miłości-do-Świata-z-Wyjątkiem-Wiernych-w-Kościele jest gorzej! Jakiś zły człowiek zamyka drzwi kościoła dominikanów we Wrocławiu na noc i co gorsza zamontował alarm we wnętrzu. Nie można podejść do ołtarza w kaplicy bł. Czesława i pogłaskać rzeźbionych zwierzątek! Skąd to ciągłe szukanie wrogów, dopatrywanie się złych intencji? Po co te zamki, alarmy i klucze? Czemu ten zły człowiek, pełen niegodziwej podejrzliwości uniemożliwia korzystanie z kościoła wszystkim, o każdej porze i w każdy możliwy sposób?
Może ma swoje racje w które należy się z cierpliwością wsłuchiwać i potem z nimi chodzić?
Może przeciwnicy nieograniczonej emigracji z krajów muzułmańskich do Europy też mają swoje racje? Może mają sensowne argumenty, których należałoby bez uprzedzeń wysłuchać? Może powodowani są rzadką i piękną cnotą roztropności albo miłością do swoich najbliższych lub też odpowiedzialnością za współobywateli (ze szczególnym uwzględnieniem tych najsłabszych)?
Nigdy nie słyszałam, żeby obrona granic była czynem "nieuporządkowanym moralnie", w katechizmie Kościoła Katolickiego nie ma o tym wzmianki, w przeciwieństwie np do aktów homoseksualnych, które - jak się dowiadujemy - nie są szczególnie rzadkie, ani szczególnie potępiane czy zwalczane wśród kleru. Ojciec James Martin SJ - oficjalny homolobbysta - promowany niczym primadonna przyjmowany jest w wielu diecezjach, a kardynał Blaise Cupich - protegowany McCarricka - został organizatorem szczytu na temat nadużyć seksualnych kleru.
W takiej sytuacji upierdliwość wobec wiernych wydaje mi się nie na miejscu, prezentowanie poglądów politycznych na pasterce jeszcze bardziej. Mam wrażenie, że zalecenie, żeby nie mówić do tych których się nie kocha O. Przeor powinien wziąć przede wszystkim do siebie.
Było ono zasadniczo oparte na zaleceniu pewnego prowincjała (o.przeor nie pamiętał jego imienia) do współbraci : "jeżeli nie kochacie świata, to nie nauczajcie go, lepiej głoście kazania do siebie nawzajem" czy jakoś tak. Ojciec przeor zaprezentował siebie jako tego, kto słucha argumentów strony przeciwnej życzliwie, jako przykład podał swoją posługę w Petersburgu, gdzie przychodziło do klasztoru mnóstwo ludzi dalekich od Kościoła i jego zadaniem była rozmowa z nimi. Potem zaś był w innym klasztorze, gdzie bracia pochodzili z wielu kontynentów i mieli różne poglądy - także teologiczne - i też należało się życzliwie wsłuchiwać w ich argumenty. (Czy nauka Kościoła Katolickiego nie obowiązuje na wszystkich kontynentach tak samo?)
Wszystko to bardzo pięknie, ale skąd w tak cierpliwym i pełnym miłości zakonniku tyle upierdliwości i poczucia wyższości, kiedy zwraca się do wiernych obecnych na mszy? Wtedy ta słynna "miłość", o której tyle słyszymy, w tajemniczy sposób wyparowuje (a może jej nie starcza?).
Na pasterce usłyszeliśmy, że świat nie wydaje się zbawiony, bo źli ludzie chcą stawiać mury na granicach i szukają wszędzie wrogów (w przeszłości szukali przyjaciół, a teraz moda się zmieniła).
Drogi Ojcze-Przeorze-Pełny-Miłości-do-Świata-z-Wyjątkiem-Wiernych-w-Kościele jest gorzej! Jakiś zły człowiek zamyka drzwi kościoła dominikanów we Wrocławiu na noc i co gorsza zamontował alarm we wnętrzu. Nie można podejść do ołtarza w kaplicy bł. Czesława i pogłaskać rzeźbionych zwierzątek! Skąd to ciągłe szukanie wrogów, dopatrywanie się złych intencji? Po co te zamki, alarmy i klucze? Czemu ten zły człowiek, pełen niegodziwej podejrzliwości uniemożliwia korzystanie z kościoła wszystkim, o każdej porze i w każdy możliwy sposób?
Może ma swoje racje w które należy się z cierpliwością wsłuchiwać i potem z nimi chodzić?
Może przeciwnicy nieograniczonej emigracji z krajów muzułmańskich do Europy też mają swoje racje? Może mają sensowne argumenty, których należałoby bez uprzedzeń wysłuchać? Może powodowani są rzadką i piękną cnotą roztropności albo miłością do swoich najbliższych lub też odpowiedzialnością za współobywateli (ze szczególnym uwzględnieniem tych najsłabszych)?
Nigdy nie słyszałam, żeby obrona granic była czynem "nieuporządkowanym moralnie", w katechizmie Kościoła Katolickiego nie ma o tym wzmianki, w przeciwieństwie np do aktów homoseksualnych, które - jak się dowiadujemy - nie są szczególnie rzadkie, ani szczególnie potępiane czy zwalczane wśród kleru. Ojciec James Martin SJ - oficjalny homolobbysta - promowany niczym primadonna przyjmowany jest w wielu diecezjach, a kardynał Blaise Cupich - protegowany McCarricka - został organizatorem szczytu na temat nadużyć seksualnych kleru.
W takiej sytuacji upierdliwość wobec wiernych wydaje mi się nie na miejscu, prezentowanie poglądów politycznych na pasterce jeszcze bardziej. Mam wrażenie, że zalecenie, żeby nie mówić do tych których się nie kocha O. Przeor powinien wziąć przede wszystkim do siebie.
wtorek, 6 listopada 2018
Czy kogoś jeszcze obchodzi sztuka (wysoka)?
Wiosną tego roku wchodzę do Biblioteki Wojewódzkiej a tam w holu wystawa prac Bastiena Ducortioux francuskiego portrecisty. Patrząc na jego sprawność warsztatową, brawurę w posługiwaniu się kolorem i sugestywny wgląd w psychikę modela poczułam mrowienie, jak w zdrętwiałej kończynie pod wpływem poruszania palcami. Ktoś jeszcze maluje prawdziwe obrazy !!!



Latem (cały lipiec i sierpień) w tym samym miejscu tkanina artystyczna Ewy Poradowskiej-Werszler. Tytuł wystawy - Struktury i powidoki - nie ujawnia tematyki sporej części prac, które powstały z inspiracji religijnej.
![]() |
| Posłaniec miłości |
![]() |
| Miejsce spotkania z przedwiecznym słowem |
![]() |
| Zdrój łaski |
![]() |
| Obiekt świetlny |
Na 2 piętrze w korytarzu pastele Vladimira Resetova artysty, producenta, dziennikarza i wydawcy z Łotwy. Niestety eksponowane za szkłem, więc nie dało się zrobić zdjęć bez własnego odbicia. Wszystkie prace inspirowane chrześcijańską ikonografią są wyrazem duchowości artysty. (Duchowości w sensie jak najbardziej dosłownym - vide przezroczystość postaci).
A to moje własne prace w holu tej samej biblioteki robione techniką collage (z kawałków tkanin). Zamęczam widza ogromnymi obrazami wymagającymi co najmniej 10 m odległości, żeby zlać się w jego oku w coś sensownego, tylko dlatego, że nie mogę robić wielkoformatowych mozaik w absydach kościołów, do czego predysponuje mnie wada wzroku (znaczna nadwzroczność + astygmatyzm) i upodobanie do malarstwa monumentalnego. Potem zawalają mi pokój i nie wiadomo co z nimi zrobić, bo nie nadają się do mikroskopijnych wnętrz, w których mieszkamy.
![]() |
| Od lewj: Córka Jaira, Kobieta w kościele (autoportret), Krzyżowiec z Siódmej Pieczęci Bergmana |
![]() |
| Ikona (Chrystus Pantokrator) |
![]() |
| Od prawej: Kobieta z palmą (autoportret) |
A na koniec dwie realizacje tego samego tematu - "Duch tchnie, kędy chce" tkanina unikatowa Ewy Poradowskiej-Werszler i mój skromny fotomontaż dedykowany byłemu spowiednikowi wyjeżdżającemu na misje.
niedziela, 28 października 2018
A jednak rewolucja w Kościele!
Dziś na LifeSiteNews fragmenty końcowego dokumentu Synodu młodych zaakceptowanego przez 2/3 celowo w tym celu wybranych biskupów (Vatican Youth Synod final doc approved. Read the most controversial passages autorstwa Diane Montagna). Niemcy przepchnęli wszystko o co im chodziło:
Po pierwsze artykuł 150, przeciwko któremu głosowało 65 z 248 biskupów:
Po drugie:
Po trzecie artykuł 121 przeciwko któremu glosowało 51 ojców o "synodalności" Kościoła:
Kwestia synodalności Kościoła nie była poruszana podczas dyskusji, ani nie została umieszczona w dokumencie końcowym przez komitet redakcyjny, tylko przemycona przez ludzi Franciszka za jego wiedza i zgodą.
Ojcowie synodu mieli głosować część pierwszą i druga dokumentu po południu, po uprzednim zapoznaniu się z nimi rano. Po głosowaniu nad częścią 1 i 2 nieoczekiwanie odczytano im po raz pierwszy część 3 (o synodalności) w tłumaczeniu symultanicznym i zarządzono natychmiastowe glosowanie także nad nią. Ojcowie, nie bardzo biegli we włoskim nie mieli możliwości zapoznać się z jej tekstem wcześniej, co zdaje się było celem tego wybiegu. Duchowi Świętemu należało nieco pomóc, skoro papież Franciszek uważa, "że droga synodalności, jest drogą, której Bóg pragnie dla Kościoła w trzecim tysiącleciu".
Kardynał Vincent Nichols z Westminster przeciwstawił się pomysłowi otwarcie mówiąc, że inne wspólnoty jak np Kościół Anglikański wcześniej taką drogę wybrały z opłakanym skutkiem.
Obawiam się, że znaleźliśmy się w sytuacji norweskich wieśniaków czasów reformacji, którzy byli święcie przekonani, że nadal są równie dobrymi katolikami jak ich przodkowie, podczas gdy odgórnie, bez ich wiedzy i zgody zmieniono im Kościół na luterański.
P.S.
Strzelanina w synagodze w Pittsburghu. 11 zabitych i kilkoro rannych w tym napastnik. Bardzo bym chciała widzieć taki klangor w mediach i takie reakcje najpotężniejszych polityków na świecie, kiedy giną Chrześcijanie prześladowani za wiarę. No cóż my Polacy wiemy już - dzięki nieocenionej prof. Barbarze Engelking - że śmierć Żyda ma wymiar metafizyczny, a Goj umiera (zdycha?) jak zwierzę.
Po pierwsze artykuł 150, przeciwko któremu głosowało 65 z 248 biskupów:
150. There are questions concerning the body, affectivity and sexuality which require a deepened anthropological, theological and pastoral elaboration, to be carried out in the most appropriate ways and at the most appropriate levels, from the local to the universal. Among these, those relating in particular to the difference and harmony between male and female identity and to sexual inclinations emerge. In this regard the Synod reaffirms that God loves every person and so does the Church, renewing its commitment against all discrimination and violence on a sexual basis. It also reaffirms the decisive anthropological relevance of the difference and reciprocity between man and woman and considers it reductive to define the identity of persons solely on the basis of their “sexual orientation”Nie chce mi się nawet tego bełkotu tłumaczyć, ale jest to otwarcie pola dla "pogłębionej antropologicznej, teologicznej i pastoralnej refleksji nad kwestią ciała, uczuciowości i seksualności" innymi słowy "kobietą i mężczyzną ich stworzył (na swój obraz)" nie jest już takie oczywiste, można to poddawać obróbce do uzyskania dowolnego zamierzonego efektu.
Po drugie:
In many Christian communities there are already paths of accompaniment in the faith of homosexual persons: the Synod recommends that these paths be encouraged. In these paths people are helped to understand their own [personal] history; to adhere freely and responsibly to their own baptismal call; to recognize the desire to belong to and contribute to the life of the community; and to discern the best ways of achieving it. In this way we help every young person, no one excluded, to integrate the sexual dimension more and more into their personality, growing in the quality of relationships and walking towards the gift of self.Istniejące ścieżki towarzyszenia osobom homoseksualnym są dwojakiego rodzaju: grupy typu Odwaga (Courage), które pomagają osobom o takich skłonnościach żyć w czystości i takie które domagają się zaakceptowania aktów homoseksualnych i tzw gejowskich małżeństw oraz komunii św. i oficjalnego błogosławieństwa dla żyjących w takich związkach. Dokument wydaje się nie zauważać różnicy między nimi.
Po trzecie artykuł 121 przeciwko któremu glosowało 51 ojców o "synodalności" Kościoła:
121. The experience of the Synod made the participants aware of the importance of a synodal form of the Church for the proclamation and transmission of the faith. The participation of young people has contributed to “awakening” synodality, which is a “constitutive dimension of the Church. [...] As Saint John Chrysostom says, ‘Church and Synod are synonyms’ - because the Church is none other than the ‘walking together’ of God’s flock on the paths of history meeting Christ the Lord” (FRANCESCO, Address for the Commemoration of the 50th Anniversary of the Establishment of the Synod of Bishops, 17 October 2015). Synodality characterizes both the life and mission of the Church, which is the People of God formed by young and old, men and women of every culture and horizon, and the Body of Christ, in which we are members of one another, starting with those who are marginalized and trampled underfoot. In the course of the exchanges and through the testimonies, the Synod has brought out some fundamental traits of a synodal style, towards which we are called to convertTe słowa są zwykle rozumiane jako postulat demokratyzacji i decentralizacji Kościoła i przesunięcia magisterium od papieża w stronę kościołów lokalnych. Wśród pionierów idei Kościoła Synodalnego był kardynał Martini znany z otwartego odrzucenia Humanae Vitae, jawny przeciwnik nauczania Jana Pawła II.
Kwestia synodalności Kościoła nie była poruszana podczas dyskusji, ani nie została umieszczona w dokumencie końcowym przez komitet redakcyjny, tylko przemycona przez ludzi Franciszka za jego wiedza i zgodą.
Ojcowie synodu mieli głosować część pierwszą i druga dokumentu po południu, po uprzednim zapoznaniu się z nimi rano. Po głosowaniu nad częścią 1 i 2 nieoczekiwanie odczytano im po raz pierwszy część 3 (o synodalności) w tłumaczeniu symultanicznym i zarządzono natychmiastowe glosowanie także nad nią. Ojcowie, nie bardzo biegli we włoskim nie mieli możliwości zapoznać się z jej tekstem wcześniej, co zdaje się było celem tego wybiegu. Duchowi Świętemu należało nieco pomóc, skoro papież Franciszek uważa, "że droga synodalności, jest drogą, której Bóg pragnie dla Kościoła w trzecim tysiącleciu".
Kardynał Vincent Nichols z Westminster przeciwstawił się pomysłowi otwarcie mówiąc, że inne wspólnoty jak np Kościół Anglikański wcześniej taką drogę wybrały z opłakanym skutkiem.
Obawiam się, że znaleźliśmy się w sytuacji norweskich wieśniaków czasów reformacji, którzy byli święcie przekonani, że nadal są równie dobrymi katolikami jak ich przodkowie, podczas gdy odgórnie, bez ich wiedzy i zgody zmieniono im Kościół na luterański.
P.S.
Strzelanina w synagodze w Pittsburghu. 11 zabitych i kilkoro rannych w tym napastnik. Bardzo bym chciała widzieć taki klangor w mediach i takie reakcje najpotężniejszych polityków na świecie, kiedy giną Chrześcijanie prześladowani za wiarę. No cóż my Polacy wiemy już - dzięki nieocenionej prof. Barbarze Engelking - że śmierć Żyda ma wymiar metafizyczny, a Goj umiera (zdycha?) jak zwierzę.
sobota, 27 października 2018
Wieści różnej treści z Watykanu i okolic
W ostatnim, wczorajszym odcinku swojego programu nadawanego z Rzymu (The Vortex. A‘Bridge’ Too Far) Michael Voris zapowiedział, że skrót LGBT nie pojawi się jednak w końcowym dokumencie Synodu Młodych, prawdopodobnie napisanym na długo przed jego rozpoczęciem. Sprawa McCarricka jednak i następujące po niej wydarzenia, w tym 3 listy arcybiskupa Vigano sprawiły, że klimat wokół akceptacji homoseksualizmu nieco się zmienił. Podobno sam papież interweniował i zatrzymał w ostatnim momencie opublikowanie czegoś jawnie sprzecznego z nauką Kościoła. Jego bliscy kardynałowie Tagle i Marx, także wypowiadają się ostatnio w zadziwiająco ortodoksyjnym duchu. Pożyjemy zobaczymy czy Voris ma rację!!!
W poprzednim odcinku (Satan at the Vatican) jest natomiast mowa o 6-letnim, nieco już zapomnianym dossier, przygotowanym przez 3 kardynałów na zlecenie Benedykta XVI - podobno właśnie krąży po mieście i pewne osoby widziały cały oryginał, a inne jego fragmenty.
Impulsem do rozpoczęcia dochodzenia były tzw Vatileaks - czyli przecieki prywatnych dokumentów Benedykta XVI do włoskiej prasy w ostatnim roku jego pontyfikatu. Śledztwo zaczęło się od kradzieży dokumentów, ale nieoczekiwanie poszerzyło o nowe wątki, jak sodomia wśród watykańskich hierarchów.
Po rezygnacji Benedykta i przekazaniu dossier Franciszkowi, słuch o nim zaginął. Nieoczekiwanie wypłynęło na światło dzienne zeszłego roku w marcu, kiedy to policja watykańska wkroczyła na sławne homoseksualne przyjęcie w mieszkaniu monsignora Capozzi na ostatnim piętrze budynku Kongregacji Nauki Wiary. Był na nim obecny kardynał Coccopalmerio, któremu pozwolono opuścić lokal przed dokonaniem aresztowań. Przy tej okazji policja skonfiskowała rzeczony dokument i od tego czasu świadomość jego istnienia i zawartości zaczęła się poszerzać wśród zainteresowanych.
Osoby, które miały wgląd twierdzą, że kompromitujące informacje nie ograniczają się tylko do sodomii wśród hierarchów. W dokumencie wspomniane są także satanistyczne rytuały odprawiane w Stolicy Apostolskiej.Mówił o tym wiele lat wcześniej Malachi Martin, a główny egzorcysta ks. Gabriele Amorth zauważał bardzo realną demoniczną obecność w Rzymie i Watykanie.
Wiedza o przynależności pewnych hierarchów do masonerii też jest znana, więc związek między nią, a homoseksualnymi praktykami i rytuałami satanistycznymi nie powinien nikogo dziwić.
Papież Franciszek chwalony przy różnych okazjach przez 60 lóż masońskich na całym świecie, promował osoby wspomniane w sławnym dossier, mimo swojej wiedzy o ich powiązaniach i "dokonaniach" na niwie obyczajowej, finansowej i każdej innej.
Michael Voris twierdzi, że informacje przekazywane przez jego watykańskie źródło dotąd się zawsze potwierdzały. Pożyjemy, zobaczymy!
W poprzednim odcinku (Satan at the Vatican) jest natomiast mowa o 6-letnim, nieco już zapomnianym dossier, przygotowanym przez 3 kardynałów na zlecenie Benedykta XVI - podobno właśnie krąży po mieście i pewne osoby widziały cały oryginał, a inne jego fragmenty.
Impulsem do rozpoczęcia dochodzenia były tzw Vatileaks - czyli przecieki prywatnych dokumentów Benedykta XVI do włoskiej prasy w ostatnim roku jego pontyfikatu. Śledztwo zaczęło się od kradzieży dokumentów, ale nieoczekiwanie poszerzyło o nowe wątki, jak sodomia wśród watykańskich hierarchów.
Po rezygnacji Benedykta i przekazaniu dossier Franciszkowi, słuch o nim zaginął. Nieoczekiwanie wypłynęło na światło dzienne zeszłego roku w marcu, kiedy to policja watykańska wkroczyła na sławne homoseksualne przyjęcie w mieszkaniu monsignora Capozzi na ostatnim piętrze budynku Kongregacji Nauki Wiary. Był na nim obecny kardynał Coccopalmerio, któremu pozwolono opuścić lokal przed dokonaniem aresztowań. Przy tej okazji policja skonfiskowała rzeczony dokument i od tego czasu świadomość jego istnienia i zawartości zaczęła się poszerzać wśród zainteresowanych.
Osoby, które miały wgląd twierdzą, że kompromitujące informacje nie ograniczają się tylko do sodomii wśród hierarchów. W dokumencie wspomniane są także satanistyczne rytuały odprawiane w Stolicy Apostolskiej.Mówił o tym wiele lat wcześniej Malachi Martin, a główny egzorcysta ks. Gabriele Amorth zauważał bardzo realną demoniczną obecność w Rzymie i Watykanie.
Wiedza o przynależności pewnych hierarchów do masonerii też jest znana, więc związek między nią, a homoseksualnymi praktykami i rytuałami satanistycznymi nie powinien nikogo dziwić.
Papież Franciszek chwalony przy różnych okazjach przez 60 lóż masońskich na całym świecie, promował osoby wspomniane w sławnym dossier, mimo swojej wiedzy o ich powiązaniach i "dokonaniach" na niwie obyczajowej, finansowej i każdej innej.
Michael Voris twierdzi, że informacje przekazywane przez jego watykańskie źródło dotąd się zawsze potwierdzały. Pożyjemy, zobaczymy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















