środa, 11 lutego 2026

Z życia wyższych sfer (na marginesie akt Epsteina)

To ci heca! - rzekła świeca! Mam oczywiście na myśli akta Epsteina i to, co z nich wynika. Nie będę sie koncentrować na satanistyczno-pedofilsko-kanibalistycznych wątkach, ani nawet politycznych. Nie zamierzam też epatować czytelnika moimi emocjami. Skupię się na kilku ciekawostkach, które odkryłam obezwładniona grypą (typu A?) przez ostatnie kilka dni.

Chodzi o europejskie domy królewskie i niestandardowe żony, jakie wybrali sobie następcy tronu lub ich bracia. Zacznijmy od Mette-Marit, żony księcia Haakona, norweskiego nastepcy tronu. Cóż o niej bylo dotąd wiadomo:

  • że nie pochodziła z rodziny szczególnie zamożnej, ani - tym bardziej - arystokratycznej, 
  • że miała dziecko - synka blondynka o anielskim wyglądzie
  • że pracowała jako kelnerka
  • że miała ciemny okres w życiu, związany z nadużywanie pewnych substancji, za co przepraszala publicznie
  • że poznali się na festiwalu muzycznym
  • że istniał duży opór społeczny, aby taka osoba została matką przyszłego króla/królowej

W świetle wspomnianych akt, a też wiedzy powszechnej obywateli Norwegii wyłania się nieco inny obraz sytuacji. Otóż Mette Marit nie była kelnerką z zawodu. Studiowała - o ile dobrze pamiętam - literaturę angielską, a w momentach posuchy finansowej dorabiała m.in. jako kelnerka. Była skinheadką i pozostawała w związku romantyczno-seksualno-biznesowym z dilerem narkotykow, którego owocem byl wspomniany syneczek Marius Borg, obecnie sądzony za liczne przestępstwa, w tym gwałty, przemoc i narkotyki, oczywiście. Nic szczególnie dziwnego, skoro była to droga tatula i dziadula, a matula - wszystko na to wskazuje - niewiele lepsza.

Jakim cudem ktoś taki mógł znaleźć się w towarzystwie następcy tronu? - zapytacie. To dobre pytanie, a odpowiedź jeszcze lepsza! Książe Haakon też należał do klubu miłośników białego proszku, a Mette-Marit wysyłana  przez Borga dostarczła mu go regularnie! 

Patrzcie i uczcie się dziewczęta

jak pozyskać serce księcia.

Przy pomocy proszku worka

dotrzeć do jego rozporka...

Mette-Marit dużo podróżowała po świecie, zapewne w związku z biznesem narzeczonego i zapewne w związku z tym biznesem została wyrzucona z Australii i - chyba - Indii. Powiedzieć, że jej życie towarzyskie bylo intensywne, to nic nie powiedzieć. Poznała wielu interesujących ludzi, w tym przyjaciela wszystkich VIPów i organizatora udanych przyjęć na uroczej wyspie z równie uroczą obsługą ... Kogo konkretnie obsługiwała Mette-Marit nie wiadomo, ale istnieją poszlaki, że samego szefa. Co więcej niektórzy źli ludzie sugerują, że któreś z jej dzieci z tzw "prawego łoża" może być jednym z wielu Epsteiniątek podrzuconych do królewskich gniazd i radzą księciu Haakonowi badania genetyczne swoich potomków...

Skąd takie ohydne podejrzenia? Ano z korespondecji Mette-Marit z Epsteinem prowadzonej chyba do jego śmierci (o ile to była śmierć). Wyłania się z niej znajomość bardzo bliska i długotrwała, z dłuższymi pobytami w jego rezydencji włącznie...

Coby nie powiedzieć o tej kobiecie, to przynajmniej ma jakiś wygląd podobny do ludzi. Jest wysoką, przystojną, naturalna blondynką  i dobrze prezentuje się w reprezentacyjnych stojach, słowem jest udaną podróbą księżnej - małżonki. Uważam to za spore osiągnięcie, jak na kogoś tak intensywnie "wyeksploatowanego towarzysko" w młodości....

Nie da się tego powiedzieć o Megan Markle, żonie księcia Harry'ego udostępniajacej swoje wątpliwe wdzięki na jachtach saudyjskich książąt w czasach, kiedy próbowała żyć z aktorstwa. Podobno księżniczka Anna (ta, co spadła z konia w piosence Maryli Rodowicz z epoki PRLu) miała gotowe dossier na jej temat od odpowiednich służb i ostrzegała rodzinę i samego narzeczonego. Ten jednak się uparł i postawił na swoim, czego na tym etapie już chyba żałuje...

Tak czy siak, przy okazji tej rozmowy padły słowa kluczowe: strategic placement, czyli strategiczne umiejscowienie odpowiednio przygotowanej osoby... Oczywiście nie za darmo. Nic nie jest za darmo w wyższych sferach...

W wyniku owego  strategic placementu i swojej niewyobrażalnej głupoty brat brytyjskiego następcy tronu w wieku lat trzydziestu kilku dostał za żonę mocno przechodzoną kobietę mieszanej krwi koło czterdziestki, przeciętnej urody, wrednego charakteru i niezdolną do rodzenia dzieci... To sie nazywa deal stulecia.... Ona naprawdę musi być dobrze wyszkolona w namierzaniu słabych punktów potencjalnej ofiary i wykorzystywaniu ich, bo inaczej nie da się zrozumieć owego zapału księcia aby z kimś takim oficjalnie się związać...

Podobno prawo brytyjskie nie dopuszcza do dziedziczenia tronu dzieci urodzonych przez surogatkę, co - zdaje się wykluczać Archiego i Lilibeth - nawet, jesli do ich wyprodukowania użyto materiału genetycznego ojca. Ciekawe jak z tego wybrną? Zapewne liczą, że sprawy nie będzie, bo tron odziedziczy Wiliam, a po nim jego syn...

Krąży po internecie informacja na temat romansu jaki Megan Markle miała mieć jako studentka z samym księciem Andrzejem...Tu możemy przejść płynnie do tegoż osobnika, o którego wyczynach na niwie obyczajowej ostatnio głośno. Co więcej, głośno rownież o jego żonie Fergie, tzn Sarze Ferguson, która również miała bliską i długotrwała znajomość z kim? No z Epsteinem, oczywiście. Niektórzy wprost nazywają ją "another Epstein girl" i sugerują, że to dzięki niemu została za młodu żoną brata następcy brytyjskiego tronu...

Ta subtelna istota z wdzięczności za spektakularny awans społeczny dzieli się ze swym dobroczyńcą wszystkim, w tym informacjami o własnej rodzinie. Informuje go np, że jej córka, 19 -letnia wówczas Eugenia, pojechała z chłopakiem na "shagging weekend". Urocze, czyż nie? Matula pewnie zainspirowana własnymi wyczynami...

Przyglądajac się temu wszystkiemu można dojść do kilku wniosków:

  • Rodziny królewskie w dużym procencie składają się z debili w typie Harry'ego czy Haakona, uzależnionych od substancji chemicznych - albo regularnych zboków w stylu eks-księcia Andrzeja - którym żony, rekrutowane z ambitnych kurewek, podsuwa Mossad, lub inne służby, i za ich pomocą kontroluje, kompromituje lub wpływa na politykę ich państw..
  • Duża część polityki międzynarodowej jest kształtowana przez tenże Mossad, lub inne służby, dzięki kompromatom pozyskiwanym przez współpracowników w rodzaju Epsteina (który podobno ma się dobrze i był widziany w Izraelu, dla niepoznaki mocno zarośnięty...)

Dla mnie osobiście, najbardziej zaskakujaca (w nieprzyjemny sposób) jest predylekcja wysoko postawionych mężczyzn do regularnych k...w w charakterze żon. Znamy wszyscy piosenkę:

"Rzecze królewicz cudne masz liczko,

ale nie przyszłas na świat księżniczką

Był miesiąc maj, szumiał gaj x 2

Więc cię za żonę pojąć nie mogę..." 

Dziewczę nie jest księżniczką, co może oznaczać że jest szlachcianką, mieszczką lub chłopką. Może być nawet córką magnata, ale nie z królewskiego rodu. Zdecydowanie nie jest to komentarz do niewłaściwego prowadzenia się się samej dziewczyny albo wyczynów jej krewnych. Nie ma tam nawet aluzji do ubóstwa, braku wykształcenia czy obycia... Cóż, tyle poezja...

W rzeczywistości książe brytyjski leci na zużytą kurwę około 40-tki, o bardzo przeciętnym wyglądzie, której matka najprawdopodobniej siedziała w pierdlu za oszustwo finansowe, a ona sama udostępniała swe cialo w zamian za karierę i awans społeczny od wczesnej młodości. Nie ma szansy na potomstwo - chyba, że przez surogatkę itp. Książe norweski wybiera ze wszystkich dostępnych dziewcząt pannę z dzieckiem, narkomankę, dilerkę i narzeczoną dilera, która znana jest z tańczenia po stołach i prezentowania swoich wdzięków szerokiej publiczności...Jedyny możliwy wniosek - ich priorytetem jest profesjonalna obsługa w sypialni!

Jest taki wątek w Lalce Prusa - młody rzemieślnik, któremu Wokulski pomógł wyjść na ludzi, zapytany czemu sie nie żeni wyjaśnia, że nie chce "chustkowej" u której miałby szanse tylko "kapeluszową", u której szans nie ma.... Żeni się więc z nawróconą prostytutką, która w czasach "aktywności zawodowej" wdrożyła sie od elegancji. I to jest doskonałe. Żona w kapeluszu jest takim krokiem wzwyż na drabinie społecznej, że jej przeszłość i "stan licznika" nie mają żadnego znaczenia. A może to wartość dodana?Coś w rodzaju "moja obecna żona była dość dobra, żeby bogaci panowie z miasta ją chędożyli za pieniądze, więc tym samym jestem w dobrym towarzystwie: pan adwokat, pan radca prawny, nadziany kupiec i policmajster i ja wśród nich, też się w końcu załapałem"

No dobrze, a w przypadku księcia? Przecież wziął swoją żonę nie tylko po trzech mężach o niskim statusie albo narzeczonym-kryminaliście, lecz także po gościach jachtów saudyjskich książąt czy tajemniczym Żydzie, o bardzo skromnym pochodzeniu...Nie rozumiem tego i chyba się z tym pogodzę.

Z mojego punktu widzenia praktycznie każdy mężczyzna może lepiej trafić. Dowolna dziewczyna/kobieta jest nieskończenie więcej warta niż wszystkie "Epstein girls"szkolone dla wyższych sfer razem wzięte. Pomijając wszystko inne, one nawet nie są ładne!!! Owszem, chude, bo taka moda wymyślona przez homoseksualistów i ubrane przez tychże w pretensjonalne kreacje, w których nie umieją sie poruszać. Uprzywilejowana pozycja nie pomogła im się nawet godnie zestarzeć. Wystarczy porównać młodą Fergie z obecną, żeby dojść do wniosku, że brak gustu i pieniądze, to gorsze zestawienie niż brak jednego i drugiego. Miłosiernym milczeniem pominę co stało się z twarzą tej niegdyś sympatycznej (z wyglądu) dziewczyny. Powiem tylko, że do roli Baby Jagi nie musiałaby się charakteryzować, wystarczy ten gustowny makijaż, który sobie robi na oficjalne okazje!!!

 

Trzy gracje



środa, 4 lutego 2026

Brejking: Nowa ambitna inwestycja - Barad Dur

Wbrew temu, co twierdzi opozycja i jej media, koalicja rządząca podejmuje śmiałe, międzyresortowe projekty infrastrukturalne mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa naszego kraju. Niedalej jak wczoraj rzecznik rządu Adam Człapka ogłosił na konferencji prasowej rozpoczęcie realizacji inwestycji o kryptonimie Barad Dur.

Barad Dur to nowoczesny zakład penitencjarny przeznaczony dla szczególnie niebezpiecznych więźniów położony na niewielkiej, niedostępnej wyspie:


Dostać się będzie można do niego wyłącznie drogą powietrzną lub wodną. Możliwość samowolnego oddalenia się osadzonych zostanie zredukowana do zera dzięki temperaturze wody bliskiej 0 stopni Celsjusza oraz obecności ssaków wodnych i ryb niebezpiecznych dla człowieka. 

Naszej dziennikarce Dominice Małomiejskiej udało się przeprowadzić krótki wywiad z rzecznikiem rządu:

D.Małomiejska: Za jakie przestępstwa będzie można trafić do Barad Dur?
A.Człapka: Najbardziej szkodliwie społecznie, oczywiście! Takie jak rzucanie klątwy na obywateli o szczególnym statusie prawnym...
D.Małomiejska: Czyli prezydenta albo premiera?
A.Człapka: No niezupełnie, chodzi tu o osoby, których majestat nie może być bezkarnie lżony jak np Sanctus Ovsicus albo Beatus Romanus...
D.M.:Ach, oczywiście, co jeszcze?
A.Cz.: Budowanie ośrodków dla ofiar przestępstw za pieniądze z funduszu sprawiedliwości przyznane  w wyniku konkursu, opiniowanie pozytywne wniosków o pomoc ofiarom przestępstw itp
D.M.:A przemoc, np przestępstwa z użyciem broni palnej?
A.Cz.:Oczywiście, np użycie przemocy pod pretekstem obrony granicy polsko-białoruskiej za rządów PiS czy wręcz użycie broni, jak to mialo miejsce w przypadku podporucznika Ł, który dopuścił się postrzelenie uciekającego Syryjczyka...
(Tutaj, niestety nasza dziennikarka zemdlała ze zgrozy i nie była w stanie kontynuować wywiadu...)

Podczas konferencji padały prowokacyjne pytania o sensowność takiej inwestycji, skoro więzienia zostały opróżnione z osadzonych odsiadujacych nieproporcjonalnie surowe wyroki za pomniejsze przekroczenia prawa jak np morderstwo, gwałt ze szczególnym okrucieństwem czy kanibalizm...

Odpowiedź rzecznika była jasna i stanowcza: drobni przestępcy jak mordercy, gangsterzy, dilerzy narkotyków czy pedofile nie mogą być narażeni - z racji odbywania zasądzonej kary - na demoralizację spowodowaną kontaktem z kims takim, jak p. Izabela z Torunia, Adam Borowski, ks Olszewski czy podporucznik Ł.!
-

wtorek, 3 lutego 2026

Brejking njus: Nieoczekiwany skutek wyroku w sprawie p.Izabeli z Torunia!


Dowództwo jednej z armii NATO zainteresowało się wyrokiem w sprawie gróźb karalnych wobec osoby Sancti Ovsici. Uznano, że jeśli rzeczywiście p. Izabela, emerytka z Torunia, może za pomocą wypowiedzenia dwóch słów doprowadzić do śmierci, albo co najmniej wywołania stanów lękowych u przeciwnika, warto przyjrzeć się temu zjawisku.

Generał MacLachlan, ktory udzielil nam krótkiego wywiadu, przyznał, że nie do końca wierzy w śmiercionośne działanie słów "Giń człeku!", ale możliwość obezwładnienia wroga lękiem o swoje życie wydaje mu się całkiem realna. Jeżeli chroniony prawem celebryta poczuł sie zagrożony to co dopiero jakiś szeregowy chiński, irański czy rosyjski żołnierz! 
"Nie zależy nam na zabijaniu nieszczęsnych, przymusowo wcielonych do armi indywiduów, tylko na sparaliżowaniu wrogich armii, a do tego metoda p. Izabeli wydaje idealna. Koszty praktycznie zerowe, żadnych dodatkowych rekrutów, ani konieczności otwierania nowych linii produkcyjnych sprzętu... Jedyny problem polega na tym, czy da się wyszkolić nowe adeptki i czy metoda będzie działała w odmiennych warunkach językowych..."
Możemy tu uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, że współpraca zostala nawiązana i próby już trwają.

Zaczęto testowanie metody w otwartym terenie, przy użyciu różdżki czarodziejskiej, na grupie ochotników z Navy Seals.
Następnie podobne próby przeprowadzono w terenie zabudowanym. Oprócz rożdżki czarodziejskiej użyto czarnego kota o mocno naelektryzowanej sierści.

"Jeśli metoda przyniesie oczekiwane rezultaty, możemy spodziewać się prawdziwej rewolucji w wojskowości. Brak rekruta - jak to ma miejsce w przypadku konfliktu na Ukrainie - nie będzie już żadną przeszkodą w prowadzeniu działań wojennych. Bitwy będą rozgrywane głównie przez emerytki z dostępem do mediów społecznościowych. Otwartą kwestią pozostaje, czy będą musiały to być jednostki obdarzone szczególnymi zdolnościami czy też wystarczy trening..."

Osobnym problemem jest język tzn czy musi być zrozumiały dla adresata klątwy. Jeśli okaże się, że metoda działa wyłącznie w jezyku polskim, jakież perspektywy zawodowe otworzą się przed naszymi rodaczkami na emeryturze!






 

piątek, 30 stycznia 2026

Łacina dla początkujących. Lectio prima: Pecunia non olet!


Ecce Sanctus Lolo Pindolo et mensa eius. Mensa Lolis Pindolis aurea est. In mensa Lolis Pindolis pecunia est.
- Cuius pecunia in mensa tua est? - iudex rogat - Nonne tua?
Pecunia non est mea! - Lolo respodet - Pecuniam non habeo!
- Pecuniam non habes? - iudex dicit - Quomodo vitam agis sine pecunia?
Lolo tacet
Iudex pecuniam Loli Pindoli dat.
- Habe! - inquit - Nemo sine pecunia vivere potest!

Zadanie domowe:
Uzasadnij dlaczego twierdzenie Cuius mensa, eius pecunia jest z gruntu fałszywe (co zresztą wykazał niezawisły sąd).

Ecce Sanctus Copertfieldus, qui princeps senatus erat. Copertfieldus clarus medicus est et multae copertae habet.
- Quid in copertis est? - iudex rogat.
- Epistulae - Copertfieldus respondet.
- Epistulae? - iudex rogat - Nonne pecunia?
- Pecunia non olet! - Copertfieldus dicit - Meae copertae olent, domine!
- Cur tuae copertae olent? - iudex rogat.
- Homines, qui epistulas scribunt, se non lavant! - Copertfieldus dicit.

Zadanie domowe:
Zreferuj w jaki sposób Sanctus Copertfieldus udowodnił przed sądem swoją niewinność.

P.S.
W łacinie nie istnieje słowo coperta,-ae, gdyż starożytne listy miały formę zapieczętowanego zwoju  (a pieniądze monet złotych, srebrnych i miedzianych), musiałam więc je wymyslić na potrzeby tekstu. Odmienia się według I deklinacji tak jak mensa, -ae lub epistula,-ae

czwartek, 29 stycznia 2026

Gnoza nasza powszednia

Gnoza polega między innymi na całkowitym odwróceniu znaczeń. Bóg - Stwórca ze Starego Testamentu jest ZŁY gdyż:

  • Zamiast chaosu wprowadza ład - Logos.
  • Dookreśla, co nieokreślone - każda istota żywa jest tym, czym jest i nie może sobie wybrać czy jest wiewiórką, rybą czy wilkiem. 
  • Wśród wyżej zorganizowanych każdy osobnik ma okreslona płeć i nie możej jej zmienić
  • Zakazuje spożywania owoców z drzewa poznania Dobra i Zła, co jest opresywne wobec pierwszych ludzi. Każdy bowiem zakaz jest opresywny, nawet pakowania palców do kontaktu...
Jeśli Bóg jest ZŁY, to kto jest DOBRY? Starożytny Wąż, oczywiście. To on pokazuje pierwszym ludziom drogę poznania i uwolnienia się od tyranii Demiurga i Logosu...
  • Więc to nie dzieci mają byc uczone i wychowywane, tylko rodzice i nauczyciele przez swoje potomstwo i uczniów. 
  • Na wywiadówkach to nauczyciele są recenzowani przez uczniów i muszą się gęsto tłumaczyć. 
  • To nie stróż prawa chroniący słabszych przed bandytami jest bohaterem, tylko zaćpany kryminalista, który się przekręca podczas zatrzymania. 
  • W tramwaju starsi ludzie stoją, a młodzi siedzą, często na zewnętrznym siedzeniu, zajmując de facto dwa miejsca... 
  • Płodność, czyli udział w dziele stworzenia, jest zła, seks musi być jałowy, a najlepiej zwyrodniały i tak dalej w tym tonie...

Wszyscy to widzimy, nie koniecznie kojarząc ze starożytną herezją, jaką wciska się nam w charakterze "postępu". Postanowiłam więc nieco wyjaśnić sytuację, w której się znaleźliśmy na przykładach. Zacznijmy od zła, i tych, którzy je uosabiają w naszej rzeczywistości:


Pozwoliłam sobie posłużyć się ta skromną grafiką, którą mam ochotę zatytułować niczym słynny rysunek Gruenewalda "Trójjednia zła". Na pierwszym planie (na środku) złowroga emerytka z Torunia, która ma moc wypowiadając (a raczej pisząc w internecie, w charakterze komentarza) dwa słowa "Giń człeku" zagrozić możnym tego świata. 

Po jej prawicy (znaczy dla nas po lewej) równie złowieszczy ksiądz Olszewski, egzorcysta, który dopuścił się niewypowiedzianej zbrodni wejścia na teren oznaczony przez Sancto Ovsico, czyli działalności charytatywnej wspomaganej przez państwo (zbudował ośrodek dla ofiar przemocy, z dotacji ministerstwa sprawiedliwości przyznanej w wyniku konkursu).

Po lewicy, czyli po prawej stronie obrazka, Adam Borowski, dawny działacz opozycyjny, który zelżył majestat Giertycha przypominając, o co był oskarżony, zanim niezawisły sąd wskazał nieubłaganym palcem Fokę, jego ochroniarza i kierowcę zarazem - wraz z malżonką - jako winnych zarzucanych mecenasowi czynów, tzn wyprowadzenia miliardów ze spółki Polnord. Borowski, zatwardziały w swym uporze, nie przeprosił, więc został skazany na pól roku bezwzględnego więzienia.

Emerytka z Torunia też dostała pół roku, z tym, że w zawieszeniu na rok i 1000PLN "zadośćuczynienia pokrzywdzonemu". Niebawem skazany zostanie ks Olszewski i nie wątpie, że szczęka opadnie nam wszystkim na bruk. Nie wiem czy to będzie dożywocie, 30 lat łagru czy kara śmierci przez ukamienowanie...

Kiedy wyroki zostaną wreszcie wykonane odetchniemy z ulgą, poczujemy się bezpieczniejsi i znacznie częściej będziemy się uśmiechać, zwlaszcza, że mamy tak wspaniałych świeckich świętych jak:


Sanctus Sepsa-Ovsicus 

i Beatus Romanus, Sanctae Ecclesiae, Giertychus...

P.S.
Sędzia, który skazał złowieszczą emerytkę z Torunia na pół roku więzienia nazywa się Czarciński!Wszystko się zgadza! Starożytny wąż, jak zawsze, po stronie dobra i sprawiedliwości!!! Tutaj uzasadnienie https://www.youtube.com/shorts/kvRfwPgTNLk?feature=share





środa, 28 stycznia 2026

Crimen laesae maiestatis Sancti Ovsici - ciąg dalszy

 Sąd okręgowy w Toruniu skazał p. Izabelę, emerytkę, która zamieściła wpis w internecie:

"Giń człeku i to jak najszybciej dość okradania dość twojego dorabiania się z naiwności Polaków twoje wille za granicą, twoja willa w Polsce twoje dzieci uczą się za granicą i pensje twoje i twojej żony dość rozlicz się i zmień okulary, bo takie noszą LGBT"

na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok, 1000 PLN dla Owsika celem (częściowego!) zadośćuczynienia za doznaną krzywdę i zakaz kontaktowania się z tymże na 3 lata oraz - co najważniejsze - zakaz zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 50 m...

Pisałam o sprawie na tym blogu https://singletonreview.blogspot.com/2025/10/crimen-laesae-maiestatis-sancti-ovsici.html


Na powyższej ilustracji staram się wyjaśnić potencjalnie zdezorientowanemu czytelnikowi, dlaczego zakaz zbliżania się ad personam Sancti Ovsici jest tak istotny. Otóż zasieg mocy p. Izabeli z Torunia wynosi ok. 25, maksymalnie 30 m + 20 m na wszelki wypadek, jak stanowi  artykuł 245, punkt 4 kodeksu karnego:
Kto zbliża się z różdżką czarodziejską do szczególnie zasłużonego i chronionego prawem obywatela na odleglość mniejszą niż zakres swojej mocy + 20 m (na wszelki wypadek) podlega karze pozbawienia wolności do lat 20.
Muszę wyznać, że po tym wyroku - jeszcze nieprawomocnym, niestety - czuje sie o wiele bezpieczniej. Te emerytki w tramwaju, kościele, sklepie osiedlowym i na ławce w parku zawsze mnie przerażały...


niedziela, 25 stycznia 2026

Dies Sancti Sepsa - Ovsici

Dziś Owsik Show, a nie widziałam żadnej ekipy z puszkami pod kościołem! Może wolontariusze już nie wyłudzają kasy od naiwnych, bo to śmieszne sumy w porównaniu z daniną od spółek skarbu państwa?!!!


Przy okazji uprzejmie donoszę odpowiednim służbom,  że moi rosyjskojęzyczni sąsiedzi z góry - produkujacy bomby i inne tego todzaju drobiazgi - mieli się wyrazić "eto chujnia", z dużym prawdopodobieństwem mając na myśli WOŚP. Padły też słowa "P'szołty won!" i istnieje podejrzenie, że chodziło o jej lidera tzn św. Sepsa-Owsika. Rozumiem, że chałupnicze wytwarzanie broni w mieszkaniu w bloku jest całkowicie legalne, ale oni lżyli majestat Owsika i wyrażali się o nim bez należytego szacunku!!! Proszę się zająć tą niewyobrażalną zbrodnią!


Wczoraj słuchałam Warzechy - jednej z dwóch osób w RP, którza przeczytała umowę UE-Mercosur (drugą jest europosłanka Anna Bryłka z Konfederacji). O ile dobrze zrozumiałam, rzecz nie jest jeszcze przesądzona (tzn wejście tej umowy w życie). Trochę mnie to pocieszyło, ale nie nadmiernie. 

Dla ścisłości głównie pocieszyl mnie fakt, że ktoś tę umowę w Polsce w ogóle przeczytał!!! Nie, nie jestem zdziwiona, że nikt z tzw rządu, bo nie podejrzewam tych ludzi o umiejętność czytania ze zrozumieniem tekstów dłuższych niż wpis na platformie X (dawnym twitterze). Minister rolnictwa, Krajewski, przyznał u Beaty Lubeckiej, że to przekracza jego możliwości...


niedziela, 18 stycznia 2026

Wiewiórki, obrazy i inne dylematy

 


To mój widok z okna zarejestrowany w piątek przy kawie. W centrum Wrocławia! Wiewióry czegoś nie śpią tej zimy! Futerko niby zimowe, szarawe, ale duch niespokojny...


Wrzucając zdjęcia obrazów z ostatniego czasu na whatsappa dla ludzi z roku  przypomniałam sobie, że nie zamieściłam najnowszego - tzn sprzed paru miesięcy - na blogu. Oto on:


To oczywiście eksploatacja pomysłu pt "obraz w obrazie". Posłużyłam się gipsową głową (moim autoportretem) i tkaniną, a ściślej mówiąc mozaiką z kawałków tkanin, którą przerobiłam na obraz:

Podobieństwo co prawda znikło i z rzeźby i z tkaniny, ale nie oto chodziło! Nie jestem szczególnie zadowolona z tego dzieła i chyba przerabianie tkanin (tzn swoich starych prac) na obrazy nie jest tą drogą, która mam ochotę pójść...

Poszłam dziś do dominikanów. Dziwnie sie czułam po 6-letniej przerwie (w mszach niedzielnych, w tygodniu parę razy zdarzyło mi sie tam być). Celebransa nie znam i bardzo dobrze. D..y nie urywa (w końcu nie oto chodzi), ale przynajmniej się nie zirytowałam...

W kącie pokoju 30 paneli z korka ekspandowanego grubości 3cm. Każdy waży ok. 5 kg i coraz bardziej jasne dla mnie jest, że na klej się nie utrzyma. Trzeba wiercić i kołkować. Zimny pot mnie oblewa, bo nie mam detektora kabli pod napięciem i nigdy nie wierciłam w suficie. Poza tym, czy tak podziurawiony korek (i sufit) będzie lepszą izolacją akustyczną niż sufit niepodziurawiony i bez korka?

W poniedziałek mają przywieść pistolet i klej, a ja wciąż jeszcze nie podjęłam decyzji... Kiedy pomyślę, że muszę ponosić takie koszty i podejmować taki wysiłek oraz ryzyko, bo jakiemuś debilowi nie chciało się podłożyć chociażby najcieńszej warstwy izolacyjnej pod panele podłogowe, ani nawet przykryć ich dywanem /wykladziną, to moglabym zabić. 

Nie wspominam już co zrobiłaby z osobą, która taki lokal wynajęła rosyjskojęzycznym, aby uruchomili tam produkcję, uprawiali jogging i "uczyli sie grać na gitarze elektrycznej"...

Co zrobiłabym z samymi najemcami też nie napiszę...

niedziela, 11 stycznia 2026

Nareszcie uczciwa zima!

Cóż to za cudna mroźna pogódka przez ostatnie kilka dni! Krew szybciej krąży w żyłach i chce się żyć!  Codziennie wybieram się na spacer do parku. Prawie pusto, nie ma rowerzystów. Dawno nie czułam się tak szczęśliwa. Dla ścisłości parki nie są puste tylko pełne uroczych stworzeń:

Kaczorek na zamarzniętej Oławie
Łabądek tamże
Para świstunów  - kaczek z pólnocy -  na Oławie, te w środku wyraźnie mniejsze od krzyżówek

Kurka wodna - rzeka Ślęza

Zimo trwaj, bo jesteś piękna!

P.S.
Żałuje tylko, że u siebie nie mogę czuć się równie dobrze. Wszak siedzenie w domu, kiedy za oknem mróz, to także jeden z przyjemniejszych aspektów zimy. Tymczasem mafia rosyjskojęzyczna w mojej bramie obejmuje trzy mieszkania w bezpośrednim sąsiedztwie. Kiedy jednych nie ma w domu materiały do produkcji podrzucane są do innego lokalu, a sąsiadka "o polskich korzeniach" wlazła mi do mieszkania podczas wizyty księdza, zamiast czekać na niego u siebie! Czy to jednak nie jest dziwne wszystko razem?!!!

wtorek, 6 stycznia 2026

Trzech Króli z demonami i wewnętrznie sprzeczne kazania

Rzetelne okadzenie domu i zaśpiewanie kilku kolęd reaktywowało przyczajone ukraińskie demony z góry. Zamiast spokojnie składać kałasze, drony czy inne bomby i ostrożnie odkładać narzędzia - jak przez ostatnie kilka dni - wypuściły z wora bachora-zagłuszacza, który teraz tłucze się mi nad głową.

Dzień zaczął się dla mnie jakąś dziwną migreną, która znikła pod wpływem rześkiego, mroźnego powietrza już w drodze do kościoła. Znowu poszłam na 12 i znowu tego żałowałam.

Kazanie (mam na myśli to drugie) o. Marcina OSPPE nacechowane było wewnętrzną sprzecznością. Mamy twarde karki, więc Pan Bóg musi nam dawać trudne doświadczenia, aby nas ugiąć, abyśmy przestali chodzić swoimi ścieżkami i wieść wymyślone przez siebie (znaczy nieuzgodnione z Nim?) życie. Niektórzy po tych doświadczeniach znowu się prostują - znaczy recydywa, niektórzy chodzą przygięci. Ci przygięci to - o ile dobrze rozumiem - nawróceni trwale. 

Jednocześnie gdzieś przy końcu pada stwierdzenie, że mamy dziękować za nasze życie, bo ono jest najlepsze, jakie mogliśmy mieć. Więc jak, mamy optymalne życie, a trudne doświadczenia są jego integralną częścią czy też mamy porypane życie z powodu twardych karków, które muszą być zgięte trudnymi doświadczeniami? Ergo, gdyby nasze karki były bardziej elastyczne, wiele bolesnych doświadczeń by nas ominęło? 

Przykro mi, ale to się nie schodzi. Wynika z tego, że życie ludzi znających i pełniących wolę bożą jest wolne od trudu i cierpienia, a przecież tak nie jest. Znamy biografie świętych i są one pełne przykrych doświadczeń ponad zwykłą miarę. 

Poza tym, jeśli o.Marcin tak dokładnie zna wolę bożą, że nic innego nie robi, tylko ją wypełnia, to pogratulować. Większość z nas maluczkich nie ma w tej kwestii takiej jasności i musi używać zdrowego rozsądku. Rozumiem, że jak nie trafimy, to bęc - trudne doświadczenie? 

To przypomina trening Arii Stark z Gry o Tron, kiedy odebrano jej wzrok, aby nauczyła się walczyć w całkowitych ciemnościach... Nie wiem jak inni wierni, ale ja chyba nie odniosłam duchowej korzyści z tej nauki...

Być może tego rodzaju sprzeczne wewnętrznie kazania są głoszone z myślą o ludziach, którzy słuchają tylko przez chwilę. Kaznodzieja zdaje się na Boga, jakie ziarno padnie na jaką glebę. Ktoś usłyszy, że ma optymalne życie i powinien być wdzięczny, a ktoś inny, że trudności, których właśnie doświadcza są skutkiem jego "twardego karku" i w ten sposób każdy ma się nad czym zastanawiać.

Problem stanowią słuchowcy wdrożeni do uważnego słuchania dowolnie długich wypowiedzi i wychwytywania istotnych informacji. Słyszą całość, a ona nie ma sensu. O. Marcin nie jest bynajmniej jedynym autorem tego rodzaju homilii. Istnieją nawet księża, którzy wygłaszają kazania w jaskrawej opozycji do czytań!

niedziela, 4 stycznia 2026

O powieściach Rodziewiczówny (że nie są romansami, za które uchodzą)

Niedzielne popołudnie, zapada zmierzch, bierze mnie jakiś wirus czy inna bakteria. Dziś w kościele usłyszałam takie oto zdanie "Niech Bóg spełni nasze godziwe pragnienia..." Znaczy moje były niegodziwe?

Skończyłam czytać Czachary Rodziewiczówny. Nie mogę pojąć dlaczego ta kobieta uznana została za autorkę romansów! Wszystkie (prawie) jej bohaterki są  wyjątkowo mało romansowe. Małżeństwo i miłość nie należą do ich priorytetów, a sposób bycia nie ma nic wspólnego z kokieterią czy uwodzeniem, raczej odstrasza potencjalnych absztyfikantów swoją rzeczowością i prostolinijnością.

Jeśli miałabym wskazać, co łączy te bardzo różne książki, to umiłowanie ziemi i walka o jej zachowanie. Ponadto kresy - od Żmudzi po Polesie. Bardzo sugestywne opisy ludzi i krajobrazów. Kobieta ewidentnie wiedziala o czym pisze. No i oczywiście jej poglądy bardzo krytyczne wobec własnej klasy społecznej - ziemiaństwa, a także żydostwa i chlopstwa. Tych przemyśleń bywa wręcz za dużo i zbyt radykalne jak na mój gust...

Chwilami mam wrażenie, że intryga głównie służy dostarczeniu pretekstu do wygłaszaniu poglądów autorki na kwestie społeczne, ekologiczne, duchowe, religijne i każde inne. Czasem jedzie takim New Agem, że strach się bać jak np w Ragnaroku. Tam zresztą bohaterem jest młody mężczyzna, a jego romans zdycha gdzieś w pierwszej połowie powieści...

Dlaczego więc przyczepiono jej tak mylącą etykietę? Żeby ją umniejszyć, oczywiście. "Coś w rodzaju Mniszkówny", "powieści dla kucharek" itp. Nic z tych rzeczy. Ona po prostu nigdzie nie pasowała. Ziemianka, a poglądy tak radykalne, niby feministka, a szczera chrześcijanka...

Czy to jest wielka literatura, to całkiem inna kwestia. Na pewno nie brakuje talentu narracyjnego, ale zacięcie publicystyczne trochę szkodzi spójności powieści.

Jeśli ktoś ocenia autorkę po adaptacjach jej książek -  jak "Między ustami a brzegiem pucharu" z lat 80-tych, przedwojenny "Wrzos", czy tez całkiem niedawny serial "Dewajtis" - najprawdopodobniej nie ma pojęcia o co chodzi w jej twórczości.Wydawanie jej w serii "klasyki literatury kobiecej" ze zdjęciami z przedwojennych romansów na okładkach bardzo skutecznie zniechęca potencjalnego czytelnika.

Bardziej uzasadnione byłoby wydawanie w ten sposób Sienkiewicza, gdyż w każdej jego powieści znajdziemy wątek romansowy, często integralny dla przebiegu akcji. Heroiny też bardziej pasują niż mocno wyemancypowane bohaterki książek Rodziewiczówny...


czwartek, 1 stycznia 2026

Nowy Rok

Czwartek, ósmy dzień w oktawie Bożego Narodzenia, czyli Nowy Rok. Cisza trwa, śnieg się stopił więc nici z planowanego zimowego spaceru. Trafiłam dziś na mszę odprawianą przez o. Stanisława OSPPE i była to znaczna ulga...

Nie lubię Nowego Roku, nie chcę się zastanawiać jaki on będzie. Sny są niepokojące, a nie mam owej pewności o.Sebastiana OSPPE, żeby twierdzić z niezachwianym przekonaniem, że "sen mara, Bóg wiara". Pewna moja koleżanka z roku dodawała jeszcze na jednym oddechu "Biecz fara". Właśnie umarła, po strasznej chorobie...

Chciałabym wiedzieć gdzie jest uczciwa zima. Widziałam duże ilości biegających wiewiórek mimo mrozu. Mnie natomiast czeka wymuszony remont - izolacja akustyczna na suficie. Straszne wydatki, straszny wysiłek, a efekt niepewny...

P.S.

To był najspokojniejszy Sylwester od nie pamiętam ilu lat. Niestety, po ukradzionych świętach Bożego Narodzenia została taka wyrwa, że nawet owa niezwykła cisza nie jest w stanie zrekompensować mi straty. Gniew sobie poszedł, zostało przygnębienie. Czy zasługuje na odę?

Znowu tu jesteś smutku?

Przyszedłeś mnie znieczulić, przyjacielu?

Może masz rację, może potrzebuję odpoczynku...

Tylko, czy aby wróg jest daleko?

Czy nie wkroczy w moją przyjemną apatię?

Czy nie zaskoczy mnie w melancholijnym półśnie?

A gdzie śnieżna pierzyna?

Gdzie moja bezpieczna gawra?

Muszę jeszcze wyłożyć ją korkiem lub styropianem

i dopiero wtedy mogę zapaść w sen zimowy...