niedziela, 23 sierpnia 2026

O fałszywych pragnieniach

Dalej brnąc w temat spełniania się  (lub nie) pragnień, trzeba uczciwie powiedzieć, że istnieją i takie, których wcale nie pragniemy, choć je deklarujemy. Weźmy na przykład pragnienie miłości. Załóżmy, że ktoś coś takiego wyraża, ale co przez to rozumie? Małżeństwo? Rodzinę? Czy to aby to samo? Śmiem twierdzić, że nie. A w każdym razie nie zawsze.

Tak sformułowane pragnienie raczej sugeruje, deficyt, a do małżeństwa/zakładania rodziny potrzebny jest nadmiar miłości, gdyż będzie się w nim głównym dawcą, a nie biorcą. Trochę jak z pracą nauczyciela - tylko dajesz, a nic nie dostajesz w zamian (poza pensją i ubezpieczeniem oczywiście). Jeśli cierpisz na deficyt emocjonalny, wykończy cię w krótkim czasie.

Można latami truć się brakiem partnera do założenia rodziny tak naprawdę wcale nie pragnąc go znaleźć. Miłość można sobie przepięknie wyobrazić, ale to wyobrażenie nie ma nic wspólnego z realnym małżeństwem, nawet względnie dobrym.

Podobnie rzecz ma się z pracą/ karierą. Wiadomo, że trzeba jakoś zarabiać na życie, lepiej więcej niż mniej. Lepiej wykonywać zawód prestiżowy niż pogardzany, raczej bliski zainteresowań i kompetencjom, a już najlepiej byłoby kochać swoją pracę. Wszystko to bardzo pięknie, ale to nie jest żadne pragnienie, tylko uznanie konieczności.

Być może prawdziwe pragnienie jest zupełnie inne. Może to brak konieczności zatrudniania się gdziekolwiek, brak przymusu zarabiania, wolność od tego. A może taka kwestia w ogóle nie ma wstępu do krainy pragnień/marzeń?

Ktoś kiedyś przytomnie zauważył, że Bóg odpowiada na to, czego naprawdę pragniemy, a nie na to, o co się modlimy. Coś chyba w tym jest.

sobota, 22 sierpnia 2026

Jeszcze o spełnianiu się marzeń i Woli Bożej

W poprzednim wpisie zapomniałam o najważniejszym! Nasze pragnienia mogą się spełnić tylko, jeśli są zgodne z Wolą Bożą (w ujęciu chrześcijańskim) lub naszym "wyższym duchowym ja" (w wersji psychologii Junga). Mam wrażenie, że chodzi dokładnie o to samo.

Ergo pływanie packraftem po Martwej Dziwnie jest zgodne z Wolą Bożą/wyższym duchowym ja, a np. założenie rodziny, kariera czy własne mieszkanie już nie!

Przypominam sobie warsztaty psychologiczne o osiąganiu celów, w których brałam udział w okolicach trzydziestki (przed trzydziestką nawet). Pamiętam, że mieliśmy skupić się na tym co chcemy osiągnąć i w jakim czasie, a nie zaprzątać sobie głowy jak ma się to stać. 

Dowiedzieliśmy się, że realizacja zajmuje zazwyczaj więcej czasu niż zakładamy, natomiast sposób dochodzenia do celu jest nam ukazywany stopniowo tzn. zaczynamy znając tylko pierwszy krok. Jeśli go zrobimy ujawnia się następny itd. 

Nie pamiętam od czego zależało ujawnianie się kolejnych etapów. Być może częste i w miarę szczegółowe wizualizacje miały odgrywać jakąś rolę. 

Często wizualizowałam sobie moją rodzinę, a konkretnie dzieci (zawsze jako młodych dorosłych). Miało ich być czworo - dwóch synów i dwie córki. Najwyraźniej widziałam najmłodszą z nich. Ta szczupła dziewczyna lat ok.18 o bardzo jasnej skórze, wielkich szarych oczach i bujnych ciemnorudych włosach była mi z jakichś powodów najbliższa. Teraz brzmi to raczej jak bohaterka książki dla dziewcząt - wypisz wymaluj Ania na uniwersytecie Lucy Maud Montgomery. 

Nic z tego się nie stało ciałem, gdyż - jak wyznał prowadzący - możemy wymyślać sobie dowolne cele, ale jeśli nie są zgodne z naszym wyższym duchowym ja (czyt. Wolą Bożą), to nie zrealizujemy ich choćbyśmy pękli. To akurat była święta prawda! Być może tylko to jedno zdanie z całych warsztatów (płatnych zresztą).

Wracając do marzenia spełnionego tzn. pływania packraftem po Martwej Dziwnie rzecz wyglądała tak:

  • patrzyłam na jej czystą wodę  i pomyślałam, że cudownie byłoby pływać po niej jakąś niewielką łódką i obserwować życie zwierząt i roślin
  • być może zdarzyło się to kilka razy tzn. ilekroć byłam na wakacjach w Międzywodziu
  • nigdy nie ustawiłam sobie tego jako swój cel
  • poza pobytami nad morzem nie poświęciłam ani pół myśli
  • być może kiedyś zwizualizowałam sobie to spontanicznie

Tymczasem przez te ok. 10 lat wymyślono odpowiednie łódeczki, tej wiosny weszłam w posiadanie jednej z nich i wzięłam ją na tegoroczny wakacyjny wyjazd i bęc - życzenie spełnione. 


Być może usłyszała je jakaś złota rybka. Po namyśle nawet ją sobie przypominam. Była mała, zielona i dotknęła pyszczkiem mojej ręki, a potem odpłynęła w głąb jeziora. Pamiętam też młodego zaskrońca pływającego przy brzegu w charakterystyczny dla węży sposób. To musieli być posłańcy mojego wyższego duchowego ja!

Co ciekawe, kiedy pływałam po jeziorze tego roku, żadnych żywych stworzeń, oprócz nielicznych kaczek krzyżówek, nie widziałam! Tymczasem w naszej poczciwej Oławie, oprócz wielu gatunków ptaków, można spotkać nawet bobry!






piątek, 21 sierpnia 2026

O marzeniach, które się spełniają

Jakiś czas temu - to mogło być lat najwyżej 10, a najprawdopodobniej mniej - stałam sobie nad Martwą Dziwną i patrząc na jej piaszczyste dno myślałam jak cudownie byłoby pływać po tych spokojnych wodach niedużym pontonem lub czymś podobnym i obserwować tutejszą faunę i florę. Łagodne zejście od strony zachodniego falochronu w Dziwnowie wydawało się idealne do zwodowania dmuchanej łódeczki...



Nie minęło lat dziesięć lub nawet mniej i moje marzenie się spełniło. Przepłynęłam starorzecze Dziwny dwa razy. Raz z Międzywodzia (znaczy lasu w okolicy) do Dziwnowa, a drugi raz w obie strony. Nie wiem czy to było legalne czy nie, ale znaku zakazu nigdzie nie widziałam, a miejscowi nie byli zgodni w temacie, podobnie jak Internet. Uznałam więc, że mogę zaryzykować. Byłam jedyną osobą na jeziorze, ale nikt mnie nie ścigał.

Ktoś może wzruszyć ramionami. Cóż to takiego wielkiego? A jednak, kiedy pomyśleć ile musiało się stać, aby moje życzenie mogło się ziścić...

Przede wszystkim sprzęt! Ponton waży ok 20 kilo - trochę dużo dla starszej pani nie zmotoryzowanej - dmuchany kajak w okolicach 16-17 kg. Do jeziora trzeba iść kilka kilometrów(2 lub 4 ) plażą lub/i przez las. Nie wspominam już o taszczeniu takiego ładunku z Wrocławia pociągiem i autobusem!

Rzecz była całkowicie absurdalna i niewykonalna aż do pojawienia się packraftów na polskim rynku. Dowiedziałam się o ich istnieniu zeszłej jesieni lub zimy, a na wiosnę zamówiłam najprostszy po promocyjnej cenie. Dwa kilo łódki + kilogram wiosła złożonego z 4 części to zupełnie inna historia. Zmieści się do plecaka i można nieść kawałek bez zmęczenia.

Jeszcze ciekawsze były okoliczności samego wyjazdu do Międzywodzia w tym roku. Nie miałam ochoty jechać tam w szczycie sezonu, zwłaszcza, że wybierałam się do Niechorza na początku lipca i uznałam, że to powinno wystarczyć. Kiedy odwołałam rezerwację noclegów poczułam się okropnie, jakbym zaprzepaściła jakąś wielką życiową szansę. Uznałam jednak, że nie ma powrotu i wytłumaczyłam sobie, że we Wrocławiu też można sensownie spędzać lato. 

Byłam już zupełnie pogodzona, aż jakaś baba w autobusie obwieściła, że w poniedziałek ma być 41 stopni Celsjusza. Cały mój spokój diabli wzięli. Uznałam, że trzeba wiać z tego pieca ognistego. Pokój - o dziwo - był wolny i nawet dostałam miejscówkę w pociągu w przeddzień wyjazdu (w przedziale dla niepełnosprawnych na miejscu opiekuna).

Wcisnęłam więc do plecaka packraft i kamizelkę ratunkową (zamierzałam pływać po Zalewie Kamienieckim i Bałtyku), a wiosło do worka i ruszyłam na północ. Pływanie po zalewie okazało się mało atrakcyjne ze względu na wiatr i haracz pobierany przez miejscowych "biznesmenów" za zwodowanie własnej łódki z jedynego miejsca się do tego nadającego.

Na Bałtyku natomiast było możliwe tylko przy flaucie, ale wtedy szalały tam zaburzone indywidua na skuterach wodnych kręcące się w kółko jak potrącone przez samochód zwierzęta. Musiałam więc pomyśleć o Martwej Dziwnie, mimo że przed wyjazdem AI pouczyła mnie, że tam nie wolno, bo to użytek ekologiczny jest! 

Po dłuższej rozmowie w miejscowym ex-wojskowym uznałam, że rzecz nie jest wcale oczywista, a oficjalnego zakazu nigdzie nie widać i odważyłam się!


Opatrzność wspomogła mnie nawet przy powrocie - ze względu na ciężki plecak zostałam podwieziona na przystanek autobusowy w Międzywodziu, a tam przejeżdżający taksówkarz zaproponował kurs po cenie biletu do samego dworca PKP w Międzyzdrojach. Sam ten incydent zakrawał na cud!

Tak więc, drogi czytelniku, z perspektywy wygląda to tak, jakby sama Opatrzność przygotowała mi ten upominek i dopilnowała, aby trafił do moich rąk!

Jestem, oczywiście, wdzięczna i wzruszona, ale jednocześnie zastanawiam się, dlaczego tego rodzaju  "błahe zachciewajki" mogą zostać spełnione, a pragnienia dotyczące rzeczy "naprawdę ważnych", jak relacje, mieszkanie czy praca,  nigdy.

Mogę wyobrazić sobie kilka wyjaśnień, z których żadne mnie nie przekonuje:
  • Jest to "polewka Habakuka", czyli wzmocnienie  do znoszenia czegoś, co i tak znieść musimy i żadne modlitwy, ani ludzkie zabiegi tego nie zmienią, dowód pamięci i życzliwości ze strony Tego, który tym wszystkim zarządza
  • Pływanie po Martwej Dziwnie jest ważniejsze niż wszystkie asymetryczne relacje w moim życiu oraz kariera zawodowa i warunki mieszkaniowe razem wzięte. Uogólniając - myśli Boga nie są naszymi myślami, a drogi Jego naszymi drogami
  • Błahe zachciewajki mogą się urzeczywistnić, bo nie blokuje ich lęk i inne emocje negatywne (przekleństwo?), które zawsze są obecne w przypadku "rzeczy naprawdę ważnych"
  • Intensywność tych przelotnych zachcianek jest niewielka, a - jak wiadomo - "możemy mieć w życiu wszystko, czego pragniemy pod warunkiem, że tego nie pragniemy"


wtorek, 18 sierpnia 2026

"Twój sługa Jacek, o Panie, nad wszystko Ciebie miłował..."

 ...a Tyś go posłał z rozkazem głoszenia Dobrej Nowiny

Żarliwe serce mu dałeś, spragnione łaski dla świata...."

Dalej, niestety, nie pamiętam, choć bardzo lubię tę pieśń i wyjątkowo dobrze mi się ona kojarzy. Sam św. Jacek Odrowąż (OP) - którego święto obchodziliśmy wczoraj - kojarzy mi się jeszcze lepiej. Za jego bowiem wstawiennictwem udało się odzyskać pieniądze z książeczki mieszkaniowej - wraz z premią - które to zadanie wydawało się dość beznadziejne

Udałam się więc 17-ego na dwunastkę do dominikanów, a tam młodzieżowy kapłan w średnim wieku. Skąd wiem? Ano, bo mówił po młodzieżowemu, choć zdecydowana większość obecnych w kościele to starsze panie ( w tym BARDZO starsze też nie należały do rzadkości).

- Zajrzałem sobie dzisiaj rano na Facebooka, a tam tylko o pierogach i sobie pomyślałem, że...- zaczął swoją homilię. Co dalej można się łatwo domyślić. Konkluzja była taka, że św. Jacek uczy nas przekraczania granic, bo wiele podróżował. Słowem głębia przemyśleń dorównywała finezji warstwy językowej.

Bardzo nie chciałam tego dnia zajmować się ocenianiem nieszczęsnego dominikanina, ale nie mogłam opędzić się od słów "banał", "infantylizm", a na koniec nawet "pajac",  mimowolnie wypływających na powierzchnię świadomości.

Nie zamierzam się wyzwierzęcać nad tym konkretnym zakonnikiem. Poza nieznośną manierą mówienia (zdecydowanie źle się komponującą z wyraźnie posiwiałymi włosami) nic o nim nie wiem. Ta sytuacja jednak doskonale pokazuje jak absurdalne jest mityczne dostosowanie Kościoła "do potrzeb współczesnego człowieka".

Jakiego niby człowieka? Takiego, którego nie ma w Kościele kosztem tego, który jest? A co gdyby mówić dobrą polszczyzną zrozumiałą dla każdego niezależnie od wieku i wykształcenia? Każdy rozumie Sienkiewicza, Prusa czy Żeromskiego choć ich język może się wydawać nieco archaiczny.

A co gdyby zamiast virtue signalling w stronę lewicowo-liberalnych salonów powiedzieć coś sensownego. To znacznie trudniejsze! A co z przekazywaniem owoców kontemplacji? No cóż, jaka kontemplacja takie owoce, niestety...

P.S.

Wczoraj skończyłam czytać "Wampira" Reymonta (tak, TEGO Reymonta, noblisty od "Chłopów") i muszę stwierdzić, że jego młodopolska maniera jest równie irytująca jak młodzieżowa wyżej wymienionego dominikanina. Pierwsza zestarzała się fatalnie i to samo spotka drugą. Dlatego właśnie w Kościele nie powinno używać się slangu (względnie języka bardzo potocznego). Nie ma nic szybciej się dezaktualizującego! "Młodzieżowy język" sprzed pięciu lat brzmi bardziej archaicznie niż "Bogurodzica", a przy tym "obciachowo".

niedziela, 16 sierpnia 2026

O wakacyjnych wyjazdach i internetowych brejking njusach

Wygląda na to, że koniec moich wakacyjnych (a w każdym razie wyjazdowych) szaleństw w tym roku. Muszę zawiesić hulaszczy tryb życia na emeryturze i zająć się kryzysem sufitowym, gdyż panele z korka ekspandowanego, przyklejone w ramach izolacji akustycznej, zaczęły dramatycznie odstawać i grożą odpadnięciem.

Zupełnie nieoczekiwanie byłam dwa razy nad morzem - na początku lipca w Niechorzu i na przełomie lipca i sierpnia w Międzywodziu.

Plaża między Pogorzelicą a Mrzeżynem
Gdzieś tam na horyzoncie Niechorze

Kanał prowadzący do jeziora Liwia Łuża między Niechorzem a Pogorzelicą

Pełno tam biegusów w małych stadkach (bez nich nadmorze nie jest w pełni nadmorzem)

Martwa Dziwna - starorzecze Dziwny - między Dziwnowem a Międzywodziem

Reumatyzm w nogach bardzo się nasilił. Chodzę po domu w wełnianych getrach i skarpetach do lekkiej sukienki.

Anglojęzyczny internet żyje sprawą Jasona Ardaya, najmłodszego czarnego profesora na uniwersytecie w Cambridge i pupilka mediów lewicowo-liberalnych. Okazało się, że jego niezwykła historia życia jest wymysłem, a dokonania na niwie socjologi edukacji nigdy nie dawały podstawy do zatrudnienia na stanowisku profesora prestiżowej uczelni, o licznych oskarżeniach o plagiat nie wspominając. Facet nie wytrzymał zawalenia się swojej legendy i popełnił samobójstwo, jak sugeruje policja.

A wystarczyło na niego popatrzeć - warkoczyki długości do pasa pracowicie wplecione w wełniste, afrykańskie włosy, oczy podkreślone makijażem, styl ubierania, sportowa sylwetka - żeby stwierdzić, że coś nie halo. Wizerunek celebryty, gwiazdy muzyki pop - a nie naukowca żyjącego swoimi badaniami - wykreowany wyłącznie na potrzeby mediów. Przez kogo? Samego zainteresowanego czy uniwersytet promujący się jako "inkluzywny" za pomocą malowniczej maskotki?

Will Sexton natomiast sugeruje, że "kryzys imigracyjny" w Ceucie to sprawka Mossadu via bratnie służby marokańskie https://youtu.be/AdMkr_EWkhs Celem jest oczywiście Gibraltar i kontrola nie tylko nad Bliskim Wschodem, ale całym basenem Morza Śródziemnego, czyli gospodarcza dominacja Izraela nad światem na podobieństwo starożytnego Imperium Rzymskiego.

Nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale filmik, jak wszystkie materiały tego youtubera, niezwykle interesujący. Polecam człowieka każdemu, kto zna angielski.

czwartek, 23 lipca 2026

Jeszcze o aferze bielsko-bialskiej

Usłyszałam w "Riserczu" Ziemkiewicza, że afera autobusowa z Bielsko-Białej miała mniej więcej taki przebieg:

  • Dziewczynki ukraińskie położyły nogi (w butach) na siedzeniu
  • Polak zwrócił im uwagę, że niszczą dobro publiczne i kazał nogi zdjąć
  • Matka natomiast nalegała, żeby dalej trzymały nogi w butach na siedzeniu, bo ona im na to pozwala
  • Facet się wypowiedział o całym towarzystwie w tonie negatywnym
  • Matka nagrała i opublikowała reakcję Polaka na wcześniejszą prowokację (nie zgłosiła nic na policję)
Następnie:
  • Policja zareagowała na umieszczone w sieci nagranie. 
  • Kilku debilom "wezbrała brunatna fala" i dali temu wyraz we wpisach na mediach społecznościowych.
  • Wyszła na jaw instrukcja ukraińskiej ambasady jak prowokować Polaków i nagrywać ich reakcję, a następnie publikować w sieci.
Efekty:
  • Człowiek stracił pracę, bo zareagował na niszczenie dobra publicznego
  • Grożą mu 3 lata więzienia
  • Koalicja rządząca współpracuje z Żełeńskim w tworzeniu wrażenia, że w Polsce "wzbiera brunatna fala", która wzmocni jego pozycję w sporze z naszym krajem.
Dlatego właśnie nie mogę śledzić polityki krajowej, bo mam za słabe nerwy...



P.S.
Kogo by szlag nie trafił na widok zachowania Ukrainek (matki i córek) w autobusie w Bielsku-Białej ( i ich reakcji na zwrócenie uwagi), niech pierwszy rzuci kamieniem w naszego nieszczęsnego rodaka, który padł ofiarą wojny informacyjnej prowadzonej przez ukraińską ambasadę przy znaczącym udziale miejscowej kanalii!

niedziela, 19 lipca 2026

Uooo, czyli sporty wodne a kwestia ukraińska

Wczoraj odważyłam się wreszcie wypłynąć na Odrę w moim packrafcie, a przy okazji przetestować kamizelkę ratunkową. Zwodowałam łódeczkę przy Wyspie Opatowickiej i płynęłam w dół rzeki, pod wiatr, ok 3 godziny do kładki przy ZOO. 

Najtrudniejsze jest zawsze lądowanie, gdyż w packrafcie nie można stanąć i wejść np. na pomost. Wypatrzyłam więc po lewej stronie rzeki kawałek niskiego, piaszczystego brzegu i tam się wygramoliłam z łódki. Na co napotkałam? Tak, zgadliście,  na gromadę młodych Ukraińców płci mieszanej!!!

Gapili się na mnie przez czas jakiś z wyrazem osłupienia i dezaprobaty, w końcu jeden podsumował rzecz całą charakterystycznym dźwiękiem "uooo", który - jak mi się wydało - wyrażał rozczarowanie

- Uooo! - powtórzyłam zostawiając ich w tyle w poszukiwaniu cienia, gdyż moje rozczarowanie było, co najmniej, nie mniejsze.

środa, 15 lipca 2026

O "brunatnej fali" Kierwińskiego

Raz po raz jakiemuś politykowi KO (aka PO) wzbiera brunatna fala. No cóż mamy sezon na czereśnie, temperatury wysokie, żywność szybciej się psuje i o rozstrój żołądka nietrudno!  To kłopotliwa dolegliwość, zwłaszcza w podróży, wszyscy to wiemy i nie ma potrzeby nagłaśniać tematu w mediach.

Kierwiński jednak musi dostać sraczki publicznie, przy świetle reflektorów. Tym razem wezbrała mu brunatna fala, bo ktoś zwrócił uwagę ukraińskim nastolatkom w autobusie w Bielsku Białej. Reakcja młodocianych świętych krów była tego rodzaju, że facet stracił cierpliwość i coś tam powiedział, czego podobno nie powinien był powiedzieć.

Brunatna fala

Nie chce mi się sprawdzać szczegółów, bo, że sprawa jest dęta widać na 1000km. Każdy człowiek jeżdżący komunikacją miejską wie, jak potrafią się zachowywać ukraińskie nastolatki i jakie emocje budzi ten widok oraz dźwięk ich mowy.

Większym problemem jest fakt, że boimy się reagować, niż że reagujemy zbyt energicznie. Mamy równoległe społeczeństwo pod bokiem, a nie wolno nam o tym rozmawiać. Zacznijmy, w końcu zacznijmy! Urealniamy relacje z Ukrainą - bardzo dobrze! Zajmijmy się diasporą na naszym terytorium!

P.S

Nagłaśnianie i nadymanie tak błahego zajścia, żeby dać amunicję Ukraińcom, po skandalu z "bohaterami UPA" to albo skrajna głupota albo lojalność wobec zupełnie innego podmiotu niż państwo polskie.

poniedziałek, 15 czerwca 2026

O wakacyjnej lekturze i zarządzaniu społecznymi emocjami

W poszukiwaniu wakacyjnej lekkiej a wciągającej lektury trafiłam na horror polityczny duetu Urbi et Orbi (Jarosław Urbaniuk, Łukasz Orbitowski) pt Pies i klecha przeciwko wszystkim. A tam milicjant i ksiądz doktor habilitowany tropią niezwykłe zjawiska, byty i rytuały mające bezpośredni wpływ na naszą codzienność oraz rzeczywistość społeczną i polityczną. Akcja zaczyna się w schyłkowym PRLu, kończy u początku transformacji ustrojowej w 1989 r.

Oszołomieni bohaterowie odkrywają, że u początków PRL-u miał miejsce rytuał oddający nasz nieszczęśliwy kraj pod władzę ARYMANA. Dość mnie ta koncepcja zaskoczyła, bo Aryman (po persku Angra Majnu) jest złym przeciwnikiem dobrego boga Ormuzda (Ahura Mazdy) w Zoroastryzmie czyli religii powstałej gdzieś w okolicach V w. p.n.e. w Persji, a raczej Imperium Perskim rządzonym przez dynastię Achemenidów. Skąd ta postać w kontekście Chrześcijaństwa i walki z nim?

Aryman ma być demonem materializmu, wrogim rzeczywistości duchowej w przeciwieństwie do Lucyfera. Ten drugi ma sprzeciwiać się Duchowi Świętemu ofiarując iluzje zamiast Prawdy, a pierwszy zdaniem autorów jest wrogiem Chrystusa i stawia nienawiść przeciwko miłości.

Z lucyferyzmem spotykamy się w pogańskiej wsi, gdzie złożono w ofierze młodego wikarego, władzy Arymana i jego wyznawcom zawdzięczamy komunę. A co po jej oficjalnym upadku? Otóż przychodzi trzecia siła - nicość i wielka ciemność - Sorat sprzeciwiający się Bogu Ojcu jedynemu.

Ksiądz Andrzej Gil uświadamia to sobie, kiedy razem z byłym milicjantem skutecznie udaremnili próbę ponownego oddania Polski Arymanowi, przerywając staremu komuchowi Finderowi rytuał złożenia w ofierze człowieka. 

Tymczasem w innym pomieszczeniu gmachu sejmu odbywa się konkurencyjny rytuał, prawdopodobnie również połączony z krwawą ofiarą, otwierający na oścież drzwi nihilizmowi.

"Co myśmy najlepszego zrobili!" myśli udręczony ksiądz uświadomiwszy sobie sytuację. Właściwie na tym kończy się książka i z taką myślą czytelnik jest pozostawiony.

Myśl wcale nie jest taka niedorzeczna jakby się mogła wydawać. Skoro zarówno nazizm jak i komunizm mają okultystyczne korzenie, podobnie jak masoneria, której zawdzięczamy rewolucję francuską, tzw. "Oświecenie" i rozbiory Polski, to dlaczego nie New World Order czy jak to się tam nazywa.... Gołym okiem widać, że jest to kolejna odsłona walki z chrześcijaństwem i boskim/naturalnym porządkiem świata (Logosem), wymierzona w tzw. zwykłego człowieka.

Kiedyś wyobrażałam sobie, że ponieważ moje potrzeby materialne są dość skromne, a miejsce do mieszkania odziedziczyłam (więc nie muszę spłacać kredytu), regularny dochód w postaci emerytury (bez względu na jej wysokość) uszczęśliwi mnie dozgonnie. Nie przewidziałam, że w przeciągu ostatnich 4 lat wyrośnie nam pod bokiem równoległe społeczeństwo ukraińskie konkurujące z niezamożnymi Polakami o służbę zdrowia, mieszkania, miejskie parki, kąpieliska i miejsce w przestrzeni publicznej.

Nasi goście przyjęci z dużą życzliwością okazali się "gatunkiem inwazyjnym" usiłującym zdominować (albo wręcz wygryźć) naiwnych gospodarzy. Robią to między innymi przez wytwarzanie hałasu nieproporcjonalnego do ich liczby. Kto nie wierzy niech się przejdzie do Parku Wschodniego w pogodny weekend albo na kąpielisko na Oporowie lub Królewieckiej w upalny dzień! Kto mieszka w centrum, nie musi tego nawet robić, bo odgłosy życia ukraińskich sąsiadów są częścią jego codzienności.

Ludzie zamożni mogą zmienić miejsce zamieszkania, kupić nowe mieszkanie, dom pod miastem, chatę w górach, willę we Włoszech lub Hiszpanii. Nie są zdani w takim stopniu jak "zwykły człowiek" na efekty decyzji lub zaniechań kolejnych rządów. Jakie skutki społeczne przyniesie podpisanie paktu migracyjnego przez Tuska łatwo sobie wyobrazić. Będziemy tu mieli drugą Wielka Brytanię, jak onegdaj marzyliśmy.

Wszystko jest bardzo dziwne i dzieje się nadzwyczaj szybko. Kilka lat temu po śmierci czarnego recydywisty Floyda, który stawiał opór przy zatrzymaniu, podczas ucieczki z dużą ilością narkotyków, wszyscy klękali jakby ich ktoś zaczarował. Przy najlepszych chęciach nie dało się tego uzasadnić logicznie. Rzecz działa się w USA. Policjantów oskarżono. Premier Wielkiej Brytanii klękał publicznie. Po śmierci niewinnego białego chłopaka w swoim własnym kraju, zabitego przy udziale brytyjskiej policji nie tylko nie klęknął, ale nabrał wody w usta, aż nagranie z zatrzymania znalazło się w Internecie. Wtedy ograniczył się do oskarżenia Nigela Farrage o podżeganie do nienawiści.

W USA czarny 17-latek zadźgał nożem białego rówieśnika, bo ten kazał opuścić mu namiot nie swojej drużyny, w którym się miał znaleźć uciekając przed ulewą. Rzecz działa się podczas zawodów sportowych. Podobno nagle spadł ulewny deszcz czy też była to burza z piorunami i nieszczęsny Carmelo Anthony schronił się  do namiotu konkurencji. Został wyproszony, na co zareagował ciosem noża w serce. Dlaczego przyniósł nóź w plecaku na zawody sportowe? Tego nikt nie próbował nawet wyjaśniać. Po prostu skrzywdzono "dzieciaka" (kid) skazując go na dożywocie z perspektywą ubiegania się o skrócenie kary po 35 latach, a on tylko działał w obronie własnej, bo oponent wyglądał na silniejszego.

Jego "obrońcy" w zemście sikają na grób ofiary. Na myśl o uczuciach rodziców zamordowanego chłopca narażonych na takie demonstracje i brata bliźniaka, na którego rękach umierał jest mi po prostu gorzej. Totalne zbydlęcenie.

Nie opuszcza mnie jednak myśl o dziwnej synchronizacji tych zdarzeń z wojną USA z Iranem i narastającym dystansem międzynarodowej opinii publicznej w stosunku do państwa Izrael, które ją rozpętało.

Bardzo wiele konserwatywnych mediów związanych z republikanami i ruchem MAGA straciło popularność z powodu bezkrytycznego poparcia  dla Izraela. Nagranie z zatrzymania Henry Nowaka, uznanie za winnych prześladowców szkockiej dziewczynki z siekierą, próba dekapitacji białego mężczyzny przez Sudańskiego migranta w Belfaście i wyrok w sprawie Carmelo Anthony'ego pozwoliły im znowu nabrać wiatru w żagle.

Ktoś tym ewidentnie dyskretnie zarządza. "Teraz nie patrzcie w stronę Libanu, Gazy i zachodniego brzegu tylko poczujcie słuszny gniew po wyczynach migrantów w Europie i czarnych w USA!"

A skąd się wzięli ci migranci? Czy przypadkiem ich napływ nie ma związku z destabilizacją wszystkich państw na Bliskim Wschodzie, które mogłyby zagrozić Izraelowi? Czy to przypadkiem nie Stany Zjednoczone są za to odpowiedzialne? 




Na marginesie śmierci Henry(ka) Nowaka

Właśnie obejrzałam taki oto wywiad na temat wytycznych dla policji i sądów w wielkiej Brytanii jak mają traktować różne grupy etniczne/rasowe https://youtu.be/ucoZJeQbNy4 ("Why The Henry Nowak Case Is Treasonous - Mark Collett").

Dowiedziałam się z niego że:

Po pierwsze na podstawie Offensive Weapon Act wprowadzonego w 2019 (czyli za rządów konserwatystów) Sikhowie mogą legalnie posiadać i nosić 

    • tzw. kirpany - małe noże noszone na szyi zawieszone na sznurku
    • tzw. shasta daggers - sztylety długości ostrza ok 21cm,  w pochwie przy pasku
    • zakrzywione miecze,  wręczane podczas ceremonii religijnych

Vikram Digwa mógł więc całkiem legalnie publicznie obnosić swój sztylet, którym zabił Henry Nowaka i nie była to żadna okoliczność obciążająca podczas procesu o morderstwo. Dla porównania angielskie kobiety nie mogą mieć przy sobie nawet sprayu pieprzowego, aby móc obronić się przed gwałtem, o jakimkolwiek nożu nie wspominając!

Po drugie na podstawie tzw. Police Race Action Plan powstałego w 2022 - czyli też za rządów konserwatystów i premierostwa Borisa Johnsona -  implementowanego w latach 2023 i 24, walka z rasizmem jest absolutnym priorytetem dla policji wkraczającej na miejsce zbrodni. Udzielenie pomocy medycznej może być dopiero drugie w kolejności. Każdy funkcjonariusz, który odwróciłby ten porządek ważności (tzn. najpierw wezwałby pogotowie do umierającego lub zaczął go sam ratować) musi się z liczyć z karami dyscyplinarnymi!

W tym świetle zrozumiała jest postawa policji, która nie poczuwa się do żadnej winy z racji nie wezwania pomocy do ciężko rannego chłopaka i przez to spowodowanie jego śmierci. Oni postępowali według swoich wytycznych tzn. chronili swoje dupy przed zarzutem rasizmu. Wzięte z zadu oskarżenia Vikrama Digwy potraktowali ze śmiertelna powagą, a umierającego Henry Nowaka ciągnęli po ścieżce, zakuwali w kajdanki i już nieprzytomnemu czytali jakie prawa mu przysługują jako OSKARŻONEMU!!! Nawet na nagraniu widać, że jego ręce są białe jak papier na skutek utraty krwi. Chlopak wykrwawiał się GODZINĘ zanim próbowano udzielić mu jakiekolwiek pomocy, spóźnionej oczywiście

Sikha nie zakuto w kajdanki przy zatrzymaniu czy aresztowaniu, choć już było wiadome, że to on jest mordercą, Za to zaprowadzono go do kuchni, żeby sam sobie wybrał co ma ochotę zjeść!

Został skazany na "dożywocie", ale już po 21 latach może ubiegać się o skrócenie kary. W wyżej wspomnianym wywiadzie Mark Collet wyjaśnia, że za identyczne morderstwo na sikhijskim chłopcu biały mężczyzna skazany na dożywocie mógłby ubiegać się o skrócenie kary dopiero po 36 latach.

W świetle tych informacji nie dziwi bezkarność pakistańskich gangów gwałcicieli wykorzystujących białe dziewczynki z rodzin robotniczych. Nie tylko pakistańskich zresztą! Nawet bułgarscy cyganie są dla brytyjskiej policji i klasy politycznej bardziej wiarygodni niż szkockie dziewczynki w wieku szkolnym broniące się przed molestowaniem!

W przypadku tzw. Sophie of Dundee grożącej napastnikowi nożem i siekierą sąd jednak uznał za winnego bułgarskiego cygana Ilię Biełowa (Belova) i jego siostrę Nadieżdę. 22 -letni mężczyzna wystosował seksualną propozycję do 12-latki i usłyszał kilka słów prawdy od jej koleżanek. O ile dobrze zrozumiałam wezwał na pomoc swoją 20-letnią siostrę i razem ganiali za dziewczynkami. W trakcie tej zabawy Nadieżda Biełowa chwyciła jedną z nich za włosy i powaliła na ziemię. To po tym incydencie mężczyzna nagrał telefonem roztrzęsioną dziewczynkę uzbrojoną w nóż i toporek.

Potępieniom dla niej i udostępniających nagranie nie było końca! Wszyscy się zdążyli wypowiedzieć piętnując przerażający rasizm młodocianych Szkotek: policja, politycy i liberalni "liderzy opinii", a tu taka przykrość - mówiły prawdę, a co dziwniejsze sąd to uznał! Moja teoria wyjaśnia ten fakt następująco:

Sąd zastanawiał się czas jakiś do jakiej rasy, a zatem miejsca w hierarchii przypisać Bułgarów. Moim zdaniem wyglądają na Cyganów. Potwierdza to zachowanie mężczyzny traktującego 12-latkę jako obiekt seksualny. W tej "społeczności" dziewczynki w tym wieku są już pannami na wydaniu!

Albo Cyganie nie cieszą się przychylnością brytyjskiej klasy politycznej, albo uznano bułgarskie rodzeństwo za białych i to jeszcze 2 kategorii jako pochodzących z postkomunistycznego kraju wschodniej Europy. W tym przypadku stali niżej w oficjalnej hierarchii niż szkocka klasa robotnicza, co umożliwiło uznanie ich za winnych.

wtorek, 9 czerwca 2026

"Moja łódź, pierwsza łódź, miłość ma..."

Pamiętacie piosenkę czerwonych gitar w której padają słowa: "moja łódź, pierwsza łódź, miłość ma"? W refrenie - o ile pamiętam - było coś o skrzydłach wiatru (na skrzydłach wiatru leć?).

Tak mi się nasunęło, kiedy zostałam szczęśliwą posiadaczką swojej pierwszej w życiu łódeczki, a konkretnie packraftu triboard 100 firmy decathlon. Mam dziwne poczucie, że tego właśnie brakowało mi całe życie i dlatego potoczyło się ono w złym kierunku, a raczej utknęło na mieliźnie i tak już pozostało. 

W końcu wyszła ze mnie ta 10-letnia dziewczynka i mogła zapewnić sobie to, za czym zawsze tęskniła.  


To zdjęcie wrzuciłam na media społecznościowe z podpisem, że eksploruję właśnie dorzecze Orinoko. Mam podejrzenie, że część ludzi (prawie) uwierzyła! Tymczasem w czym nasza poczciwa Oława jest gorsza? Że nie ma w niej krokodyli tylko swojskie bobry? To chyba lepiej, a w każdym razie bezpieczniej!


Te sympatyczne gryzonie ignorują ludzi pasąc się na łące, ale w wodzie nurkują natychmiast na widok zbliżającej się łódki.


Dopłynęłam nawet do "małej Niagary", co wcześniej wydawało mi się niemożliwe z powodu gęstych trzcin. Tym razem zanurzyłam się w ów zielony labirynt z ufnością i dotarłam kierując odgłosem spadającej wody.



czwartek, 23 kwietnia 2026

Zniewalający uśmiech izraelskiego osadnika

Iran - wszystko na to wskazuje - ma się dobrze, zważywszy okoliczności. Na tyle dobrze, że nie jest zainteresowany negocjacjami z Trumpem. Wcale się nie dziwię, jeśli miałby tam znowu występować po stronie amerykańskiej J.D. Vance, co chwilę raportujący telefonicznie Netanjahu, osławiony specjalny wysłannik Steve Witkoff  i Jared Kushner, obywatel Izraela i zięć Trumpa. Kogo oni właściwie reprezentują? To, oczywiście, pytanie retoryczne!

Ostatnim razem New York Times nawoływał do zestrzelenie samolotu z irańską delegacją. Z kim przestajesz, takim się stajesz. Kto będzie na tyle szalony, żeby siadać z Amerykanami do jakichkolwiek rozmów?!!!

Włoskie czasopismo (tygodnik?) L'Expresso dopuściło się się ciężkiego aktu antysemitnictwa publikując na okładce takie oto zdjęcie jako ilustrację sytuacji na zachodnim brzegu:


Izraelski osadnik okazał się za mało urodziwy, a wyszczerzone uzębienie też nie dodaje mu wdzięku.

Pewna moja znajoma ze Lwowa nie wychodziła z domu bez makijażu pomna, że nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie spotka swego księcia. Takie podejście zaleca się izraelskim osadnikom na zachodnim brzegu Jordanu. Nie ważne co robisz, kogo bijesz, obrzucasz kamieniami, czyj dom podpalasz i czyje drzewka owocowe wyrywasz! Zawsze pamiętaj o estetycznym wyglądzie i ujmującym wyrazie twarzy, bo antysemitnicy tylko czyhają z kamerami żeby zrobić ci zdjęcie nie oddające sprawiedliwości twojej zachwycającej urodzie przedstawiciela narodu wybranego!!! Potem sam ambasador Izraela musi interweniować, bo nie wystarcza, że rabbi Pupko z Kanady porównał fotografię do karykatury z der Stuermera.

Wszystko na to wskazuje, że antysemitnicy podnoszą głowy, więc należy im je poobcinać, a przynajmniej zdzielić czymś ciężkim. Pewna uczennica z Florydy została aresztowana za dowcip na Whatsappie. Wezwała na grupie premiera Netanjahu do zbombardowania placówki oświatowej w sąsiedztwie, w której miał się odbyć jakiś event. Sędzia zinterpretowała to jako groźbę użycia przemocy.

Identyczny zarzut dostała nasza rodzima Pani Izabela, emerytka z Torunia, za "giń człeku" wymierzone w Owsika! Polska trendsetterem narodów, jak zawsze twierdził Rafał Ziemkiewicz!!!

P.S.
Sytuacji w Polsce i Europie nawet nie obserwuję, bo nie mam nerwów!


niedziela, 12 kwietnia 2026

Sprawa się rypła

Święto Miłosierdzia i prawosławna Wielkanoc. Nad fosą ludzie z dużymi koszykami ze święconką prawosławną widziani od wczoraj. Różni: facet w sile wieku, dwie młode dziewczyny itd. To mnie nastraja pozytywniej do "tych ludzi". Wiadomo o kogo chodzi. 

Natomiast moi rosyjskojęzyczni sąsiedzi w ramach przygotowań do ichniej Wielkanocy młotkowali, uruchamiali jakieś maszyny i tłukli się srodze po mieszkaniu całą sobotę. To raczej nie była produkcja dronów, bo jak się dowiedziałam z Internetu, do niej potrzeba tylko lutownicy, za pomocą której łączy się części sprowadzane z Chin. Zapachy też nie te. Raczej benzyna niż kalafonia...

A negocjacje w Islamabadzie zakończone po 21 godzinach rozmów. Według wypowiedzi J.D.Vance'a na konferencji prasowej, nie dogadali się. Czy o to chodziło? Sądząc po składzie - tzn. oprócz Vance'a Kushner i Witkoff -Amerykanie nie podeszli do tych rozmów poważnie. Irańczycy wysłali delegację liczącą 71 osób, z ministrami odpowiednich resortów i parlamentarzystami, jakby liczyli na jakieś rzeczywiste ustalenia.

Byłam dość przerażona zapakowaniem tego całego towarzystwa do jednego samolotu. Znając zwyczaje Izraela obawiałam się czegoś w rodzaju katastrofy smoleńskiej (islamabadzkiej?) bis.

Niezły numer z Cieśniną Ormuz. Irańczycy ją zaminowali i teraz prawdopodobnie sami nie wiedzą gdzie te miny są. Radzą płynąć koło brzegu i przepuszczają po 4 statki dziennie za odpowiednią opłatą. Amerykanie natomiast swoje 4 niszczyciele min (trałowce?) operujące na tych wodach zezłomowali na kilka miesięcy przed atakiem na Iran. Sytuacja przystępnie wyjaśniona na tym filmie https://youtu.be/epwmYDvP1rw Czy to prawda? Nie mam pojęcia...

Oglądam te wszystkie Al Jazeery, CNNy i BBC z dużym dystansem mając w pamięci jak komentowały operację Śluza i rządy ZP w Polsce. Zaskakuje przewaga Iranu w wojnie propagandowej. Podobnie było z Ukrainą na początku wojny...

Znowu smród benzyny, ewidentnie moi sąsiedzi z góry wrócili do domu, żeby świętować prawosławną Wielkanoc...

czwartek, 9 kwietnia 2026

O zawieszeniu broni i tajemniczej nocnej produkcji chałupniczej

Ilo to zawieszenie broni między Iranem i USA potrwało?  Z godzinę, a może i dwie, aż Izrael zbombardował dzielnice mieszkaniowe w Bejrucie. Hezbollah tam nie operuje, natomiast mieszka wielu chrześcijan... Zginęło ponad 200 cywilów i coś ok. tysiąca zostało rannych!

Najczęściej używanym przymiotnikiem na określenie państwa Izrael używanym w Internecie jest EVIL, znaczy zły, w takim sensie jak zły jest nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego i naprawdę trudno się z tym nie zgodzić.

Tucker Carlson w długim monologu ( https://youtu.be/w5aKtwQByXw) zastanawia się jakim cudem Stany Zjednoczone są dyspozycyjne wobec Izraela, który same finansują. Słucham tego zafascynowana. Zaiste brak suwerenności w przypadku Polski da się wyjaśnić tysiącem względów historycznych i ekonomicznych, obcą agenturą, zdradą i czym tam jeszcze, ale USA, światowy hegemon?

Tymczasem moi rosyjskojęzyczni sąsiedzi zamierzają mnie podać do sądu za nękanie i straty moralne czy coś w tym tonie. Każą mi się przygotować na wysoką karę finansową, bo ewidentnie wyrok już znają. Moje przestępstwo polega na zwracaniu im uwagi, kiedy hałasują...

Czy już wspomniałam, że produkcja w ich mieszkaniu miała miejsce w noc z Wielkiej Soboty na Niedzielę Wielkanocną? Dzisiejszej nocy też.

W Internecie znalazłam wiadomość, ze Ukraińcy we Wrocławiu masowo produkują drony po mieszkaniach, zwłaszcza w nocy. Może to jest rozwiązanie zagadki...

Dzielnicowy miał przyjść wczoraj, ale się nie pojawił, zadzwoniłam więc do spółdzielni. Zobaczymy czy coś to da tym razem

Jestem szczerze zmęczona tematem. chciałabym móc ich wyłączyć, by mi nie zasłaniali krajobrazu. Szkoda mi każdej minuty, każdej sekundy poświęconej myśleniu o nich...

Zwijam się z bólu brzucha po aspirynie wziętej wczoraj na migrenę, więc zakończę na dziś...

wtorek, 31 marca 2026

Czyżby Amerykanom otwierały się oczy?

Oglądam sobie taki oto filmik https://youtu.be/hJg_j9VwR30 (Israeli Comedy Show MOCKS JFK, Shows Prime Minister LYING About Nukes). Młody człowiek - Wally Rashid - prezentuje amerykańskiej publiczności fragment nieznanej jej starej izraelskiej komedii, w której prezydent Kennedy usiłuje dowiedzieć się od premiera Ben Guriona czy Izrael pracuje nad bronią nuklearną. 

Czy rzeczony fragment jest śmieszny czy nie, każdy może ocenić. Autor filmu jest święcie oburzony, że drwi się tak bezceremonialnie z legendarnego prezydenta USA, który został zamordowany i że junior partner w sojuszu obśmiewa "wielkiego brata" któremu tak wiele zawdzięcza!

Nie pamiętam czy sam Wally Rashid czy też ktoś w komentarzach zauważa, że tego rodzaju komedie podsumowują wszystkich amerykańskich prezydentów i ich stosunki z Izraelem. Pod filmem kilkakrotnie pojawia się komentarz, że niewybredne z drwiny z Jezusa są w Izraelskiej telewizji na porządku dziennym...

Widzę, że amerykańskiej opinii publicznej zaczynają otwierać się oczy w kwestii:

  1. z kim mają do czynienia
  2. że zostali temu komuś sprzedani przez własnych polityków wybieranych w demokratycznych wyborach już przed 1963
  3. że ostatnim prezydentem który to widział i usiłował odwrócić był JFK i być może dlatego został zamordowany 
Sam Ben Gurion chyba nie wytrzymał tej presji ze strony USA i zrezygnował ze stanowiska. Prezydent Kennedy pierwszym co zrobił po gratulacjach nowemu premierowi - Lewi Eszkelowi - kiedy ten objął urząd w czerwcu 1963, było ponowienie żądania informacji o izraelskim programie nuklearnym.

22.11. tegoż roku już nie żył, zastrzelony w zamachu. Izraelska prasa  pisała, że gdyby nie śmierć JFK Izrael nie miałby dziś bomby atomowej. W momencie kiedy ją wyprodukował poczuł się na tyle pewnie, żeby zaatakować egipskie bazy lotnicze i tym samym rozpętać wojnę sześciodniową, podczas której ostrzelał "sojuszniczy" statek wywiadowczy USS Liberty. (Pisałam o tym na blogu https://singletonreview.blogspot.com/2026/03/uss-liberty-czyli-od-narodu-wybranego.html)

Zastanawiam się czy coś się zmieni, kiedy Amerykanie przejrzą na oczy. Musieliby najpierw odciąć kongresmenów i senatorów od pieniędzy z AIPAC, a biorą je prawie wszyscy (93 ze 100 senatorów i 361 z 435 członków kongresu) Amerykański parlament, który co roku przyznaje ogromną kasę dla Izraela, jest w istocie w kieszeni jego rządu. Pół biedy, gdyby chodziło tylko o pieniądze, częściowo wracające do kieszeni parlamentarzystów. Zdecydowanie większym problemem jest skuteczne wymuszanie podporzadkowania polityce zagranicznej Izraela i konieczność prowadzenia  w jego interesie wojen na bliskim wschodzie celem destabilizacji wszystkich państw sąsiednich.

Pytanie jest czy w USA można wygrać wybory bez poparcia lobby izraelskiego. A jeśli to byłoby możliwe, jak długo tak wybrany prezydent by pożył, gdyby chciał się wyłamać z bezwarunkowego wparcia dla podstępnego sojusznika?!

poniedziałek, 30 marca 2026

Zamach na JFK, a sprawa izraelska

Obejrzałam właśnie przeciekawy materiał https://youtu.be/_42aBSzgY3A o stosunku Prezydenta Kennedy'ego do izraelskiej broni nuklearnej. Pod filmem taki oto opis:

May 18, 1963, White House: President John F. Kennedy composed letter to Israeli Prime Minister David Ben-Gurion. Letter about Israel's nuclear facility at Dimona in Negev Desert. Kennedy wrote: "This Government's commitment to and support of Israel could be seriously jeopardized if it should be thought that we were unable to obtain reliable information on a subject as vital to peace as the question of Israel's effort in the nuclear field." Strongest language Kennedy had used with Israel. Almost an ultimatum. Demanded American inspectors have full access to Dimona. Israel had been refusing. Less than one month after letter sent, June 16, 1963: Ben-Gurion resigned as Prime Minister. Six months after letter, November 22, 1963: Kennedy assassinated. 1958: Israel began construction at Dimona with French assistance. Told world it was textile plant, then research reactor. Both lies. Facility designed to produce plutonium for nuclear weapons. 1960: U.S. U-2 spy planes photographed site. CIA concluded Israel building nuclear weapons. May 1961: Kennedy met Ben-Gurion in New York, raised Dimona issue. Ben-Gurion said peaceful purposes only. Kennedy didn't believe him. Kennedy demanded inspections. First inspection May 1961: two American scientists visited, given limited tour, shown only certain areas. Second inspection 1962: again limited access. Israel had built fake control room to deceive inspectors. Real control room hidden. Kennedy's July 5, 1963 letter: "There is no more urgent business for the whole world than the control of nuclear weapons." June 26, 1963: Levi Eshkol became new Prime Minister after Ben-Gurion resigned. November 22, 1963: Kennedy killed. Lyndon Johnson became president, pressure on Israel over Dimona ended. By 1967: Israel had developed nuclear
 weapons.
Disclaimer: Based on declassified JFK-Ben-Gurion letters (JFK Presidential Library, Israeli State Archives), Avner Cohen's "Israel and the Bomb," State Department cables, CIA reports, verified sources. For educational purposes.

A wcześniej równie interesujący film o próbie tegoż prezydenta zmuszenia AIPAC do ujawnienia się  jako izraelskie lobby. https://youtu.be/A592Hbsh6-U Oto opis:
1962: U.S. Department of Justice opened investigation into American Zionist Council, parent organization of AIPAC (American Israel Public Affairs Committee). Investigation authorized by Attorney General Robert F. Kennedy, brother of President John F. Kennedy. Purpose: Determine whether American Zionist Council operating as unregistered agent of foreign government—specifically, Israeli government. Foreign Agents Registration Act (FARA, passed 1938): Requires any person or organization acting on behalf of foreign government to register with Department of Justice. Registration requires disclosure of funding sources, activities, materials distributed. Restricts certain political activities. Requires materials labeled as coming from foreign agent. 1962-1963: Justice Department investigation found evidence American Zionist Council receiving funding from Israeli government, coordinating activities with Israeli officials, operating to advance Israeli government interests within United States. Based on evidence, Kennedy administration moved toward requiring American Zionist Council to register as foreign agent. November 22, 1963: President Kennedy assassinated. Lyndon Johnson became president. Within months: Investigation quietly dropped. American Zionist Council never required to register. To this day, AIPAC operates as domestic lobbying organization, not subject to restrictions that apply to foreign agents. Other countries employ registered foreign agents: Saudi Arabia, Turkey, UAE, China have registered lobbyists. Israel's massive lobbying operation never registered under FARA. AIPAC claims it's domestic organization representing American citizens, funded by American donors, lobbying on behalf of Americans—not Israel. Kennedy administration investigated whether this description accurate. Declassified Justice Department files (National Archives) show lawyers concluded American Zionist Council acting as agent of Israeli government. Evidence: Financial records, correspondence with Israeli officials, testimony showing activities directed toward advancing Israeli government policy objectives. Registration would have required disclosure of Israeli ties, prohibited political contributions, required labeling as foreign agent, subjected to monitoring. Israeli government and pro-Israel organizations fought registration requirement. Kennedy administration faced political pressure but did not back down. Investigation continued 1962-1963. This was not only tension between Kennedy and Israel: JFK also pressured Israel on nuclear weapons (Dimona inspections) and Palestinian refugees (Joseph Johnson mission). By 1963, Kennedy administration in conflict with Israel on three fronts. November 22, 1963: Kennedy assassinated. Johnson's approach completely different. Within weeks/months: Investigation dropped, nuclear pressure ended, refugee issue abandoned. American Zionist Council restructured, AIPAC became separate entity (1963), grew into most powerful lobbying organization in Washington. AIPAC tracks Congressional votes, grades members on Israel support, mobilizes donors, funds primary challengers against Israel critics. Legislation supporting Israel passes by overwhelming margins (90%+ support). Question Kennedy raised remains unanswered: Is AIPAC operating on behalf of foreign government? Should it register as foreign agent? No subsequent administration reopened investigation. AIPAC never required to register.
Disclaimer: Based on declassified Justice Department documents, National Archives records, Foreign Agents Registration Act files, documented research by scholars including Grant F. Smith. For educational purposes.

Tak więc bezcenny Izrael miał co najmniej 3 powody do usunięcia prezydenta Kennedy'ego:
  • po pierwsze: jego niezgoda na izraelską broń nuklearną i próby powstrzymania jej produkcji
  • po drugie: próbę zarejestrowania AIPAC jako obcej organizacji lobbystycznej, ściśle powiązanej z rządem Izraela
  • po trzecie: jego upominanie się o prawo palestyńskich uchodźców do powrotu do  domu lub rekompensaty za jego utratę od nowo powstałego państwa Izrael
Żaden z jego następców nie podjął tych tematów, a za pierwszego z nich - Lyndona. B. Johnsona - Izrael czuł się na tyle pewnie, że zaatakował amerykański statek USS Liberty płynący po wodach międzynarodowych.  Wniosek sam się narzuca : is fecit, cui prodest!

niedziela, 29 marca 2026

USS Liberty, czyli od "narodu wybranego" wybaw nas, Panie!

Od dłuższego czasu natykałam się w komentarzach widzów pod różnymi materiałami w Internecie na aluzje do zatopienia USS Liberty przez Izrael. W Wikipedii taka oto notka (skrócona przeze mnie):

USS Liberty (AGTR-5) – amerykański technical research ship, pełniący funkcję jednostki rozpoznania radioelektronicznego. Poważnie uszkodzony podczas wojny sześciodniowej w wyniku ataku lotnictwa i marynarki wojennej Izraela. 
8 czerwca 1967 roku około godziny 14 USS „Liberty” został bez ostrzeżenia zaatakowany na wodach międzynarodowych przez siły lotnicze i morskie Izraela. Okręt znajdował się ok. 13 mil na północ od półwyspu Synaj. Amerykańska jednostka została uszkodzona przez samoloty myśliwskie i trzy kutry torpedowe. W wyniku ataku zginęło 34 marynarzy, a 174 zostało rannych. Pomimo znacznych uszkodzeń (12 x 7 metrowy otwór w burcie po wybuchu torpedy), załodze udało się utrzymać okręt na powierzchni i oddalić się od miejsca ataku o własnych siłach. USS „Liberty” pod eskortą innej jednostki VI Floty dopłynął do Valletty na Malcie, gdzie przeszedł prowizoryczną naprawę. Po jej ukończeniu okręt został odesłany do Stanów (...)

Wczoraj zaś natrafiłam na rozmowę z jednym z ocalałych marynarzy przeprowadzoną przez Candance Owens https://youtu.be/2uIDxw6HVr8, a potem obejrzałam - celem uzupełnienia wiedzy - film dokumentalny o zdarzeniu https://youtu.be/V5WUIzrCxxo

Statek CIA pływający w pobliżu półwyspu Synaj pod amerykańską banderą został ostrzelany przez nieoznaczone myśliwce. Marynarze myśleli, że to siły arabskie toteż z uczuciem ulgi powitali zbliżające się kutry torpedowe z gwiazdą Dawida. Byli pewni, że to sojusznik pospieszył im z pomocą. Jakież było ich zdziwienie, kiedy tenże "sojusznik" wypalił w nich torpedy.

Amerykanom udało się wysłać sygnał alarmowy do swojej centrali, który został odebrany i wysłano na pomoc myśliwce. Te jednak nie dotarły odwołane przez Roberta McNamarę na wyraźne polecenie prezydenta Johnsona, który wolał poświęcić życie prawie 300 marynarzy niż "embarrass our good friend and ally, Israel", jak się miał wyrazić.

Nieszczęściem dla niego statek jednak nie zatonął i część załogi przeżyła. Po udzieleniu pomocy zakazano ocalałym - pod groźbą sądu polowego - noszenia mundurów i opowiadania komukolwiek o zdarzeniu, ani nawet podawania nazwy jednostki, na której służyli.

Dziś wiadomo na pewno, że nie była to żadna pomyłka, Izraelczycy dobrze wiedzieli, kogo atakują. Dlaczego więc to zrobili? W filmie, do którego podaję link powyżej, sugeruje się, że chodziło o informacje o działaniach armii izraelskiej podczas wojny sześciodniowej zebrane przez statek wywiadowczy. 

Otóż Izraelczycy rozstrzeliwali żołnierzy egipskich, którzy się poddawali, po czym zakopywali ciała w płytkich rowach. Dziś, po powszechnie znanych dokonaniach "humanistycznej armii", nikogo to nie zaskakuje, ale wtedy być może, uznali, że świat nie jest na to gotowy. Holokaustianizm nie miał jeszcze takiego zasięgu, więc raczej nie dało by się wszystkich uciszyć okładając pałą antysemityzmu...

Ta historia zaszokowała mnie potężnie z dwóch przyczyn: 

  • Po pierwsze: największe mocarstwo świata poświęca swoich ludzi, nie ratuje ich, gdyż władze bezcennego Izraela mogłyby sie poczuć zakłopotane!!! 
  • Po drugie data: 1967 - 22 lata po wojnie, 19 po powstaniu Izraela, ten już zdołał podporządkować sobie elity polityczne USA!

Zetknęłam się z teorią, żę zamach na prezydenta Kennedy'ego 4 lata wcześniej można łączyć z działalnością nie tyle KGB co Mossadu. Nie mam pojęcia czy to prawda, natomiast niewątpliwie od wielu już lat to USA są w sojuszu z Izraelem junior partnerem, jakkolwiek szokująco mogłoby to brzmieć. 

Słowa prawdy, które wymknęły się Marco Rubio, relacja Joe Kenta i obecna sytuacja, kiedy USA szykuje się do inwazji lądowej na Iran, a bezcenny Izrael - korzystając z zamieszania - anektuje południowy Liban, nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości.

Izrael nie jest sojusznikiem USA, tylko jego następcą, pretendentem do roli hegemona i obawiam się, że nie tylko na bliskim wschodzie. Ambicje jego sięgają znacznie dalej - chce rządzić całym światem. Pewnym problemem jest słaba liczebność populacji Żydów, już nie wspominając o problematycznej przynależności niektórych grup do "narodu wybranego". Trzeba więc przysposobić głupich gojów, żeby służyli uznając to za zaszczyt.

Amerykanów zwiedli "chrześcijańskim syjonizmem", a nas chcą podporządkować via Watykan, przez tchórzliwe cioty w sutannach, bojące się łatki antysemityzmu bardziej niż ognia piekielnego. Ostatni list biskupów jest tego najlepszym dowodem. Już nie jesteśmy ludem Bożym, królewskim kapłaństwem itd., tylko obywatelami drugiej kategorii w swoim własnym Kościele!

Phil Tourney - członek załogi USS Liberty - w rozmowie z Candance Owens stwierdził "God saved us from God's chosen people". Mam cichą nadzieję, że nas katolików, chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli też od nich ocali! Amen!

wtorek, 24 marca 2026

O liście biskupów


W kontekście wojny na bliskim wschodzie polscy biskupi wystosowali list do wiernych. W kościele paulinów we Wrocławiu akurat nie był czytany, więc znam go tylko z omówień. O ile dobrze zrozumiałam poinformowano polskich katolików że:
  • Kościół się mylił przez większość swojej historii (i całą historię Polski)
  • Zbawionym można być na dwa sposoby w zależności od pochodzenia etnicznego
  • Żydzi będą zbawieni na podstawie genetycznej/biologicznej, nie muszą się nawracać na chrześcijaństwo, ani praktykować żadnej religii gdyż są narodem wybranym
  • Pozostałe narody pod zwykłymi warunkami tzn nawrócenie, chrzest itp
  • Chrześcijanie, jeśli nie są Żydami (w sensie narodowości), muszą bardzo uważać na swój wyssany z mlekiem matek antysemityzm
  • Antysemityzm jest zdefiniowany jako brak miłości, czyli można podciągnąc pod niego wszystko, włącznie z krytyką polityki zagranicznej Bibi Netanjahu i wyczynów "humanistycznej armii" w strefie Gazy, Libanie, Iranie itd.
Wyłania się z tego listu obraz Boga jako zaślepionego ojca rodu, który z całkowicie bezkrytyczną miłością odnosi się do ulubionego/wybranego synusia/wnusia, a cała reszta potomstwa musi sobie na miłość zasłużyć, a i tak nie dostanie jej tyle, co (nomen omen) beniaminek. Ten zaś, rozpuszczony do obrzydliwości, całe rodzeństwo uważa za swoją własność, którą może dysponować dowolnie, a kiedy się ktoś postawi naskarżyć tatusiowi/dziadziusiowi, że aj, waj, antisemisismus! 

Antisemitismus niedobra jest! Bardzo niedobra, gorsza niż mordowanie gojów tysiącami, gorsza niż rozpętywanie konfliktu, który może przerodzić się w wojnę światową!

Zramolały patriarcha na jakimś etapie posyła swego najlepszego syna (a może sam się w niego wciela), aby opamiętał znarowionego potomka. Ten morduje posłanego (ściślej mówiąc zleca morderstwo), a po zmartwychwstaniu obrzuca gównem. Reszta rodzeństwa jest poruszona i postanawia żyć według wskazań Zmartwychwstałego... 

Wydaje się, że ojciec przejrzał na oczy i pogodzil się z odkryciem kim jego ulubieniec jest w istocie, a nawet dostrzegł i docenił dobrą wolę reszty potomstwa. Niestety, ten stan nie trwa długo. Demencja patriarchy postępuje i nie poznaje już nikogo. Chce tylko widzieć beniaminka. Niech w końcu się pojawi, nawet gdy będzie na niego pluć, rzucać kamieniami i bluźnić. Nawet, jeśli ma go (znowu) zabić... 

Nie miałabym ochoty oglądać takiego filmu. Odrzuca mnie od takiego obrazu Boga i jego wybiórczej miłości. Albo polscy biskupi nie wiedzą co czynią albo wiedzą bardzo dobrze i to jest o wiele gorsze!

P.S.
Według klucza zaproponowanego przez biskupów wszyscy bolszewiccy oprawcy - z pochodzenia Żydzi - zostali zbawieni  z automatu na mocy swoich genów. Stalin mial gorzej, bo Gruzin i upadły chrześcijanin. Ba, były seminarzysta! A co z Leninem - mieszańcem? Utknął w bramie do nieba z nogą w drzwiach?

Ale chwila! Czy to nie jest tak, że wszyscy mamy zbawienie w kieszeni czy chcemy tego czy nie? Papa Francesco zapewniał, że piekło jest puste, a Judasz zbawiony. Ma się rozumieć, że zbawiony bo Żyd, ale Hitler też, więc po co to rozróżnienie na naród wybrany i gojów? Czy to nie rasismus? 

Rasismus niedobra jest, ale chyba jednak lepsza niż antisemitismus!!!

 

niedziela, 22 marca 2026

O talmudycznym sposobie myślenia i braku suwerenności

Niedziela wieczór. Siedzę sobie dość poirytowana wymianą komentarzy pod pewnym wywiadem z Barbarą Stanisławczyk na temat jej opus magnum "Bękarci Judaizmu" (którą to książkę już kupiłam, ale jeszcze nie zaczęłam czytać). Coś mnie podkusiło, żeby wypowiedzieć się na temat Lutra i "sola scriptura" w odpowiedzi na czyjś komentarz.

Ten ktoś - ewidentnie kompetentny w tej dziedzinie - odpisał bardzo kulturalnie, ale ujawnił tak przedziwną pokrętność interpretacji Pisma Świętego charakterystyczną dla protestantów, że nie mogę ochłonąć. To jak trucizna działająca z opóźnieniem wpuszczona do krwioobiegu.

Nie chcę mi się powtarzać tutaj całej wymiany, powiem tyle, że według mojego respondenta dowodem na zbawienie przez wiarę jest Abraham i Rahab. O ile dobrze pamiętam (a nie chce mi sie sprawdzać), Bóg obiecał Abrahamowi, że jego potomstwo będzie liczne jak gwiazdy na niebie oraz rozległy obszar ziemi (którą to obietnicę państwo Izrael, założone w 1948 r., odnosi do siebie). Rahab natomiast, przechowawszy izraelskich zwiadowców, uzyskała od nich (nie od Boga) zapewnienie, że po zdobyciu Jerycha ona sama i jej rodzina będzie oszczędzona, jeśli wywiesi w oknie czerwoną wstegę czy coś. Gdzie tu jest mowa o zbawieniu? 

Tymczasem w ewangeli św Mateusza są przytoczone słowa Jezusa dokładnie na ten temat. To dobrze znana dłuższa wypowiedź w której Jezus "podaje pytania/zadania egzaminacyjne". Zbawieni będą ci, którzy dali mu jeść, kiedy był głodny, pić, kiedy był spragniony, odziali, kiedy byl nagi, ugościli w podróży, odwiedzili w więzieniu itp. Natomiast potępieni, ci, którzy tego nie zrobili. Jedni i drudzy są zdziwieni, bo nie przypominają sobie spotkania z nim osobiście. Na co Jezus wyjaśnia, że "cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili".

Rzecz jest wyłożona jak krowa na miedzy. Jak bardzo talmudyczny trzeba mieć umysł, żeby ten fragment ewangeli zignorować, a szukać nadziei zbawienia przez samą wiarę w historii Abrahama, a zwłaszcza Rahab!

E.Michael Jones nazywa protestantów "judaizers" albo "judaizing christians", czyli utożsamiającymi się z Żydami. Teraz widzę jasno, że ma rację nie tylko w odniesieniu do Cromwella i jego siepaczy, lecz także luteran, o chrześcijańskich syjonistach  nawet nie wspominając.

I tak dochodzimy znowu do współpracy gojsko-izraelskiej, której niektórzy - nie ludzie to lecz wilki - rzucają kłody pod nogi. Np taki Joe Kent  "antiterrorist director" mianowany przez Trumpa złożyl rezygnację ze swojego stanowiska, gdyż nie mógł z czystym sumieniem brać udziału w hucpie wywołanej bez żadnej innej przyczyny niż presja/lobbing Izraela.

W wywiadzie udzielonym Tuckerowi Karlsonowi https://youtu.be/1cbw1utqzHg wyjaśnia, że nie bylo żadnego bezpośredniego zagrożenia ze strony Iranu i że miał ogromne trudności z dotarciem z tym przekazem do ucha prezydenta w przeciwieństwie do "various Israeli officials" intensywnie lobbujących za wojną. Podawać nazwisk nie chciał...

Karlson zapytał go w jaki sposób można wywrzeć presję na prezydenta USA, by wbrew obietnicy wyborczej i interesowi swego państwa wdał się w wojnę służącą wyłącznie zależnemu od niego sojusznikowi. Kent, oprócz lobbingu, wymienił groźbę zamachu na życie jego samego, lub członka rodziny...

W tym kontekscie pojawił się wątek Charliego Kirka. Agencja FBI zakazała sprawdzania śladów tego zamachu prowadzących za granicę. Na jakiekolwiek zapytania w tej sprawie ze strony dziennikarzy reaguje histerycznie. Bardzo trudno nie odnieść wrażenia, że to sprawka Mossadu. Charlie King bowiem wycofal sie z popierania "sprawy izraelskiej", co kosztowało go utratę hojnych sponsorów, a być może także życia...

W odpowiedzi na pytanie o wyjście z tej sytuacji Kent stwierdził, że należy rozmawiać z Izraelem przez "nowy zespół dyplomatów" bez podwójnego obywaelstwa i postawić rzecz na ostrzu noża: atakujecie bez naszej zgody, wstrzymujemy wsparcie finansowe i militarne (o ile dobrze pamiętam).

Tymczasem podwójne obywatelstwo mają dwaj główni negocjatorzy Trumpa Stephen Vitkov i Jared Kushner i raczej nietrudno zgadnąć gdzie leżała lojalność tych panów podczas rozmów pokojowych z Iranem w Omanie. Ewidentnie ich celem nie było osiągnięcie pokoju lecz rozpętanie wojny.

Kent przypomniał też o wcześniejszych wojnach w regionie również rozpoczętych na podstawie falszywych informacji podsuwanych przez izraelski wywiad. Wojnę w Iraku - w której sam walczył - ocenił jako katastrofę. W tej wojnie walczyli i ginęli nasi rodacy! Za co? Żeby wszystkie państwa sąsiadujące z bezcennym Izraelem były  zdestabilizowane i niezdolne do obrony! Warto było?

Miał także kilka uwag co do traktowania ludności cywilnej przez sojusznicze siły zbrojne, które - nawiasem mówiąc - korzystając z zamieszania zajeły już pół Libanu i to nie koniec. Do Iranu się nie kwapią, niech glupie amerykańskie goje tam wschodzą, skoro Kurdowie nie chcą. A przede wszystkim niech ciągły ostrzał niszczy infrastrukturę i w końcu doprowadzi kolejny kraj w regionie (po Iraku, Syrii, Libanie i Libii) do stanu upadłości.

Wszystkie te koszmarne informacje nieco mnie jednak pocieszają. Okazuje się bowiem, że nie tylko nasza nieszczęśliwa ojczyzna jest niesuwerenna i rządzona przez jawnych zdrajców, ale największe mocarstwo świata też!

sobota, 21 marca 2026

Pierwszy dzień wiosny

 Przyszła wiosna i nie ma na to rady. Oto niezbite dowody:


Wiewiórka znosi kawałki kory, aby wyścielić nimi gniazdo, a wszystko to w parku na Kolejowej w samym centrum miasta. Jeśli urodzi tam młode, będą miały "trudne dzieciństwo". Już się martwię, że mogą nie przeżyć, jak nasz nieszczęsny, osiedlowy jeż.


Krokusy absolutnie wszędzie "w kwiecie wieku", znaczy rozkwitnięte i zachwycają.


Kurki wodne pływały parami od jakiegoś czasu, a teraz niektóre już siedzą na jajach (ta na zdjeciu akurat nie) wydając charakterystyczne dźwięki, żeby pan małżonek wiedział, gdzie dostarczać aprowizację. 

Wysoki poziom wody w Ślęzie, sprawia, że trzciny są w dużej częsci pod wodą, więc ptaki są dość widoczne, a wrony nie śpią. Poza tym psy spuszczone ze zmyczy nad samą wodą mogą spłoszyć matki wysiadujące. 

Ciężkie jest życie neurotyka, który zawsze widzi oczami wyobraźni wszystko, co może pójść nie tak w najbardziej sielankowej sytuacji...

A tu argument ostateczny: para nurogęsi - jak co roku o tej porze - odpoczywa na rzece Ślęzie podczas przelotu na północ. Widziane były dzisiaj!

Od siódmego marca nie mam smaku, a raczej jest on niekompletny. Surowe owoce są prawie niejadalne, słodycze nie słodkie, a pieczywo zamieniło się w trociny. Widzę jasno, że jestem leczona z łakomstwa i zaproszona do poważnego potraktowania Wielkiego Postu...