niedziela, 26 sierpnia 2018

O "kryzysie pedofilskim" Kościoła w Pensylwanii

Dziś przy okazji święta Matki Boskiej Częstochowskiej przeor dominikanów we Wrocławiu uraczył nas kazaniem o tzw kryzysie pedofilskim Kościoła w Pensylwanii, liście interwencyjnym papieża Franciszka do wiernych i klerykalizmie, a zakończył zapewnieniem, że w Polsce jest gorzej pod tym względem niż gdziekolwiek na świecie.

Nie zamierzam umniejszać winy pedofilów, ani cierpienia ich ofiar, ale wydaje mi się że należało jednak uszanować dzisiejszą uroczystość i powstrzymać się od komentowania nie potwierdzonych doniesień medialnych.

Tak się składa, że tuż przed mszą oglądałam na youtube program Petera Hellanda z udziałem E.Michaela Jonesa pt The Pennsylvania Priest Scandal and Iran? (https://youtu.be/8XZ_SQMLjTU), w którym dokładnie ten temat był omawiany. Dowiedziałam się, że z 300 oskarżonych o pedofilię księży tylko przeciwko dwóm zebrano dowody umożliwiające wszczęcie postępowania sądowego, na razie nikomu niczego nie udowodniono. W naszym systemie prawnym człowiek jest niewinny, dopóki nie dowiedzie się jego winy, czyż nie?

Podobne polowanie na czarownice miało miejsce w Filadelfii i wtedy nie zdołano postawić ani jednego księdza przed sądem z braku dowodów. Po zmianie prokuratora pewien więzień narkoman nagle przypomniał sobie , ze jest ofiarą księdza pedofila i tylko na podstawie jego zeznań wsadzono do więzienia 60-letniego salezjanina. Na skutek braku dostępu do leków człowiek zmarł. Potem wyszło na jaw, że zeznania więźnia narkomana były wyssane z palca, a nowy prokurator okazał się człowiekiem głęboko skorumpowanym i sam skończył w pierdlu. 

E.Michael Jones - podobnie jak nasz ks Oko - stawia tezę, że problemem Kościoła nie jest pedofilia tylko homoseksualizm. Dobrze widoczne jest to na przykładzie kardynała McCarricka, który -podobnie jak nasz arcybiskup Paetz - sypiał z klerykami. Wszyscy o tym wiedzieli od lat i nikt nie reagował, konserwatyści nie chcieli niszczyć dobrego imienia Kościoła, liberałowie nie byli zainteresowani przypadkiem nie pasującym do stworzonego przez siebie stereotypu księdza-pedofila. Poza tym homoseksualistów - świętych krów naszych czasów - nie wolno krytykować, czyż nie? Skandal wybuchł, kiedy ktoś nagle przypomniał sobie, że i on był molestowany przez kardynała jako 15-latek. Jest nieletni, sprawę można sprzedać jako pedofilię, która w świetle prawa jest przestępstwem, a za tym idą roszczenia finansowe itp.

Każdy, kto interesował się kiedykolwiek kulturą antyczną, ma pewne pojęcie jak wyglądały typowe związki homoseksualne w starożytnej Grecji. Były to relacje dojrzałych mężczyzn z młodymi chłopcami - efebami. Pierwsi pełnili rolę czynną (miłośnicy), drudzy bierną (oblubieńcy). (Dorosły mężczyzna za bierne oddawanie w akcie homoseksualnym tracił szlachectwo). Oprócz różnicy wieku i pozycji społecznej, miłośnik i oblubieniec pozostawali często w relacji zależności uczeń - mistrz, ewentualnie  przełożony - podwładny. Starszy mężczyzna był zainteresowany pięknem młodego ciała, młodszy wyższością intelektualną, sławą, pozycją społeczną lub bogactwem swego kochanka (lub znosił jego umizgi dla kariery).

Analogia z nadużyciami seksualnymi  w Kościele jest rzucająca się w oczy. Ofiarami tzw pedofilii  są prawie zawsze chłopcy lub młodzi mężczyźni, ministranci, klerycy, nowicjusze w zakonach lub młodzi księża. Są molestowani lub uwodzeni przez starszych od siebie mężczyzn, którym w jakimś stopniu ufają jak uczeń mistrzowi, Zgadzają się się na ich umizgi z zaskoczenia lub dla kariery (ewentualnie biorą je za miłość, której desperacko pragną). 

Dla innych homoseksualizm jest erzatzem niedostępnego związku z kobietą (jak nie  przymierzając w Legionie Tebańskim), pozbawionym ryzyka powołania do życia nowej, kłopotliwej istoty ludzkiej. Także mizoginię typową dla homoseksualnych mężczyzn, dla których kobiety są konkurencją, można często spotkać wśród ludzi Kościoła. Homoseksualni guru zniechęcają swoich młodych adeptów do kobiet jako istot niższych, godnych pogardy. Zbyt często stykałam się z takim stosunkiem pracując w seminarium, by uznać go za wyniesiony ze specyficznych środowisk rodzinnych. Wydawał się raczej produktem tzw formacji kleryków.

Podtrzymywanie histerii pt pedofilia w Kościele jest na rękę dwóm środowiskom - zewnętrznym odwiecznym wrogom, którzy widzą w niej narzędzie do zniszczenia jego wpływu i wykończenia finansowo- oraz wewnętrznego homolobby, które pragnie odwrócenia uwagi od swojej aktywności i coraz większych wpływów.