niedziela, 29 marca 2020

Koronawirus, a "mentalność oblężonej twierdzy"

Znowu jestem uziemiona przez swoje okropne zatoki. Posunęłam się nawet do samodzielnego zaaplikowania sobie antybiotyku (miałam w domu jako pozostałość po dawniejszej kuracji). Starczy mi na trzy dni, a potem nie wiem, bo jestem nieubezpieczona. Siedzę więc w domu i wszywam nową podszewkę do starej (ale jarej) zamszowej kurtki. Po wczorajszej sesji bolą mnie mięśnie przedramion i dłoni.  Jaką krzepę musiały mieć te wszystkie indiańskie i eskimoskie kobiety szyjące skóry kościanymi igłami?!! Po takim treningu mogły zapewne ogłuszyć bizona albo innego wieloryba uderzeniem pięści!!! Ja, będąc niewiastą krzepką, a zawziętą, z trudem przebijam cienki zamsz ostrą, stalową igłą (moja maszyna nie szyje skór).

Witold Gadowski jest zdania, że obecny koronawirus jest genetycznie modyfikowany w laboratoriach amerykańskich i chińskich, a wydostał się na świat raczej przez przypadek - zakażonego człowieka lub używane do doświadczeń zwierze. Jeśli to prawda, to dobrze wiedzieć, że ktoś finansuje i prowadzi badania mające na celu wyhodowanie groźnego patogenu zdolnego do spowodowania pandemii paraliżującej gospodarki wszystkich państw na świecie, a przy okazji uwalniającego społeczeństwa od ciężaru utrzymywania ludzi starych i chorych...

W filmie Grzegorza Brauna Luter i rewolucja protestancka pewna norweska publicystka, uśmiechając się cały czas do kamery, opowiada jak w pogańskiej Skandynawii wynoszono do lasu niechciane noworodki, a starych ludzi zrzucano ze skał. Dopiero wprowadzenie chrześcijaństwa zmieniło tradycyjne zwyczaje. Nic dziwnego, że odrzucenie chrześcijaństwa skutkuje powrotem do tych pogańskich praktyk, z tą jednak różnicą, że mordując swoje dziecko lub starego rodzica trzeba jeszcze zabulić kupę kasy w "klinice" aborcyjnej lub eutanazyjnej.

W Hiszpanii odłącza się starszych ludzi od respiratorów, jeśli potrzebne są młodszym, silniejszym i bardziej rokującym... Domy starców są zostawione bez żadnej opieki medycznej, nawet nie ma kto sprzątać trupów... We Włoszech ludzi po 65 roku życia nawet do respiratorów się nie podłącza...

Organizacje "ekologiczne" zachwycone - planeta oczyszcza się sama od zbytecznych istnień ludzkich. Papież Franciszek orzekł, że pandemię spowodował gniew Natury. Nie miał jednak na myśli kary za grzechy przeciw naturze jak np akty homoseksualne czy aborcja, tylko "ekologiczne", które są jego osobistym wkładem w rozwój doktryny katolickiej. Wielu hierarchów - w tym arcybiskup Polak - pospieszyło z zapewnieniem, że w żadnym razie nie należy interpretować zaistniałej sytuacji jako kary Bożej, ani nawet wezwania do pokuty....

Tyle nas przekonywano, ze Kościół musi się pozbyć mentalności oblężonej twierdzy, że musi się otworzyć na świat i szukać ludzi, tam, gdzie oni są, a nie tam gdzie ich nie ma. Jak na ironię na wieść o pierwszych kilku zachorowaniach episkopat - wyprzedzając w popłochu instytucje świeckie - zamknął się przed wiernymi w twierdzy w sposób jak najbardziej dosłowny. Gavin Ashenden w którymś kolejnym odcinku Anglican Unscripted uznał, że w efektywności swej samolikwidacji Kościół prześcignął komunistów, nazistów i jakobinów, w takiej sytuacji znowu czas pomyśleć o zejściu do katakumb...




piątek, 27 marca 2020

Kościół a pandemia, czyli o pogrobowcach Lutra...

Czytam książkę Pawła Lisickiego o Lutrze (Luter. Ciemna strona reformacji). Przygnębiającą lekturę przeplatam  filmem Grzegorza Brauna Luter i rewolucja protestancka, który oglądałam już chyba 4 razy.

Jedna rzecz mnie uderza - Luter schroniwszy się w klasztorze przed karą śmierci za zabicie człowieka w pojedynku, strasznie się męczy. Według ks. Guza zdarza mu się spowiadać 30 razy dziennie - wyrzuty sumienia  czy perfekcjonizm? Boi się potępienia, a jednocześnie zaniedbuje odmawianie brewiarza i innych przepisanych modlitw, które na poziomie czysto ludzkim pomagają mnichom zachować równowagę psychiczną i pogodę ducha. Po wielu latach i oszałamiającym sukcesie, jaki w strukturach zakonu odniósł, dochodzi do wniosku, że nikt nie jest w stanie sprostać ideałowi życia monastycznego, ani nawet cnotliwego życia świeckiego. Nikt nie jest w stanie, bo Luter nie jest w stanie.

Skąd my znamy to rozumowanie - człowiek współczesny nie jest w stanie zachować czystości przedmałżeńskiej, powstrzymać od aktów homoseksualnych albo od zdrady małżeńskiej - nie należy więc od niego tego wymagać, ani napominać, że błądzi. Pytanie jest o którym człowieku współczesnym mówimy. Ktokolwiek to jest nie należy jego niezdolności rozciągać na cała populację.

Luter, który musiał dziennie wypijać 7 litrów słodkiego wina, żeby utrzymać dobry nastrój, a kiedy jego żona nie była w stanie go zaspokoić seksualnie używał do tego celu jej służącej, z całą pewnością nie jest przykładem poziomu moralnego przeciętnego człowieka swoich czasów. Człowiek który zezwalał popierającemu go księciu na "dodatkowe małżeństwo" z młodą dziewczyną, choć ten miał żonę i 7 dzieci (a kiedy rzecz się wydała pouczył go, żeby wszystkiego się wyparł, gdyż kłamstwo "w służbie ewangelii" miłe jest Bogu) jest raczej przykładem wyjątkowego cynizmu niż jakkolwiek rozumianej normy. Nawoływanie książąt do wybicia zbuntowanych chłopów do ostatniego łba po uprzednim łamaniu kołem, lub powieszenia wszystkich kardynałów po uprzednim wyrwaniu języka, nie odzwierciedla przeciętnego poziomu okrucieństwa klasy rządzącej, tylko ekstremum.

Nawet gdyby Luter nie był tak skrajnym przykładem odstępstwa od norm obyczajowych swoich czasów tylko się w nich mieścił, to i tak jego niezdolność do czegokolwiek nie jest dowodem na nic.
Świadczy o tym nie tylko armia świętych mnichów i mniszek, małżonków i "singli", lecz także rozliczni przeciętni śmiertelnicy starający się wieść dobre życie w ramach swoich możliwości, nie wspominając o wielkich grzesznikach, którzy z pomocą Bożą podźwignęli się z najgłębszego upadku.

Absurdalność negowania wszystkiego, co nie mieści się w jednostkowym doświadczeniu jest ewidentna, a jednak robi karierę także w Kościele, niestety. Nadprzyrodzony aspekt naszej wiary zostaje zanegowany, bo nie mieści się w doświadczeniu teologów. Według nich rozmnożenie chleba i ryb to podzielenie się zapasami, a zmartwychwstanie to pozostanie we wdzięcznej pamięci uczniów.

Zwierzęta czując zbliżające się tsunami czy trąbę powietrzną uciekają w bezpieczne miejsca. Dzięki bardziej wrażliwym zmysłom mają kontakt z obszarami rzeczywistości dla nas niedostępnymi. Mam nadzieję, że żaden kretyn tego nie neguje wbrew faktom. Dlaczego więc logiczny wniosek, że rzeczywistość, jest o wiele rozleglejszą dziedziną niż jesteśmy w stanie odebrać naszymi słabymi zmysłami i objąć ograniczonym rozumem jest tak trudny do przyjęcia?

Pewien młody dominikanin w tonie prześmiewczym wyrażał się o zagrożeniach duchowych, a jednocześnie na tzw "mszach o uzdrowienie" organizowanych przez grupy odnowy w Duchu Św. dawał popisy "daru języków", który brzmiał mniej więcej tak: karia gloria karia... Kilka ulic dalej pewien paulin na nocnym czuwaniu wznosząc  "modlitwę w jezykach" mówił: szaria gloria szaria... Oba języki musiały być bardzo blisko spokrewnione...

Inny dominikanin w średnim wieku nie mógł zrozumieć "pędu do cudowności", którego sam nie podzielał, na swoich mszach wolał mówić o opresyjnym patriarchacie w Kościele... Jakby na to nie patrzeć Jezus ten pęd rozumiał czyniąc rozliczne znaki i cuda, o czym można dowiedzieć się z wiarygodnych źródeł...

Tak wiem, należy je rozumieć metaforycznie, co innego uzdrowienia dokonywane przez Marcina Zielińskiego popieranego zawzięcie przez o.Szustaka OP i pół episkopatu, te są niewątpliwie prawdziwe...

Bardzo przykro patrzeć na zachowanie Kościoła wobec świata przypominające umizgi zakompleksionego nastolatka, który za wszelką cenę chce zdobyć akceptację grupy rówieśniczej. Tyle żeśmy słyszeli, że to wszystko w imię przyciągnięcia młodych, a tymczasem wystarczyło dalekie widmo epidemii, żeby nadgorliwie zamykać drzwi przed wszystkimi, przyznając tym samym rację Lutrowi, że sakramenty są nie tylko zbyteczne, lecz także niebezpieczne dla zdrowia...

poniedziałek, 23 marca 2020

O realnej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie

Myślę, że każdy intuicyjnie czuje o co chodzi w kontrowersji związanej z komunią na rękę, komunią duchową czy też podawaną do ust klęczącym przy balaskach wiernym. Chodzi ni mniej ni więcej o to czy konsekrowana hostia staje się rzeczywiście ciałem Pańskim, cała i każdy jej okruszek z osobna.

Oglądam ostatnio  na YouTube rewelacyjny program Anglican Unscripted, w którym 2 duchowni episkopalni/anglikańscy Kevin Kallsen i George Congar oraz nawrócony na katolicyzm były biskup Gavin Ashenden dyskutują o kondycji chrześcijaństwa w dzisiejszym świecie. W odcinku 585 pod wymownym tytułem The Church has Left the Building jest mowa dokładnie o tym. Gavin Ashenden wierzy dokładnie tak, jak Kościół nauczał od wieków, co zresztą spowodowało jego nawrócenie. Jak na ironię w międzyczasie duchowieństwo katolickie, ze szczególnym uwzględnieniem hierarchii, przeszło na pozycje protestanckie. Dwaj duchowni episkopalni nie podzielają wiary swojego rozmówcy, ale traktują ją z szacunkiem. Jeden z nich zwrócił uwagę jak muszą czuć się teraz katolicy w Afryce i Azji, którym ich protestanccy sąsiedzi wykazują z satysfakcją: "A mówiliśmy wam! Przeistoczenie to pic na wodę! Komunia dokonuje się wyłącznie w wymiarze duchowym! A teraz sami  widzicie, wasz własny papież i biskupi to potwierdzają swoimi zarządzeniami". Trudno nie przyznać mu racji.

Pamiętam czas swoich własnych wątpliwości co do realnej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Kiedy podzieliłam się z nimi na spowiedzi usłyszałam cytat ze św. Tomasza z Akwinu, że jest tam obecny substancialiter. Może nie byłam w tym momencie usatysfakcjonowana w 100%, ale powołanie się spowiednika na odwieczne nauczanie Kościoła dało mi poczucie bezpieczeństwa. Zadałam sobie pytanie czy ja w to rzeczywiście wierzę i musiałam szczerze odpowiedzieć - nie do końca. Kiedy jednak inaczej rzecz sformułowałam - czy wykluczam, że to prawda, odpowiedź brzmiała: NIE!!!

Cuda eucharystyczne i ich laboratoryjna analiza bardzo pomogły mojej wierze. Świadectwo nawróconych protestantów typu Gavina Ashendena też. Jeżeli hierarchowie katoliccy w międzyczasie tę wiarę porzucili (albo nigdy jej nie mieli) i przeszli na pozycję Lutra, a nawet Zwinglego to ich sprawa. Ci panowie nie są dla mnie żadnym autorytetem, wręcz przeciwnie. Myślę, że przypadek Lutra powinien być ostrzeżeniem czym może skończyć się wybranie stanu duchownego z niewłaściwych pobudek. Niemiecki "reformator" uciekał przed karą śmierci za zabicie człowieka w pojedynku, o czym pisał w listach do przyjaciół. Obecnie natomiast dostępność młodych mężczyzn może być magnesem dla osób o skłonnościach homoseksualnych. Mogę sobie łatwo wyobrazić jakiej "reformacji" dokonałby ktoś taki w sprzyjających okolicznościach.

Jeśli chodzi o przyjmowanie komunii na rękę, to ja nie zamierzam tego robić. Cierpię od dzieciństwa na atopowe zapaleni skóry i mam przykazane przez dermatologa "nie moczyć rąk" o używaniu detergentów nie wspominając. Żadne względy higieny nie mają więc w moim przypadku zastosowania, innych nie widzę i koniec tematu.



niedziela, 22 marca 2020

O organistach - gwiazdorach i zbytecznych wiernych

Piękna, leniwa niedziela czasu pandemii. Ani pieczenie ciasta, ani obiad, ani nawet popołudniowa herbata z ciepłym jeszcze biszkoptem z jabłkami nie zdołała mnie rozgrzać po porannej eskapadzie do kościoła parafialnego. Zimny wiatr wiał mi prosto w zatoki  nosowe, a nawet wdzierał się pod przewiązaną paskiem puchową kurtkę. Z wyraźną ulgą schowałam się przed nim w przepięknym wnętrzu gotyckiej świątyni. Zawsze wchodzę tam ze wzruszeniem po części wywołanym zapierającym dech w piersiach barokowym wystrojem, po części wspomnieniami z dzieciństwa.

Urok trwa dopóki nie rozlegną się dźwięki organów i głos organisty-rekordzisty, który przez całą mszę ściga się sam ze sobą, przy okazji gubiąc nielicznych  wiernych, którzy bez przekonania próbują brać udział w mszy. Dzisiejszy zestaw -  w porywie do 10 starszych osób + jedna siostra zakonna w krótkim habicie - nawet nie próbował. Nie tylko nie podejmowano pieśni w niemożliwym dla normalnego człowieka tempie, lecz także zawzięte milczenie trwało w miejscach przeznaczonych na odpowiedzi wiernych w czasie liturgii. W pewnym momencie zaniepokoiłam się, że to jakaś nowa formuła mszy, której nie znam.

Przed rozpoczęciem usiłowałam śpiewać godzinki - tekst na wyświetlaczu sugerował przewidziany udział wiernych. Kiedy zaczynałam pierwszą linijkę tekstu, organista już kończył drugą. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy może moje tempo rzeczywiście jest zbyt wolne, ale zważywszy, że uczyłam się godzinek na pielgrzymce pieszej, śpiewanych w rytm maszerującej kolumny, raczej wątpię. Miałam wtedy jakieś 16 lat i wysoki poziom energii życiowej, który w jakiejś części dopisuje mi do dziś.

Po nierównej walce z organistą dostałam ataku kaszlu i bałam się, że wyprowadzą mnie z kościoła jako podejrzaną o koronawirusa. Gdy nadludzkim wysiłkiem woli usiłowałam się opanować, a oczy wychodziły mi z orbit, śpiew organisty ścigał się z grzmoconym energicznie akompaniamentem wśród zawziętego milczenia wiernych. Melodie wszystkich znanych pieśni były zmienione, ich aktualną linię trudno było ustalić. Pod koniec mszy milczałam i ja, ze łzami bezsilnej wściekłości w oczach.

Sporo słyszę w kręgach "katolików tradycyjnych" o wyższości mszy trydenckiej na sprotantyzowaną  liturgią novus ordo. Jako osoba urodzona po soborze watykańskim II nie mam porównania. O ile dobrze rozumiem, nowa msza zakłada większe zaangażowanie wiernych, ich udział w liturgii poprzez otwieranie od czas do czas paszczy i wydobywanie z siebie głosu. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Nie wiem czy to lepiej czy gorzej od kontemplowania łacińskiej liturgii i odmawiania podczas niej różańca.  Jednak jeśli kapłan nie decyduje się na powrót do mszy łacińskiej, jaki sens ma zniechęcanie wiernych do udziału w obowiązującym rycie?

Co rok słyszę podczas kolędy o groźbie rozwiązania parafii z powodu wymierania wiernych. Myślę wtedy w głębi swego serduszka, że ze względu na piękno wnętrza ludzie walili by drzwiami i oknami gdyby ich nie zniechęcać, jak to obecnie się dzieje. Nigdy i nigdzie nie widziałam tak wytresowanej do nie brania udziału we mszy kongregacji. Zastanawiam się dlaczego proboszcz coś takiego toleruje przez dekady. Nie może zatrudnić jakiejś siostry zakonnej (tuż obok jest szkoła prowadzona przez jakieś żeńskie zgromadzenie)? Zakonnice bywają bardzo różne, ale nigdy nie widziałam żadnej z przerośniętym ego. Siostra, zwłaszcza pracująca w szkole, grałaby i śpiewałaby ad maiorem dei gloriam, ale uwzględniając wiernych, zachęcając do włączenia się, a nie z wyraźną intencją zgubienia ich i popisywania się solo.

Moim niedościgłym ideałem jest nieznana mi z imienia dominikanka śpiewająca onegdaj w św. Wojciechu. Miała głos jak anioł, ale nie onieśmielał on wiernych, przeciwnie, zachęcał do włączenia się. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy zobaczyłam kiedyś schodzącą niepewnie z chóru wyraźnie starszą, okrągłą niewiastę. Za przeora Ciesielskiego siostry dominikanki wyniosły się z klasztoru, rozpisano konkurs na organistę i zatrudniono jakiegoś pana, który w tygodniu też usiłuje zdezorientować i zgubić wiernych, ale w niedziele trochę się hamuje ze względu na scholę, która też musi się popisać.

Co jest z tymi "muzykami", że uważają się za tak nieskończenie lepszych od innych ludzi? Piszę to jako słuchowiec z wieloletnim doświadczeniem nauczania innych ludzi języka obcego. Ja sama jestem w stanie powtórzyć ze słuchu bezbłędnie charakterystyczne dla danego języka dźwięki łącznie z właściwą intonacją, ale wielu z moich uczniów nie. Nie zdarzyło mi się jednak powiedzieć komuś takiemu, żeby się zamknął i nie ranił moich uszu. Ludzie mają pułap, do którego mogą dojść i każdy normalny człowiek to rozumie.

Być może owi organiści-gwiazdorzy mają gwiazdorskie kontrakty i wyeliminowanie zbytecznych głosów wiernych jest częścią umowy. Może nie jest to nigdzie zapisane, ale dogadane albo wręcz zrozumiałe samo przez się. Gwiazdor duszpasterz, gwiazdor organista i gwiazdorska schola, żadni wierni nie są potrzebni i Pan Bóg też nie, gdyż jak pokazała pandemia (prawdziwa lub wykreowana przez media) duchowieństwo w niego nie wierzy. To jednak boli, ciągle boli. Tyle lat człowiek słuchał ich uważnie, a nawet brał pod uwagę to, co usłyszał, "a to byli przebierańcy" jak swego czasu śpiewał Młynarski.

czwartek, 19 marca 2020

O zakonie ojców niewierzących

Wybrałam się dzisiaj do dominikanów na 12 z okazji św. Józefa, a tu - surprise, surprise! - nie ma mszy, ani nawet adoracji. Sprawdzałam niedawno spowiedzi na ich stronie i nie widziałam żadnego komunikatu. W zeszłą niedzielę miałam objawy infekcji, więc zostałam w domu, a tu się dowiaduję, że msze są odwołane już od 14.03. Powiem szczerze: nie sądziłam, że się do tego posuną. Czasem nazywałam ich heretykami, a tu się okazuje, że oni są po prostu niewierzący.

Po namyśle nic mnie nie dziwi. Jakiś czas temu trafiłam na mszę odprawianą przez o. Marcina Mogielskiego, który twierdził otwartym tekstem, że nasza (wiernych) obecność na eucharystii jest zupełnie zbyteczna, podobnie jak nasze modlitwy. Przeciwstawił naszą pobożność rodzicom dzieci niepełnosprawnych okupujących wtedy sejm (pisałam o tym na tym blogu). Wygłosił także swoją stałą "dobrą nowinę", że wszyscy zostaną zbawieni. Jeśli tak, to po co komu wiara i sakramenty, życie duchowe, duchowieństwo i zakony? Jeśli tak, to dlaczego o. Mogielski i jemu podobni wstąpili do zakonu kaznodziejskiego? O. przeor też często porównuje praktykujących katolików do ludzi niewierzących zawsze na korzyść tych drugich. Wniosek podobny - praktyki religijne (jak np uczestnictwo w mszy) są zupełnie zbyteczne - a nawet szkodliwe - skoro bez nich automatycznie zostaje się lepszym człowiekiem.

Wszystko to bardzo pięknie, ale niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego niewierzący młodzi mężczyźni wstępują do zakonów. Muszę być bardzo złym człowiekiem, bo tylko jedna odpowiedź mi się nasuwa - w poszukiwaniu homoseksualnego raju na ziemi.  Nie jestem ciekawa jak ten raj wygląda, ale chcąc nie chcąc naraziłam się na pewien wgląd przez tzw. pop kulturę. W pierwszej połowie lat 80-tych była bardzo popularna piosenka  "Down under", w której mowa o młodych Australijczykach podróżujących po Europie i Azji w poszukiwaniu wrażeń. Np w Brukseli pewien wysoki, umięśniony mężczyzna rozpoznając w podmiocie lirycznym ziomka daje mu "vegemite sandwich". Jeżeli ktoś ma mocny żołądek, może sobie sprawdzić jaką homoseksualną praktykę oznacza zwrot to give somebody vegemite sandwich. 

Pewien nawrócony biseksualista Joe Sciambra (o ile dobrze pamiętam) wyznał, że kobiety - nawet prostytutki - na co bardziej obrzydliwe pomysły w seksie reagują stanowczym nie. Homoseksualni mężczyźni nie mają pod tym względem żadnych zahamowań, przekraczają granicę ohydy trudnej do wyobrażenia dla normalnego człowieka. Nic więc dziwnego, że przy takich upodobaniach i rekordowej ilości partnerów w krótkim czasie łapią wszystkie możliwe choroby weneryczne z HIVem włącznie.

Jak to się więc dzieje, że bywalcy darkroomów w gay clubach nagle boją się grypy? Odpowiedź jest prosta - nie boją się, ale stanowi ona doskonały pretekst, żeby choć na chwilę odpocząć od tych uciążliwych i nieestetycznych wiernych i ich oczekiwań.

Szymon Hołownia jest usatysfakcjonowany doniesieniem do prokuratury na list biskupa Dzięgi wzywający do przyjmowania komunii do ust w pozycji klęczącej. Oczekuję stanowiska o. Szustaka OP popierającego swojego kandydata w wyborach prezydenckich.

niedziela, 15 marca 2020

Kasandrycznie o przyszłości Europy

Nie wiem czy pandemia, o której tyle słyszymy, jest prawdziwa czy wymyślona. Nie mam możliwości tego sprawdzić. Żadnym ekspertom do końca nie wierzę. Nawet przyjmując ich dobrą wolę, nie mają dostatecznych danych. Na chwilę załóżmy, że jest. Co więcej wyobraźmy sobie jeszcze jakiś nieduży wulkanik wybuchający w Europie i przejście wojny hybrydowej, która już się toczy, w fazę ostrego konfliktu zbrojnego. A teraz na tym tle ustawmy Sylwię Spurek, Biedronia i Śmiszka, "organizacje proekologiczne i LGBTQ", transaktywistów, lwice lewicy domagające się aborcji ze śmiechem na ustach i innych kretynów tego typu. Albo znikną jak zły sen razem z głoszonymi przez siebie idiotyzmami, albo okażą płatnymi agentami obcych potęg i zaczną głosić coś zupełnie innego wedle dyrektyw swoich zleceniodawców.

Całe rzesze uwiedzionych liberalno-lewicowym syrenim śpiewem będą miały brutalne przebudzenie. Okaże się, że sojowe latte i mango na śniadanie jest już niedostępne, a nawet, że żadne śniadanie jest już niedostępne, podobnie jak obiad i kolacja. Aborcja nie będzie już na życzenie tylko będzie mogła się przydarzyć każdemu w dowolnym wieku, o każdej godzinie dnia i nocy, co więcej nie będzie wcale zabawna. Aktywiści ekologiczni zaprzestaną przywiązywania się do drzew samodzielnie, ktoś inny im to zrobi za pomocą drutu i rzeczone drzewa podpali. Obrończynie praw zwierząt będą gotowe oddać się każdemu za kubek mleka od zgwałconej krowy. Tzw. geje odkryją, że odbyt potrzebny im jest non stop do celów zgodnych z naturą, gdyż dostaną sraczki ze strachu. Kobiety zaprzestaną kompulsywnego zajmowania się swoją linią, będą marzyć o chlebie i słoninie, mężczyźni nie będą musieli chodzi na siłownie, gdyż sił im będzie brakować od biegania z ciężka bronią w te i wewte. Nikt, ale to nikt nie będzie miał problemu, że nie wie jakiej jest płci, będzie miał co do tego absolutną jasność. Agresywne antyklerykalne lewactwo będzie leżeć krzyżem zawodząc "Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie" zostawiając mokre plamy na posadzce kościoła.

Wszyscy nagle odkryją, że nie są najmądrzejsi na świecie, ani tym bardziej wszechmocni. Pozazdroszczą przeszłym pokoleniom ich życiowego sprytu, umiejętności przeżycia w trudnych warunkach, a nawet obrócenia ich na swoją korzyść. Nie wiem jaki wstrząs jest potrzebny aby przywrócić Europejczyków do rzeczywistości, ale coś mi mówi, że on nastąpi. Pokój i względna prosperita trwają już za długo i zamiast powszechnej szczęśliwości wyprodukowały niewyobrażalną ilość patologii.

sobota, 14 marca 2020

Tyrada o głupocie tego świata

Coś mnie bierze jak co roku o tej porze - bolą mnie zatoki przynosowe, głowa i gardło. Zważywszy okoliczności wszystkie te niewinne objawy zaczynają wyglądać złowrogo, zwłaszcza, że chwilowo nie jestem ubezpieczona (zwolniono mnie z pracy bez podania powodów jakiś czas temu).

Siedzę więc w domu czując się trochę jak Filifionka z "Doliny Muminków w listopadzie", która może się w końcu odprężyć, bo katastrofa, którą tak długo zapowiadała - narażając sie śmieszność - w końcu nadeszła.

Uchodźcy u granic Grecji okazali się zwolnionymi z tureckich więzień drobnymi przestępcami przeznaczonymi do deportacji, głownie z Afganistanu, Pakistanu i Iranu. Dowieziono ich na granicę autobusami, a służby tureckie usiłują za pomocą gazu łzawiącego, ostrzeliwania greckiej straży granicznej i prób zniszczenia ogrodzenia wymusić wpuszczenie tej hałastry na terytorium UE. Prawdziwi uchodźcy wojenni utknęli na granicy syryjsko-tureckiej i nikt sie ich losem nie przejmuje.

Nie wiem dlaczego obejrzałam trochę filmów o tsunami w różnych częsciach Azji. Co mnie uderzyło, to niewiarygodna głupota turystów, którzy zamiast uciekać przed groźnym zjawiskiem, usiłują je sfilmować narażając sie na śmierć. Dla tych infantylnych imbecyli wszystko jest atrakcją turystyczną zorganizowaną z myślą o ich rozrywce. Zatracili całkowicie poczucie, grozy świata. jakby nie rozumieli, że ciepłe kraje po drugiej stronie globu zmagają się z groźnymi zjawiskami naturalnymi, nieznanymi mieszkańcom poczciwej Europy. Nie mają pojęcia jak rozpoznać, że coś takiego nadchodzi i jak się zachować. Po jaką cholerę ciągną więc tam swoje tyłki? Żeby zatruć się jakimś jedzeniem, do którego nie sa przyzwyczajeni? Żeby poparzyć swoją biała skórę podzwrotnikowym slońcem? Żeby zarazić się jakimś egzotycznym wirusem i jeszcze przywlec go do Europy? Nie mam zdrowia do tych kretynów!

Korwin-Mikke głosił kiedyś uparcie, że Europa powinna zaniechać produkcji rolniczej i importować żywność z Afryki, bo to o wiele taniej. Pięknie byśmy wygladali, gdyby ktoś tego nadętego durnia posłuchał. Wystarczyłoby odciąć linie dostaw i każdę państwo europejskie z osobna lub całą unię na raz można by zmusić do uległości w dowolnej sprawie w tydzień czasu. Nie mówiąc już o jakiejś pandemii - prawdziwej lub wykreowanej przez media. Przeniesienie całej produkcji do Chin było równie świetnym pomysłem. Nikt nie mógł przewidzieć, że między państwem środka a Europą jest jednak duża odległość, a epidemie, podobnie jak powodzie, trzesienia ziemi, rewolucje i wojny domowe mogą się tam zdarzyć!!!

Wystarczy jeden wirus - prawdziwy lub wymyślony - jeden wulkan, który troszke podymi na Islandii i europejskie rozkapryszone bachory na moment są przywrócone do rzeczywistości. Jak w obliczu grozy tego świata wygladają lgbt, prawa zwierząt, aborcja, weganizm i energia odnawialna? Nie, nie jesteśmy bogami! Na szczęscie! Jesteśmy karłami stojącymi na ramionach olbrzymów, którzy tą cywilizację zbudowali. Wieki tworzone było bezpieczeństwo i względny dobrobyt, w którym teraz żyjemy. To może się odmienić w przeciągu godziny, a tu wychodzi jakiś za przeproszeniem Biedroń i ma problem, że nie każdy zachwyca się jego dziwacznymi praktykami  seksualnymi, albo jakaś opętana kretynka która chciałaby się gzić bez ograniczeń, a potem mordować swoje dzieci na koszt podatników.  Skąd się biorą tacy debile niech mi ktoś wytłumaczy! Ktoś im za to płaci - to jedyne rozsądne wyjaśnienie..

W głupocie świat muzułmański nie wiele ustępuje liberalno-lewicowym elitom zachodnim. Chcą nas podbić demografią, barany. Myślą, że bogactwo Europy jest jak ropa naftowa, ktora siknęla jakiemuś szejkowi na pustyni. Otóż nie, Europa jest stosunkowo niewielkim skrawkiem lądu, w północnej swej częsci położonym w surowym klimacie. Mieszkańcy tysiące lat uczyli się jak przeżyć w tych warunkach, a potem przez wieki jak je obrócić na swoją korzyść. Z pracy ich rąk i intelektualnego wysiłku wzięło się bogactwo Europy. Chrześcijństwo dowartościowało pracę, a wymóg życia w czystości pozwolił zaoszczędzoną energię zkanalizować w twórcze działanie. Europa bez Europejczyków nie będzie żadną atrakcją dla ludu pustyni. Nawet jeśli w drodze demokratycznych wyborów przejmą władzę w krajach zachodnich, po czym wprowadzą prawo szariatu i opodatkują wszystkich chrześcijan okaże się, że bogactwo znikło. Okaże się, że mają Bliski Wschód z wszystkimi jego wadami, ale bez żadnych zalet. Czy powrócą do swej tradycyjnej działalności w Europie tzn. handlu białymi niewolnikami?

Jakże jestem zmęczona, pójdę już spać.



niedziela, 8 marca 2020

O postępach postępu w Kościele

Dziś u dominikanów ogłoszenie przed mszą, że należy powstrzymać się od:
  • przychodzenia do kościoła jeśli jest się osobą starszą osłabioną lub przeziębioną
  • przekazywania znaku pokoju przez podawanie ręki
  • przyjmowania komunii do ust zwłaszcza w pozycji klęczacej
Komunię należy przyjmować na rękę, albo skorzystać z komunii duchowej. Nie pamietam czy było coś o wodzie święconej (na zachodzie jest zakazana).

Zgadzam się w 100% z red. Lisickim, że to wygląda, jakby biskupi czekali tylko na cień pretekstu, aby te gusła w końcu porzucić.  Koronawius spadł im jak z nieba. Jestem przekonana, że w Wielkim Tygodniu usłyszymy, że ze wzgledu na zagrożenie groźnym przeziębieniem i katarem oraz łzawieniem oczu, zabrania sie przynoszenie pokarmów do święcenia. Mogę sobie wyobrazić tę radość wsród braci - koniec z tymi koszmarnymi jajami w Wielką Sobotę! Pierwsze szczere od dziesięcioleci Te Deum zostanie odśpiewane w murach kościoła św. Wojciecha.

A zakaz przychodzenia do kościoła osób starszych! Wow! Że też tyle trzeba było czekac na tak rewelacyjny pomysł. Pamiętam jednego dominikańskiego duszpasterza, który nie widział miejsca dla "nieatrakcyjnych dziewuch" w swojej grupie młodzieżowej. Trudno się z nim nie zgodzić, przecież takie nie przyciągną powabnych młodzieńców, więc jaki sens całego przedsięwzięcia?!!! Z dobrego serduszka doradzam, żeby określić jasno kto powinien przychodzić do kościoła np. "jesli jesteś młody, przystojny, zawsze uśmiechnięty i towarzyski przyjdź do nas, będzie cool!" 

Coś mi mówi, że wiele się jeszcze dowiemy o prawdziwym stosunku ludzi Kościoła do prawd wiary, które tak długo zmuszeni byli głosić. Mam przeczucie, że to nie bedzie budujące, ale zdrowa przekora wpisana w naturę człowieka może nas uratować. Wierzący ksiądz daje poczucie bezpieczeństwa do tego stopnia, że człowiek może pozwolić sobie na wątpliwości. Kiedy jednak zdajemy sobie sprawę, że szafarze eucharystii nie wierzą, że konsekrowana hostia jest Ciałem Pańskim, to musimy się zdecydować w tę lub wewtę. Ważność sakramentów nie zależy od wiary księdza, ani od jego "stylu życia". I tak mamy sporo szczęscia, że sa nam dostępne. 

Na  koniec mój coming out. Przez wiele lat badania wykazywały obecność w moim organizmie wrednej bakcterii chlamydia pneumoniae, powodującej nieustanne choroby dróg oddechowych (straciłam przez to niejedną pracę). O ile mi wiadomo przenosi się ona drogą kropelkową. Nikt z mojego otoczenia się jednak nie zaraził. Co więcej przystępowałam do komunii i przyjmowalam ją do ust. Nie przyszło mi nawet do głowy, żeby z tego zrezygnować.

Dwa razy do roku mamy sezon grypowy. Są przypadki śmiertelne. Ludzie jeżdżą zatłoczoną komunikacją miejską. Wielu łazi z infekcją do pracy z obawy przed jej utratą. Rodzice posyłają chore dzieci do szkoły. Nawet za komuny, nie posłużono się tym jako pretekstem do zaniechania praktyk religijnych. Postępy postępu!

sobota, 7 marca 2020

O migrantach, komunii na rekę i kompromisie aborcyjnym

Imigranci u bram again. Grecy tym razem się bronią robiąc dokładnie to samo, co Orban w 2015. Nikt ich za to nie obsobacza. Znane obrazki - mlodzi mężczyźni rzucają kamieniami w policję, ta używa gazu i armatek wodnych, po czym strona atakująca skarży się jakiemuś kretynowi z mediów. Migranci mają ze sobą jakieś dzieci, chyba nie swoje, bo podwędzają je nad ogniskiem, żeby malowniczo płakały na użytek mediow lewicowych. Sądząc po komentarzach na YouTube większość populacji uodporniła się na takie widoki. Wszyscy zgodnie domagają się użycia ostrej amunicji. Nie dziwię się.

Ojciec przeor wrocławskich dominikanów wtrącił w niedzielnych ogłoszeniach duszpasterskich, że w związku z epidemią koronawirusa można przyjmować komunię na rękę. Dzisiaj natomiast nieznany mi z imienia zakonnik nakłaniał nas do takiej formy apelując do naszej odpowiedzialności. Tylko jedna pani starsza dała się namówić, włożyła  hostię do ust en passant w sposób dość nonszalancki.
Zastanawiam się dlaczego im tak bardzo na tym zależy, żebyśmy pogryzali Ciało Pańskie jak paluszki na przyjęciu. Skąd taka determinacja. Dlaczego balaski i klękanie są tabu? O co tu chodzi? Jest dla mnie jasne, że "epidemia" jest tylko predekstem do wprowadzenia komunii na rękę w Polskim Kościele na stałe.

Ktoś by mógł zapytać dlaczego ciągle chodzę do tych heretyków. Sama się nad tym zastanawiałam. Tłumaczyłam to sobie charakterystycznym dla neurotykow trzymaniem sie rutyny. Olśnienia doznałam na mszy w pierwszą sobotę lutego u paulinów, którzy jak wiadomo są prawowierni (niektórzy nawet za bardzo). Ojciec Maksymilian zamordował mnie swoim słowotokiem (gadał tak długo, żeby wszyscy stojący w kolejce do konfesjonału zdołali się wyspowiadać). Wybiegłam stamtąd z wrzaskiem (nie po raz pierwszy zresztą). Trzeba przyznać, że dominikanie swoje herezje podają w zdecydowanie bardziej strawny sposób. Pomyśleć, że kiedyś im ufałam!

Ojciec Szustak popiera kompromis aborcyjny - wypowiedział się na YouTube. Tomasz Samołyk i Weronika Kostrzewa polemizują z nim bardzo merytorycznie w dobrze przygotowanych filmikach. Takie czasy nastały, że świeccy bronią ortodoksji, a zakonnicy przede wszystkim chcą być cool i fit in.